poniedziałek, 5 września 2016

Genua i spotkanie na szczycie

''Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło'' - ostatnio w tym krótkim zdaniu odnalazłam ziarno prawdy. Do czego nawiązuję? Do posta sprzed kilku tygodniu - Miało być tak pięknie.  Niestety gośćie do nas nie dojechali, co z różnych względów, dość mocno przeżyłam...choroba jednak nie wybiera. Mogłam siedzieć w domu, rozpamiętywać, denerwować się i zajadać rozczarowanie krówkami. Przyznaję, iż z początku tak własnie było - byłam rozżalona, gdyż cały sierpień siedzieliśmy w domu. Co prawda nie fizycznie bo jeździliśmy często (kilka razy w tygodniu) na działkę do kuzynki pluskać się w basenie, chodziliśmy na sagry itp. Bardziej odnoszę się do rozrywek ''wyższego kalibru'', które całe lato odkładaliśmy na później, gdyż ''pojedziemy tam razem - w grupie lepsza zabawa''.  Szybko się jednak otrząsnęłam i w głowie zaczął mi kiełkować pewien pomysł, wszak lato się jeszcze nie skończyło.

Alternatywy były dwie - Bioparco di Roma, czyli rzymskie ZOO lub Acquario di Genova (oceanarium w Genuii). Pierwsza z opcji łatwiejsza (i tańsza) w wykonaniu, bo podczas gdy od miasta Kolumba dzieli nas prawie 400km, to od stolicy jest ich niecałe 200. Trochę się obawiałam, że  mój mąż nie będzie chętny tak długo siedzieć za kółkiem i Genua odpadnie w przedbiegach, ale Google Maps wskazywało ok. 4h drogi, niemal całość autostradą.



 Wybór jednak zostawiliśmy  naszemu czterolatkowi -  delikatnie podpytywałam go czy wogóle chciałby zobaczyć rybki albo lwy. A, że reagował dość optymistycznie na oba, to w finałowej rozgrywce pokazałam mu znalezione  na youtubie (fajny wynalazek) filmiki obu struktur. Decyzja była niemal natychmiastowa -  jedziemy szukać Nemo (tak tak Nemo, nie żaden Amfiprion czy Błazenek).

Problemów z urlopem nie było (dlatego postanowilismy jechać w środku tygodnia), daty mieliśmy dośc luźne, więc wszystko zależało od pogody i oferty zaplecza hotelowego. Zrobiłam mały research - faworytów mieliśmy dwóch,  ale z rezerwacją noclegu wstrzymaliśmy się do samego końca. I była to słuszna decyzja, bo w ostatniej chwili wyskoczyła oferta  last minut, pakiet Best Western - pokój trzyosobowy superior  ze śniadaniem, biletami do Akwarium i parkingiem wliczonym w cenę. Musicie bowiem wiedzieć, że parkingi w Genui to niemal dobro luksusowe, więc hotele liczą sobie za niego od 15 (znalazłam jeden) do 25 euro za dobę. Zarezerowaliśmy i zaczęliśmy się pakować.

M. przeanalizował trasę, która ku jego ogromnemu zdziwieniu okazała się wcale nie taka tragiczna.  Dopero wtedy przypomniało mi się dlaczego do tej pory mój małżonek tak się wzbraniał przed Genuą - w pamięci wciąż miał bowiem 12h podróż na ślub jednej z kuzynek, którą to miał zaszczyt odbyć z wujkiem ''mknącym'' autostardą 60km/h :)

Nasza podróż trwała niecałe 5h, w tym dwa postoje na sikundę i posiłek. Stefano spisał się na medal (bez żadnego supportu mutimedialnego), dopiero pod koniec podróży zaczął się nieco denerwować. Przeszło mu jak tylko przekroczył próg hotelu i otrzymał bilety na zwiedzanie Akwarium. Sam hotel - Moderno Verdi, z grupy Best Western, jak najbardziej godny swoich 4 gwiazdek. Może wystrój nie do końca był w naszym stylu (ale o gustach się nie dyskutuje) to zapewniał wszelkie wygody i pod tym względem był to chyba najlpeszy czterogwiazdkowiec w jakim miałam przyjemność spać. Łazienka z ogromnym jacuzzi, jednorazowe pantofle, bezpłatne kanły premium, parasole dla klientów oczekujące w recepcji itp...

