poniedziałek, 15 lutego 2016

Niewdzięczna

Weźcie mi powiedzcie, że jestem paskudną marudą, a do tego niewdziecznicą. I jeszcze, że zamiast się wkurzać powinnam po rękach całować itepe...

Mam dobrze, pewnie nawet za dobrze. No i odwaliło mi!

Rano wstaję, przygotowuję syna do przedszkola  (czyt. ubieram go), ok. 8 daję Stefkowi buziaka, przypominam by w przedszkolu był grzeczny i odprowadzam do windy. O resztę troszczy się mój mąż, w drodze do pracy odsatwia syna do przedszkola (w powrotnej Go odbiera).  Zawsze, oprócz poniedziałku i czwartku, gdy M. pracuje również po południu. Naturalnie wtedy ja mam pole do popisu,

Synowska szkoła położona jest stosunkowo niedaleko naszego miejsca zamieszkania - ok. 1km, czyli taki nieco dłuższy rzut beretem, tyle, że pod górkę.  Po Stefka chodzę pieszo, a wracamy (najczęściej) autobusem, który zatrzymuje się przed bramą placówki.

No, ale co jak pada? Nic, powiecie! A ja dodam ''z cukru nie jestem...'', jak zwykła mówić moja babcia. Parasol mam, a w autobusie nie pada...

W czym więc problem? W teściowej problem! Wspominałam już nie raz, o genialnych zdolnościach organizatorskich mężowskiej rodzicielki. Cotygodniowa inscenizacja rozpoczyna się w niedzielny wieczór,  gdy Stefkowa babcia dzowni zakomunikować, że ''gdyby jutro padało to mogę prosić o przysługę (podwózkę) jej starszego syna''.

''Tak tak, wiem. Jakby co to się odezwę'', odpowiadam.

I masz Ci babo, wykrakała! Poniedziałek - z mniejszą lub większą intensywnością, pada od rana. Co to dla mnie oznacza? Stres!!!

Odzywa się dźwięk telefonu. Widzę na wyświetlaczu ''Rosanna'' i w myślach powtarzam ''nie odbieraj''. No, ale jeśli coś się stało? Jeśli potrzebuje pomocy? 

''Pronto'', rzucam do słuchawki. Teściowa wita mnie rewelacyjnym pytaniem ''szukałaś mnie?'' Zgodnie z prawdą, odpowiadam, że ''nie'' i czekam na ciąg dalszy...bo wiem, że będzie ciąg dalszy :)
No i jest ''a ten autobus to się zatrzymuje  bezpośrednio przed szkoła? I wysiadacie pod domem? Bo wiesz...ja tak sobie myślałam, że jakbyś potrzebowała pomocy to możesz poprosić F. (brat męża) o podwiezienie'' 

Spokojnie odpowiadam, że dziękuje, poradzę sobie! Wiem jednak, że to jeszcze nie koniec. Nie mylę się, nie mija pół godziny jak dzwoni mój mąż, od którego dowiaduję się, że minione 30 minut teściowa wykorzystała aby zadzwonić do obu swoich synów i zapewne uraczyć szwagra tekstem w stylu ''zadzwoń do Twojego  brata, bo pada a ona z tym biednym dzieckiem zmoknie''.

Także teściowa dzowni do mnie i  do swoich synów. Szwagier dzwoni do męża, mąż do mnie i później oddzwania do szwagra. No i teściowa raz jeszcze do mnie ''czy ten autobus to aby na pewno zatrzymuje się tam gdzie mówię?''

