poniedziałek, 31 lipca 2017

Update (maj, czerwiec, lipiec)

Kolejne trzy miesiące za nami. To już ponad trzy miesiące od mojego ostatniego postu. Przesilenie wiosenne przeobraziło się w letnie i naprawdę ciężko zabrać mi się za pisanie.

Od kilku miesięcy nękąją nas upały. Jak na początku maja przygrzało, tak nie odpuszcza. Susza, duchota i czterdziestostopniowe upały. Wszystkiego się odechciewa, na samą myśl o włączeniu laptopa robi mi się słabo. Bierzący tydzień ponoć ma być najgorętszym od 800 lat. Strach się bać, mówię Wam!

Mieszkanie nasze możnaby porównać do bunkra. Klima, na zmianę z wentylatorem, chodzą non stop, ale i tak temperatura w domu rzadko kiedy spada poniżej 30 stopni (zwykle nocą, do 28).

Co u nas?

Dzieje się! W maju byliśmy w Polsce, istne wariactwo. Ospy, co prawa, syn nie podłapał, ale kilka dni przed wyjazdem zaczęła się rozkładać matka, a dzień przed u Stefano zdiagnozowano początek infekcji na oskrzelach. Jak już z pierworodnym było lepej to znowuż mnie dopadło przeziębienie (katar, ból gardła, zatoki) - niech żyje make up, tylko dzieki niemu, na pierwszej komunii siostrzenicy, nie wyglądałam jak ''matka chrzestna zombi''.

Tekst roku by Stefano. Siedzimy sobie na gdańskim lotnisku, w oczekiwaniu na mojego tatę. Nagle syn zupełnie poważnie wypala ''no, ale kiedy jedziemy do Polski?''.   Kochanie, jesteśmy w Polsce, odpowiadam. Na co Stefano zupełnie poważnie oświadczył, iż ''nie, to nie jest Polska''.  Zrozumiałam wtedy, że dla Niego Polska to domy dziadków i kuzynów :)

Zaliczyliśmy wsytawę Lego w Gdańsku.

Kuzynostwo w akcji!

Codziennie ranno Stefano witał nas słowami ''o jest jasno! Mogę iść do domu kuzynów?''

Do kuzynostwa się nie idzię,  do kuzynostwa się biegnie ;)

Po powrocie były piąte urodziny syna i jego pierwszy, długo wyczekiwany kinderbal. Imprezka miała miejsce na sali zabaw w centrum handlowym, tak jak sobie wymarzył.




Drugi tydzień czerwca to toskański urlop, nad Morzem Tyreńskim.



W międzyczasie skończył  się kolejny rok szkolny. Niestety musieliśmy pożegnać się z jedną w wychowawczyń, która od września przechodzi na emeryturę. Ogromna szkoda, bo to ulubiona Pani naszego syna.

Tradycyjnie już, na początku czerwca, w przedszkolu odbyły się tzw. lekcje otwarte dla rodziców - angielski i zajęcia motoryczne. W pierwszej z nich Stefano praktycznie odmówił uczestnictwa, za to na gimnastyce wypadł rewelacyjnie wykonując wszystkie zadania.




I tak dochodzimy do lipca. Matka rozpoczęla go dwudniową wizytą w szpitalu - niewielki zabieg, a ojciec z przytupem koncertem U2 na Stadio Olimpico w Rzymie.

Następnym razem jadę ja ;)

A Stefano, prawie wszystkie poranki (8 - 14:30) siódmego miesiąca 2017 roku spędzil w ''centro estivo''. Powiedzmy, że to taki włoski odpowiednik polskich półkoloni.  Z wyboru miejsca (prywatne) jesteśmy bardzo zadowoleni - dzieci cały czas przebywają na swieżym powietrzu, jest plac zabaw, dwa baseny, las. Stefano do domu wracał wykończony, aczkolwiek zadowolony.  Miejsce warte swojej ceny - 100euro/tydzień. Poniższe zdjęcia pochodzą ze strony Il rocolo





Jutro już sierpień! Stanowczo za szybko mija czas.
Do usłyszenia wkrótce, mam nadzieję :)

17 komentarzy:

