środa, 24 lutego 2016

Idziemy dalej.

Z planami idziemy dalej. Wczorajsze spotkanie z właścicielem mieszkania poszło dobrze, przystał na większość naszych propozycji. Przyjrzałam się raz jeszcze kuchni, nieco dokładniej niż poprzednio i co prawada nie jest to zabudowa idealna, ale doszłam do wniosku, że  nie jest tak źle jak mi się wydawało.
Miałam nadzieję, że usuną meble z jednego pokoju (studio). Ich kolor (kremowo-błękitny) i wielkość zupełnienie mnie nie przekonują, ale też nie chciałam przeginać z lamentami. Mam cichą nadzieję, że znajdującą się tam meblościankę, uda nam się rozkręcić (chociaż w części), bo mimo iż ma to być docelowo pokój gościnny to jednak chciałabym aby mi się podobał.

Lada dzień powinniśmy podpisać umowę. Przeprowadzka w kwietniu...

***

Co poza tym? Niewiele, choć z drugiej strony sporo ;)

W ubiegłym tygodniu wychowawczynie Stefka spotkały się z jego neuropsychiatrą (ktróra ma go pod opieką od narodzin) i logopedą. Pod koniec spotkania, poproszono do gabinetu i nas rodziców. Co wyszło z tej burzy mózgów?
Otóż wyszło, że syn w przedszkolu nie je obiadów, od września jedzie na suchym chlebie (ewentualnie owoce).  Śniadania zjada ładnie, je to co inne dzieci. Obiadu nie ruszy! Też ci nowina! My to wszystko wiemy i od początku roku próbujemy znaleźć rozwiązanie problemu, ale d...a. Na tą chwilę jestem praktycznie pewna, że do czerwca już się to nie zmieni - Stefano jest cwany, wie, że jak nie ruszy makaronu, dadzą mu chleb. A biedne wychowawczynie, wiedząć, że chleb je chętnie, dają mu go... Absolutnie ich nie winię, bo to za naszą zgodą.  Z ich opowieści wiem, że nasz pierworodny nie jest wyjatkiem. Przeciwnie, bywają i gorsze przypadki.
No, ale Pani doktor się przejęła i to mocno. A, że we Włoszech istnieje możliwośc dostosowania odpowiedniej diety pod dziecko, naspiała list do szkoły z prośbą o indywidualne podejście żywnościowe do syna mego. Pediatra do końca przekonana nie była, ale podpisała, a my sporządziliśmy listę produktów, które S. chętnie spożywa.
Kierując się jednak zdrowym rozsądkiem, uzgodniliśmy z wychowawczyniami by Stefano nie utysfakcjonować tak do końca. Po prostu będziemy przeplatać jego ulubione potrawy, z tymi przedszkolnymi. Nadzieja umiera ostatnia.

Szczerze mówiąć gubię się nieco w tym wszystkim. Ile ludzi, tyle teori. Ciekawe co na to psycholog, która ostatnio kazała mi obiecać, że nie będę synowi podsuwałą jedzenia po powrocie ze szkoły.

Zaznaczyć muszę, że Ste nie wygląda na schorowanego, flegmatycznego chłopca. Nie brakuje mu energi. Wczoraj upewniliśmy się, że przybiera na wadze i rośnie. Waży 14kg z hakiem (dobra, małym haczykiem - w listopadzie było 13,4kg) i mierzy 101cm. Mieści się na siatce centylowej - waga niezmiennie na 25centylu, a wzrost na 75, czyli całkiem nieźle jak na skrajnego wcześniaka i jeszcze bardziej skrajnego niejadka.

Z mową nadal stoimy, syn wyraźnie nie chce się odblokować. Sporo gada po swojemu, ale na język włoski czy polski, średnio się to przekłada. Wszyscy podkreślają, że to inteligentny chłopiec, chętnie uczestniczący w zabawie - rozpoznaje kolory i kształty. Wydaje się mieć bogate słownictwo.  Początkowo niechętnie dzieli się zabawkami, ale przedszkolanki twierdzą że to nic nadzwyczajnego w tym wieku.

I tak jak zaczęłam ten post, tak go skończę - Idziemy dalej...




18 komentarzy:

  1. Super, właśnie rano się zastanawiałam, jak tam Wasze sprawy mieszkaniowe. Szkoda, że tak daleko mieszkam, bo bym wprosiła się na parapetówkę :).

    A Stefano to taki sam kombinator jak Gaja, która udaje w przedszkolu, że nic nie potrafi. Kiedy przedszkolanka zapytała nas, jak to możliwe, że trzylatka jeszcze nie potrafi gryźć, ani pić z kubka, poczułam się jak patologiczna matka. Gaja po prostu nie chce jeść nigdzie poza domem, więc udaje, że nie umie i wtedy nie musi. Ręce opadają!

    A co się tyczy logopedy, myśmy też dostali skierowanie. Nasza pediatra co prawda podkreśla, że nie ma powodów do niepokoju i chyba ona jedna dostrzega to, że mamy dziecko dwujęzyczne, natomiast pani doktor z przedszkola stwierdziła, że pomoc jej jest jednak potrzebna. Także, udamy się do logopedy, to w końcu nic takiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekamy na podpisanie umowy i wtedy dopiero ruszy lawina - przebieranie, pakowanie, zamawianie mebli etc. Parapetówa to nie wiem czy będzie, ale bedzięmy mieć pokój gościnny także zapraszam kiedyś tam na weekend :)

      Nie no serio, ręcę opadają z tym naszymi pociechami. Toż to są urodzeni kombinatorzy!

      Wiesz z logopedą to lepiej dmuchać na zimne. Jeśli macie okazję Gaię posłać, to na pewno jej takie zajęcia nie zaszkodzą, a może nawet je polubi (naturalnie zależy to też od logopedy).
      p.s. Dziś mieliśmy spotkanie z panią psycholog - tak jak się spodziewałam ma inne zdanie odnośnie Stefkowego jedzenia niż neuropsychiatra, wspomniana w poście. W kwesti terapi też ma nieco inne zdanie. Jeszcze się przez nas pokłócą - hahah (napiszę Ci na priv)

      Usuń
  2. Moi chlopcy nawet do teraz maja problem z dzieleniem sie zabawkami, a prawie cale zycie sa razem. Zazdroszcze przeprowadzkk. Na pewno stworzyc z tego mieszkania piekny kacik. A wracajac do poprzedniego posta - u Nas minimalna placa to 9, 15e/h . Moze dlatego mieszkania takie drogie.,.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję,że uda nam się stworzyć miejsce, w których chętnie będziemy przebywać i gdzie Stefano będzie czuł się jak w domu.

      Usuń
  3. Na zdjęciach Stefano wygląda jakby ważył więcej, pewnie taka jego "uroda". Tymko waży jakieś 18 kg i mierzy podobnie, ale też jest wybredny i nie wiem skąd ta waga, po prostu taki już jest.
    U nas mowa się rozwiązała zaczął gadać zdaniami. No ale przed nami jeszcze parę wizyt odnośnie tej szyi. Także też nie jest kolorowo.
    Fajnie, że z mieszkaniem się udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chudzierlactwo ma w genach, po mamusi :) Byłam święcie przekonana, że sprawa szyi to rozdział pozytywnie zamknięty. Przykro mi, że jednak nie! Oby najbliższe dni przyniosły spokój i rozwiązanie problemu.

      Usuń
    2. Niby zamknięty, ale musimy kontrolować, więc na 100% nie. Ale jestem dobrej myśli.

      Usuń
  4. Remonty, przeprowadzki, spotkania z psychologami- masz Ty dziewczyno niezły ambaras.Ja też z tym remontem bólu głowy dostaję.Mam nadzieje - jak już pisałam u mnie,że uda nam się jakoś cało i bezboleśnie z tego wyjść.
    Powiem ci,że ja z Eleną też mam jazdy.Po tygodniu siedzenia w domu wcale nie chciała wracać do przedszkola.Z mówieniem też było ciężko ,aż w końcu jak zaczęła tak jej się buzia nie zamyka.Na język polski wciąż staje okoniem- mamo,mów normalnie -mówi do mnie jak po polsku mówię.Ha!Mów normalnie,dobre co? Cierpliwości kochana, cierpliwości nam trzeba.
    Ps.Wiesz ,że może na wiosnę będę w twoich okolicach?Może w końcu uda nam się wypić tą kawę?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebyś wiedziała, że mam - dziś gdy Stefano był u logopedy, my mieliśmy wizytę u psychologa ;) Nakumulowało się tego trochę i chwilami nie wyrabiam.

      ''mów do mnie normalnie'' - świetny tekst!

      A gdzie dokładnie będziecie? :)

      Usuń
  5. zazdroszczę, że tak szybko udało sie Wam znaleźć fajne mieszkanie :)
    a z tą mową... nie jestem specjalistką, ale wydaje mi się, że skoro na start dostaje dwa języki, to może nie potrafi sobie jeszcze rozgraniczyć które słowa do którego języka dopasować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko dzieje się tak szybko (nie wiem czy nie za szybko), że mi się wierzyć nie chce, że to prawda. Co do Stefano, to owszem kwestia bilingwizmu nie ułatwia sprawy!

      Usuń
  6. To i ja nie napiszę nic więcej prócz Idźcie dalej, a ja mocno zaciskam za Was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzieje się u Was:) Pamiętam swoją przeprowadzkę do naszego obecnego mieszkania. Przez miesiąc z Młodą mieszkałam u rodziców. Wszystko popakowane w worach...grrr trzęsie mnie na samą myśl o tym. Później już tylko były sprawy w banku i weszliśmy do siebie. Ale mnie na wspomnienia wzięło. Odnośnie dzieci- oj kombinacje alpejskie potrafią odstawiać. Młoda akurat pod względem jedzenia nie świruje, ale znam takie ananaski, że szok. Powodzenia we wszystkich planach i przedsięwzięciach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj bedzie stresowo, zakrecenie i nie latwo ale..... potem super!!! najgorzej to zaczac.
    A synus- no coz dowod na madrosc, wie jak sie ustawic- nie mam ochoty nie bede jadl, jakies wyjscie zawsze jest :) Obydwoje z mezem jestescie delikatnej postury wiec nie mozna oczekiwac olbrzyma, a tka seri mowiac- przyjdzie czas- bedzie i apetyt i wzrost i mowa. Trzymajac reke na pulsie mozna troszke sterowac jednak rozwoj przychodzi falami i pewnie jeszcze sie zaskoczycie.
    Pamietam, ze u Mlodego osobiscie od zmyslow odchodzilam- bo nie mowil, cos tam po swojemu, logopeda, zajecia ruchowe, od lekarza do lekarza i co??? Teraz mu sie buzia nie zamyka. Nie pytaj ile smutkow i trosk o jego rozwoj milam... takze cierpliwosci!
    Sciskam mocno!!

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja mam problem, że moje dziecko je za dużo. Tak się obżera, że potem w nocy spać nie może... Ale chyba wolę nasze problemy. Dobrze, że macie możliwość dostosowania diety, bo w Polsce to by żył na suchym chlebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. To niedługo będziesz tak zajęta, że pewnie nie znajdziesz czasu na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znoszę przeprowadzek... Gdy teraz, po raz kolejny i chyba setny w moim życiu, przeprowadzaliśmy się do łodzi, obiecałam sobie, że to moja przedostania przeprowadzka. Niestety, życie nie jest takie proste i chyba jeszcze kilka lat koczowniczego trybu życia mnie czeka...
    Pozdrawiam Was gorąco :*

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie jest odwrotnie, synek jest aż za chętny na jedzenie ;) Trzymam za Was kciuki! I czekam na kolejne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń