czwartek, 31 marca 2016

Home sweet home

Króciutko i na szybko.

Wróciliśmy. Lot spokojny, wszystko planowo, a nawet ciutek szybciej. 

Zainteresowanym donoszę, iż problemów z synowskimi dokumentami nie było. Rozdzieliśmy się przed odprawą osobistą, mąż poszedł z synem, ja 5 minut po nich  kiedy już byłam pewna, że są po drugiej stronie (Obserwując ich, zastanawiałam się kiedy krążącej po lotnisku straży granicznej - było jej sporo - moje zachowanie wyda się podejrzliwe i mnie zgarną ;) 

Akurat wczoraj, cała ta szopka nie była potrzebna, gdyż nikt nam dokumentów nie sprawdzał. 

Rzym przywitał nas wiosennie, pełne słońce, 19°C w cieniu, a ja w kozaczkach jak rasowa Włoszka ;)

Dzisiaj się regenerujemy. Od jutra szara rzeczywistość!


poniedziałek, 28 marca 2016

Nasze polskie wakacje zbliżają  się do końca. To już ostatnia prosta, więc smutek powoli ogrania me serce. Jest mi tu tak błogo, że  naprawdę nie chce mi się wracać do szarej codzienności. Nie mogę uwierzyć, że już za kilka dni zaczną się leniwe samotne poranki, synowskie przedszkole, logopedia i mężowska praca.
Jak to się dzieję, że choroba twająca tydzień wydaje się nie mieć końca, a dwutygodniowy pobyt w rodzinnym domu  mija w mgnieniu oka?

Z ręką na sercu przyznaję, iż we Włoszech nie jest mi źle. Przeciwnie, lubię tej kraj, ale jednak to w Polsce odżywam. Mam tu bliskich, Stefano ma wspaniałe kuzynostwo i widzę jacy wszyscy oni są szczęśliwi mogąc dzielić się zabawą. Serce się raduje podwójnie, widząc szczęście na kilometr bijace od dziecka.

Mogłabym trochę ponarzekać na pogodę. Chłodno, szarao, wietrznie, ale narzekać nie będę bo darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby - padało zledwie raz i do tego nocą. A dziś piękne słońce wdziera się przez okno w salonie. Wiosna budzi się do życia, a nam przyszło się pakować.


Wiarowania, śmiechu i kłótni kuzynowski było bez liku.

Zaliczyliśmy ''stadny'' (3 dorosłych i 4 dzieci) wypad do kina. Trochę się obawialiśmy, że pierworodny nie wytrzyma 108minut, ale ''Zwierzogród'' wciągnął go na tyle, że siedział w fotelu jak zaczarowany. Fajna bajka, niezdecydowanym polecam :)

Dni świąteczne to chwile releksu dla ciała. mniej dla żołądka i wątroby. Poziom przejedzenia najtrafniej podsumuje przerażenie mojego męża na widok zastawionego na wielkanocne śniadanie stołu ''czy to na pewno jest śniadanie?'' :D


A teraz czekamy aż rodzina siostry przybiegnie dyngusowo zlać nas wodą ;)

p.s. Więcej zdjęć będzie innym razem.

poniedziałek, 21 marca 2016

Wieści z Polski

Melduję się!

Dwanaście godzin, 3 środki transportu (samochód, samolot i pociąg), sprawiły, że od środowego popołudnia bawimy na polskiej, dokładniej rzec ujmując, kociewskiej ziemii. Podróż, mimo iż męcząca, minęła stosunkowo szybko.

Mieszkamy nieco ponad 200km od rzymskiego lotniska Leonardo da Vinci, potocznie zwanego Fiumicino. Na stołecznej obwodnicy, w dzień roboczy, nie trudno o władowanie się w kilometrowy korek, więc by uniknąć rzymian podąrzających do pracy, przezornie wyruszyliśmy w drogę  ze sporym zapasem czasu - kwadrans po 5 (planowy wylot 10:15). Nasze założenia okazały się słuszne.