  1. Ładnie... Mama w szpitalu, a tata fruwa po koncertach ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez chwilę nie było pewne czy uda mu sie pojechać, ale na szczęście szybko doszłam do siebie :)

      Usuń
  2. Chcialabym wymienic sie na pogode tak na miesiac, bo juz nie mam sil codziennie dawkowac witamine D3 I patrzec w pochmurne niebo ...
    Fajna sprawa z tymi polkoloniami. Jejku dla moich chlopakow byly by jak wakacje :-) basen, slonko... ach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wyobrażasz sobie ile mieszkańców półwyspu by się chętnie z Tobą zamieniło na pogodę, np. mój mąż ;) A pólkolonie rzeczywiście fajna sprawa, właśnie czegoś podobnego szukaliśmy - by czuł się jak na wakacjach :)

      Usuń
  3. Ewa, jak fajnie ze piszesz :) mysli czesto bigaja po blogowych kolezankach i zastanawiam sie czy wroca, co sie zmienilo, jak ich zdrowie?
    O suszy i upalach slyszalam, co prawda kroluje w tym Portugalia i mimo tragedi urasta to do "normalki".Goroace lata w Italii zapowiadaja mi zawsze na sierpien a tu prosze- juz sie gotujecie!
    29.08 bede w Rzymie :)))))))) co prawda tylko jeden dzien ale nie wyobrazasz sobie jak sie ciesze :)
    Zdrowka kochani zycze i lekkiego przejscia do codziennosci przedszkolnej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 29 sierpnia, rozumiem, że wpadacie na urodziny mojego męża, tylko miasta pomyliliście :D W tym roku gotujemy się od maja i czekamy z utęsknieniem na kilka kropli deszczu i wiaterek.
      Co do przedszkola to jeszcze trochę wakacji mamy, włoskie dzieci byczą się 3 miesiące :)

      Usuń
  4. Ja bym też nie pisała, gdyby się tyle u mnie działo. Niemniej, cieszę się, że wróciłaś i mam nadzieję, że częściej nas będziesz raczyć swą obecnością :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak mi z tym raczeniem pójdzie ;)

      Usuń
  5. Faktycznie, sporo się u Was działo! Ale fajnie, że wróciłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz troszkę przystopowaliśmy, więc jestem :)

      Usuń
  6. Wcale się nie dziwię, że młodemu Polska kojarzy się z dziadkami :)
    Upałów nie zazdroszczę, trochę te temperatury u Was przeginają! Za to urlop nad morzem Tyreńskim....to bardzo chętnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeginają, przeginają! W sumie to też się młodemu nie dziwię, bo nasze pobyty w Polsce są bardzo rodzinne - szkoda nam cennego czasu z najbliższymi by podbijać polskie krajobrazy.

      Usuń
  7. O upałach wczoraj słuchałam w TV, że nawiedzają konkretnie Włochy. Mam nadzieje, że pisać będziesz częściej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Troche tych upalow zazdroszcze... ;) U nas nie jest tak fatalnie jak w Polsce, ale tegoroczne lato mamy duuuzo chlodniejsze niz zeszloroczne. I regularnie pada niestety... :/

    No takie polkolonie, to ja rozumiem! :) Zanim nam sie wyklarowalo, ze M. bedzie mogl sie zajac Potworkami latem, rozwazalam zapisanie ich na taki dzienny oboz przy klubie sportowym. Podobalo mi sie, ze rano dzieci mialy miec lekcje plywania, po poludniu lekcje tenisa, a w miedzy czasie inne zajecia ruchowe na swiezym powietrzu. Pomijajac juz fakt, ze to ruch to zdrowie, pomyslalam, ze beda wracac do domu pieknie wymordowani. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No polskie lato jest w tym roku tragicznie. Moi rodzice byli nad morzem z dziemi siostry i padało dzień w dzień, przez tydzień. U nas w końcu ma się ochłodzić, tzn. temp spaść do 30 stopni ;)

      My w sumie nie musieliśmy posyłać syna na pólkolonie, bo ja nie pracuje, ale kurcze w alternatywie miał siedzenie ze mną w bunkrze. A tam czas spędzał z rówieśnikami i do tego aktywnie :)

      Usuń