poniedziałek, 13 listopada 2017

Szew okrężny, czyli słów kilka o prowadzeniu ciąży zagrożonej we Włoszech

Czym różni się ciąża zagrożona, od ciąży ''normalnej''? Na powyższe pytanie możnaby odpowiedzieć krótko i zwięźle - ilością, różnorodnością i częstotliwością badań.

My miesiąc temu, aktualnie gabaryty nasze są nieco okazalsze ;)

Planując powiększenie rodziny, wiedziałam, że moja potencjalna ciąża zostanie sklasyfikowana jako zagrożona lub, jak kto woli, o podwyższonym ryzyku. Czynników było kilka, ale nie chciałabym się powtarzać, dlatego tutaj ograniczę się do szybkiego ich wymienienia:
  • pierwsza ciąża zakończona przedwczesnym porodem i narodzinami skrajnego wcześniaka w 29tc, z powodu niewydolności szyjki macicy
  • konizacja szyjki w 2015 roku
  • poronienie
Spragnionych szczegółów odsyłam do starszych postów - tu i tu.

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że wszystkie informacje oparte są na moim przypadku. Nie wiem w jaki sposób bylaby prowadzona podobna ciąża w Polsce. Powiem więcej, nie mam zielonego pojęcia jak wygladałaby sprawa w innych rejonach Włoch.

Zanim zagłębię się w temat, kilka suchych faktów, niezbędnych by zrozumieć włoskie realia. Służba zdrowia na ''kozakowym'' półwyspie nie jest w pełni bezpłatna (naturalnie od zasady są wyjatki), z reguły za wszelkie świadczone usługi pobierany jest ''ticket' - jego wysokośći zależna jest od rodzaju badania, ale nie może przekraczać 36euro.
Kobiety ciężarne są kategorią uprzywilejowaną, a więc zwolnioną z niektórych opłat - SSN (włoski NFZ) oferuje np. darmową cytologię, wizyty ginekologiczno-położnicze (nie mylić z USG, te refundowane są tylko dwa - w pierwszym i drugim trymestrze), niektóre badania laboratoryjne. Skierowania na powyższe badania wystawia lekarz rodziny, opięczętowując je odpowiednim kodem, ze względu na tydzień ciąży. Jeśli na recepcie nie widnieje kod M + tc oznacza to, że badanie jest odpłatne.

Drugą sprawą jest prowadzenie ciąży. Powiedzmy, iż w Italii funkcjonują dwa modele - prywatny i publiczny. W publicznym, jak możecie się domyślać, naszym punktem odniesienia jest szpital. Osobiście, we wszystkich ciążach, korzystałam z usług ginekologów prywatnych (muszę jednak zaznaczyć, że moja obecna ginekolog pracuje również w szpitalu). Jak to wygląda w praktyce?
Na początku ciąży wybieramy zaufanego ginekologa, któremu powierzamy prowadzenie ciąży - do niego będziemy wędrować na kontrole, USG, jego będziemy terroryzować telefonami, to on będzie nam zlecać badania. UWAGA - ginekolog zleca badania, ale skierowania wypisuje nam lekarz rodzinny! Dlatego też korzystając z usług prywaciarza, nadal mamy szansę robić badania na fundusz (i korzystać jeśli są one bezpłatne). Przyznaję szczerze, że bardzo mi się to podoba.

Ale do brzegu - ciąża zagrożona, obięta jest specjalnym traktowaniem. Lekarz, jeśli uzna to za uzasadnione, może nam nadać ''esenzione''  - KOD, który zwalnia nas od wszelakich płatności medyczno - sanitarnych na cały okres trwania ciąży. Nie jest to bez znaczenia gdyż,  jak wspomniałam na wstępie, podobna ciąża charakteryzuję się zwiększoną ilością i częstotliwością badań.  Na przykład ja, od drugiego trymestru ciąży, średnio 2 razy w miesiącu muszę udawać się na pobranie krwi, oddawać probki moczu, więcej mam także wymazów z pochwy (ich jednorazowy koszt, płacąc jedynie ''ticket'' to suma rzędu 150 euro) itp...


Kilka faktów o mojej ciąży:

  • do 9 tygodnia przeszłam 3 badania ultrasonografem
  • badania prenatalne nieinwazyjne - Bitest (test podwójny), wraz z przeziernością karkową. Wyszedł negatywny, więc nie zlecono kolejnych badań w tym kierunku - po 35 roku życia, wszystkim obywatelkom Włoch oczekującym potomstwa zalecana jest amniopunkcja. 
Gdyby ktoś był ciekawy jak wygląda płód w 13tc - zdjęcie wykonane podczas badania przezierności karkowej

  • tzw. morfologica - włoski odpowiednik USG połówkowego
  • w 17tc założenie szwu okrężnego, poprzedzone USG premorfologica 
Szew okrężny - zakłada się na szyjkę macicy (przy podejrzeniu jej niewydolności) od strony pochwowej. Procedura, mimo iż nie jest długa, wymaga kilkudniowej hospitalizacji (najczęściej 2 doby po operacji). Zabieg wykonywany jest w znieczuleniu ogólnym, ewentualnie zewnątrzoponowym, co wymaga wcześniejszego odbycia wizyty anestezjologicznej. Po założeniu szwu zostaje nam podany antybiotyk oraz przepisana kuracja progesteronem (dopochwowa lub doustna), trzeba liczyć się z delikatnymi plamieniami, szczególnie dbać o higienę intymną oraz powstrzymać od współżycia.