Na Fiumicino byliśmy sporo przed czasem. Lotniskowe drzwi rozsunęły się przed nami już kwadrans przed 8. By  poczuć się nieco lżej, od razu zdaliśmy bagaże - rodzinom z dziećmi podróżującym z terminalu 1, polecam okienko 148 - sprawnie i bez kolejki. Ponadto, małe dzieci stanowią w Rzymie kategorię uprzywilejowaną i mogą przejść odprawę osobistą razem z personelem i pracownikami lotniska oraz niepełnosprawnymi. Znacznie przyspiesza i umila to sprawę. Celnicy są przesympatyczni, nie denerwują się na często  niesforne dzieci i ich odległe od idealnego zachowanie.

Syn bardzo pozytywnie nas zaskoczył. Ubrany na śpiąco, przy wsiadaniu do samochodu leniwie zamrugał oczami i oddał się w objęcia Morfeusza. Swe błękitne oczęta pokazał dopiero w Rzymie. W wejściu na pokład rozsiadł się wygodnie w fotelu, chwycił za pas i nakazał ojcu ''chiudi'' (zamknij). Słowo daje, mając w pamięci ostatni nasz lot (gdzie syn wił się jak wąż byle tylko wyzowlić się z pasów) myślałam, że śnię. Jedynym przebłyskiem chuligańskiego charakteru było przywołanie stewardesy (wcisnął guzik nad głową i w samolocie rozległ się charakterystyczny dźwięk, a chwilę później zjawiła się miła pani).

Sama podróż samolotem była fantastyczna. tak cudownie spokojna, bez cienia turbulencji. Gdyby tak było zawsze to mogłabym nawet polubić latanie.

Nerów nieco przysporzyło nam 50minutowe opóźnienie samolotu, gdyż pociąg z Wawy mieliśmy niemal na styk. Zatrzymaliśmy się jedynie by kupić dziecku drożdżówkę, a gdy wbiegliśmy na peron to pendolino już na nas czekało.

Pobyt mija nam intensywnie - Stefano wariuje z kuzynostwem i ich psiakiem.  A Puszek (pies) upatrzył w naszym pierworodnym szansy na dobrą zabawę i nie odstępuje go na krok. Turlają się razem po podłodze, a śmiechu przy tym co niemiara.




No i wszystko byłoby pięknie, gdyby  nie chora polska biurokracja. Nie wiem czy słyszeliście o przypadkach zatrzymania na polskich lotniskach obywateli polskich posiadających podwójne obywatelstwo, gdyż nie posiadali polskich dokumentów.  Jak głosi ustawa:

''Obywatel polski posiadający równocześnie obywatelstwo innego państwa ma wobec Rzeczypospolitej Polskiej takie same prawa i obowiązki jak osoba posiadająca wyłącznie obywatelstwo polskie.
Obywatel polski nie może wobec władz Rzeczypospolitej Polskiej powoływać się ze skutkiem prawnym na posiadane równocześnie obywatelstwo innego państwa i na wynikające z niego prawa i obowiązki.''

Może zacznę od zaznaczenia, że jak ktoś nie chce się denerwować lub woli żyć w nieświadomości, to odradzam czytanie dalszej  części posta, zwłaszcza jeśli znajdujecie się w podobnej sytuacji i wybieracie się wkrótce do Polski.

Dopóki sprawa ta była dla mnie jedynie artykułem z Onetu, podchodziłam do tego z lekkim niepokojem, ale z nadzieją, że mnie to nie dotknie. Ostatnimi czasy, okazało się jednak, iż dwie koleżanki z Klubu Polki, stały się ofiarami polskich przepisów. Jedna z nich utknęła w Polsce, gdyż jej kilkumiesięczne dziecko nie posiadało polskiego dokumentu tożsamości.

Stefano posiada z urodzenia zarówno obywatelstwo poslkie jak i włoskie. Zarejestrowany jest w polskim USC, ale nie posiada polskich dokumentów, ani numeru PESEL. Legitymuje się jedynie włoskim dowodem osobistym Tak granicę przekraczaliśmy już wielokrotnie i nigdy nie było problemów, ale jak głosi internet, straż graniczna, coraz częściej przykłada się do egzekwowania przepisów polskiej ustawy o obywatelstwie. Postanowiliśmy więc z mężem, że w drodze powrotnej do Włoch, rozdzielimy się na lotnisku. Syn kontrolę osobistą przejdzie z mężem, a ja sama - udamy że się nie znamy (mam polski dowód i polskie nazwisko, inne niż mąż i syn). Teoretrycznie nie powinniśmy mieć problemów, ale co jakbym chciała przyjechać do Polski sama z synem? Wjechać wjadę, ale czy wyjadę?

