czwartek, 30 czerwca 2016

Udało się!!!

A co takiego nam się udało? Otóż udało nam się dolecieć. Do Polski! :)

Droga była długa i kręta. Najważniejsze jednak, że ostatecznie udało się nam całym (bo zdrowym niestety  nie do końca) dolecieć i jesteśmy tu gdzie jesteśmy (czyt. moim rodzinnym domu).

Nie pamietam już czy wspominałam wcześniej o wyjeździe do Polski? Bilety kupowałam gdzieś 1,5 miesiąca przed wyjazdem. Biłam się nieco z myślami, bo taki wyjazd to koszt, a tych, co tu dużo nie mówić, ostatnio mieliśmy sporo. No, ale Stefek na pytanie ''lecimy do Polski, zobaczyć się z kuzynostwem'', zareagował z takim entuzjazem (dosłownie mógłby z marszu na lotnisko biec), że nie było odwrotu.

Podobnie jak w ubiegłym roku, przylecieliśmy do Polski sami - mama i syn. Tyle tylko, że w tym roku sami również wracamy - mąż pilnuje mieszkania i próbuje wynając stare.

Od samego początku opcje były dwie - tradycyjnie Alitalia (Rzym - Warszawa) lub nowość Lufthansa (Perugia - Gdańsk z przesiadką w Monachium).  Długo biłam się z myślamu, chodziłam i trułam mężowi by podjął za mnie decyzję, zbierałam plusy i minusy obu rozwiązań, porównywałam. M. optował za drugą wersją (nieco droższą), ale bilety kupiliśmy na sprawdzoną Alitalię (sprawdzoną - już raz oddali nam pieniądze za niewykorzystany bilet, w dodatku w taryfie bezzwrotnej). No i nie oszukujmy się 20% zniżki ma siłę persfazji.

Wylot miał być w czwartek, a we wtorkową noc nad całą wyprawą zaczęły się zbierać czarne chmury, które w środę się oberwały. U pierworodnego zdiagnozowano obustronne zapalenie oskrzeli - bentelan i inhalacje, ale przeciwskazań do lotu  brak. Dostałam nakaz wykupienia antybiotyku, który miałam podać w razie gdyby pojawiła się gorączka i nie przeszła po 3-4 dniach. I już tu wlączyło mi się czarnowidzenie - Stefano był bardzo przybity, ani jeść ani pić, ani chodzić - tylko mama i mama, a zupełnie jeszcze pusta waliza leżała rozwalona na podłodze w sypialni.

Po powrocie do domu zaczęła się jazda - wymioty. Wierzcie mi, że nie wiedziałam w co ręcę włożyć - Stefano, ja i kanapa do prania! W impulsie zadzowniłam po męża.

Wtedy tak naprawdę zaczęło się bicie z myślami. I co teraz? Jedziemy czy nie? Trwało to dobrych kilka godzin, podczas których było i nerwowe, szybkie pakowanie walizki i wydzwanianie do Alitalii i sprawdzanie cen połączęń. Przy kolacji (mimo, iż wymioty przeszły i Ste czuł się znacznie lepiej) zdecydowaliśmy, że to nie ma sensu - bo w 12h podróży nie będę miała jak zrobić inhalacji, a i na bentelan Stefano reagował dość nerwowo.

Przełożenie lotu wiązałoby się z kosztem ok. 350 euro (pierwotnie za cały bilet zapłaciłam 275 euro w 2 dwie strony), więc sporo. Kombinowanie czy nie lepiej odwołać rezerwację i kupić nowy bilet itp...Tak, też zrobiliśmy - podczas gdy w Alitalii ceny mocno wzrosły, w Lufthansie pozostały niemal nieruszone,

Po podliczeniu wszystkiego (pociągi, paliwo do Rzymu itp...) Lufthansa wyszła nas ok. 120 euro więcej niż pierwszy bilet (507 euro w dwie strony za dwie osoby).  Dwa loty mocno mnie jednak przerażały (strasznie boję się latać) i przesiadka w Monachium, a tam prawie 5h oczekiwanie na lot do Gdańska (powrotny z Gdańska mam o 6 rano i to też boli).

Wrażenia z podróży spoko (mimo, iż na dzień przed rozchorowałam się ja (a jakże). Bagaże nadane w Perugii odebrałam w Gdańsku. W Perugii dostałam od razu karty pokładowe na oba loty - także  nie musiałam nigdzie w Monachium biegać.




