poniedziałek, 24 października 2016

Codzienna rutyna

Wiem wiem, nawaliłam, Po raz kolejny. Obiecałam ''podsumowanie Genuii'', a słowa nie dotrzymałam (póki co). Chciałabym mocno obiecać poprawę, ale ostatnio wszystko toczy się bardzo szybko i są dni, że nawet nie zaglądam do wirtualnego świata.

Pogoda zwariowała, delikatnie mówiąc. Aura wyraźnie nie może się zdecydować, w którą porę roku ''uderzyć'' i tak mamy wiosenno-jesienne temperatury, z przebłykami lata (w ubiegłym tygodniu 27°). Jak to mówią lokalni ''tempo da terremoto'' - pogoda na trzęsienie ziemii. Mówisz, masz. Dziś o świcie się zatrzęsło w Gubbio (dla odmiany po sierpniu, na północy od Perugii).

No, ale co u nas?

Niby rutyna. Tyle, że ta nasza rutyna ma coraz bardziej napięty grafik.

Sobota otworzyła przedszkolny sezon urodzinowy. Dzieciaki bawiły się wyśmienicie, rodzice jedli i plotkowali. Impreza udana, choć zakończona mocnym akcentem - dziewczynie z animacji spadł tort urodzinowy!

Niedziela. W teorii wypoczynkowa, w praktyce dość aktywna. Zaliczyliśmy długaśnny spacer i ''czekoladowe laboratorium'' (w związku z trwającym w mieście Eurochocolate) dla dzieci.

Karmelowy tort zposypką :)

Poniedziałek i środę mąż pracuje do wieczora, więc na mnie spada obowiązek odbierania syna z przedszkola. Teściowa znowu pokombinowała, ale uznałam, że tym razem nie będę zgłaszać obiekcji w temacie - w wyżej wymienione dni stołuje się u rodzicielki męża. Po obiedzie szwagier podwozi mnie odebrać Stefano.

Wtorek, bezpośrednio z przedszkola podążamy do logopedy.

Czwartek. Bieganina od rana do wieczora. Rano logopeda, Następnie przedszkole. Szpital - odbiór moich wyników. Po południu, w końcu udało nam się wybrać do lunaparku, który raz do roku odwiedza Perugię. Z naszego syna boiduszy nie zostało już nic - wdał się w tatę i kręcą go najstraszniejsze karuzele, takie gdzie od samego patrzenia kręci się matce w głowie.


Pan obsługujący karuzelę był na tyle miły, że sam zaproponował  by uiścić opłatę po kursie, bo w razie jakby się mały przestraszył zatrzyma wczesniej maszynę i nie będziemy musieli płacić. Mały się nie wystraszył, przeciwnie!



Wesołe  miasteczko zostaje w mieście do 13 listopada, więc bedzie jeszcze okazja na powtórkę z rozrywki.

Prosto z parku rozrywki pognaliśmy do synowskiego przedszkola wybierać ''rappresentate di classe'' (reprezentat klasy - coś w rodzaju komitetu rodzicielskiego).


Piątek. Psychomotoryka funkcjonalna, którą Stefano uwielbia całym sobą. Następnie wizyta u podologa (mąż).

Sobota. Popołudniowy shopping, bo dziecko tak się powyciagało, że nie ma w czym chodzić. Wieczorem nastomiast wybraliśmy się na ''event'' do sklepu (optyk) szwagra. Co jakiś czas przy okazji zmiany wystroju wnętrza organizują aperitif dla klientów i znajomych. Nie wypadało nie iść. Stefano od razu wpadł w oko przedstawicielce jednej z marek optycznych, która zaproponowała, że przyśle nam do testowania oprawki niemieckiej firmy Ic! Berlin - jestem laikiem w temacie, pierwsze słyszę. Szybko zostałam uświadomniona i tak się zastanawiam czy może by nie chcieli syna do jakiejś reklamy ;)  Żartuję!

A teraz nowy tydzień, stara rutyna i nowe wyzwania - w czwartek kolejne urodziny przedszkolnego kumpla. Myślami jestem już przy długim, pięciodniowym weekendzie. NO, ale najpierw trzeba przeżyć bieżący tydzień.

Pozdrawiam

Ewa


25 komentarzy:

  1. U Nas wolnego dluzszego weekendu tylko 3 dni.
    Mi tez kreci sie w glowie na sama mysl o wejsciu do lunaparku :-)
    A jak Stefano radzi sobie z mowa? Jakies postepy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas aż 5 dni wolnego, bo dniem wolnym w placówkach oświatowych jest również 2 listopada (no a 31 w bonusie).
      Z mową natomiast są spore postępy, ale droga przed nami jeszcze długa. Tak naprawdę zaczęło się w wakcaje - jakby coś pękło i Stefano zaczął gadać (mówi jednak niewyraźnie, wiele z tego co mówi jest niezrozumiałe dla przeciętnego człowieka - my, lopogeda czy panie w przedszkolu rozumiemy więcej niż inni, ale też nie wszystko). Praktycznie wszystko powtarza. Póki co używa jedynie włoskiego - np. rano mówię do niego ''cześć synuś'' - w odpowiedzi otrzymuję ''ciao mamma'' :)

      Usuń
  2. Czekoladowe laboratorium mnie zaintrygowało :) Shopping też musiałabym zaliczyć, bo córce nagle wszystkie spodnie się za krótkie zrobiły...... ach :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekoladowe laboratorium nawet fajne było - dzieciaki robiły kolaże z wyrobów czekoladowych. Synowi się podobało. p.s. A myślałam, że to tylko moje dziecko tak szybko z wszystkiego wyrasta ;)

      Usuń
    2. Nie tylko Twoje, właśnie wczoraj odrzuciłam pięć par spodni młodej......załamalam się :(

      Usuń
  3. To się dzieje podobnie jak u nas ciągle coś. Ja nawet nie mam czasu iść na wspomniany shopping, a Lulci garderoba też woła o wymianę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też się długo zbieraliśmy do zakupów, ale Stefano powyrastał z ubrań i co gorsza z butów, także trzeba się było spiąć i jechać.

