wtorek, 30 grudnia 2014

(nie)Pokonani

Melduje sie z polskiej ziemii...

Zdarzylismy sie przyzwyczaic, iz rok 2014 nie jest dla Nas najlaskawszy.
Nie spodziewalismy sie jednak, ze tak nam 'dopiecze' jeszcze na ostatniej prostej. Jak to zwykla mawiac moja swietej pamieci babcia 'licho nie spi'!! Dopadlo Nas 10 godzin przed podroza powrotna do Wloch...Dokladniej rzecz ujmujac pierworodnego dopadl rotawirus!! Po cholere to istnieje?? Nieprzespana noc, wymioty i rozwolnienie w akompaniamencie stefkowych jekow :'(

Do godziny 5:30 w niedziele bilismy sie jeszcze z myslami co tu poczac...jechac czy nie jechac? W ktora to strone idzie...ku lepszemu czy wrecz odwrotnie? Ryzyko jednak bylo zbyt wielkie, wiec decyzja mogla byc tylko jedna - zostajemy.

Bilet na samolot poszedl sie kochac - mielismy promocyjna taryfe bezwrotna. Bilety na pociag udalo sie oddac rzutem na tasme, raptem 40 minut przed odjazdem pociagu, dzieki dyspozycyjnosci mojej siostry i jej meza!!

Stefi czuje sie nieco lepiej, ale wciaz duzo spi. Nie ma sil wstac z lozka, ale po woli zaczyna jesc.

Nowa data powrotu wciaz do konca nie znana. Jestesmy jednak peawie pewni, ze Nowy Rok powitamy w Polsce.

Pozdrawiam wsztstkich serdecznie z bialego pomorza
Ewiczka

niedziela, 14 grudnia 2014

Do They Know It's Christmas...

Wesolych 
Zdrowych
Rodzinnych
Przepelnionych miloscia
Swiat Bozego Narodzenia!!

Wlaczam ''reset'', gdyz w Polsce nie bede miala stalego dostepu do internetu. Z reszta nie po to tam jade by sleczec przed komputerem. Zostawiam Was z jednym z moich ulubionych swiatecznych utworow. 
Wiem, ze w tym roku powstala jego nowa wersja (juz czwarta)...ja jednak najchetniej wracam do tej sprzed 30 lat. 

Band Aid 1984 - Do They Know It's Christmas?



p.s. Mam nadzieje, ze gdy bedziecie czytac powyzsza notke to my cali i zdrowi bedziemy juz grzac sie przy kominku w moim rodzinnym domu :)

Ewiczka

sobota, 13 grudnia 2014

Z pomoca niebios...


   Stefano wizualnie czuje sie znacznie lepiej. Broi, ze az milo - w domu wyglada jakby przeszedl huragan. Nigdy wczesniej nie myslalam, ze bede sie tak cieszyla z balaganu...ale porozwalane w kazdym mozliwym koncie wszelakie klocki, samochodziki i ksiazki byly dla mnie pierwszym swiadectwem, iz syn zaczyna dochodzic do siebie.

Juz po wtorkowych inhalacjach wrocil spokojniejszy oddech. W czwartek co prawda jeszcze dalo sie slyszec, ze cos mu tam w srodku rzezi. Od wczoraj nie jest to juz wyczuwalne golym uchem. Noce znow przesypia cale...w dzien ponownie nie spi (w poniedzialek w dzien zasnal mi 3 razy). Biega, skacze :)

Kaszel jeszcze jest, mokry...czestotliwosc 1-2 kaszlniecia na godzine. Rano wiecej niz po poludniu.
Nochal wciaz nieco zapchany.

 Co najwazniesze wczorajsza kontrola u pediatry potwierdzila, iz fizycznie rowniez jest znacznie lepiej. Wciaz cos tam w srodku siedzi, ale przechodzi. Jedno ucho nadal nieco czerwone. Ste dobrze zareagowal na leczenie. Pediatra zadowolona, nie widzi przeciwskazan przed podroza...ponoc jest ''pokryty'' antybiotykiem, ktory podajemy do poniedzialku. Podobnie i inhalacje. Jedynie uwaga to by, w trosce o uszy, przy starcie i ladowaniu podac mu koniecznie cos do picia. Nasza pediatra jest bardzo powsciagliwa, wiec jesli mowi, ze przeciwskazan przed podroza nie ma to ufamy jej, ze nie ma.

Do wczorajszego popoludnia, nie wiedzielismy na czym stoimy...dopiero  wieczorem M. przyniosl z garazu walizki. Mielismy mniej wiecej 24h na spakowane sie i mysle, ze na chwile obecna jestesmy w dobrym punkcie. Na szczescie wszelkie zakupy prezentowe zrobilismy wczesniej.

Takze kochani...z pomoca niebios LECIMY!!

Ewiczka

piątek, 12 grudnia 2014

O wloskich sadach slow kilka

Na szczescie, osobiscie nie mialam nigdy do czynienia z wloskim wymiarem sprawiedliwosci (nie liczac spadku).Jestem skromna obywatelka, w oczy sie nie rzucam. Na bank napadac nie planuje, choc dodatkowym groszem bym nie pogardzila.

Maz moj jednak juz kilkukrotnie byl zmuszony biegac po sadach i uzerac sie z urzednikami panstwowymi. Ostatnia ''wizyta'' byla wczoraj w wydziale karnym. Nie, nie mam przy boku typa spod ciemnej gwiazdy...M. wezwany zostal do sadu w charakterze swiadka.

Dziesiec lat temu (nie regulowac monitorow - piszac dziesiec mialam na mysli 10) wraz ze swoja owczesna partnerka zostal napadniety na jednym z miejskich parkingow. Uzbrojeni napastnicy ukradli im wszystko co mieli - telefony komorkowe, mezowi drogi zegarek. Wieksza krzywda byl uraz psychiczny.  Napastnikow szybko zlapano...byla identyfikacja...proces. M. wystepowal naturalnie w roli swiadka i zgodnie z prawda powiedzial wszystko co wiedzial czyli praktycznie nic. Ciemno bylo, twarzy napastnikow nie widzial...skradzionych przedmiotow nie odnaleziono. Wydawaloby sie, ze to koniec histori!!

W jak ogromnej nieswiadomosci zylismy przez te 10 lat wyszlo na jaw we wrzesniu, gdy przyszlo wezwanie na stawienie sie w charakterze swiadka w powyzszej sprawie. Juz cale to wezwanie to jednak wielka farsa. List polecony z sadu przyszedl bowiem na stary adres meza - awizo w skrzynce znalazl szwagier (mieszkali kiedys w tej samej klatce).  Zaczelo sie glowkowanie, co to takiego? Na blankiecie wyczytalismy, iz akty prawne. Mandat!! - padlo z ust mezowskich...jadac nad morze w czerwcu minelismy fotoradar i M. nie byl pewien czy zdarzyl wyhamowac.  ''Nie odbieraj'' - podsunelam mysl... ''adres nie jest poprawny...mogles tego w ogole nie dostac.'' Cos nam jednak nie gralo, samochod kupilismy  w 2011 roku a maz adres zameldowania zmienil juz w 2005.

M. bardziej uczciwy od swojej drugiej polowy, odebral polecony i wyszlo szydla z worka.

Rozprawa 11 grudnia o godzninie 10:00.

Pojechal.

Przy wejsciu straznik i  bramki wykrywacze metalu - Dzwoni...
Straznik: ''masz klucze w kieszeni?''
M: ''tak''
Straznik: ''ok, w porzadku''

M. zdziwiony poszedl dalej, w myslach analizujac sobie zachowanie starznika...A gdybym byl terrorysta to zapewne na pytanie straznika o klucze odpowiedzialbym ''nie nie, jakie klucze...panie ja mam bazooke pod koszula'' ;)

Rozpoczely sie poszukiwania auli. Wokanda, naturalnie nie byla w kolejnosci ani alfabetycznej ani numerycznej...

Udalo sie, znalazl. Ex i trzeci swiadek juz czekali. (Ex na wezwaniu miala zle nazwisko, a trzeci swidek niepoprawne nazwisko i adres :)

Wyszla sedzia i doszly ich sluchy, ze mozliwe, ze sprawa ulegla przedawnieniu. O 11:00 bedzie zebranie i jesli jest przedawniona to szybko pojdzie.

Sprawa przedawniona od maja 2014 roku....trzeba jednak czekac na swoja kolej.

Chwile po 13 rozpoczela sie rozprawa, na ktorej sedzia oglosila, iz sprawa jest przedawniona :) Ani M. ani pozostali swiadkowie slowem sie nie odezwali.

Paranoja!!