Niby nic strasznego, a bardzo się tym zabiegiem stresowałam, a to znieczulenie, a to znów myśl o kilkudniowym rozstaniu z synem. Zgodnie z ustaleniami zabieg miał zostać wykonany w znieczuleniu ogólnym. Psychicznine byłam przygotowana na to, że będę spać, chwilę przed ''wjazdem'' na salę operacyjną poniformowano mnie, że jednak, ze względu na dziecko, skłaniają się do ''epidurale''. Obleciał mnie  strach, bałam się tej długiej igły w kręgosłupie itp...  Na wstepie zostałam podłączona do różnych aparatur - pulsoksymetr czy ciśnieniomierz. Zapewne wszyscy wiedzą jak wygląda znieczulenie zewnątrzoponowe - u mnie było nieco inaczej. Po zaaplikowaniu środków znieczulająch, musiałam, przez ok. 5 minut pozostać w pozycji siedzącej z głową wkuloną w kolana - jak zostało mi wytłumaczone, chodziło o to by znieczulenie nie poszło w górę kręgosłupa, a pozostało w obszarze miednicy. Po kilku minutach zaczęło mi się kręcić w głowie, czułam się jakbym miała zemdleć. Natychmiastowe podanie tlenu załatwiło sprawę.
Sam zabieg nie był bolesny, ale do przyjemnych też nie należał.  Po ok. 9 minutach, uszu mych doszedł głos profesora ''nożyczki'' i chwilę później ''dziękuję państwu''. Niemal od razu wróciłam na moją salę, kilka godzin później wyjęto mi cewnik (konsekwencja znieczulenia zewnątrzoponowego) i nakazano minitorować oddalanie moczu.
Na szczęście obyło się bez komplikacji, więc dzień później byłam już w domu. Z reguły zabieg podobny wymaga kilkudniowego wypoczynku, po czym wracamy do tzw. normalnego życia, naturalnie unikamy wysiłku i przemęczania się. Może się jednak zdarzyć, iż dostaniemy nakaz leżenia - wszystko zalezy od ''stanu'' szyjki. Od tego momentu kontrole ginekologiczno-położnicze mam co 2-3 tygodnie. Początkowo obserwowano zarówno szyjkę, jak i stan płodu. Od 6  miesiąca  maluch kontrolowany jest mniej więcej raz w miesiacy, szyjka macicy cały czas co 2-3 tygodnie.


Aktualnie jestem w 35 tygodniu ciąży. Stawiane początkowo progi (cele) zostały osiągniete - pierwszym było dotarcie do 30tc, następnie 34tc, kolejnym jest osiągnięcie 36 tygodnia. Jeśli dotrwam, w 38tc zostanie mi zdjęty szew.

Stresu jest wiele (czekam również na wyniki ostatniej cytologi), na żadne badanie nie szłam spokojna, za każdym razem towarzyszyło nam (mężowi również) drżenie rąk i zimny pot - uspokajał nas dopiero widok bijacego serduszka. Od połowy ciąży doszła obawa o szyjkę.


POWIEDZ KOTKU, KOGO MASZ W ŚRODKU

Jak słusznie wyłapała Luxusowa, a ja potwierdziłam w komentarzach, pod sercem noszę osobnika płci męskiej. Naturalnie, jak tylko rozeszła się wiadomość o ciąży, pojawiły się pytania w stylu ''kogo bym wolała?'', niektórzy ograniczali się do swierdzenia ''życzę ci dziewczynki'', a jeszcze inni na wieść o kolejnym synu rzucali ''nastepna będzie córka''. A co ja Wam powiem? Zanim pojawiły się pytania, w ogóle nie zastanawiałam się czy wolałabym chłopca czy dziewczynkę. Później nieuchronie zaczęłam, wewnątrz siebie, szukać preferencji odnośnie płci i wiecie co ja naprawdę pragnęłam jedynie by nasze dziecko było zdrowe. Cieszę się z syna, tak samo cieszyłabym się z córki.


MOJE ODCZUCIA

Właśnie weszłam w 36tc (tak post ten ''pisał się'' wyjątkowo długo), dziś kończy się 8  miesiąc ciąży, a mną miotają sprzeczne emocje - z jednej strony pragnę by ciąża trwała jak najdłużej, z drugiej zaczynam mieć dość leżącego trybu życia. Nie ukrywam, iż chwilaim ogarnia mnie również strach przedporodowy, do porodu teoretycznie pozostało 35dni.