Nasza łazienka - Stefano nie chciał z wanny wychodzić :)

Prysznic też był!


O naszych wrażeniach z oceanarium będzie oddzielny post.

mała zapowiedź


Chciałabym się bowiem skupić na tytułowym spotkaniu na szczycie, a jest co opowiadać :) Ci którzy czytają bloga Kluseczka po włosku, (gorąco polecam tym, którzy nie znają - również na FP sporo się dzieje) zapewne doskonale pamiętają, że jego autorka mieszka właśnie w Genui. Jako współtowarzyszki emigracyjnej doli i niedoli jesteśmy już od dwana w kontakcie. Nic więc dziwnego, że Sabina była jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o naszych planach. Spotkanie zorganizować nie było jednak łatwo - niestety mąż Sabiny musiał pozostać do późna w pracy, więc musiałaby ona sama z dwójką małych dzieci dojechać komunikacją miejską do centrum, a i my nie potrafiliśmy dokładnie oszacować ile czasu zajmie nam zwiedzanie ''acquario''. Mama kluseczki wspaniałomyślnie zaprosiła nas do siebie, a my niewiele myśląć z zaproszenia skorzystaliśmy, czyli witaj przygodo :)

W autobusie podniosła się głośna dyskusja, gdzie to nie mamy wysiaść by dojść pod wskazany adres. Spotkaliśmy wielce uczynne panie, które zdecydowały się wysiąść przystanek wcześniej i pokazać nam drogę - drogę przez mękę, na której prawie ducha wyzionęłam ;) O matulu, te schody wspominać będziemy jeszcze długo - ile ich było 170 stopni czy jakoś tak? Mój mąż stwierdził, że byłby to wspaniały trening na moje zakupowe zapominalstwo. Żałuję, że nie zrobiłam im zdjęcia!

Gaia (starsza z dziewczynek) przywitała nas (no dobra naszego syna) już z balkonu. Pociechy nasze,  widziące się po raz pierwszy w życiu, od razu poczuły chęmię - zaczęło się od ogromnego przytulasa, by chwilę później zamienić wysprzątany idelanie pokój w salę zabaw.  Było bardzo fajnie, ale czuję ogromny niedosyt, bo ze względu na późną porę mogliśmy spędzić ze sobą zaledwie 40minut. Mam wrażenie, że tematów do rozmów  by nam szybko nie zabrakło. Stefano i Gaja również byli niepocieszeni i przy pożegnaniu rozpłakali się tak, że aż serce mi się krajało. W tym miejscu dziękuję raz jeszcze, że otworzyliście przed nami Wasze drzwi i poświęciliście nam swój cenny czas. Czekamy na Was w Perugii - w końcu musimy zjeść tą pizzę :)
Pierworodny oglądając zdjęcia wciąż pyta ''gdzie jest Gaia?'' Gwoli wyjaśnienia - nie wstawiam zdjęć ze spotkania - doskonale wiem, że Sabina z mężem zdecydowali się nie udostepniać wizerunku swoich córeczek i naturalnie szanuję ich stanowisko w powyższej sprawie!!! Z resztą zdjęć nie ma wiele, bo byliśmy wszyscy tak pochłonięci rozmową i zabawą, że w ogóle o tym nie pomyśleliśmy. Dopiero na odchodnym M. strzelił nam fotkę dokumentującą tę jakże podniosłą chwilę :)

Ciąg dalszy nastąpi - za kilka dni fotorelacją z Acquario di Genova :) 

22 komentarze:

  1. Cieszę się z Waszego spotkania. Mam nadzieję, że i mi kiedyś uda się spotkać Sabinę na żywo. Z Tobą już się widziałam :P ale nie będę ukrywać, że stanowczo dla mnie to było za krótko :) Sądzę, ze jeszcze będą okazje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno, choć Perugia jest tak nieszczęśliwie położona, że ciężko mi się czasami stąd wydostać na dalsze wojaże :(

      Usuń
  2. Cudownie, że udało Wam się spotkać :) Sabinke czytam regularnie!!!!
    Co tam ten czterogwiazdkowiec-choc owszem, łązienka boska, ale Twoja kiecka mnie urzekła!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też Sabinę śledzę od dawna. Zapewniam, że na żywo jest jeszcze bardziej sympatyczna niż przez ekran komputera i ma szalenie przyjemny głos :)
      p.s. A kiecka która, ta z lustra?