Nikogo nie powinno juz dziwic mezowskie stwierdzenie na wiesc o nominacji sedziowskiej mojej siostry: ''Stefano, teraz to juz bedziesz mogl byl kryminalista pelna geba...w Polsce ciocia Cie wyciagnie z kryminalu....a we Wloszech? we Wloszech i tak nie pojdziesz siedziec!!'' :D



wtorek, 9 grudnia 2014

EDIT - Krol ''Smark Wielki''

Zarzekalam sie, ze w grudniu, w zwiazku ze zblizajacym sie terminem wylotu do Polski, syna do przedszkola nie posle. Zarzekalam sie, a jednak poslalam...dalam sie przekonac, bo on tak chetnie i radosnie tam chodzi...i w ubieglym tygodniu nie podlapal wirusa (co niejako przyslonilo 10 pozostalych gdy przyniosl do domu to swinstwo)...wdarl sie promyk optymizmu,

Piatek wieczor kichanie na odleglosc - biedak maly nie mogl zasnac tak go to kichanie meczylo prawie do polnocy.

W sobote inhalacje rinowash (prysznic nosa), kichania mniej, ale z nosa lalo sie na potege. Doszedl kaszel i w ruch poszedl syrop cebulowy.

Niedzielny obiad u babci odwolany i caly dzien spedzony w 4 scianach.

Ubiegla noc byla okropna, o ile syn jako tako pospal to my z mezem nic a nic. Stefek kaszlal non-stop i do tego naprawde intensywnie. Dzis rano, gdy wrocilam z kosciola zastalam w domu porzadek i dziecie wtulone w swego rodziciela. Od razu zapalila mi sie czerwona lampa, iz cos jest nie tak. Temperatury brak (oczywiscie termometr sie zepsul, wiec trzeba bylo mierzyc metoda tradycyjna pod pacha). Ste jak nigdy chcial byc noszony...okropny chruchel i ten nieustanny lament...O co tu chodzi...Stefek nigdy nie placze z bolu - nawet jak mial zapalenie stawu biodrowego i kulal przez prawie 2 tygodnie nie uronil ani lezki.

Jak na zlosc takie rzeczy dzieja sie zawsze w weekend badz swieto (wczoraj byl u nasdzien wolny od pracy). Jako, ze ja dostawalam paranoi na swiszczacy oddech syna, M. ulegl i pojechalismy na ''guardia medica'' (w Polsce nazywa sie to chyba pomoc dorazna badz pogotowie). Lzy, lzy i jeszcze raz lzy a do tego ten przeciagly lament...pani doktor stwierdzila, ze na oko to cos go boli. Pluca i oskrzela, na tyle ile dal sie osluchac, spoko. Uszy - masakra, czerwone!! Zapalenie ucha, obustronne!! Antybiotyk i przeciwbolowo paracetamol. Kuzwa, a dzien wczesniej mowilam, ze On cos za czesto sie za uszy lapie. Ale uszy bolaly mnie - czyzbym przeczuwala synowskie bole? ;)

W drodze powrotnej do domu syn postanowil dodatkowo pokazac cala zawartosc swojego zoladka...

Mlody jest ospaly i marudny. Wczoraj wieczorem znow ten swiszczacy oddech...gdy spi oddycha nieco lepiej, ale jest to wiele krotkich oodechow. Na chwile obecna zalega w lozku, przed TV i ja tam za chwile wracam (naturalnie w trosce o dziecko zaniedbalam siebie a cholera nie czeka i powiem tylko tyle, iz czuje ze mam gardlo).

Telefoniczna konsultacja z pediatra i na 15 jedziemy dokladniej syna osluchac.

Nasze plany jada w dol po rowni pochylej, Wyjazd do Polski (za 5 dni) zawisl na wlosku, jednym cieniutenkim wlosku :(  Rozpaczam, ale zdrowie Stefka najwazniejsze!!

EDIT po wizycie u pediatry. Uszy wcale nie tak, zle jak nam to opisala Pani z pogotowia. Nasza pediatra antybiotyku by nie dala (A co ja mysle - ale moze nie sa juz tak czerwone, gdyz antybiotyk zaczal dzialac?).
Reszta rewelacji doslownie sciela nas z nog, gdzy UWAGA...Stefano  ma astmatyczne zapalenie oskrzeli (dosc brzydkie) i do cholery jasnej pytamy sie jak Pani z pogotowia mogla tego nie uslyszec. Pediatra wsciekla, nie mowiac juz o nas rodzicach. Widzielismy wczoraj wieczorem ten plytki oddech (oddychal jakby calym soba) i gdyby nie to, ze kilka godzin wczesniej zapewniono nas, ze mlody jest czysty osluchowo to bysmy z nim gnali do szpitala. A tak to chyba tylko opatrznosc boska nas uratowala, ze to dalej nie poszlo...Ciesze sie, ze juz jest odpowiednio zdiagnozowany. Antybiotyk podtrzymany + inhalacje i kontrola w piatek.  Zdaniem pediatry szansa, ze uda nam sie poleciec do Polski jest...zalezy jak sie bedzie miala sprawa w piatek.

NO i mamy wiele do przemyslenia na nadchodzacy miesiac. Pediatra poprosila by usunac Stefka ze zlobka na czas zimowy, bo jak dla niej to w przypadku naszego syna faktor ryzyka jest zdecydowanie za wysoki.

niedziela, 7 grudnia 2014

Pierwszy

Pierwszy siwy, lub jak to woli bialy, wlos!! No wlasnie jak to z nimi jest...siwe czy biale? W Polse starzenie sie przynosi nam siwe wlosy. We Wloszech biale! A jak sprawa sie ma z naukowego punktu widzenia to nie wiem. Nie wazne! Zwal jak zwal...

Pierwszego siwka, przeblyskujacego przez moje kasztanowe (naturalnie farbowane :D ) wlosy zauwazylam w czerwcu, podczas wakacji nad morzem. Nie powiem towarzyszyly temu pewne emocje i to w cale nie negatywne...znalezisko wywolalo nawet usmiech na mojej twarzy.

Pozniej juz tak zabawnie nie bylo. Zaczelam dostrzegac ich coraz wiecej. Na wspolczucie meza nie ma co liczyc, bo zbyl mnie nudnym ''to przeciez normalne''. I na nic byly moje prostesty, ze siwienie w wieku 30 lat ma niewiele z normalnosci...No, za nic na swiecie nie chcial sie rozczulic nad moja tragedia i poczatkowo przekonywal, ze to blond ;) a na koniec dodal ''spojrz na mnie, ja mam ich wiecej''...Doigral sie, bo nie omieszkalam nieczule wypomiec mu 40 na karku ;)

Zachodzilam do glowy, skad?...dlaczego?Nawet  moja babcia w wieku 90 lat nie miala wszystkich siwych wlosow. Doszlam do wniosku, ze to codzienne proby samobojcze mojego syna wplywaja negatywnie nie tylko na moje serce, ale i wlosy :)

A tak na powaznie ''biel'' na lepetynie zaczelam dostrzegac gdy psychicznie probowalam sie oswoic z wiszacym nade mna widmem opercaji. Czyzby zbieg okolicznosci??? Ehhh....nie od dzis wiadomo, ze stres negatywnie wplywa na nasz organizm.

Tymczasem przyjmuje to za znak, ze czas zaczac wracac do blondu - bedzie mniej widac :D

środa, 26 listopada 2014

Kocham Cie zycie czyli wyniki biopsii!!

Biopsia w Halloween - brzmi jak okrtuny zart, ale nim nie jest. W Halloween mialam swoj maly prywatny horror - kolejna juz w moim zyciu kolposkopia. Cytologia i pobranie probek do badania histopatologicznego.

 Poczatkowe zdenerwowanie, z uplywem dni, powoli przeszlo w tryb ''stand by''.   To co mialam i moglam zrobic, zrobilam. Czekamy...trzy tygodnie minely w ubiegly piatek. Zapomnialam zadzwonic do laboratorium. Nie wiem czy nieco nie podswiadomnie. Z jednej strony chcialam jak najszybciej miec wglad w wyniki...z drugiej chcialam miec spokojny weekend.

Zadzwonilam w poniedzialek. Sa!!

Po wyniki tradycyjnie pojechal moj maz. Ja nie bylabym w stanie, Blada jak sciana siedzialam na kanapie i staralam sie utrzymac rownowage psychiczna. Bylam klebkiem nerwow, sciskalam w reku kubek goracej kawy a mimo to trzeslam sie jak osika na wietrze. Nie wiem dlaczego wynikow tych balam sie o wiele bardziej niz kilku poprzednich?

Wrocil M. Drzaca reka otworzylam zalaczniki:

badanie cytologiczne - infekcja sredniego stopnia z onakami czegos tam..., ale BRAK komorek atypowych!!

badanie histopatologiczne - szereg slow, ktore rozumiem kazde z osobna, ale nie pojmuje co oznaczaja wszystkie razem...o brodawczaku ludzkim ani slowa. WYCOFAL SIE?! Chwilowo!!