[Niektórzy zapewne zadają sobie pytanie - dlaczego szwagier nie zadzwoni bezpośrednio do mnie? Nie wiem, aczkolwiek się domyślam, że mu niezręcznie. Nasze stosunki są poprawne i przyjacielskie, ale wciąż wisi nad nami sytuacja sprzed ślubu, gdy pokłóciłam się z jego żoną...spakowali się i wyjechali na  kilka godzin przed ceremonią, zostawiając nas bez świadka]

A ja w tym wszystkim czuje się jak ułomne, ubezwłasnowolnione dziecko. A mam prawie 34 wiosny na karku i jeśli będę potrzebowała pomocy, to potrafię o nią poprosić. Serio!Suma sumarum czuję się winna, czuję się jak największa niewdzięcznica i prawie akceptuje podwózkę, która  nie jest mi do końca na rękę (raz zaakceptowałam, w rezultacie czego dłużej czekaliśmy na szwagra niż na autobus. Poza tym Stefano, w samochodzie wujka, nie ma fotelika, a musimy przejechać jedną z główych ulic miasta). No i ludzie - ja nie diabeł, a deszcz nie woda święcona!


Zmokliśmy nieco, ale Stefano był przeszczęśliwy, że mógł trzymać parasol :)

jakość kiepska, ale tęcza była cudowna






18 komentarzy:

  1. Jak mawia moja mama nadgorliwość może biedy narobić. To takie wtrącanie się w czyjeś życie, ustawianie według własnego widzi mi się ( mimo, że chce się pomóc). Nie lubię tego, takie nadskakiwanie mnie męczy. Kota można zagłaskać, człowiek nie wytrzyma i wyrzuci z siebie wszystko i wyjdzie na najgorszego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO ja raz z siebie wyrzuciłam, dzień przed ślubem - do tej pory jest rozłam w rodzinie.

      A teściowa, wiem, że chce pomóc i doceniam jej chęci. Ale w tym przypadku nie działa zasada,że jak nie wpuszczą drzwiami do wejdź oknem. W takim wypadkach czuje się jak sierota.

      Usuń
    2. Ja też wyrzuciłam z siebie wszystko co mnie bolało i podobnie jak u Was jest rozłam...

      Usuń
  2. Hahahahaha, sorry, ze sie smieje ale normalnie kanwa wloskiej komedii :) a Ty taka "niewdzieczna!
    Usciski- poprawilas mi humor!! :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że poprawiłam Ci humor...chwilami wysiadam przy tej włoskiej famili. :)

      Usuń
  3. Trochę to mi przypomniało moją własną teściową :) i tak, ka też mam dość sporą pokusę by "nie zauważyć" jej prób dodzwonienia się do mnie :)) no a szwagra masz boskiego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty nie znasz jego żony - to ona jest prowodyrem wszystkiego (tak na dobrą sprawę to i szwagier jest tu ofiarą). A kiedyś było tak miło, okazało się jednak, że to tylko pozory...

      Usuń
  4. Ale, że serio teściowej nie szukałaś? Nic nie chciałaś, nie dzwoniłaś? Ale, może jednak?
    Uśmiecham się do Ciebie porannie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U Nas deszcz leje sie z nieba prawie codziennie.
    No co za Tesciowa. Przeciez to nie 15 cm snieg... no, ale milo, ze sie martwila Waszym losem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Was to teściowa nie dałaby mi żyć. To złota kobieta, ale jak zaczyna mieszać i organizować, to opadam z sił ;)

      Usuń
  6. Ty niewdzięcznico heheheh teściowa się dwoi i troi byś nie zmokła, a Ty odrzucasz jej pomoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz zaakceptowałam, w rezultacieczego zmarzliśmy bardziej niż jak byśmy autobusem jechali ;)

      Usuń
  7. Gdybym mieszkała blisko teściowej, miałabym tak codziennie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zapewne pamiętasz, ja mam teściową blok dalej ;)

      Usuń
  8. Hahaha no cóż...teściowa jak to teściowa zawsze chce dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Teściowa chciała dobrze, a wyszło jak zawsze. :)
    Moja to by nawet się nie zainteresowała tym czy byśmy z córką zmokły czy nie. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Teściowa chciała dobrze, a wyszło jak zawsze. :)
    Moja to by nawet się nie zainteresowała tym czy byśmy z córką zmokły czy nie. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń