środa, 17 lutego 2016

A gdyby tak...

...nie sprzedawać, a wynająć?

Jakiś czas temu wspominałam na blogu, iż planujemy zmianę mieszkania na większe. By móc w ogóle mysleć o realizacji planów, zmuszeni byliśmy wystawić na sprzedaż (serce mi krwawiło, bo tyle mam tu wspomnień) nasze obecne, niespełna piećdziesięciometrowe, lokum. Rynek nieruchomości słabo jednek przędzie i mimo, iż na chwilę obecną tracimy na naszej nieruchomości prawie 40%, kupiec do tej pory się nie znalazł. Na pewno, nie za rozsądne pieniądze.


Któregoś dnia pojawiła się hipoteza wynajmu, tzn. odnajmujemy nasze, a sami przenosimy się na większe. Opcja nieidealna, ale w zaistniałej sytuacji najkorzystniejsza.

Rzuciliśmy się w wir poszukiwań. Przekopaliśmy internet i znaleźliśmy kilka interesujących nas opcji, tak na spokojnie dla rozeznania. Jedna odpadła w przedbiegach (ok. 80m2, dwie sypilane, salon z kuchnią, łazienka, prosto od konstruktora - 700euro!).
Druga - w bloku na przeciw naszego, budownictwo lata 80te, 2pokoje, salon, kuchnia, łazienka - 450euro. Spóźniliśy się.
No i opcja trzecia - nowe budownictwo, 90m2, trzy sypialnie, salon z wnęką kuchenną, 2 łazienki, garaż - 450euro!  Znamy budynek (mieszkamy ulicę dalej), brzmiało jak  marzenie. Mąż się napalił, chce oglądać. Ja zastrzeżenie mam tylko jedno - co jak nam się spodoba? czy my jesteśmy gotowi na ten krok w tej chwili?

Zadzwoniliśmy, umówiliśmy się i w piątek pojechaliśmy oglądać. I co? No i prawie się zakochaliśmy! Wiedziałam, że tak będzie - nowe budownicto, nieruchomość wykonana z porządnych materiałów. Umeblowane tylko częściowo, czyli dokładnie tak jak chcieliśmy!
Ja nie niego , On na mnie - co robimy?  Zdajemy sobie sprawę, że taka okazja prędko się nie powtórzy. Myślimy intensywnie, jednocześnie przeszukując zasoby stacjonarnych i internetowych sklepów meblowych.

Powiedziało się A,to trzeba powiedzieć i B.
Na przyszły wtorek jesteśmy umówieni na omawianie szczegółów. Trochę niewczas, bo za niecały miesiąc lecimy na dwa tygodnie do Polski. A przecież trzeba też znaleźć kogoś na nasze, najlepiej kogoś zaufanego.  Jak my się z tym wszystkim uporamy?

Na chwilę obecną to jeszcze nic pewnego. Nie wiemy bowiem czy właściciele uznają nas za ''referenziati'' (godnych zaufania). Mój mąż kokosów nie zbija, ale jego umowa na czas nieokreslony w administracji publicznej, czyni z niego kandydata idealnego na lokatora. Się zobaczy.

Z jednej strony jestem podekscytowana możliwością zmian, a z drugiej ogrania mnie strach i niepewność. Trzymajcie kciuki!

p.s. Umeblowany jest pokój dziecięcy, pralko-suszarka w łazience i kuchnia. Przy tym kuchnia jest tak beznadziejna, że aż dostaję dreszczy i nawet jej wysoka jakość nie umniejsza brzydocie. No, ale nie można mieć w życiu wszystkiego.




20 komentarzy:

  1. Czyli termin parapetówki jest już znany :-). Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki. Taniutki wynajem za takie mieszkanie. U Nas bylo by kolo 1000 euro w miescie, na wsi kolo 800.
    Sama chcialabym zmienid dom, ale na rynku wszystko nie nasza kieszen :/ wiec pewnie znowu zostaniemy tu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow nieźle sobie u Was liczą, tylko pewnie i pensje są inne? To mieszkanie to ani centrum miasta, ani wieś - powiedzmy peryferie, ale osiedle nie jest najtańsze.
      450euro plus 50euro czynszu to naprawdę cena okazyjna (moja teściowa, na tym samym osiedlu, płaci tyle samo za 50m, ale ona umowę podpisywała 4 lata temu i wtedy ceny były inne). Poza tym to ma być canone concordato (za porozumieniem) - prawo określa kwotę max za wynajem (za metr) w konkretnej lokalizacji. Wynajmujesz taniej, ale w zamian dostajesz dość konkretną obniżkę w procencie podatku i nie płaci się chyba podatku od posiadania danej nieruchomości.

      Usuń
  4. Trzymam kciuki, ja też się bałam idąc na nowe, w końcu tez przeżyłam w swoim starym mieszkaniu tyle cudnych chwil, które się już nie powtórzą i są jedyne, niepowtarzalne, a z domkiem naszym też mieliśmy trochę zamieszania, ale się udało i wierzę, że i Wam się uda, mocno kibicuje, ściskając kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja też o tych wszystkich cudownych chwilach tu przeżytych rozmyślam.

      Usuń
  5. miałam zaproponować zamianę mieszkania, na wiele takich ogłoszeń trafiam, ale skoro już coś znaleźliście, to pozostaje tylko trzymać kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiana mieszkań nie jest tu tak popularna jak w Polsce. Teoretycznie istnieje taka możliwość, ale nie znam tutaj nikogo kto by z niej korzystał.

      Usuń
  6. Mocno trzymam kciuki! My już mamy za sobą tyle przeprowadzek, że aż ciężko to spamiętać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Niby i ja mam na swoim koncie kilka przeprowadzek, więc wiem co mnie czeka. W dodatku to przeprowadzka w obrębie osiedla, a jednak...

      Usuń
  7. No i pięknie! Na pewno wszystko się ułoży, najważniejsze, że znaleźliście coś co Wam się tak spodobało! Trzymam kciuki by wszystko poszło po Waszej mysli i żebyście szybko znaleźli dobrych lokatorów. My, no cóż, też myślimy o przeprowadzce, bo na serio boimy się lata w naszym aktualnym mieszkaniu - nawet teraz zimą, w słoneczny dzień, jest w nim po prostu gorąco, a jak kiedyś wspominałam, mieszkamy tuż przy ruchliwej ulicy, czyli otworzenie okien (jakby coś dało) nie bardzo wchodzi w rachubę, bo pomijając spaliny, przy takim hałasie wiecznie przejeżdżających aut nie da się spać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno, znaleźć dobrych lokatorów to jest właśnie największy problem. Nie tyle lokatorów, co zaufanych lokatorów, którzy nie zdemolują mieszkania i będą płacić - może właśnie będziemy próbować przez agnecje (niby strata pieniędzy, ale ludzie agnecji jakoś chętniej odpowiadają na dyskretne pytania).

      Usuń
  8. Im bliżej przeprowadzki, tym coraz więcej obaw- to chyba normalne :)
    Mimo, że kąt u rodziców jest mały, to jednak wiele się tutaj wydarzyło i jest lekki żal. Ale idziemy na swoje i tam też będą te jedyne i niepowtarzalne chwile :)

    Ewo, nie martw się na zapas. Myśl pozytywnie, ze wszystkim się uporacie :)
    A co do lokatorów ... no cóż. Sama kiedyś wynajmowałam z H i pamiętam jak wielu lokatorów musiało się przewinąć tuż obok za ścianą, zanim znaleźli Ci właściwi.

    OdpowiedzUsuń
  9. No kochana do odwaznych swiat nalezy :) a tak serio to rozumie obawy- my przez 18 lat mieszkalismy w jednym mieszkaniu w maluckim miasteczku- 3500 mieszkancow. Bylismy pierwszymi lokatorami po wybudowaniu. Teraz od pieciu lat mieszkamy w miasteczku- 17tys. i na mysl o ewentualnej przeprowadze dostaje gesiej skorki- na szczescie jeszcze sie na to nie zanosi-mysle, ze gdy dzieci wjda z domu zrezygnujemy z tych 110 m- bo i duzo do sprzatania i czynsz choc w bardzo dobrej dzielnicy do malych nie nalezy ( 800e) + prad, tv i int,tel.
    Mysle, ze decyzja juz u Was zapadla- wiec powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Czyli obie będziemy kombinować jakby tu z brzydkiego jako takie piękno wyciągnąć?:) Mam nadzieję,że wszystko do wyjazdu się rozwiąże i w Polsce będziesz mogła dobrym piwem opić dobry początek !Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wynajmowanie mieszkania wcale nie jest straszne, coś o tym wiem. Cena jak na taki metraż jest faktycznie niska, więc ja bym na pewno skorzystała z okazji. A jeśli się nie uda, zawsze macie gdzie wrócić, chociaż i tak wierzę, że będzie dobrze :).

    OdpowiedzUsuń
  12. też tak miałam.. strach i niepewność. ale też powiedziałam A i postanowiłam dotrzeć do Z. nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdy się czegoś bardzo pragnie to cały wszechświat sprzyja spełnieniu marzeń :) Na pewno dacie sobie radę :)

    OdpowiedzUsuń