Lzy naplynely do oczu, serce powraca do swojego normalnego rytmu. Skad jednak stwierdzenie, ze wycofal sie ''chwilowo''? Niestety, ale swiadoma jestem tego, ze wroci, bo on bawi sie ze mna w kotka i myszke juz przynajmniej od 2011 roku. Najwazniejsze, ze nie jest gorzej, czego okropnie sie balam.

Konsulatcja telefoniczna z Pania doktor potwierdza, iz wszystko jest w normie. Mam odczekac przynajmniej 2 miesiace...po czym skontaktowac sie z nia gdy dostane pierwszy okres po Bozym Narodzeniu a ona wtedy wyznaczy mi wizyte w konkretnym dniu cyklu i powtorzymy cytologie.

Poki co wiem tyle, ze Swieta beda spokojne :) Mam nadzieje, bo w Polsce umowieni juz dentysta i dermatolog!!

Dziewczyny, dziekuje za kazde dobre slowo, ktorym poprzednio mnie wspomoglyscie :)

wtorek, 25 listopada 2014

LBA



Zostalam ostatnio zaproszona do zabawy LBA przez Sabine. Zeby jednak bylo sprawiedliwie odpowiadam rowniez na pytania z poprzednich nominacjji, ktore siegaja kilku tygodni a nawet i miesiecy wstecz (wstyd wiem i przepraszam),

Pierwsza nominowala mnie Wiola, a bylo to juz dobrych kilka miesiecy temu:


1. Opisz najlepszy dzień Twojego życia.
Chcialabym napisac, ze dzien slubu, ale niestety ze wzgeldu na poranne nieprzyjemnosci nie byl to dzien idealny. Porod - wspominam milo, ale i tu nie brakowalo tragizmu. Jedno z najpiekniejszych wspomnien, ktore nosze w sercu wiaze sie jednak z synem. Z drazcym sercem, w trzeciej dobie zycia syna, szlam na pierwsza powazna rozmowe z neonatologami (dotychczas kontaktowal sie z nimi jedynie moj maz). Widze nas w gabinecie lekarskim, siedzacych przy ogromnym stole...na przeciwko nas lekarz (szef Intensywnej Terapii) przeglada i spokojnie analizuje synowskie akta i uszy mych dochadza slowa ''tu wyjeto rurke''... 
- Jak to wyjeto rurke? Czyli, ze oddycha...sam oddycha?
- Oddycha sam przy pomocy C-PAP'u.
Pamietam siebie wychodzaca ze szpitala, usmiechajaca sie przez lzy i powtarzajaca jak mantre ''on oddycha''.

2. Największe szaleństwo Twojego życia 
Lot do Wloch, aby przeprosic i porozmawiac w cztery oczy z owczesnym chlopakiem. Nic w tym wielkiego gdyby nie fakt, iz po klotni on nie chcial ze mna rozmawiac i nie odbieral telefonu, napisalam wiec SMS ''bede jutro...czekaj na mnie na dworcu'' i polecialam.

3. Masz władzę nad światem przez cały dzień. Co robisz?
O matko, nie chce...

4. Zaczynam dzień od…
Porannej toalety

5.  Mam słabość do…
Smieciowego jedzenia :(

6. Nigdy nie zjem…
Flakow - brrr

7. Co zawsze chciałaś zrobić, ale coś Cię powstrzymywało?
Staram sie mierzyc sily na zamiary, wiec nie bedzie to nic spektakularnego. Od lat chcialabym nauczyc sie plywac, ale panicznie boje sie glebokiej wody (trauma z lat szkolnych).

8. Gdybyś miała wybrać trzy zapachy przypominające Ci Twój rodzinny dom lub dzieciństwo, jakie byłyby to zapachy?
Pieczone ciasto, mielona kawa

9. Gdybyś mogła przenieść się na chwilę do jakiejś książki, jaka książka by to była?
Chetnie bym zwiedzilabym Hogwarts 

10. Film, na którym płakałaś ze śmiechu.
Filmu nie pamietam...ze smiechu pokladalam sie czasami ogladajac serial ''Friends''

11. Kiedy potrzebuję wsparcia udaję się do...
Meza lub siostry.


Pytania od Kornelii:


1. Aktywnie spędzony czas czy leniwie ?
Zdecydowanie aktywnie, choc i blogie lenistwo czasami sie przydaje.

2. Najmilsze wspomnienie z tych wakacji?

3. O poranku pyszna kawa czy raczej herbata ?
KAWA!!

4. Za co pokochałaś swoją bratnią duszę?
Za caloksztalt

5. Las czy plaża ?
Plaza, gdyz lesne wedrowki sa dla mnie za bardzo stresujace ze wzgledu na zamieszkujace je gady.

6. Ulubiona potrawa i jak ją przyrządzasz?
Lasagne. Opis przygotowania to raczej temat na osobna notke :)

7. Czy masz jakiś ulubiony gadżet- jaki ?
Raczej nie.

8. Miejsce , które chciałabym zwiedzić to ...
Nie ma tego jednego upragnionego. Wiele miejsc chcialabym odwiedzic, chociazby z ciekawosci...do rownie wielu chcialabym powrocic, gdyz wiaza sie nimi cudowne wspomnienia.  Planow tych zapewne nie uda sie w wiekszosci zrealizowac, ze wzgledow logistycznych (boje sie latac) i finansowych (niestety nie spimy na pieniadzach).

9. Bloguję, bo?
Blog to moje okno na swiat...sposob na spedzenie kilku chwil w milym towarzystwie i jedyny pismienny kontakt z jezykiem polskim.

10.Jesteś osobą: Spokojną czy Szaloną ?
Cicha woda.

11. Ulubiony blog Twoim zdaniem i dlaczego ?
Lubie wszystkie na ktore zagladam.


Pytania Sabiny:


1. Z czym kojarza Ci sie Wlochy?
kiedys - slonce, morze, makaron,pizza, Rzym i Watykan, Berlusconi, calcio, przystojni mezczyzni
obecnie - jak wyzej plus podatki, biurokracja, strajki i parkowanie na zakretach ;)....a zapomnialabym ''pendolino'' :D

2. Ksiazka, ktora polecasz?
Ostatnio niewiele mam czasu na czytanie. Z dzecinstwa polecam ''Dzieci z Bullerbyn'' - moja ukochana, ulubiona, najlepsza :) Lubie ksiazki autorstwa Agathy Christie i jestem fanka Jezycjady autorstwa Malgorzaty Musierowicz.

3. Czy ogladasz telenowele - jesli tak to jakie?
Obecnie nie, ale mam je na sumieniu...mniej wiecej do czasow licealnych zdarzalo mi sie sledzic te skomplikowane historie milosne. Ostatnia, ktora pamietam byla bodajze ''Fiorella'' i gdy gdzies 1,5 roku temu natknelam sie tu na nia w TV to az mi sie sentymentalnie zrobilo :D 
A czy ''M jak milosc'' i ''Na dobre i na zle'' zaliczaja sie do telenowel? Jesli tak to powiedzmy, ze je podgladam, bo ogladaniem to bym tego nie nazwala. Czesto wlaczam sobie powyzsze seriale w internecie, gdy buszuje po sieci - oprocz telefonow z rodzina to jedyna okazja by posluchac jezyka ojczystego.

4. Co sadzisz na temat stylizowania maluchow?
Nie jestem na biezaco z moda. Dla mnie wazne jest, by ubranie bylo czyste, wygodne i bezpieczne a jesli przy okazji bedzie fajnie i modnie to tym lepiej :)

5. Ulubiony aktor i film?
Leonardo di Caprio w ''Inception'', choc mam mocne przeczucie, ze ostatnio widzialam ''kogos w czyms'' co mnie zachwycilo, ale jak na te chwile nie przeklada sie to na konkretny obraz. 

6. Celebryta, ktorego nie znosisz i dlaczego?
Lapo Elkann - za imie :D A tak na serio to za glupote, ignorancje.

7. Ideal mezczyzny (lub kobiety) i dlaczego?
Wysoki, ciemnowlosy - jesli mialoby to sie przekladac na konkretne osoby to z czasow fascynacji pilka: Maldini, Nesta. Dlaczego? Patrzac obecnie na ich zdjecia sama nie wiem :D A tak po prawdzie, jak to mawiala moja babcia, szczery, kochajacy, szanujacy i oddany rodzinie.

8. Mega popularny blog, ktory czytasz?
Na mega popularnych blogach nie umiem sie odnalezc...szczerze powiedziawczy to chyba nawet takowych nie znam. Odwiedzam te, ktore lubie nie zwazajac na licznik wyswietlen. Jesli mam cos do powiedzenia to komentuje.

9. Co sadzisz o portalach spolecznosciowych?
Coraz ciezej mi sie na nich odnalezc. Z jednej strony ulatwiaja utrzymanie kontaktu z rodzina i znajomymi, ktorzy rozjechali sie po swiecie, z drugiej jednak ich polityka prywatnosci mnie przeraza.

10.  Jakie pobudki slonilyby Cie do emigracji?
Chec poznania swiata, przygod i sprawdzenia sie. Do pozostania na emigracji - milosc!!

11. Piosenkarz, piosenkarka, zespol - jaka muzyka Ci w duszy gra?
miedzynarodowa - Sting, Springsteen, Cranberies
wloska - Nanini, Dalla, Jovanotti (wybrane utwory)
Niczym nie pogardze, z drobnymi wyjatkami!!

Wszystkim blogierkom dziekuje za nominacje i zaproszenie mnie do zabawy. Sama nie nominuje nikogo, gdyz ulozenie pytan zapewne zajeloby mi kolejnych kilka tygodni i post licho by wzielo. Pozdrawiam cieplo,


Ewiczka

czwartek, 20 listopada 2014

Jak PKP bilety sprzedawalo...

To juz pewnie wszyscy wiecie, wiec nie bede Was tu torturowac opowiesciami jak w weekend mi cisnienie podskoczylo. Wspomne jedynie, iz w calym tym zamieszaniu utknelismy i my - rodzina, ktora 14 grudnia musi dostac sie z Warszawy na polnoc kraju...nasza podroz zbiegla sie nie tylko z wprowadzeniem nowego rozkladu jazdy, ale i wypuszczeniem na tory ''wahadelka''. Pendolino zdarzylo mi sie jechac kilka razy we Wloszech, wiec cisnienia na testowanie taboru na polskich torach absolutnie nie mielismy, ale wyszlo jak wyszlo....o godzinie, ktorej nam najbardziej pasuje jedzie wlasnie ''wahadelko''.

Madre glowy system sprzedazy ''dynamicznej'' biletow przygotowaly, ale d...nie dziala. Klops i przerwa technologiczna...


Na chwile obecna przerwa technologiczna trwa juz od 100 godzin. Toz to prawdziwa rewolucja bedzie, na pograniczu z rzeczywistoscia - sience fiction doslownie.  Zaczynam sie powaznie zastanawiac czy oni ten system od poczatku ''pisza''?


 Ciekawe kto zawinil tym razem...pewnie Wlosi, Alstom co pociagow na czas nie dostarczyl? Pewne osoby powinny sie mocno zastanowic zanim zacznac wyglaszac deklaracje i szukac winnych po katach. Nie wnikam czy zawinil Alstom w dostawie pociagow, ale ludzie drodzy Wy nawet nie potraficie biletow na pociag sprzedac? Jak oni umowe na te pociagi pisali tak samo jak caly ten system sprzedazy to sie powinni cieszyc, ze w ogole cokolwiek im dostarczono. Pytam sie czy Wy z tworzeniem programu czekaliscie na dostarczenie skladow - pewnie patrzac na Pendolino latwiej sie pisze?! Cyrk na kolkach...przepraszam, cyrk na szynach!!

Najbardziej wkurza brak informacji...bo nie potrafia zadeklarowac kiedy system sprzedazy on line zostanie przywrocony. Ok rozumiem, ale czy tak ciezko powiedziec ''nie wczesniej niz.....'' Jak widac ciezko. Lepiej bawic sie ze spoleczenstwem w kotka i myszke... Tak sie sklada, ze mam meza informatyka, ktory tworzeniem programow zajmuje sie na codzien i On jakims cudem gdy dostaje konkretne polecenie jest w stanie okreslic czy zajmnie mu to dzien, dwa, tydzien czy miesiac....No, ale jak sztab kryzysowy nie wie czego sie chwycic...

Po prawie 4 dobach bylam juz konkretnie zmeczona ciaglym odwsiezaniem strony i sledzenia fejsbukowych wypocin PKP Intercity.  Powiedzialam dosc!!  


Moje emocje w temacie zmienialay sie od irytacji...przez smiech...do wscieklosc i zmeczenia!! Nie ma co - XXI wiek :D


Ostatecznie bilety  w wielkich bolach udalo sie kupic w kasie na dworcu w Tczewie (kochane PKP system dziala, ale nie tak jak dumnie glosicie bez przeszkod) po ''zaledwie'' 30 minutach stukania w klawiature - dziekuje mojej siostrze i cierpliwej Pani w kasie. Teraz pozostal ''maly'' szczegol do rozwiazania - bilety sa w Polsce a my jestesmy we Wloszech - ciekawe kto mi odda za kuriera?! Chetnych nie widze!!

A zeby cisnienie za szybko mi spadlo to PKP postaralo sie zebysmy nie mieli czym do Warszawy na samolot dojechac. W pierwotnym rozkladzie byly dwa pociagi, ale przeciez wlosi zawinili i wszystkich skladow nie dostarczyli, wiec zweryfikowano to tak, ze usunieto oba poranne polaczenia i w niedziele rano z Gdanska do Wawy nie pojedziesz (Czyzby stare wagony juz na zlom poszly?) Musielibysmy tluc sie nocnym TLK - bite 5 godzin i od 5 rano kwitnac na centralnym. Samoloty jak na zlosc tez nie pasuja, wiec najprawdopodobniej bedziemy zmuszeni wyjechac dzien wczesniej poznym popoludniem i przenocowac w stolicy.

 Teraz bedzie nerwica czy bilety dojda na czas. Mam jednak nadzieje, ze Poczta Polska dziala sprawniej niz Polskie Koleje Panstwowe!!

środa, 19 listopada 2014

PICASSO?

Meble - kredki swiecowe. Koszulka i poduszka - dlugopis, a jakze?!


poniedziałek, 17 listopada 2014

Swiatowy Dzien Wczesniaka

Malo mnie tu ostatnio, bo mysli mam zaprzatniete innymi kwestiami, Goracy okres u nas -zawsze cos i tak sie zlozylo, ze nie mam czasu nawet na wnikliwe czytanie Waszych blogow, nie mowiac juz o opisaniu.

Dzisiejszego pochmurnego poranka pojechalismy do szpitala na kontrole synowskiego zeza. Nie lubie wizyt oklulistyczny w szpitalu, bo to nigdy nie wiadomo ile trzeba bedzie czekac i czy dziece bedzie chetne do wspolpracy. Dzis Ste wyraznie mnial na nas wszystkich wylane - lekarka machala mu przed nosem a to myszka miki, a to czarownica czy Boj jeden wie czym...a ten ostentacyjnie lep w druga strone. Nie bedzie patrzal i tyle. Cosik udalo sie jednak podejrzec i rezultat wizyty jest taki, iz Stefi ma zeza :) Ha!! A tak na serio to kontrola nic nowego nie wniosla (na szczescie zachowana jest naprzemiennosc uzywania oczu), kuracja podtrzymana i see ya za 6 miesiecy. W czwartek okulista!!

Wchodzac dzis jednak do szpitala wrocily do mnie wspomnienia. Swiatowy Dzien Wczesniaka - w holu dostrzeglam duze monitory prezentujace film na temat wczesniactwa powstaly we wspolpracy z naszym zaprzyjaznionym oddzialem...na ekranie przewijaly sie te wszystkie biedne kruszynki...i znajome twarze personelu...az cieplej sie na sercu zrobilo. Syn niestety nie pozwolil obejrzec video w calosci, ale mozliwe, ze wpozniejszym terminie bedzie dostepne on-line. Wpatrujac sie w TV ni stad nie zowad, nie wiele myslac zapytalam ''idziemy ich odwiedzic??''. Poszlismy, wszak to zaledwie dwa pietra wyzej. Rozpoznano nas juz z daleka i radosnie powitano. Niestety jedna z naszych ulubionych pielegniarek z ambulatorium byla akurat na urlopie, wiec dostalismy nakaz by w niedalekiej przyszlosci ponownie ich odwiedzic :)

Tymczasem wszystkim wczesniaczkom duzo duzo zdrowia, szczescia i usmiechu na kazdy dzien!!


Ratujmy wczesniaki, bo to sa naparwde super cudaki, z ogromna wola walki o zycie. Uparte jak kudlaty osiol, ale cos za cos :D


Miesieczny kangurek :)

piątek, 14 listopada 2014

ZLOTE MYSLI


Idac pieszo czynisz dobrze sobie i srodowisku!!


Dziekuje miastu Perugii za uswiadomnienie mnie w temacie...a dzis od siebie dodam ''JAK JEST STRAJK GENERALNY TO NIE MASZ ZA BARDZO WYBORU I DAJESZ Z BUTA''  Ot Italia wlasnie!

Wlasnie kombinuje jakby tu syna ze zlobka odebrac. Co prawda komunikacja miejska nie jest w pelni zawieszona, ale w godzinach 10:00 - 14:00, nie wiesz czy i kiedy autobus przyjedzie.

Udanego piatku i weekendu zycze :)

środa, 5 listopada 2014

Wesoly autobus po ulicach mego miasta mknie

No mnie mknie, a w nim cuda niewidy o jakich wielu nawet sie nie marzy.

Jak juz wiecie lub nie wiecie Stefano dwa razy w tygodniu uczeszcza do placowki oswiatowej. Jako, ze miejsce to oddalone jest od domu kilka kilometrow bez czterokolowego srodka transportu sie nie obedzie. Tak wiec tata syna rano odprowadza (jego biuro znajduje sie 500m dalej) a mama syna odbiera. Samochod mamy jednak tylko jeden i w dodatku wciaz nie czuje sie za kolkiem zupelnie swobodnie by jechac sama  z synem. Strach poteguje fakt, iz wiekszosc trasy musialabym pokonac jedna z glownych ulic naszego miasta i w dodatku przejechac obok, zawsze zatloczonego, dworca kolejowego. Stad tez pomysl by jezdzic po syna srodkami komunikacji miejskiej - autobus i minimetro.



Syn zadowolony, bo moze reka pomachac na autobus i dzwonek nacisnac gdy wysiadmy.  A i matka mniej zestresowana. Tak sie pieknie sklada, ze na jednym bilecie jestem w stanie spokojnie po syna jechac i wrocic. Poki pogoda wspolpracuje wszystko chodzi jak w zegarku. No prawie wszystko.


Oto kilka autobusowych opowiesci:

SCENKA NR 1

Wsiadamy ze Stefkiem do autobusu...''potwierdzam waznosc biletu'' i sadzamy nasze szanowe 8 liter na ''wygodnych'' siedzeniach. Nagle uszu mych dochodzi:

pasazerka: ''Kierowca, kierowca - sa tu dwie panie co biletu nie skasowaly''
kierowca: (milczy)
p: Zadamy aby pan sprawdzil bilety...bo albo wszystkim albo nikomu...Po kilku sekundach juz ponad pol autobusu debatuje na temat bezkarnie podrozujaccyh gapowiczow
k: Widze, iz kierowca zerka z dezaprobata w lusterko. Nadal jednak milczy.
p: Tak nie moze byc...my placimy gruba kase. Staruszki przekrzykuja jedna druga ''bilety coraz drozsze, przez tych co nie placa''...Inna odgraza sie, ze i ona przestane abonament wykupywac.

Przystanek: Wsiada chlop z torba. Staje w polowie autobus. Biletu nie kasuje. Wszystkie oczy skupione na nim - ofiara nie ma pojecia co ja zaraz czeka. Nie zaraz wyciaga bilet...nie kasuje go jednak.  Zanim kobity zdarza chlopa zlinczowac do akcji wkracza kierowca (czyli jednak nie jest niemowa) - bilet Pan kasuje?  Chlop mruczy cos pod nosem, ze niby skasowal w innym autobusie (to nic jest obowiazek potwierdzenia jego waznosci w kazdym kolejnym srodku lokomocji, do ktorego wsiadasz)...Ukradkiem oka widze, ze kasownik pokazuje czerwone swiatelko - jednym slowem bilet nie jest wazny. Ani kierowca ani staruszki jednak tego nie widza wiec jedziemy dalej.

A ja do samego konca zastanawialm sie kim sa owe dwie panie co to biletu nie skasowaly. Spod moich ciemnych okularow spogladam to w prawo to w lewo. Mam kilku kandydatow, ale po wnikliwszej obserwacji zauwazam, iz bilety badz dzierza w dloni badz trzymaja w kieszeni. I nagle nachodzi mnie taka oto refleksja ''A moze to ja jestem ta Pania bez biletu?''

SCENKA NR 2

  Tytulem wprowadzenia wspomne jedynie, iz ''ostatni dzwonek'' obwieszczajacy koniec lekcji w szkola rozlega sie w godzinach 13:00 - 13:30. Syna odebrac musze do 13. Aby uniknac malo komfortowej podrozy w zatloczonym autobusie odbieram Stefka wczesniej - zwykle kilka minut po 12.

Tego dnia mialo byc podobnie. Wychodzac z domu przyuwazylam jednak wzmozony ruch przed szkola. Z jakichs nieznannych mi powodow zajecia w szkolach wspomnianego dnia skonczyly sie znacznie szybciej niz zwykle, bo juz ok. godziny 11.

Odbieram syna. Pierwszym etapem podrozy jest minimetro - wagoniki. Miejsc siedzacych jest w nich jedynie 8, ale kursuja bardzo czesto, wiec zwykle nie ma problemow. Wyjatkiem jest moment zamkniecia szkol gdy cala mlodziez zjezdza z centrum. Srodkiem tym pozdrozujemy jednak bardzo krotko - zaledwie jeden przystanek. W dodatku minimetro podrozujac w calosci nad ziemia jest bezkolizyjne. Nie ma przyspieszen i gwaltownego hamowania.

zrodlo

Czekamy na autobus :)

Na dworcu jest przesiadka na autobus i tu juz nie ma mowy o spokojnej jezdzie. Ledwo co sama potrafie sie utrzymac. A co dopiero z dzieckiem? Wsiadamy, autobus pelen nastolatkow przyklejonych zadkami do krzesel. Gdzies w tlumie widze starsza Pania co kurczowo trzyma sie drazka. Wszak starsze Panie podobnie jak i ja - mama z dzieckiem, wsiadajac do zatloczonego autobusu stajemy sie superbohaterami o specjalnej mocy - stajemy sie niewidzialni!! Fajnie co?? No super...Tak wiec przez ramie mam przezucony synowski plecak i moja torbe, Stefka uwieszonego mi na szyi a druga reka kasuje bilet. Rozgladam sie uwazniej - wolnych miejsc siedzacych nie ma. Kij Wam w wszystkim w oko - przytulam syna i siadamy w kaciku na podlodze!! Starsza Pani z usmiechem zagaduje ''Widzisz kochanie jaka mama Ci miejscowke znalazla?!''. Jak to mowia z braku laku i kit dobry. Kilka minut pozniej widze, ze starsza Pani z drugiej czesci autobusu przwoluje mnie reka aby nam miejsca ustapic. Grzecznie dziekuje, ale odmawiam. Nie mialabym serca starszej osobie miejsca zabrac! Mlodziez ani drgnie. W koncu jedna dziewczyna (zapewne targana wyrzutami sumienia) odwraca sie w moja strone i rzuca niedbale ''chcesz usiasc?'' Wypowiedziala to takim nieszczesliwym tonem, ze ironicznie odpowiedzialam ''Nie dzieki, poradze sobie''. Ona - ''ok''. No to jedziemy dalej na podlodze, ale uwaga zwalnia sie miejsce.  Ohoho synu usiadziemy sobie jak sie nalezy, no bo przeciez nie ustapic miejsca to jedno, a bezczelnie ukrasc je matce z malym dzieckiem to juz podchodziloby pod chamstwo. Dziewczyno, tyle ty juz lat na tym swiecie zyjesz a wciaz taka naiwna jestes - wstyd. Wierzcie mi, iz mialam juz kazanie na koncu jezyka, ale syn cos wyczul i mocno sie we mnie wtulil. Zakmknelam wiec usta zanim zdarzyl sie z nich wydobyc jakikolwiek dzwiek by dziecka dodatkowo nie stresowac.



SCENKA NR 3

Duzo tu z sytuacji numer dwa, wiec nieco opis ukroce. Wsiadamy do autobusu - mama z synem uwieszonym na szyi, torba na ramieniu, plecakiem zarzuconym na bark i synowska kurtka w rece. Pojazd pelen mlodziezy...stawiam syna na podlodze, przytrzymujac Go kolanem z trudem udaje mi sie utrzymac rownowage i wydobyc z portfela bilet by go skasowac. Jak zwykle jestem niewidzialna! Wroc, niewiedzialna jestem dla mlodziezy, bo pewna pani proponuje pomoc w dojsciu do kasownika, wiec tak zupelnie przezroczysta nie jestem :)
Przystanek...biore syna na rece. Starsza pani z siatami w reku ma problem aby wsiasc do autobusu. Pani, ktora wczesniej proponowala mi pomoc, teraz pomaga kobiecinie wdrapac sie do srodka komunikacji miejskiej, jednoczesnie glosno komentujac sytuacje w srodku pojazdu ''Droga Pani tu nie ma miejsc siedzacych dla osob starszych''. Na te slowa reaguje pewien Pan, rozglada sie i wstaje szczerze proponujac kobiecinie miejsce. Staruszka jednak odmawia, tlumaczac, iz zwolnione miejsce jest dla niej za wysoko - musialaby pokonac kolejny wysoki stopien a z tym wlasnie ma najwieksze problemy. Nikt inny nie deklaruje checi ustapienia miejsca. Pani ponownie, jeszcze glosniej niez wczesniej, wykrzykuje ''takie to zycie, ze brak miejsc dla osob starszych i matek z dziecmi. Mlodziez taka zmeczona, ze musi siedziec a matki z dziecmi i starsi przeciez w pelni sil to moga sobie stac''.  Gowniarze dalej twardo siedza, ani drgna, slepo wlepieni w swoje smartfony. Mozesz im nad glowami krzyczec a i tak dupska nie rusza. Na marginesie zajmuja rowniez miejsca, oznaczone jako te przeznaczone dla osob majacych problemy motoryczne. Maja nas wszystkich gleboko w dupie. Zero szacunku!! Jak ich za frak nie wezmiesz to sie nie rusza!!
Nam ostatecznie udalo sie usiasc na miejscu, ktorego nie chciala staruszka. Pan, ktory zwolnil jej miejsce, jak tylko nas zauwazyl, z usmiechem oddal mi i synowi swoje miejsce.


