środa, 17 sierpnia 2016

A miało być tak pięknie...

Powiedzcie mi dlaczego los musi być taki psotliwy?

W kwietniu zmieniliśmy mieszkanie, na większy metraż. Do tej pory gnietliśmy się w niespełna 50metrach, obecnie  mamy ich ponad 90. W końcu mieliśmy wystrczająco dużo miejsca by przyjąć i zapewnić gościom (i nam) odpowiednie warunki do spokojnej, wspólnej egzystencji.

Praktycznie od marca było wiadomo, że w sierpniu będziemy mieć gości - moja siostra z rodziną (5 osób). Radości nie było końca, kuzynsotwo było w siódmym niebie (Stefek nawet w ośmym ;) .

Podczas naszego pobytu w Polsce siostrzenice układały plan na wakacje - wspólne spanie, wygłupy, piknik itp... Na samą myśl uśmiechy rysowały się całej czwórce na twarzy. Nie ma co ukrywać, że nam również, bo szczęśliwe dzieci to i szczęśliwi rodzice.

Wylatywaliśmy z Polski z jakby mniejszym smutkiem, w głębokim przekonaniu, że zobaczymy się za 30 dni.

Z różnych powodów wyjazd był przekładany. Mieli jechać przez Francję, ale że na Lazurowym Wybrzeżu klimat zrobił się niespokojny, zdecydowali, że jednak nad  morze pojadą we Włoszech, 3 godziny drogi od nas (Toskania). Fajnie by było abyśmy do nich dołączyli, choć na weekend, dzieci by się cieszyły. Burza mózgów, bo oni obowiązkowo na camping - pod namiot, my raczej nie campingowi (nie mamy ani namiotu, ani materaca, ani nawet śpiwora).  I gdy już się wydawało, że znaleźliśmy rozwiązanie prawie idealne, kuzyn przyniósł wirusa. Trzydniówka, kilka dni gorączki - leżą najmłodszy i średnia...Przekładają wyjazd raz jeszcze, tym bardziej, że najstarszej wypadła kontrola u okulisty w środę 17/08.

Postanowione, iż wyjadą w nocy z 17 na 18... tymczasem dzisiaj, kilka minut po 5 rano przychodzi sms, że moja chrześniaczka ma 40 stopni gorączki.  Teraz, po ciężkiej  nocy niby jest lepiej, ale podwyższoną temperaturę ma również szwagier... F...ck!!! W takim stanie nie będzie przecież prowadził przez 2000km.

Jakby tego było mało klima zalała samochód!

Jestem rozczarowana, załamana i zmartwiona jednocześnie. Stefano tak na nich czeka, a wiem, że i polskie kuzynostwo bardzo chce do nas przyjechać. Jeśli mieliby przyjechać na tydzień to się im nie kalkuluje i będą zmuszeni zrezygnować z wyjazdu.

Płakać mi się chce...

12 komentarzy:

  1. Jak się zacznie walić, to się wali wszystko. Głowa do góry, odbijecie sobie później. Teraz najważniejsze, żeby wszyscy wyzdrowieli. Dobrze, że rozchorowali się przed wyjazdem. Co to byłaby za frajda dla dzieci, gdyby po drodze się rozchorowali? Większy stres tylko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zupełną rację - nam się Stefano tak rozchorował w ubiegłym roku podczas podróży powrotnej do Włoch (chyba nawet złapał tego samego wirusa) i pamiętam jak drżałam cały lot, a w Rzymie pierwsze co to izba przyjęć.

      Usuń
  2. Bardzo mi przykro, bo wiem, jak Stefano czekał na przyjazd kuzynów. Zawsze tak jest, że jak się wali, to na całego. Zdrowia dla rodziny życzę i oby odwiedzili Was jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nawet Stefkowi nic nie mówiłam, bo nie chce mu mieszać w głowie - wczoraj wieczorem mówiłam, że niedługo się zobaczą a dziś wszystko się zmieniło. Nadzieja umiera ostatnia, iskierka jeszcze się tli, choć coraz słabiej :( A, że do tego wszystkiego dostałam okres to se kupiłam krówki na pocieszenie ;)

      Usuń
  3. Oż ty w dzwonek!!!! I jak tu nie wierzyć w gadanie, że nieszcześcia chodzą parami a nawet stadami? Ma nadzieję, że jednak spotkanie i wspólne spędzanie czasu dojdzie do skutku! Faktycznie kiedy kierowca z gorączką i dziecko....w aucie z rozwaloną klimą, tyle kilometrów, to lepiej odpuścić, póki co :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety! Zarówno sisotrzenica jak i szwagier mają zdiagnozowaną anginę i są na antybiotyku. O ile małą już praktycznie wróciła do siebie, to jej tata jeszcze jest daleki od pełnej formy.

      Usuń
  4. Ups.... kurcze, pech, no normalnie pech.... oby iskierka sie rozpalila i jeszcze cos z tej wizyty wypalilo!
    Krowki tez mam- na pocieszenie bardzo dobre!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co iskierka powoli gaśnie. Nawet jeśli przyjadą to nie bardzo będziemy mogli do nich dołączyć nad morze, bo wcześniej była mowa o weekendzie...nie wiem czy mąż dostanie tak na ostatnią chwilę urlop.

      Usuń
  5. Oby jednak udalo Wam sie spotkac... trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Oby nie umarła...nowa data wyjazdu to wstępnie sobota, ale nic już nie jest na pewno :( p.s. A Wy na co się zdecydowaliście?

      Usuń