      Usuń
  3. Genua pomyślałam od razu Kluseczka :) Fajnie, że spotkanie Wam wyszło i dzieciaki przypadły do gustu. Widziałam na jej zdjęciach te schody i dzięki nim te piękne widoki z okna. Trudno wchodzić ale warto ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkanie jak najbardziej udane, tylko stanowczo za szybko minęło. I racja dla widoków, a zwłaszcza towarzystwa, warto było się poświęcić :)

      Usuń
  4. Ale bosko! Bardzo żałuję, że spotkanie było takie krótkie, bo ledwo się rozkręciłam, a Wy już się żegnaliście :). Mam jednak nadzieję, że będzie jeszcze okazja i spędzimy ze sobą więcej czasu.

    Napatrzeć się nie mogę na wannę w hotelu- ile bym dała za relaksującą kąpiel. Widziałaś moją łazienkę- wanna tam nie wejdzie, ale bidet oczywiście musi być, jak to u Włochów :).

    Cieszę się, że wreszcie mam świadka na te moje schody i możesz potwierdzić, że to moje biadolenie to nie wymysły leniwej rozżalonej dziuni, jak to ktoś ładnie napisał.

    A Gaja też pyta o Stefano- dzisiaj oglądałam powtórkę Masterchefa na Cielo, którą wygrał Stefano- Gaja na dźwięk tego imienia szalała.

    No cóż, do zobaczenia wkrótce (oby)! Wspaniale było Was poznać na żywo :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę innej możliwośći!!! Naprawdę było mi przykro, że nie zostaliśmy na pizzę, nadrobimy następnym razem. Szkoda, że Perugia i Genua nie mają lepszego połączenia kolejowego - jak sprawdzałam to są minimum 2 przesiadki :(

      Oj tak zdecydowanie potwierdzam, że nie jesteś leniwą dziunią - no chyba, że ja też nią jestem?

      Bardzo się cieszę, że Stefano wybrał ''acquario'' (po cichu na to liczyłam) i mogłyśmy się lepiej poznać :)

      Usuń
  5. O jak widze piekny wypad!! Super, ze jednak troche urlopu mieliscie i oczywiscie spotkanie !!
    najwazniejszy pierwszy krok- raz ;) teraz juz bedzie latwiej sie zmobilizowac na kolejna podroz.
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaprzeczę, udał nam się wyjazd :)

      Usuń
  6. Super wycieczka atrakcje pewnie były niesamowite do tego hotel na najwyższym poziomie i na deser takie spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atrakcji byo znacznie więcej niż się spodziewaliśmy. Genua zdecydowanie pozytywnie (poza małymi wyjątkami) nas zaskoczyła i niestety wszystkiego nie udało nam się zobaczyć. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze będzie okazja.

      Usuń
  7. Super, ze spotkanie sie udalo. Z nieceirpliwoscia czekam na relacje z Acquario :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed spotkaniem nieco się stresowałam, bo do tej pory rozmawiałyśmy jedynie w formie pisemnej na fb. Zupełnie niepotrzebnie, nawet nasi mężowi się dogadali :)

      Usuń
  8. Widać, że wypad udany :)) https://codziennik-kobiety.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, oby było ich więcej i częściej!

      Usuń
  9. Przyjaźnie dzieci zawsze chwytają za serce. Przynajmniej mnie. Gratuluję udanego spotkania. Mi też zawsze fajnie poznaje się blogowe koleżanki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę! Nasze dzieci wyglądały jakby znały się od urodzenia - a ten przytulas na początek aż mnie wzruszył :)

      Usuń
  10. Cudownie, cudownie, cudownie. Zazdroszczę spotkania! Chciałabym Was kiedyś poznać na żywo:) Mam nadzieję,że nam się kiedyś to uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecudownie :) W trójkę łatwo nie będzie, ale nigdy nie mów nigdy. p.s. Swoją drogą to my się chyba już nie raz rozminęłyśmy, choćby W Helu w ostatnie wakacje!

      Usuń
  11. Tylko pozazdrościć wycieczki i spotkania :) Pewnie jeszcze niejedno będzie, zwłaszcza skoro Wasze dzieci się tak polubiły :)

    OdpowiedzUsuń