SCENKA NR 4

Tym razem miejsca sporo, autobus w polowie pusty. Na jednym z przystankow wsiada chlopak. Na oko nieco ponad trzydziestoletni Wloch. Prosi o bilet, ale nie ma drobnych, a kierowca z 50euro nie ma jak wydac (zgodnie z regulaminem pieniadze powinno sie miec odliczone). Alternatywy sa dwie - albo wysiadasz albo idziesz rozmienic pieniadze. Zatrzymujemy sie pod barem - chlopak wysiada i biegnie rozmienic 50 euro na mniejsze nominaly. Kierowca przeprasza pozostalych za zaistniala sytaucje...odzywaja sie glosy ''Pane, bo oni tak specjalnie, ze niby drobnych nie maja a tak naprawde to chca legalnie na gape jechac''. Wraca chlopak, placi za bilet, jedziemy dalej.  Przystanek dalej wsiada czarnoskory chlopak, lat dwadziescia z hakiem (podkreslilam kolor skory, gdyz ma to znaczenie dla tego co dzialo sie pozniej). Staje niedaleko nas, ale nie widze czy skasowal bilet. Kierowca, zaaferowany wczesniejszym zamieszaniem z biletem, pyta grzecznie ''kolego bilet skasowales?''. Kolega twierdzi, iz skasowal, ale z wiadomych tylko sobie powodow pokazac nie chce. ''Nie rozumiem problemu, bo skoro skasowales to po prostu pokaz'', pada z ust kierowcy.  Pasazer nadal sie opiera, wiec kierowca staje sie coraz bardziej podejrzliwy i zaczyna z nim rozmawiac nieco bardziej stanowczo. Ostatecznie czarnoskory kolega decyduje sie okazac bilet (abonament) prowadzacemu pojazd.
- ''Sluchaj, ale ten bilet jest niewazny''
- ''hahah''
- ''hahaha, tu sie nie ma co smiac. Bilet jest niewazny...31.08, a my pazdziernik mamy. Musisz wysiasc''
- ''Nie rozsmieszaj mnie''
- ''Kolego albo wysiadasz, albo bede zmuszony zadzwonic po kontrolerow''

I tu zaczelo sie robic wesolo. W pasazera jakby diabel wstapil. Zaczal krzyczec jak opetany...''ja nie Wloch, nie znam wloski''. Podchodzi do pewnej kobiety, wtyka jej przed nos swoj bilet z nakazem czytania. Kobita zupelnie zdezorientowana, nim zdarzyla sposcic wzrok, ten znow z dokumentem znalazl sie przy kierowcy, prowadzacym pojazd. Wrzasnal mu w ucho ''czytaj'' i centralnie przed oczy (przyslaniajac temu zupelnie widocznosc) postawil mu ten nieszczesny bilet.

Kierowca hamuje i czyta: ''31/08''
Pasazer krzyczy mu prosto w twarz ''2015...Ja nie Wloch! Ty Wloch to po wlosku umiesz czytac''

W miedzy czasie ludzie z przodu autobusu zaczynaja przesiadac sie na tyly. Ja w myslach ukladam plan ucieczki. Stef jest przerazony krzykiem. Kurde, co to dalej bedzie? Ste wysiadamy na najblizszym przystanku.

Kierowca jednak pozytywnie mnie zaskakuje. Przyznaje racje pasazerowi i szczerze Go przeprasza za zaistaniala sytuacje.  Temu to jednak nie wystarcza i oswiadcza, ze ma gdzies jego przeprosiny. Wyzywa w imie boskie, wszystkich swietych i wzywa wszystkie Madonny swiata. Pani siedzaca naprzeciwko szeptem stwierdza to co ja mowie sobie w myslach ''wloskiego nie zna, ale przeklenstwa wszystkie''. Chlopak, o ktorym bylo na poczatku probuje opanowac sytuacje - kierowca Cie przeprosil, zlituj sie, zakonczmy te krzyki chocby przez wzglad na innych pasazerow i dziecko przestraszysz. Czarnoskory kolega oswiadcza jednak, ze ''on ma nas wszystkich w dupie, dziecko tez''. Milo, mysle sobie. Ste wyraznie zaczyna sie bac. Kierowca podnosi glos w probie zakonczenia sporu. Efekt odwrotny do zamierzonego. ''Czlowieku tu jest male dziecko, boi sie'', pada z tylu autobusu i dopiero te slowa wypowiadane przez poludniowoamerykansko wygladajaca kobiete przynosza chwile spokoju. Kolega odwraca sie w moja strone i wykrzykuje, ze ''przeprasza, ale rasizm''. A ja se mysle jaki rasizm i juz mam ochote wtracic swoje trzy grosze, ale przez wzglad na syna wyduszam z siebie, ze ''ok chlopie, rozumiem Twoje rozzalenie, ale kierowca Cie przeprosil. Zakonczmy wiec ten bezsensowny spor''.  Jesli myslicie, ze to byl koniec wrzskow to sie grubo mylicie. Gdy wysiadalismy z autobusu na naszym przystanku w autobusie nad wrzalo.

Moja refleksja na zaistniala sytuacje. Gdybym nie byla w tym autobusie od poczatku...gdybym nie byla swiadkiem postepowania kierowcy wobec obywateli swojego kraju to moze moglabym podciagnac jego zachowanie jako przejaw rasizmu.

Od kilku miesiecy jednak, zarowno przystanki jak i autobusy, oblepione sa plakatami nastepujacej tresci ''Razem przeciw wykroczeniom taryfowym...zobowiazuja one pozdrozujacych do wsiadania do autobusy jedynie drzwiami na przedzie autobusu i okazanie biletu kierowcy''. Kolega jednak mogl tego nie wiedziec. Wszak on po wlosku znal tylko siarczyste przeklenstwa.


Jak wszyscy wiemy kierowca jest rowniez upowazniony do kontroli biletow. Jeden przyjmuje sie tym bardziej, inny ogranicza sie do prowadzenia pojazdu.

Dlaczego my musimy od razu wrzucac wszystko do jednego worka? Rasizm!! Czy kazde zwrocenie uwagi osobie o innym kolorze skory od razu musi byc rasizmem? Gdyby nawet tak bylo, ze kierowca byl rasista i poprosil Cie wlasnie w tego powodu o okazanie biletu? Po pierwsze ma do tego prawo a Ty obowaizek mu go okazac. Masz bilet pokazujesz bilet i po sprawie. Pomylil sie, nie odczytal poprawnie calej daty konca waznosci biletu - czy nie wystarczylo zwrocic uwagi ''tak, 31/08/2015?'' Czy od razu musimy sie obrazac i atakowac wszystkich wokol?
Poza tym statystyki mowia, iz to obcokrajowcy najczesciej unikaja placenia za przejazd. Sama bylam swiadkiem takich sytuacji, gdzie trzymaja bilet, ale kasuja go dopiero wtedy gdy na przystanku przyuwaza kontrolerow (we Wloszech nie sa oni anonimowi).  To tak jak na lotniskach, gdy pod lupe biora tych co podejrzanie wygladaja badz sie zachowuja. Tyle w temacie.

Jak sami widzicie, w naszych autobusach nie brakuje rozrywki ;)

poniedziałek, 3 listopada 2014

Jak nie urok to...

...wymioty!!

Stef wciaz przeziebiony, to juz ponad 2 tygodnie. Nie zdziwilo nas wiec, ze wiercil sie w nocy niemilosiernie, przewracal z boku na bok, poplakiwal - wine zrzucilismy na poszukiwania odpowieniej pozycji do spokojnego snu.

Pobudka o 6:30 (zwykle spi do 8:30 - 9:00). I znow wina obarczylismy zapchany nos. Wzielismy mlodego do siebie, ale do snu nie kwapil sie minimalnie, Stwierdzilam wiec, ze skoro i tak juz nie spie to jada do kosciola na 8:00.