      Usuń
  4. To u Was dużo się działo, u mnie to dopiero jest rutyna. Leje jak z cebra, nawet po Gaję iść nie mogę i mąż będzie się musiał pofatygować. My nie byliśmy na zebraniu, więc nie wiemy, kto jest w komitecie klasowym, ale my na pewno w nim nie jesteśmy ;).
    P.S Kto to jest pedolog???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, miało być podolog (lekarz od stóp) ;)
      Deszcz to póki co u nas jedynie zapowiadają, ale z nieba nic nie leci. Mi się nie spieszy, bo jak zacznie lać to pewnie tak szybko nie przestanie. Pogoda jednak trochę ześwirowała, bo jednego dnia zakladamy cieplejsze kurteczki by dzień później biegać w cienkim sweterku. Dziś 24 stopnie.

      Usuń
    2. Pedolog czy podolog, dla mnie wsio równo, bo i tak niezrozumiałe :). U nas niestety bardzo jesiennie- typowa pogoda w Genui, o 24 stopniach możemy sobie pomarzyć. Jeden plus, że mąż wrócił do domu wcześniej, bo ja nie mogłam przy tej ulewie wziąć Sary. Jeszcze by brakowało, by na nowo mi się rozchorowała.

      Usuń
    3. W sumie to też dopiero od niedawna znam to słowo - to chyba stosunkowo nowa dziedzina medycyny. Nie no w deszczu nie porywałabym się z Sarą. przeziębienie to jedno, ale na tych Waszych schodach to to w deszczu łatwo się poślizgnąć. Mnie z podobnych opresji ratuje szwagier, a Stefano zadowolony, że wraca samochodem wujka :)

      Usuń
    4. Mnie może uratować jedynie mąż :). O schodach też myślimy, bo faktycznie w deszczu łatwo o wywrotkę, zwłaszcza z nosidłem.

      Usuń
  5. Straszna ta Wasza rutyna! ;) Ja, po kazdym bardziej zabieganym dniu, mam wrazenie, ze spedzilam go na karuzeli i potem dwa dni dochodze do siebie...

    Skad ja znam to "wyciaganie" sie dzieci... Przysiegam, ze ciuchy Potworkow sa dobre, dobre i nagle, w ciagu jednej nocy, wszystkie rekawy i nogawki robia sie za krotkie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są tygodnie, że wszystko odbywa sie spokojnie, jak w zegarku, ale bywaja takie, że nie wiem za co chwycić i mimo, iż jesteśmy w ciągłym biegu to lista ''to do'' wcale się nie skraca.

      Usuń
  6. Moje dzieciaki też po wakacjach się strasznie "powyciągały". Z tą rutyną to już tak bywa, niby codzienne sprawy do pozałatwiania a wolnego czasu brakuje, żeby złapać oddech :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przed wakacjami naiwnie odłożyłam bluzeczki i spodnie, z myślą, że po sezonie letnim syn je jeszcze założy - hahah.

      Usuń
    2. Ja także, i powrót do szkoły oraz przedszkola wiązał się nie tylko z zakupem wyprawki ale też ubrań... Większość skurczyła się w dziwny sposób ;-)

      Usuń
  7. Widac, ze swietnie sie bawiliscie. Ja nie move uwierzyc jak moue maluchy szybko rosna. Do tego starszy poszedl jug w tym roku do szkoly!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojemu jeszcze trochę brakuje to pójścia do szkoły, ale pewnie nim się obejrzę to będę miała w domu pierwszoklasistę. Czasami chciałabym zatrzymać na chwilę czas i nacieszyć sie dzieckiem w tym przedszkolnym wieku, co to jeszcze lubi mamę bezinteresownie przytulić.

      Usuń
  8. Ja też chce do wesołego miasteczka, ale mnie nie wpuszczą :(

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas ostatnio chorowanie, więc też rutyna, siedzenie w domu i niewiele radości :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przejmuj się... u nas jeszcze gorzej. Rozjazdy, sprzątanie, gotowanie, dzieciaki się przedstawiły że spaniem.... nie mam chwili dla siebie. Jedynie karmiac Majke mogę poczytać blogi. Komputer nie ruszamy od dawna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przejmuj się... u nas jeszcze gorzej. Rozjazdy, sprzątanie, gotowanie, dzieciaki się przedstawiły że spaniem.... nie mam chwili dla siebie. Jedynie karmiac Majke mogę poczytać blogi. Komputer nie ruszamy od dawna.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana, wszystko ok u Was?? Mam nadzieje, ze Wy nie przezyliscie dzisiejszej nocy z trzesieniem?? Daj znac!!!
    usciski!! :***

    OdpowiedzUsuń
  13. U Was to się ciągle coś dzieje :) Fajnie by było takie wesołe miasteczko odwiedzić :D

    OdpowiedzUsuń