Wyrabiamy więc polski dowód dla syna. Krok pierwszy - numer PESEL. Spakowałam torbę (dowód mój, polski odpis aktu urodzenia) i z rana pobiegłam do Urzędu Miasta, gdzie dowiedziałam się, iż dziecku urodzonemu za granicą i nie posiadającemu zameldowania w Polsce (nigdy) PESEL nadają automatycznie wraz ze złożeniem wniosku o dowód w urzędzie bądź paszportu w konsulacie (w Polsce dla takiego dziecka paszportu nie wydają - naturalnie zależy jak trafisz).
OK, dziecko do fotografa i ze zdjęciami do urzędu (mały nie musiał  być obecny, mąż też nie). Wręczam dokumenty, Pani przegląda i odkrywa, że ojciec dziecka jest ''obcy'', więc prosi mnie o UWAGA - potwierdzenie synowskiego obywatelstwa polskiego. Szczena mi opada, tysiąc myśli w głowie - chyba źle zrozumiałam. Urzędniczka głosi dalej, iż aby wydać dowód osobisty dziecku urodzonemu za granicą, do sierpnia 2012 roku (w sierpniu 2012 weszły nowe przepisy), niezbędny jest dokument potwierdzający polskie obywatelstwo (jest on zbędny jeśli oboje rodziców są Polakami). Wychodząc śmiałam się z bezradności!

I tak by wyjechać z Polski, zgodnie z prawem syn musi posiadać polski dokument. W przeciwnym wypadku musiałabym na granicy udowodnić, że mój syn (syn Polki) nie posiada polskiego obywatelstwa, ale by wyrobić polski dowód w urzędzie rządają potwierdzenia tego obywatelstwo, bo przecież mogłam się go zrzec. Paranoja? Wariactwo? Nazwijcie to jak chcecie!

Kto potwierdza polskie obywatelstwo? Wojewoda właściwy ze względu na adres zameldowania w Polsce. W wypadku jego braku (nasz przypadek) właściwym jest wojewoda mazowiecki. Czy potwierdzałam te informacje? Owszem, dzwoniłam do Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku - wszystko potwierdzone (chodzi o sławne 3 miesiące, które ustawa dawała rodzicom (w rodzinach mieszanych) na decyzję o wyborze obywatelstwa tylko jednego z państw. My z tego nie skorzystaliśmy, gdyż chcieliśmy by syn zachował oba obywatelstwa, ale Pani w urzędzie nie może tego jednoznacznie stwierdzić.


Na chwilę obecną jestem wkurzona i nie wiem jeszcze jakie podejmniemy kroki. Mąż napisał maila do ambasady włoskiej, z prośbą o poradę.  Zobaczymy czy i co nam odpwiedzą.

Tym miłym akcentem kończę i pozdrawiam
Ewa



środa, 9 marca 2016

Gdzie moja wena? Gdzie moje chęci? Gdzie wiosna?

Kilka dni temu zaczęłam pisać post poruszający dość istotny temat. Wystukałam zalediwe kilka linijek i stanęłam w miejscu, ruszyć nijak nie mogę.  Ostatnio zdecydowanie pisanie idzie mi jak po grudzie, więc chwilowo zmieniam koncepcję i poważne tematy odkładam na, bliższą bądź dalszą, przyszłość.

Naszymi dniami zawładnęło nowe mieszkanie, przechodzimy jedną burzę mózgów za drugą, ale póki co niewiele one przyniosły. Nie będę przesadzać, że urządzanie salonu spędza nam sen z powiek. Niewiele jednak ku temu brakuje. Jak większość z Was zauważyła, przedstawia on dość sporą powierzchnię, którą należałoby odpowiednio zagospodarować, ale nasze kolejne pomysł padają jeden za drugim. Nie chcemy mieć oklepanej meblościanki jak 90% mieszkań na półwyspie - szukamy inspiracji, która nie zrujnuje nas finansowo, a równocześnie nie zawali się pod ciężarem telewizora.