Gdy, kilka minut przed 9, wrocilam do domu oczom mym ukazal sie widok meza i syna zalegajacych na kanapie przed TV. M. rzucil na wejsciu ''Stefano zle sie czuje...wymiotowal!!'' Podchodze blizej i patrze na wyranie ''sflaczalego'' pierworodnego - siedzi pod kocem!! (moj syn, ktory nie cierpi miec przykrytych nog siedzi pod kocem i z nim nie walczy). Stan podgoraczkowy ok. 12 zmozyl syna i spal ponad 2h (normalnie wolami go na drzemke nie zaciagne). Wymioty poki co juz sie nie pojawily, ale stan podgoraczkowy przeszedl w goraczke. Zbijamy, samopoczucie wraca. Gdy mija efekt przeciwgoraczkowy Stefano staje sie przylepa.

Biedaczysko nasze zwymiotowalo akurat gdy byl sam w pokoju. M. wyszedl do toalety, a gdy wrocil cale lozko zalane bylo mlekiem. Syn zadbal aby matce sie w niedziele nie nudzilo...pralki szly jedna za druga.

Noc mijala w miare spokojnie az do 6 - goraczka, woda, zbijamy. Zasnal!!

W miedzy czasie telefonicznie skonsultowalismy sie z pediatra. Chce go przebadac. Po poludniu przyjmie nas bez kolejki.

Wlasnie sie obudzil..

Uciekam do przylepy, a Wam zycze lepszego poczatku tygodnia niz ten nasz :)

piątek, 31 października 2014

Wiem tyle, ze nic nie wiem!!

Kolejny miesiac dobiegl konca, juz dziesiaty w tym roku. Konca dobiega rowniez kolejny tydzien, tydzien dla mnie nieco stresujacy.

Tydzien nerow. Tydzien oczekiwania na badania. Tydzien ''szarpania sie'' z okresem - czy przyjdzie zgodnie z planem i pytanie czy do piatku minie? Wszystko zaczelo sie w 2011 roku...nawet nie licze, ktore to juz badanie tego typu. Niby powinnam byc do tego przyzwyczajona, a jednak piatek zaczal sie scisnietym zoladkiem.

Kolposkopia i biopsja celowana w dwoch punktach szyjki macicy. Badanie bynajmniej komfortowe, ale da sie przezyc...20 minut i moja szyjka byla 'lzejsza' o kilka wloken. Czekamy na wyniki...trzy dlugie tygodnie gdy staram sie nie myslec a jednak strach co chwila zaglada mi do oczu...co tu duzo mowic, najzwyczajniej w swiecie boje sie.

W szpitalu nalegaja na zabieg.
Na pytanie o wzrost zagrozenia przedwczesnym porodem mowia, ze ''nie jest to powiedziane''. Coz to  dla mnie oznacza? Niewiele...wszak wiem, iz nie wszystkie kobiety, ktore poddaly sie konizacji szyjki musza wydac na swiat wczesniaka. Co jednak z takimi co juz na swoim koncie maja przedwczesny porod...przedwczesny porod nie spowodowany infekcja badz skurczami a ''marna wytrzymaloscia'' szyjki.? I tu miny nieco rzedna, ale proponuja szew okrezny.

Powiem Wam tak zupelnie szczerze i otwarcie, ze cholernie sie boje, Boje sie wynikow...boje sie zabiegu...boje sie nie poddac zabiegowi...boje sie podjac decyzje...wszystkiego sie boje. Chwilami mam dosc i chcialabym juz byc po zabiegu i mysle niech usuna mi to swinstwo co od trzech lat mnie neka, ale jest tez ta druga strona medalu, ktora nie daje mi spokoju. Nie wiem co robic. Czuje sie bezsilna.

Poki co nie pozostaje nic innego jak czekac na wyniki i modlic sie aby nie bylo gorzej niz poprzednio. Martwic sie bedziemy pozniej...

wtorek, 28 października 2014

Eurochocolate i pierwsza wycieczka :)

W pazdzierniku, nieprzerwanie od 1993 rokui,  Perugia staje sie europejska stolica czekolady. Wszystko za sprawa miedzynarodowego festiwalu Eurochocolate.  Impreza powyzsza w calosci poswiecona czekoladzie przyciaga do miasta producentow czekoladowych lakoci. Od malych przedsiebiorcow czekoladowego rekodziela po gigantow przemyslowych, ktorzy w centrum miasta wystawiaja swoje ekspozycje i uliczne sklepiki. Festiwal ten co roku przyciaga do miasta niewyobrazalne rzesze turystow, nie tylko z Wloch, ale i z calej Europy. Zakupic tu bowiem mozna najdrozsza czekolade na swiecie :D  

''Na zachete'' dodam, iz mieszkancy umbryjskiej stolicy szczerze nie lubia tych dziesieciu dni w roku, gdy miasta ''zalewa sie czekolada i turystami''. Sama nie pojmuje fenomenu tej imprezy i w pazdzierniku staramy sie trzymac szerokim lukiem od centrum. 

Od kazdej reguly sa jednak wyjatki. Stefkowe przedszkole bowiem postanowilo wybrac sie na mala czekoladowa wycieczke. Rodzicow poproszono o wsparcie w okielznaniu gromady energicznych dwulatkow. A ja jako, ze nie pracuje chetnie przystalam na propozycje. Ostaecznie okazalo sie, ze praktycznie kazde dziecko mialo swojego opiekuna (a to mama,a to babcie). Niekorzy opiekunow mieli nawet dwoch lub trzech :)

zrodlo

zrodlo


Kto zainteresowany, odsylam na oficjalna strone imprezy http://w2.eurochocolate.com/perugia2014/. Wszak za rok juz kolejna edycja :)

Ponizej zdjecia, z pierwszej przedszkolnej synowskiej wycieczki :)


Na pierwszy ogien poszla degustacja pysznych ''opilkow'' z czekolady.

Lyzeczka jeszcze w calosci ;)
 Proba rozniesienia standu Lindt. Tu musze przyznac, iz dziewczyny z obslugi byly bardzo dobrze przygotowane merytorycznie i stwierdzily, iz ze wzgledow legalnych dzieciom zdjec nie robia.
Jesli chcemy sami pstrykac do bardzo prosze, a one chetnie sie z maluchami pobawia i poczestuja...tak tak czekolada!!



Moje czekoladki. Nie oddam ich!!
 Nastepnym punktem programu byla tanczaca marionetla, ktora zarowno dzieciakom, jak i doroslym bardzo sie spodobala.


Byly i chodzace cukierki...


.... a na koniec mily Pan zaoferowal sie zrobic nam baloniki. I to za darmo!! A dzieci jak to dzieci, marudne..tysiac pomyslow na minute. Ostatecznie kazde z rodzicow cos Panu w kieszen wlozylo :)


poniedziałek, 27 października 2014

Stefi i jego wrazliwe oblicze ;)

Mamy w domu malego wrazliwego czlowieczka. Wrazliwe oblicze syna odkrylismy przypadkiem ogladajac bajke w TV. A sprawca calego zamieszanie jest nie kto inny jak Peppa Pig.

Nigdy nie ukrywalam, iz pozwalamy synowi na ogladanie bajek. Nie godzimy sie na slepe gapienie sie w ekran telewizora w tak zwanym przez nas zawieszeniu. Nie wlaczamy tego co popadnie, a selekcjonujemy bajki, ktore syn moze ogladac czyli te w odpowiedniej grupie wiekowej. Stefek na chwile obecna ma dwie ulubione bajki - wspomniana juz wczesniej Peppe (ku bolaczce rodzicow) i Giustin'in Tempo (polski tytul bodajze to przygody Justina) i z malymi wyjatkami staramy sie ograniczac ogladanie TV  do tychze tytulow.

Jednym z momentow, w ktorcyh Stefi ma przyzwolenie na ogladanie TV jest ten gdy mama pichci. Kuchnie mamy malutka, a syna juz coraz wiekszego i jego raczki potrafia dojsc wszedzie. Dlatego gdy jestem sama w domu i udaje sie do kuchni na dluzsza chwile, w obawie, ze syn sciagnie nie siebie gotujaca sie wode lub postanowi wysadzic w powietrze cala klatke schodowa, czesto wlaczam mu bajke.

Podobnie bylo i tym razem, Po wypelnieniu ''kuchennej misji'' przysiuplam na kanapie w oczekiwaniu a koniec bajki. Syn, swoim zwyczajem, przysiadl obok mnie na podlodze, wtulajac swoja glowke w moje nogi. Nagle uszu mych dobiegl przerazliwy placz -syn momentalnie zalal sie lzami. Skoczylam na rowne nogi i goraczkowo poszukauje przyczyny calego zamieszania: ''Stefi kochanie, co sie stalo...kochanie, uderzyles sie?'' Kontroluje podloge z kazdej strony - do glowy przychodza najdziwniejsze i najczarniejsze mysl, ze moze usiadl na przedluzaczu i prad go ''kopnal''. Ufff, nie przedluzacz wciaz jest pod kanapa...i wtedy spojrzalam na ekran...i widze Tate Pig trzymajacego w dloni pudelko z klaunem na sprezynie. Przestraszyl sie, pomyslalam.

