wtorek, 30 sierpnia 2016

O CO CHODZI Z TĄ AMATRICIANĄ?

Często zapominamy się, że to jednak nie my mamy władzę nad naturą.
Trzęsienia ziemi pojawiają się nagle, bez zapowiedzi i wywracają Ci świat do góry nogami.
Wystarczy kilkadziesiąt sekund by zburzyć plany i marzenia wielu ludzi a niektórym nawet i odebrać życie.
Tak też i było 24 sierpnia w Amatrice i okolicach.
Mieszkańcy Amatrice od roku, euforystycznie i z wielką pasją, przygotowywali się do jubileuszowej 50 tej edycji swieta zadedykowanego słynnej potrawie AMAtriciana ale niestety na kilka dni przed wydarzeniem, niespodziewanie, plany z nią związane dosłownie legły w gruzach.
Festa w tym roku nie odbędzie się... Czy odbędzie się za rok?
Nie wiem.
Wiem tylko jedno, że danie AMAtriciana stało się symbolem solidarności i empatii za sprawą świetnego pomysłu włoskiego blogera, który zrzeszył całe Włochy i inne państwa.
Zaproponował on inicjatywę by od każdej skonsumowanej amatriciany część dochodu ze sprzedaży przeznaczyć ofiarom trzęsienia ziemi. A teraz super wiadomość! 



Włoska ekipa inicjatywy @AMAtriciana przygotowała oryginalny plakat w języku polskim specjalnie dla polskich restauratorów, którzy zechcą przyłączyć się do akcji wspierającej poszkodowanych w trzęsieniu ziemi, które odbyło się w miejscowości Amatrice i okolicach. Akcja polega na tym, że od każdego skonsumowanego dania AMAtriciana restauratorzy uczestniczący w inicjatywie przekażą 2 złote: 1 złoty od siebie i 1 złoty od klienta. Jednak aby ta charytatywna inicjatywa mogła osiągnąć sukces, wiadomość musi stać się wiralową i rozprzestrzenić się na całą Polskę tak, jak to stało się już we Włoszech i innych państwach, gdzie restauratorzy sami zgłaszją się do przystąpienia tej wielkiej i solidarnej inicjatywy. Dlatego proszę Cię mój drogi Italofilu o puszczenie plakatu w świat. To nic, że akurat Ty nie jadasz amatriciany albo nie posiadasz restauracji ale może Twój znajomy, a może akurat znajomy znajomego, zechce przystąpić do tej inicjatywy?
Dziękuję za każde udostępnienie.
JEŚLI JESTEŚ WŁAŚCICIELEM RESTAURACJI i chcesz się przyłaczyć do akcji @AMAtriciana, oto co trzeba zrobić:
- Wydrukuj plakat i umieść go w swoim lokalu;
- Poinformuj swoich klientów, jak masz zamiar zarządzać wpłatami i bądź przy tym wiarygodny;
- Zbierz wszystkie pieniądze i dokonaj przelewu bankowego na konto włoskiego Czerwonego Krzyża;
- IBAN: IT38R0760103000000000900050
BIC / SWIFT: PPIITRRXXX
Beneficjent: Associazione Italiana della Croce Rossa
- IBAN: IT40F0623003204000030631681
BIC / SWIFT: CRPPIT2P086
Beneficjent: Associazione Italiana della Croce Rossa
Z dopiskiem: "Terremoto Centro Italia - amatriciana"
Inicjatywa @Amatriciana przygotowała MAPĘ Z LISTĄ RESTAURACJI uczestniczących w akcjii, która jest aktualizowana nieustannie.http://bit.ly/2bM1Nqs
Jeśeli chcesz, aby Twój lokal, został dodany do tej listy, wyślij wiadomość prywatną do wolontariuszy inicjatywy @AMAtriciana z następującymi danymi:
- Nazwa lokalu
- Adres
- Miasto
- Państwo
- Zdjęcie plakatu w Twoim lokalu jako dowód członkostwa
Przypominamy, że strona jest prowadzona przez wolontariuszy, którzy starają się odpowiadać na wiadomości, jak najszybciej.
Ten tekst możecie kopiować dowoli, jest on wolny od jakichkolwiek praw autorskich

piątek, 26 sierpnia 2016

Trzęsienie ziemii - Centralne Włochy, 24/08/2016

ŚRODA 24/08/2016

Otwieram oczy, jest ciemno. Wstaję i moje kroki kieruję w stronę toalety. Nic nadzwyczajnego, taki mój codzienny rytuał.