Pierwszy lot operowany przez Air Dolomiti (bardzo fajnie). Przy wejściu do samolotu  do wyboru byłą tegodniowa prasa. Komunikaty nadawane w 3 językach (włoski, niemiecki i angielski). Po starcie pan steward przyniósł Stefkowi zestaw dla dzieci - kolorowanka, naklejki, kredki, linijka, temperówka).  Normalny serwis pokładowy - kanapka i napoje. Zero reklam, zero zachęcania do kupna czegokolwiek. Trochę się obawiałam bo samolot był mniejszy niż te którymi zwykle podróżowałam, ale pogoda była przyjazna, więc było miło i spokojnie :)

Pierwszy raz leciałam z przesiadką, a do tego pierwszy raz miałam przyjemność przebywać na lotnisku w Moanchium. Czasu meliśmy sporo, więc raczej nie obawiałam się, że nie zdąrzymy się przesiąść, przeciwnie - martwiłam się co my tyle godzin będziemy tam robić? Już wcześniej przestudiowałam obiekt w internecie i w sumie jest się tam czym zająć, ale po pierwszy byłam w kiepskiej formie, po drugie byłam z dzieckiem, a po trzecie postanowiłam nie wychodzić ze strefy strzeżonej (wolnocłowej).





Miejsca było sporo - place zabaw dla dzieci (tych większych nie udało mi się znaleźć), zona relaks, restauracje, sklepy, całe mnóstwo miejsc siedzących, internet ponits, free wifi, telebim dla fanów futbolu itp...



Lot do Gdańska był opóźniony o 30 minut, niedużo, ale po Lufthansie się tego nie spodziewałam. Podobnie jak pierwszy, również ten lot odbywał się Embrarer 95 - pewnie to tylko moje wrażenie, ale wydawało mi się jakby miejsca na nogi  było mniej niż w Air Dolomiti. Obsługa miła,  napojów do woli. ale  tu Stefano nie dostał żadnej  nieszpodzianki. Na całej trasie towarzyszyły nam czarne chmury, więc nieco trzęsło.

No, ale udało się. Od niedzieli jesteśmy na Pomorzu, w weekend jedziemy na kilka dni do Jastarnii.

Do usłyszenia

12 komentarzy:

  1. Nie wiedzialam, ze lecicie do Polski. Wow, podroz dluga, ale najwazniejsze, ze szczeslwiie dotarliscie na miejsce. Milego urlopowania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z przygodami bo z przygodami ale dobrze,ze dotarliscie na miejsce :) Udanego wypoczynku w Polsce! Nacieszcie sie rodzina , naladujcie baterie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To mieliście nie mały zawrót przed podróżowy, ale dobrze, że wszystko się jakoś ułożyło i cali i zdrowi jesteście już w PL. Jastarnia w ub roku tam byliśmy uwielbiam ją

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chyba też bałabym się lecieć z przesiadką. Mając ze sobą dziecko to spory stress, a do tego ja jeszcze penie miałabym wyrzuty sumienia ,że byłam tuż obok Monachium i nie widziałam (bo pewnie też bałabym się jechać,żeby sie nie naszarpać i nie spóźnić).Dobrze ,że jednak wam dobrze minęła podróż i możecie korzystać z wakacji. Wypijcie zdrowie dobrym piwkiem za moje zdrowie psychiczne- ja już w pracy mimo,że w zasadzie nawet ludzi za bardzo jeszcze nie ma.Udanego pobytu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciesze sie, ze jednak dotarliscie! Duzo zdrowka i wypoczynku Wam zycze!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Na tym szarym do wspinaczki moja mała wczoraj rozbiła sobie dolną wargę, 10 minut przed wejściem do samolotu. My też z Gdańska via Monachium, ale do Bolonii. Nie zazdroszczę wylotu o 6 rano, rok temu musieliśmy wyjechać o 3 żeby dotrzeć na lotnisko, ale w ostateczności raz na rok można takie szaleństwo popełnić ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Moi teściowie stracili z powodu spóźnienia się na samolot 200 euro. Fajnie, że są jeszcze loty, gdzie dba się o dzieci, jestem pod wrażeniem! Miłych wakacji, wypoczywajcie, opalajcie się i jedzcie po polsku ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko, ja też mam zawsze taką rozkminkę którą opcję lotu wybrać :0 i nie ma nic gorszego od koczowania na lotnisku. Z tego co widzę to to w Monachium jest super ekstra, że ma takie atrakcje dla dzieci. Życzę miłego wypoczynku, no i dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudownie! Najważniejsze, że się udało :) Przyjemności :) I duzo słońca!

    OdpowiedzUsuń
  10. Czemu lot z przesiadką miałby mieć plusy? :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Też bym się pochorowała przed lotem, jak do tej pory przez moje lęki nie odwiedziliśmy wielu ciekawych miejsc, bo jak daleko można jechać samochodem. Jednak naprawdę obiecałam sobie skończyć z tą głupotą i za rok nie będę się opierała przed podróżą samolotem. Cóż, jeśli po tych wszystkich latach nielatania miałabym polecieć pierwszy raz i spaść, to byłaby dopiero ironia losu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nigdy nie wsiada do samolotu po prostu tak się boję że nawet do kuzynki na ślub nie p olecialam nie dało rady nogi z waty... Miłego odpoczynku :)

    OdpowiedzUsuń