piątek, 4 listopada 2016

Niekończący się weekend

Zwonu mnie tu nie ma. Mało piszę. Niby miałabym o czym, ale brak mi skupienia i trochę też czasu. Wydarzenia ostatnich dni wprowadziły nieco chaosu do naszego życia. Niby nie jesteśmy bezpośrednio poszkodowani, ale mózg ''odstawia'' nam takie psikusy, że nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.

Atmosfera nam się udziela i czujemy wstrząsy, których nie ma.

Niby jesteśmy bezpieczni, ale ''w powietrzu'' czuć, zdenerwowanie, czuć, że jest inaczej niż zwykle. No, ale jak ma być jak w mieście pozamykano teatry, stare klimatyczne kina czy hale sportowe (powoli zostają przywrócone do użytku). No, ale Rocca Paolina pozostaje zamknieta. Nie wspomnę o szkołach - nasz długi listopadowy weekend trwa. W poniedziałek okarze się co dalej, ale już dziś wiadomo, że nie wszystkie szkoły będą  mogły przyjąc w swoje mury uczyniów. Osobiście mam nadzieję, że szkoła naszego czterolatka nie odniosła szkód i jest bezpieczna. Tylko ciekawe jak będzie wyglądał powrót do przedszkola po 9 dniach beztroskiej zabawy i spania do oporu.

Placówki oświatowe okazały się punktem spornym. O ile większość rodziców, ze zrozumieniem (a wręcz i wdzęcznością) przyjęła decyzję Prezydent regionu Umbria o zamknięciu wszystkich szkół (również prywatnych) do weryfikacji. to jednak pojawiają się głosy w stylu ''wymyślcie coś, bo ja na pewno nie zamierzam wybierać urlopu by siedzieć z dzieckiem w domu''.

My staramy się wykorzystywać te wspólne chwile - odwiedziliśmy naszych krewnych, których już nie ma między nami. Kolorujemy, układamy, puzzle i dużo spacerujemy. O tak pogoda nadal sprzyja długim spacerom, więc korzystamy z tych 23 stopni póki można.

Zaczynamy również myśleć o gwiazdce, którą w tym roku ponownie spędzimy we Włoszech. Jeszcze do niedawna byłam przekonana, że polecimy do Polski, ale życie napisało inny scenariusz.

W ramach ''śledztwa'' przed bożonarodzeniowego, zabraliśmy syna do dziecięcego raju - Toys (supermarket z zabawkami), gdzie spotkaliśmy dwumetrowego ''Cara'' ;) Pasjonaci siatkówki powinni kojarzyć - Ivan Zaytsev, światowej sławy siatkarz, reprezentant Włoch (w obecnym sezonie w składzie lokalnej drużyny). Nie jestem łowcą autografów, zdjęć z ukrycia też nie pstrykam - uważam, że każdy ma prawo spędzać czas wolny z rodziną, nie atakowany ze wszystkich stron prośbami o fotkę. Stefano chwilkę ''pobawił'' się z jego synem, a raczej sprzątnął mu sprzed nosa dzwoniąco-wibrujące ustroństwo o formie samochodu. W sumie to zachowaliśmy się z mężem jakbyśmy Go nie poznali (zawsze tak reaguje jak spotykam znane osobistości), ale w tej sytuacji mogliśmy się jednak odezwać i np. pogratulować postawy na ostatnich Igrzyskach, bo jednak oboje interesujemy się siatkówką.

To przypadkowe spotkanie zmobilizowało nas do pójścia na mecz siatkówki (Ostatni raz byliśmy lata temu - w drużynie rywali występował wtedy Sebastian Świderski). Mieszkamy zaledwie 10 minut drogi od hali sportowej, w której Sir Perugia toczy boje w Serie A - drużyna z naszego miasta jest obecnym wicemistrzem Włoch. Czekamy jednak na jakiegoś słabszego rywala, który przyciągnie mniej kibiców bo chcielibyśmy na mecz pójść z synem.



14 komentarzy:

  1. Wiesz, jak coś się dzieje poważnego to człowiek i tak to odczuwa w jakiś sposób mimo, że nie bezpośrednio!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się, że u Was w porządku, że jesteście cali i zdrowi, a siatkówkę swoją drogą kocham, będąc w LO trenowałam ją.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez kilka razy dziennie przy jakimkolwiek dziwnym halasie patrze na zyrandol czy sie rusza. Ten ostatni niedzielny wstrząs zmienił nas chyba na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas szkoły i przedszkola już otworzyli, ale dzisiaj strajk nauczycieli.... siedzimy więc w domu . Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Fajnie, że dobrze wykorzystujecie czas i miło go spędzacie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. My też nie spędzimy świąt w Polsce, u teściów zresztą też nie. Ciekawe jak to będzie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że to już koniec tych wstrząsów, nawet nie chcę myśleć ile strachu się najedliście...
    A gdybym miała halę tak blisko to bym latała na każdy mecz, choć rozumiem, że przy małym dziecku to dużo trudniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z trwoga ogladam wiadomosci i mam nadzieje, ze juz koniec tych ruchow i bedziecie mogli wrocic do normalnosci. Szkoda ludzi, dobytku kultury...
    Milych chwil z Synulkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze ze wam się nic nie stało

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie ostatnio zastanawiałam się jak to jest mieszkać i żyć w miejscu, w którym zdarzają się takie kataklizmy :/ Dobrze, że wszystko u Was ok :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie rozumiałam osób, które poświęcały swoje życie wracając do swojego domu w trakcie trwania klęski żywiołowej i tak samo nie zrozumiem ludzi, którzy chcą oddać swoje dzieci do zagrożonych zawaleniem szkół. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie dziwie sie tym poirytowanym rodzicom, bo tak samo czulam sie zeszlej zimy. Tyle, ze u nas chodzilo o burze sniezne. Kiedy w ktoryms tygodniu, zamkneli szkoly trzeci dzien pod rzad, tez zgrzytalam zebami, bo z jednej strony fajnie, ze nie musze zastanawiac sie czy moje auto da rade przebic sie przez zaspy, ale z drugiej, do cholery, urlop mi topnieje! ;)

    OdpowiedzUsuń