Wracam do łóżka. Jest 3:30, nasłuchuje odgłosów nadchodzących z synowkiego pokoju. Pierworodny się wierci, co oznacza, że albo przewraca się na drugi bok i smacznie śpi albo za chwilę stanie w progu.
Tym razem to drugie. Jest gorąco, przydreptał w poszukiwaniu wody. Po zaspokojeniu pragnienia wprasza się do małżeńskiego łóżka i niemal natychmiast zasypia.

Jestem  śpiąca, wiem że zasnę jak tylko moja głowa dotknie poduszki. Przytulam się do miękkiej pościeli i oddaję w objęcia Morfeusza, ale sama nie wiem dlaczego....

Siadam na łóżku i słyszę hałas ''tańczących'' rolet. Wpatruję się w M., który z uniesioną ręką próbuje mi coś szeptem przekazać.
Co za wiatr się zerwał, tak nag.... urywam w pół zdania, gdyż  uszu mych dobiega słowo, którego zapewnie nikt nigdy nie chciałby usłyszeć ''TERREMOTO'' i czuje się jak na wzburzonym morzu. Łóżko kołyszę się w prawo i lewo, i znów w prawo...rolety telepią niemiłosiernie i tak przez ponad dwadzieśćia sekund,  najdłuższych, wręcz niekończących się sekund w moim życiu.

Stefano śpi! Massi jest spokojny, więc nie panikuję i ja.

Pamiętam tylko, iż mąż od razu stwierdził. że jeśli to było daleko, to nie jest ciekawie - będą zniszczenia i tragedia. Niestety internet potwierdza - 6.2M

Tak jak wcześniej byłam śpiąca, tak teraz ciężko mi zasnąć. Ciężko mi się odprężyć i  nie myśleć. Gdy w końcu udaje mi się przymknąć oczy znowu słyszę hałasujące rolety i trzęsące się łóżko. Było mocno, ale tym razem nieco krócej.

Tak się zaczęło...


Wtulam się w męża i próbuje się nie bać. Nie zasnę. Sama już nie wiem czy drżę tylko ja, czy to łóżko czy możę cały dom. W starchu włącza się tryb czuwania, w głowie nerwowo układa się plan ewakuacji z piątego piętra,

Rano jestem na półprzytomna z braku snu. Rozdygotana ze strachu. M. wychodzi do pracy, a ja zostaję wdomu sama z synem i podskakuję na każdy powiem wiatru, każde trzaśnięcie drzwiami, każdy najmniejszy hałas  dnia codziennego. Psychoza wkrada się w nasze życie. Wszyscy wokół chodzą nerwowi.

Jesteśmy ok. 80km w lini prostej od epicentrum, które znajduje się na granicy regionów Umbria, Marche, Lazio i Abruzzo. W wiadomościach wielokrotnie pada miasto Perugia. Odbieram dziesiątki wiadomośći i telefonów z Polski. Nie zaprzeczę, miło mi, że tyle osób się o nas martwi!!! Tutaj w tym miejscy jeszcze raz Wam wszystkim dziękuje za troskę i okazane wsparcie. Nie spodziewałam się, że tylko osób o nas pamięta.

