piątek, 23 września 2016

Padłam. - EDIT

Padłam. Dosłownie. I powstać nie mogę!

Totalnie mnie zmogło.

Jak? Gdzie? I kiedy? Tego dokładnie nie wiem, pojerzewam, że to przez różnicę temperatur miedzy chłodnymi porankami a upałem w dzień.

Mam za sobą trzy nieprzespane noce, więc możecie sobie wyobraźić jak wyglądam i się czuje. Zaczęło się niby od okropnej zgagi (od lat cierpię na refluks), która przerodziła się w potworny ból gardła, potem doszedł nos (w życiu mnie tak nos nie bolał).

Walczyłam dzielnie i nawet wczoraj rano zwlekłam się z łóżka i powędrowałam na umówione spotkanie u fryzjera - spektakularnych zmian brak, bo nie stać mnie na bieganie co miesiąc do salonu by utrzymać piekną fryzurę, więc skończyło się na ścięciu ok. 10cm blond piór.

Wieczorem powędrowałam do łóżka, przepełniona wiarą  w lepszą, spokojną noc. Zasnęłam szybko, ale co z tego jak o 23 obudziłam się bólem uszu - wyłam z bezsilności. Każde zakasłanie, każda próba wydmuchania nosa to przeszywający mózg ból, ból nie do opisania. Po kilku godzinach przewalania się z boku na boku, w akcie desperacji chciałam chwycić kluczyki od samochodu i jechać na pomoc doraźną. Od pomysłu tego odwiodło mnie potworne samopoczucie i strach przed samotną podróżą w środku nocy.

Nad ranem ból nieco ustąpił i zdołałam usnąć. Jako że dolegliwości w dzień nie są tak uciążliwe jak w nocy, to męża wysłałam do pracy a do lekarza (obowiązkowo) jedziemy dzisiaj po południu.

Naturalnie wszystko to odbiło się negatywnie i na moim żołądku, bo z trzaskającym bólem głowy (od kilku dni) muszę siłą w siebie wpychać jedzenie. Czuje się jakby mnie pociąg przejechał.


A jakby tego było mało to wujek męża (brat teściowej) przewrócił się na zupełnie płaskiej, aczkolwiek mokrej, powierzchni i upadł tak nieszczęśliwie, że złamał kość ramienną. Sprawa jest na tyle nieciekawa, że wujek ów ma poważne problemy z sercem (na dniach miał mieć przepychaną jedną ze zastawek, zamkniętą w 85%). Po tuzinie konsultacji z kardilogami etc. zdecydowano, że jedynym wyjściem z zaistaniałej sytuacji jest znieczulenie lokalne (z narkozy najprawdopodobniej by się nie wybudził) - dziś operacja.  Nerwowo jest, nie ukrywam.

Będzie lepiej, prawda?

EDIT - Dziękuje za dobre słowo. Wujek już w domu, operacja się udała, choć nie nalezała do doznać wyjatkowo przyjemnych - wujek w znieczuleniu lokalnych czuł jak mu tam w środku  przewalają (nie ból, ale uczucie przemieszczanych kości itp.). Poza tym czuł się bardziej jak w zakładzie stolarskim (piła, wiertarka, młotek) niż na sali operacyjnej.

W sobotę padł Stefano. Zaliczyliśmy wieczorną wizytę na pomocy doraźnej  - okropny kaszel i płytki, świszczący oddech, czyli klasyka astmatyczne zapalenie oskrzeli. Syna zdiagnozowaliśmy w sumie sami (bo kilka razy do roku choroba wraca), ale leków w domu już nie mieliśmy. Na szczęście trafiliśmy na przemiłą lekarkę, która po dokładnym zbadaniu Stefano, nie wyskoczyła od razu z antybiotykiem, a przyjęła w pełni linię leczenia naszej pediatry - bentelan i inhalacje. Już wczoraj była znacząca poprawa.

Ja nadal cała ''zatkana''!

A od wczoraj ''rozkłada się'' mój mąż, choć dzisiaj dzielnie powędrował do pracy.


15 komentarzy:

  1. Duzo zdrowka dla Ciebie I trzymam kciuki za wujka. Da rade!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję i zdrowia życzę! U nas padła Gaja, chyba jakiś wirus z przedszkola przyniosła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Będzie, musi być...i zdrówka, ja już mam powyżej uszu tych wszystkich chorób i nieszczęść :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Bedzie lepiej! Duzo zdrowka zycze !

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie na pewno kochana, szybkiego powrotu do zdrówka życzę. wujkowi też:*

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurde.. no ale będzie lepiej, a jakże :-) Dużo, dużo zdrówka dla Ciebie i dla wujka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że teraz jest już dobrze :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze raz duzo zdrowka dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojc.. :-/ super, ze wujaszkowi operacja sie powiodla !

    OdpowiedzUsuń
  10. Z tego co pamiętam, to zawsze we wrześnie trafiało mnie jakieś choróbsko, ażdziwne, że w tym roku było spokojnie, ale w sumie tegoroczny wrzesień był ciepły i suchy (tam gdzie mieszkam), więc obyło się bez różnicy temperatur. Myślę, że już wydobrzałaś, więc daruje sobie życzenia zdrowia, no chyba, że na przyszłość życzę dobrego zdrowia :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Współczuję Ci :( Sama zakończyłam właśnie walkę z przeziębieniem, chociaż jeszcze kilka dni temu nie wierzyłam, że to się kiedyś skończy. Tobie również przejdzie, oby jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  12. pogoda taka, że nic tylko chorować :( mam małe opóźnienie tu, więc mam nadzieję, że już wszyscy zdrowi :)

    OdpowiedzUsuń