A wszystko to robię w PMSie i nerwach przed marcowymi badaniami, których nie będzie, bo okres akurat w tym miesiącu postanowił się spóźnić. Nie zdarzę ich już zrobić przed wyjazdem do Polski (równo za tydzień). Ginekolog przekonuje, że dwa tygodnie nie robią różnicy, ale szlak mnie jasny bierze, bo chciałabym mieć już ten stres za sobą. No, ale natury nie przeskoczę!

Pogoda też mnie dobija. Mam wrażenie, że po suszy (podobno lokalnie mamy za sobą najbardziej suchy okres w historii), nadeszła pora deszczowa. Z nieba leje się niemal codziennie, zmienia się jedynie intenswyność opadów. Tyle tęcz co widziałam w ostatnie dwa tygodnie, nie obserwowałam  przez dekadę mojego zamieszkiwania w Umbrii.

wczorajsza podwójna tęcza - zdjęcia robionne zza okna

A było już naprawdę pieknie, zdarzały się temperatury powyżej 20 stopni, były prawdziwie wiosenne dni, zakwitły drzewa, wyciągnęłam synowi rower biegowy, graliśmy w piłkę, puszczaliśmy bańki mydlane (ehhh).




W sumie może to i lepiej, będzie mniejszy szok klimatyczny, jak staniemy stopą na polskiej ziemii.

Do Polski też nie wiem jak się spakować. Miałam nadzieję nie zabierać typowo zimowych ciuchów, ale chyba byłam za wielką optymistką.

 I tak zalegam w domu. Od kilku dni, codziennie rano towarzyszy mi Lucio. Mąż nie może być zazdrosny, gdyż to On mi go przedstawił. Na niego zawsze można liczyć. Jego cudny głos ukaja mi nerwy i poprawia humor ;)





piątek, 4 marca 2016

Umowa podpisana!

Umowa podpisana, na trzy lata (z opcją przedłużenia na kolejne dwa). Idąc za ciosem, zamówiliśmy sypialnię oraz materace dla nas i dla syna. Salon wstępnie wybrany, ale jeszcze chwilkę czekamy, z nadzieją, że wyjdzie nowy katalog z niższymi cenami. Przeraża mnie nieco jakość mebli. Koszt zdecydowanie nie przekłada się na ich wartość.


Kuchnia - niestety musi tak zostać,  jedynie stół będzie inny. To niebieskie odrażające coś (po prawej stronie) to wieszak na ubrania, jakieś pomysły jak to zakryć? 



Salon jest spory. Burza mózgów w toku - na pewno zdejmę tą rdzawą ''ozdobę'' z zasłon (zupełnie nie jest wmooim stylu). Obrazy już zabrał właściciel! Próbowaliśmy oponować również odnośnie home theatre, ale ostatecznie zostało.



Łazienki są dwie,  wstępnie niewiele będziemy w  nich zmieniać.



Pokój dziecięcy - do rozkręcenia na pewno jest jedno łóżko. Biurko i krzesło planujemy zastąpić czymś bardziej odpowiednim do synowskiego wieku. Do zablokowania są drzwi balkonowe, bo Stefano to niezły kombinator. Trochę załuje, że balon jest cały murowany. Ze względu na syna, który lubi obserwować naturę, wolałabym szczebelki (uniknęlibyśmy  może wspinania się )


Sypialnia i studio (pokój gościnny). Jak widać na zdjęciu sypialnia jest pusta. Studio natomiast uposażone jest w meblościankę (pomijając kolor, jak dla mnie zbyt duża na tak mały pokój).  Na zjęciach widać jeszcze izolację akustyczną, ale trwają pracę nad jej usunięciem.



Mieszkanie znajduje się na 5 piętrze. Przy sprzyjającej pogodzie, z salonowego balkonu można dostrzec centrum Perugii. Jedyne co nam się nie podoba to bliskość przeciwległego budynku. Obecnie okna nasze wychodzą na szkołę podstawową, od której dzieli nas ogródek, więc w okna nikt nam  nie zagląda.



Podsumowując, plusów jest znacznie więcej niż minusów. Jak tylko uporamy się z przeprowadzką, wystawimy na wynajem nasze dotychczasowe lokum. Myśleliśmy nawet by w okresie wakacyjnym spróbować z airbnb - ale to jeszcze nic pewnego.