Na ulicy nie mówi się o niczym innym. Za kilka dni u nas wszystko zacznie wracać do  normy, ale 100km od nas nic już nie bedzie takie samo. Mieszkańcy maleńkich miasteczek środkowych Włoch - Amatrice, Acumoli i Arquata del Tronto stracili dobytek całego życia. Ale to nie straty materialne bolą najbardziej - trwa akcja ratunkowa, ale nic już nie uratuje zycia ponad 250 (na chwilę obecną) tragicznie zmarłym. Całe miasteczka zostały zrównane z ziemią. Widok jest wstrząsający.

Po południu ziemia zatrzęsła się po raz kolejny.

Jesteśmy zmęczeni, ale jakby boimy się położyć spać. Wszyscy łudzimy się, że to już koniec, Doskonale jednak wiemy, że wstrząsy wtórne będą nam towarzyszyć przez kolejnych kilka dni. Modlimy się jednak by nie były tak silne jak poprzednie.

Czwartek 25/08/2016

Nasza noc była spokojna, ale na terenach dotkniętych tragedią doszło do kolejnego wstrząsu. Trwa walka z czasem. Ciągle jest nadzieja na znalezienie życia pod gruzami, ale z każdą chwilą iskra nadziei jest coraz mniejsza. Wczoraj, ponad dobę po tragicznych wstrząsach gromkim aplauzem uczczono odnalezienie dwójki dzieci. Patrzę na to i zły kapią jedna za drugą...

Zewsząd nadchodzą pytania czy rząd ostrzegł przed zbliżającym się trzęsieniem ziemii? Przed czymś takim nie da się ostrzec. Nikt nie jest nam w stanie przepowiedzieć dnia ani godziny. My mieszkańcy tych rejonów niestety musimy liczyć się z możliwością wstrząsów każdego dnia. Umbria i całe Apeniny znajdują się w strefie wysokiego ryzyka sejsmiczne. Cały czas występują wstrząsy, ale póki ich siła jest niewielka, nie są odczuwalne i życie toczy się normalnie.

Dzieci w szkołach są szkolone w temacie ewakuacji i zachowania w przypadku podobnych kataklizmów. Tylko jak taka tragedia przychodzi w nocy to często społęczeństwo podgrąże we śnie nawet nie zdąrzy zareagować.

W Perugii wiele osób powychodziło na ulice i zostało poza domem do wczesnych godzin rannych. My zostaliśmy w domu. Nie wiem co bym zrobiła gdyby nie mój mąż (jako rodowity umbryjczyk ma już kilka trzęsień ziemii na swoim koncie). M. mimo, iż pozornie spokojny i opanowany, dzień  później wyznał mi, że i on się przestraszył. Teściowa mieszkająca sama, popłakała się ze strachu i bezradności.

Na własnym doświadczeniu mogę powiedzieć, że różnica między wstrząsami w dzień i w nocy jest ogromna. Ja pierwsze trzęsienie przeżyłam w grudniu 2009 roku, wczesnym popołudniem - najpierw ogromny huk, który wzięliśmy za eksplozję...a chwilę później wstrząsy.  Wtedy epicentrum znajdowało się ok. 15 km od nas, nie było tak silne jak te sprzed dwóch dni, ale było na powierzchni.  Zapewniam jednak, iż dwa dni temu bałam się bardziej.

Obecnie sytuacja jest następujaca - jak widać cały czas mają miejsce wstrząsy wtórne.




wtorek, 23 sierpnia 2016

Rezygnacja z podróży z powodu choroby dziecka. Jak odzyskać zwrot poniesionych kosztów?

Niestety to już drugi tego typu wpis na blogu, mam nadzieję, że nie spełni nam się włoskie powiedzenie ''non c'è due senza tre (w dosłownym tłumaczeniu - nie ma dwóch bez trzech)'' i na przyszłość los nas oszczędzi.

Poprzedni wpis tutaj - Czy można wygrać z liniami lotniczymi

Tym razem sprawa była niejako łatwiejsza (choć linia lotnicza ta sama - Alitalia), gdyż taryfa, w której zakupiliśmy bilety przewidywała  możliwość zmian (za opłatą).  Powinniśmy jednak pamiętać, że w wypadku gdy mówimy o rezygnacji z lotu z powodu siły wyższej (czyli od nas niezależnej),  nie ma to znaczenia.

O naszej podróży z przygodami informowałam Was już wcześniej, więc tylko na szybko przypomnę co to takiego się stało.

Lot zarezerwowany na czwartkowy poranek. W poniedziełek syn zaczyna pokasływać, we wtorek kaszel nieco się nasilił, więc ze względu na planowaną podróż postanowiliśmy dzień później udać się do pediatry, dla tzw. świętego spokoju.

Jako że nie wyglądało to absolutnie niepokojąco we wtorek wieczorem, przez internet, dokonaliśmy check-in.

Noc jednak była koszmarna, nieprzespana, pod znakiem duszności. Diagnoza ''obustronne zapalenie oskrzeli'' i późniejsze wymioty nie pozostawiały wielu złudzeń - najprawdopodobniej podróż trzeba będzie przełożyć.

Zadzwoniliśmy do przewoźnika (Alitalia) aby upewnić się jaka bedzie najszybsza, najprostsza a zarazem i najbardziej odpwiednia w tym wypadku procedura.  Poinformowano nas, iż z uwagii na dokonany już check-in, do 3 godzin (w innym wypadku mielibyśmy czas do praktycznie samego końca) przed odlotem musimy telefonicznie zakomunikować rezygnację z lotu (anulować lot) lub zmienić rezerwację.

Nie chcieliśmy tego zostawiać na ostatnią minutę i po przeanalizowaniu kondycji fizycznej Stefano, w nocy, poprzez call center anulowaliśmy  lot.  Należy pamiętać, że jeśli decydujemy się na przełożenie lotu, to niestety zmuszeni jesteśmy do pokrycia różnicy, między ceną, którą pierwotnie uiściliśmy, a tą nową która w danej chwili widnieje na stronie internetowej przewoźnika - w  naszym wypadku byłoby to ok. 300 euro. Nie mylić z opłatą za samą operację (w Alitalia jest to bodajże 60euro), która w wypadku zaistnienia siły wyższej nas nie dotyczy.

Następnie, z uwagii iż powołujemy się na chorobę dziecka podano  nam adres poczty elektronicznej, na który należy (bodajże w ciągu 48h) wysłać prośbę o zwrot kosztów za niewykorzystane bilety, naturalnie dołączając do niego zaświadczenie lekarskie a w nim precyzyjne zapewnienie, iż patologia dyskwalifikuje ''pacjenta'' przed lotem. Musi ono także zawierać pieczątkę lekarza oraz jego podpis.

Żadnego powoływania się na istniejącą legislację czy cytowania przepisów prawa. Nie mieliśmy rownież wykupujemy odszkodowania na wypadek rezygnacji z lotu.




I pozostaje czekać na pozytywne rozpatrzenie sprawy :) Po ok dwóch tygodniach (14 dni roboczych) otrzymaliśmy maila z informacją, że pieniadze zostały przelane na konto. Nie potrącono ani centa za otwarcie praktyki itp. Przeciwnie dostaliśmy 30 euro więcej niż zapłaciliśmy, odszkodowanie jakieś czy co?



piątek, 19 sierpnia 2016

Sierpień w mieście

Z początkiem długiego weekendu we Włoszech wkroczyliśmy w kulminacyjny punkt szczytu sezonu. Tydzień z 15 sierpnia (wł. Ferragosto) ceny noclegów w nadmorskich miejscowościach osiągają sumy wręcz niewyobrażalne, a i tak wszędzie jest na tyle tłoczno, żę naprawdę cieżko znaleźć nocleg last minute. Przykładowo, pieniądze jaki wykładamy na nasz czerwcowy osmiodniowy urlop, w sierpniu w tej samej strukturze straczyłyby jedynie na pokrycie dwóch noclegów i koszt plaży (za którą my nie płacimy) nie jest wliczony w cenę! Jest różnica? NO jest!

Nieco inaczej sprawa ma się w miastach, zwłaszcza tych, które dostępu do morza nie mają - patrz Perugia. Jest upalnie i duszno. Wszak brak nam morskiej bryzy a jedyny wiatr, który czasami nas nawiedza to ''scirocco'' z nad Afryki, który powoduje, że czuje się jak w zamknięta w piekarniku z termoobiegiem.

Z drugiej strony jest tak cudownie pusto i cicho. Witryny mniejszych sklepików, dużych fabryk czy barów dumnie obwieszczają ''CHIUSO PER FERIE'' (zamknięte na urlop). Rzecz w Polsce niespotykana, wręcz niewyobrażalna by tak po prostu zamknąć, najczęściej na dwa tygodnie, interes i już.

Ferragosto (Kilka słów o etymologii znajdziecie we wpisie sprzed dwóch lat - Ferragosto ), to dla Włochów wspaniała okazja dla świętowania. Tak naprawdę niewiele osób zdaje sobie sprawdę jak narodziło się owe święto. Baaa myślę, że nikogo to nawet specjalnie nie interesuje, najważniejsze, że jest wolne.  Ostatnimi laty coraz częściej słyszę życzenia ''Buon Ferragosto'', czyli udanego Ferragosto, stawiające je  praktycznie na tym samym pułapie z Bożym Natodzeniem (Buon Natale) ;)

Ja życzeń z okazji 15 sierpnia nie składałam, no chyba, że mojej siostrzenicy, która akurat tego dnia obchodziła swoje 7 urodziny :) , co jednak nie przeszkadza mi świętować. W tym roku było bardzo orginalnie, bo tradycyjnego grila u kuzynki rozpaliliśmy już 14 :P

A dzień później, po tym jak już pomogliśmy Anicie Włodarczyk poprawić rekord świata i zdobyć olimpijskie złoto w rzucie młotem, przemierzaliśmy puste umbryjskie ulice w poszukiwaniu otwartej lodziarni.

Plany na dalszą cześć tygodnia były obiecujące, ale już wiecie z ostatniego wpisu, że zero z tego wyszło. Niestety! By jednak tak do końca się nie deprymować, bo to, że będę siedziała w domu z nosem na kwintę nikogo nie uleczy, wczorajszego popołudnia pojechaliśmy z synem na jeden z miejskich basenów.



Po czerwcowym strachu przed głęboką wodą nie pozostało już nic. Stefano potrafi wziąć swoje rękawki do pływania i samemu ruszyć na podbój niebieskiej tafli, dlatego musimy teraz na niego szczegolne uważać. Swoją drogą szczena mi wczoraj opadła na widok dwóch maluchów (na oko 3 i 5 lat), którzy sami biegali wokół basenu, skakali do wody itp, podczas gdy mamusie, wylegujące się pod paraolami, pogrążone były w głębokiej, inspirującej rozmowie. Wiem, że jest ratownik, ale jednak on też nie ma oczu dookoła głowy. Nie,  nie to zdecydowanie nie jest na moje nerwy, tym bardziej, że baseny jednak są trochę odseparowane od leżaków.






p.s. Gorąco wszystkim dziękuje za życzenia urodzinowe. Mam nadzieję, że się spełnią i bieżący rok będzie dla mnie łaskawszy niż ten miniony.

środa, 17 sierpnia 2016

A miało być tak pięknie...

Powiedzcie mi dlaczego los musi być taki psotliwy?

W kwietniu zmieniliśmy mieszkanie, na większy metraż. Do tej pory gnietliśmy się w niespełna 50metrach, obecnie  mamy ich ponad 90. W końcu mieliśmy wystrczająco dużo miejsca by przyjąć i zapewnić gościom (i nam) odpowiednie warunki do spokojnej, wspólnej egzystencji.

Praktycznie od marca było wiadomo, że w sierpniu będziemy mieć gości - moja siostra z rodziną (5 osób). Radości nie było końca, kuzynsotwo było w siódmym niebie (Stefek nawet w ośmym ;) .

Podczas naszego pobytu w Polsce siostrzenice układały plan na wakacje - wspólne spanie, wygłupy, piknik itp... Na samą myśl uśmiechy rysowały się całej czwórce na twarzy. Nie ma co ukrywać, że nam również, bo szczęśliwe dzieci to i szczęśliwi rodzice.

Wylatywaliśmy z Polski z jakby mniejszym smutkiem, w głębokim przekonaniu, że zobaczymy się za 30 dni.

Z różnych powodów wyjazd był przekładany. Mieli jechać przez Francję, ale że na Lazurowym Wybrzeżu klimat zrobił się niespokojny, zdecydowali, że jednak nad  morze pojadą we Włoszech, 3 godziny drogi od nas (Toskania). Fajnie by było abyśmy do nich dołączyli, choć na weekend, dzieci by się cieszyły. Burza mózgów, bo oni obowiązkowo na camping - pod namiot, my raczej nie campingowi (nie mamy ani namiotu, ani materaca, ani nawet śpiwora).  I gdy już się wydawało, że znaleźliśmy rozwiązanie prawie idealne, kuzyn przyniósł wirusa. Trzydniówka, kilka dni gorączki - leżą najmłodszy i średnia...Przekładają wyjazd raz jeszcze, tym bardziej, że najstarszej wypadła kontrola u okulisty w środę 17/08.

Postanowione, iż wyjadą w nocy z 17 na 18... tymczasem dzisiaj, kilka minut po 5 rano przychodzi sms, że moja chrześniaczka ma 40 stopni gorączki.  Teraz, po ciężkiej  nocy niby jest lepiej, ale podwyższoną temperaturę ma również szwagier... F...ck!!! W takim stanie nie będzie przecież prowadził przez 2000km.

Jakby tego było mało klima zalała samochód!

Jestem rozczarowana, załamana i zmartwiona jednocześnie. Stefano tak na nich czeka, a wiem, że i polskie kuzynostwo bardzo chce do nas przyjechać. Jeśli mieliby przyjechać na tydzień to się im nie kalkuluje i będą zmuszeni zrezygnować z wyjazdu.

Płakać mi się chce...

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Alitalia, Lufthansa, Air Dolomiti - linie lotnicze przyjazne dzieciom?!?

   Lato w pełni, sezon wakacyjny trwa. Temat lini lotniczych jak najbardziej na czasie. Wiem, że nie wszystkich musi on interesować, ale już tłumaczę co skłoniło mnie do popełnienia poniższego posta. Pomysł zaczął kiełkować mi w głowie już w maju, gdy gorączkowo analizowałam wszystkie ''za i przeciw'' zakupu biletów lotniczych w dwóch różnych liniach. Przeszukiwałam zasoby internetu w celu zdobycia jak  największej ilości przydatnych informacji i możliwie najdokładniejszej analizy obu opcji. Moje poszukiwania okazały się średnio owocne, co sprawiło że nie zdecydowałam się ''zaryzykować'' zmiany sprawdzonego przewoźnika - Alitalia.  Los jednak koniecznie chciał nam dać okazję do osobistego sprawdzenia tej drugiej opcji - Star Aliance (Air Dolomiti i Lufthansa).

 Mam nadzieję, iż informacje poniżej zawarte pomogą komuś podjąć dezycję, bo ja każdorazowo staram sie dokładnie analizować całą podróż, a tym razem w sieci znalazłam niewiele informacji na interesujący mnie temat.

Mój pierwszy lot odbyłam bodajże w 2004r, nieistniejącą już tanią linią lotniczką Skyeurope. Wielokrotnie podróżowałam również Centralwings oraz Wizzair, pojedyncze trasy Ryanair lub Easyjet.  Kilka lat temu przerzuciliśmy się jednak na tzw. tradycyjnych przewoźników. Podwód? Jest ich kilka - tzw. linie low cost każą sobie płacić dosłownie za wszystko, co w ostatecznym rozrachunku niewiele ma wspólnego z tanim lataniem, a poza tym interesujace nas połączenie do Gdańska nagle zniknęło z ich oferty. Tak trafiłam na:

ALITALIA - włoski przewoźnik narodowy, który w przeszłości okrył się niechwałą za opóźnienia, strajki czy zagubienie bagażu. Do pierwszej rezerwacji przekonał nas voucher na ich usługi (który otrzymaliśmy z jednego z programów lojalnościowych do których należymy), do tego Offerta  Family - ok.270euro (za dwie osoby dorosłe i dziecko powyżej 2lat), bagaże i  numerowane miejsca wliczone w cenę. Problemów nie było. Przeciwnie, więc z usług wspomnianej lini skorzystaliśmy jeszcze wielokrotnie. 



Czy Alitalia jest przyjazna dzieciom?

Tak! Wylatując z Rzymu (Fiumicino) jest specjalne okienko do obsługi rodzin z dziećmi - szybko i sprawnie, bez zbędnych  kolejek i dziecięcego jęczenia. A jak dodać do tego,  że małe dzieci (z czterolatkiem nie  było problemów) stanowią kategorię uprzywilejowaną i odprawy osobistej mogą dokonać wraz z VIP'ami, personelem lotniczym i osobami niepełnosparwnymi, to żyć nie umierać. No i wejśćie na pokład poza kolejką. 
Jeśli mogłabym mieć jakieś zastrzeżenia czy wskazówki, to brakuje mi tu atrakcji dla dzieci podczas samego lotu.
Posiłek, a raczej poczęstunek na pokładzie jest darmowy. Wiem na pewno, że istnieje możliwość spersonalizowania żywności dla dzieci. Nigdy tego nie robiliśmy, gdyż Stefano był już na tyle duży by nie jeść dań słoiczkowych, a 2h lot do Polski nie wymagał od nas specjalnych przygotowań.

Godne uwagi jest że  Alitalia stosunkowo często oferuje 20% zniżki dla swoich klientów. Warto zapisać się to ich newslettera by być na bieżąco.

UWAGA - dla nie mnie, podróżującej z małym dzieckiem istotne zanczenienie ma ich polityka zwrotu pieniędzy za  niewykorzystane bilety. Mam na myśli całkowity zwrot kosztów związanych z anulowaniem rezerwacji z powodu siły wyższej. Niestety już dwukrotnie musieliśmy z tej opcji skorzystać. Doświadczenia z innymi przewoźnikami w tej kwesti nie posiadam i mam nadzieję nigdy nie posiadać ;)

LUFTHANSA - myślę, że nie trzeba jej jakoś specjalnie przedstawiać. No właśnie, na temat LH, uznawanej za jedną z  najlepszych lini na świecie,  można znaleźć wiele informacji w sieci. Poczytałam co nieco i nie miałam wątpliwości, iż Niemcy dbają o swoich małych pasażerów.

Monachium


Jak informacje uzyskane z relacji podróżujących odniosły się do naszych osobistych doświadczeń?

Pierwszeńśtwo wejścia na pokład dla dzieci - NIE! Ani w Monachium, ani w Gdańsku nie wywołano rodzin z dziećmi. Nie zależało mi na tym, bo mając na bilecie wskazane miejsca obojętne mi było czy wejdziemy do samolotu jako pierwsi czy ostatni (Stefano nie do końca - po wielu godzinach oczekiwania chciał jak najszybciej znaleźć się na pokładzie). W Monachium bramki przy Gate były elektroniczne - samemu skanowało się kod i po ich otwarciu wchodziło na pokład. Obsługa naziemna jedynie kontrolowała poprawność operacji. Jako że byłam z synem nie do końca wiedziałam jak to ogarnąć logistycznie, zwróciłam się więc z pytaniem do obsługi a reakcja była natychmiastowa - Pani zajęła się biletami, przepuściła nas bocznym wejściem i życzyła miłej podróży.