Zagadka wydawala sie rozwiazana az do wieczora, gdy Stefek przypadkiem mial przyjemnosc zobaczyc ponownie Peppe. Odcienk ten sam co wczesniej,..bacznie syna obserwujemy i znow jest ryk, ale lzy poplynely jeszcze zanim na ekranie pojawil sie wspomniany wczesniej klaun.

''Dlaczego wiec Stefek placze?''

''A moze dlatego, ze George placze?'' Nie. George placze zawsze, wszedzie i o wszytsko - swoja droga niezla z niego  beksa ;)

Pomyslicie, ze jestesmy jacys nienormalni, ale kwestia ta nie dawala nam spoku. Chcielismy koniecznie odnalezc odpowiedz na nurtujace nas pytanie - ''skad te lzy?''

Dzien czy dwa pozniej, wraz z trzecia wizja tego samego odcinka Peppy, przyszlo oswiecenie. Stefano zalal sie lzami dokladnie w momencie, w ktorym Peppa deklaruje rodzicom i bratu, ze podaruje ''Pana dinozaura na aukcje charytatywna w szkole''. Synowskie - to byly lzy rozgoryczenia i wspolczucia wobec Georga, ze siostra mu zabierze ulubiona zabawke. :D

A neuropsychiatrzy twierdza, ze dwuletnie dzieci nie sa w stanie sledzic tresci bajek!!





czwartek, 23 października 2014

''Otwierac jedynie na wlasna odpowiedzialnosc''

Dzien wczorajszy nalezal do takich, ktore najchetniej wrzuciloby sie do pudelka, szczelnie zamknelo i nakleilo kartke ''Otwierac jedynie na wlasna odpowiedzialnosc''.

No, ale jak moze wygladac dzien, ktory zaczyna sie herbata mietowa (w dodatku bez cukru) zamiast pysznej kawki. To pozostalosci po ubieglotygodniowym ataku zapalenia pecherza. Staram sie ograniczac kofeine, cukry i smieciowe jedzenie by odbudowac nieco flore bakteryjna jelita, ktora ostatnio u mnie lezy i kwiczy. Wystarczylo bowiem lykniecie antybiotyku a juz zaczela sie odzywac znienawidzona kandydoza, ktora trzeba zniszczyc w zalazku. Jednym slowem leczysz jedno, przyczepi sie drugie.

Poza tym znajdujemy sie pod wplywem nizu. W ciagu niecalych 24h temepratura spadla u nas o ok. 15 stopni. Brrrr!! Nie byloby zle, gdyby nie ten przeklety wiatr wiejacy od Apeninow.

Stefano obudzil sie wczesniej niz zwykle. U naszego syna syna wczesniej niz zwykle oznacza 8:40. Powiecie, czego Ty matko chcesz? A tego, ze po raz drugi w swoim zyciu wiwinal mi numer z pielucha. Pielucha sucha, pizama i lozko nie!!

Ok. 12 pojawil sie bol glowy - delikatny, ale uciazliwy. Znacie?

Pol godziny pozniej zadzwonil M., ze tesciowa bardzo zle sie czuje. Stwierdzil, ze wychodzi z pracy i jada na izbe przyjec.  Nie wiedzialm Jej, ale ponoc  miala tak ogromne bole brzucha, ze az sie zwijala i prawie wyla z bolu. M. nie zdarzyl dojechac do domu a juz dzwonil brat tesciowej, ze doszly wymioty, wiec wiezie swoja siostre do szpitala. USG i przeswietlenia nic nie wykazaly. Podejrzewaja kolke watrobowa - dzis dalsza weryfikacja.

M. spedzil wczoraj caly dzien w szpitalu, a ja ze Stefkiem w czterech scianach. Produkowalam sie jak moglam - ciastolina, ksiazki, rysunki, duplo. Nie wyszlismy nawet na zakupy bo Stef wciaz jest ''smarkaty'' a dzien pozniej miala byc pierwsza mini wycieczka z przedszkola. Nie chcialam wiec pierworodnego narazac na zlapanie jakiegos bonusowego swinstwa zanim sie nie wykuruje.

Ok. 15  bol glowy byl juz na tyle uciazliwy, ze sparzylam sobie pyszna kawusie i zagryzlam czekolada - podwojna dawka kofeiny, a co!! Pomoglo.

O 22 padlam na twarz!!

A dzis byla wycieczka, ale o tym innym razem. Wspomne jedynie, iz syn nas nie oszczedza. W ogole nie dba o nasze zrowie psychiczne. Dzis na wycieczce, UWAGA - najprawdopodobniej zjadl kawalek plastikowej lyzeczki. Napisalam najprawdopodobniej, gdyz 100% pewnosci nie mamy. W pewnym momencie maz zauwazyl, iz Stefano ma jedynie pol lyzeczk (ktora jadl skrawki czekolady z kubeczka). Nie wiemy czy odgryzl pozostala czesc czy mu sie po prostu ulamala. Nie wiemy ile z tego polknal? Co nas martwi to fakt, iz ulamane kwalki byly dosc ostro zakonczone. Po konsultacji z pediatra obserwujemy syna i niecierpliwie czekamy na kupe. A moze to potrwac nawet do tygodnia. Trzymajcie prosze kciuki by wydalil z siebie to swinstwo bez zbednych komplikacji!!

A jutro? Jutro USG synowskich bioder!!

Milego wieczora zyczymy :)

środa, 22 października 2014

Homemade ciastolina

Przepis na domowej roboty ciastoline dostalismy od jejdnej ze stefkowych wychowawczyn. Jest super prosty w przygotowaniu i naprawde bardzo miekki i przyjemny w dotyku.W zaleznosci od skladanikow jakie dodamy moze rowniez pysznie pachniec. Ja troche pomylilam proporcje i dodalam za duzo wody przez co poczatkowo ''ciasto'' wyszlo mi bardzo lepkie. Sytuacje udalo sie jednak opanowac i cistolina prezentuje sie nastepujaco :)




Ja ciastoline zrobilam ponad dwa tygodnie temu a wciaz jest jak nowa - mieciutka, mimo spedzenia calego dnia i nocy poza pudelkiem. Polecam. My wczoraj spedzilismy cale popoludnie na ugniataniu, walkowaniu i wyciskaniu foremek. Tworzylismy zwierzatka, litery a Stefano, jak na prawdziwego syna swego ojca makaron :) Nie mamy na stanie ani kolorowych foremek, ani walkow czy tez nozykow, ale dziecku naprawde niewiele do szczescia potrzeba. Wystarczyl maminy drewniany walek i metalowe foremki do ciastek. Sami zobaczcie :)











Ponizej przepis:

2 szklanki maki
0,5 szklanki drobnej soli (najlepiej dodatkowo zmiksowanej aby byla jeszcze drobniejsza) - ja, troche z lenistwa a troche z pospiechu, nie zblenderowalam
2 szklanki wody
2 lyzki oleju/oliwy
4 lyzki cremor tartaro - cream od tartar (wodorowinian potasu zwany kwasnym winianem potasu lub tartarusem) - jest to spulchanicz uzywany rowniez w gastronomi
1 torebka wanilliny - mysle, ze mozna ja zastapic niewielka iloscia cukru wanilinowego
barwniki spozywcze - moga to byc klasyczne barwniki spozywcze, ktore sa akurat bardzo wygodne w uzyciu. Jesli jednak macie wiecej czasu to mozecie wykazac sie inwencja tworcza np. do zabarwienia ciastoliny uzyc skladnikow spozywczych np. kakao (braz), kurkuma lub curry (zolty). Mozna rowniez uzyc wody po zagotowanym szpinaku (zielony).

Wszystkie skladniki wymieszac drewniana lyzka w nieprzywierajacym garnku.Postawic na ogien (maly plomien) i mieszac przez kolejne 2-3 minuty. Caly czas mieszajac zdjac z ognia. Nastepnie nalozyc pokrywke i zostawic do wystudzenia. Po wystudzeniu ugniesc rekoma i przelozyc do hermetycznego pudelka.

UWAGA!! Skladniki, ktorych uzyjecie do zabarwienia ciastoliny niekiedy moga miec dosc zachecajacy do smakowania zapach np. kakao. Stef oczywiscie nie mogl sobie odmowic posmakowania. Przewaga ciastoliny domowej nad ta komercyjna jest glownia taka, iz znacznie mniej w niej chemii.