Poczęstunek darmowy - co zaobserwowałam to fakt, że nie kończyło się na przysłowiowym kubku wody, coli czy kawy (ile chciałaś tyle Ci dali). W drodze powrotnej rodziny z dziećmi zostały obsłużone w pierwszej kolejności.



Niespodzianki dla dzieci - owszem były, ale jedynie w drodze powrotnej. Stefano chwilę po wkroczeniu na pokład otrzymał małą paczuszkę żelków, które skonsumował jeszcze przed kołowaniem,  z tego co kojarzę powinien je rzuć podczas startu i lądowania z uwagii na szybko zmieniające się ciśnienie w kabinie. No, ale powstrzymaj o 6 rano, niewyspane dziecko ;) Chwilę później dzieciaki zostały obdarowane firmowymi kolorowankami (plus kredki).
Nie wiem z jakiego powodu nie dostaliśmy żadnej zabawki w drodze do Gdańska. Dlatego, że syn po starcie usnął? Ze względu na porę (lot wieczorny)? Wyczerpanie nakładów?

Prasa - Nikt mi jej nie proponował, podejrzewam iż ze względu na bycie obcojęzyczną.

Miejsce na nogi - było ciasnawo. Trasę obsługują samoloty Embrarer 195, mniejsze i niższe od boeinga A320 (najpopularniejszy w Europie). Większość osób podróżowała ze sporym bagażem podręcznym (trolley), więc luki bagażowe bardzo szybko się zapchały i my nasze plecaki trzymaliśmy pod fotelem.


AIR DOLOMITI - kiedyś obiło mi się o uszy, ale nie wiedziałam o nich totalnie nic. Jedna wielka niewiadoma, której bardzo się obawiałam. Pokrzepiałam się myślą, że LH nie wzięłaby sobie na partnera nie sprawdzonej lini. Z Air Dolomiti pokonywaliśny odcinek Perugia - Monachium. I wiecie co Wam powiem - to były najmilsze loty jakie do tej pory przyszło  mi odbyć. Normalnie poczułam się rozpieszczana. Gdyby wszystkie loty były takie spokojne byłoby cudownie i nawet mogłabym przestać bać się latać ;)

Air Dolomiti na płycie lotniska w Perugii


Pierwszeństwo wejścia na pokład - NIE! Ale jak już powyżej wspomniałam nie zależało mi. Z resztą jak tylko rozpoczęto boarding w Perugii, synowi dotąd beztrosko biegającemu po terminalu i zapewniającemu rozrywkę pozostałym oczekującym, zachciało się do toalety ;)

Przekraczając próg samolotu osoby włoskojęzyczne miały do wyboru prasę codzienną.

Poczęstunek podobnie jak w LH - kanapka i napoje do oporu, co niektórzy skrzętnie wykorzystywali i przelewali wodę do pustej butelki :D

Miejsce - pasażerów było nieco mniej, więc miejsca wydawało się być więcej.





Niespodzianki dla dzieci - TAK! Za pierwszym razem Stefano otrzymał zestaw do rysowania - notesik, kredki, linijka, temperówka i naklejki, a wszystko to w kolorowej zamykanej na suwak torebeczce. W drodze powrotnej natomiast, mimo tego że spał cały lot, stewardesa przyniosła grę magnetyczną - TRIS (kółko i krzyżyk).

I UWAGA -  jak tylko personel zorientował się, że syn śpi zaproponowano nam poduszkę. Serio, byłam w niemałym szoku.






Tak z grubsza to by było na tyle. Chciałam jeszcze skrobnąć kilka słów o lotnisku w Monachium i ogólnie o locie z przesiadką, ale to już raczej temat na oddzielny post, który mam nadzieję stworzyć wkrótce.



Tymczasem wszystkim czytelnikom życzę udanego tygodnia i pięknej pogody. Pozdrawiam upalnie :)

Ewa