poniedziałek, 7 grudnia 2015

Milano --- > Mediolan


Wiem, wiem, że długo mnie tu nie było. Tym razem nie będę się jednak tłumaczyć. No, chyba że poniższy wpis przyjmniecie jako usprawiedliwianie się.

Jakiś czas temu, w jednym z postów przemyciłam wiadomość, że wybieramy się do Mediolanu. Wywiało nas w ostatni weekend listopada. Niestety, nie mogę powiedzieć, iż był to wyjazd czysto turystyczny. Poza tym, koniec listopada nie nazwałabym porą idealną na zwiedzanie zimnego Mediolanu.

Europejska stolica mody, szczególnie nas nie zachwyciła. Owszem,  Duomo robi niesłychane wrażenie, Castello Sforzesco imponuje a Galeria Vittorio Emanuele II zapiera dech w piersiach, ale to  by było na tyle (naturalnie to moja subiektywna opinia). Niestety dech w piersiach zapierają również ceny i wcale nie mówię tu o firmówkach wielkich projektantów, jak Cavalli, Prada, Dior itp... Traktuje o czymś tak przyziemnym jak posiłki. Po długich poszukiwaniach odpwiedniego lokalu, za kolację zapłaciliśmy 54 euro (risotto, tagliatta, frytki, woda i vino di casa - wszystko x1).  No i nieśmiertelne ''coperto'' w wysokości 3 euro za osobę!


Przyznaję, iż nasze zwiedzanie było nieco nerwowe. Sami, z własnej nieprzymuszonej woli, nigdy nie pojechalibyśmy do Lombardii, na przełomie listopada i grudnia. Wyszło jak wyszło, więc staraliśmy się połączyć przyjemne z pożytecznym. Pech chciał, że na kilka dni przed wyjazdem, Stefano się przeziębił. W sobotę, na dzień przed wyjazdem, było jakby nieco lepiej, ale i tak, dosłownie na ostatnią minutę dokładałam do walizki bentelan.  Decyzja spontaniczna, na tzw. wszelki wypadek, ale po części nas uratowała, gdy w poniedziałek nad ranem (kilka minut po 4) pierworodny obudził się z takim kaszlem, aż myśleliśmy, że płuca wypluje.

Zapraszam na małą fotorelację:



Mimo kilku obaw, na środek transportu wybraliśmy pociąg. W stronę "do"skorzystaliśmy z usług Trenitalia (odpowiednik polskiego PKP), bezpośrednie intercity w ok. 6godzin, dostarczyło nas do Mediolanu. Jako że wstaliśmy wcześnie rano, mielismy głęboką nadzieję, iż Stefano zdecyduje się na drzemkę. Nic bardziej mylnego. Niech Was nie zmylą pozory...

większość drogii było tak!

ewentualnie tak ;)

Szczęście mieliśmy ogromne, gdyż prawie przez całą podróż byliśmy w przedziale zupełnie sami (jedynie przez ok. godzinę mieliśmy towarzystwo małżeństwa w średnim wieku). Mało jednak brakowało a przyszłoby nam podróżować jak sardynki w puszcze. We Florencji bezceremonailnie wparowała nam do przedziału grupa turystów pochodzenia indyjskiego. Gdy nie pewien ''drobny'' fakt (było ich 6 osób) plus nas 3 - a przedziały są 6 osobowe, zapewne nie przyszłoby mi do głowy spojrzeć im na bilety. Weźcie mnie oświeccie, czy naprawdę tak trudno jest znaleźć swoje miejsce w pociągu? Jak byk na bilecie napisany wagon i miejsce! A na peronie we Florencji, monitory wskazujące gdzie stoi, który wagon. Dla nich to jednak my byliśmy intruzami, patrzeli na nas podejrzliwie  i zaczęli się ściskać na 3 miejsach. Oberwowaliśmy z niepokojem całe zajście, do chwili gdy załaśili się i na synowskie miejsce. Gwoli wyjaśnienia, ich miejsca były wagon dalej

Kilka minut po 12 bylimy w Mediolanie. Ze względów praktycznych wybraliśmy hotel poza centrum, a blisko dworca Milano Rogoredo. Pomimo, iż w hotelu zjawiliśmy się prawie 2h przed czasem, nie było najmniejszego problemu z otrzymaniem klucza do pokoju. Zgodnie z naszym założeniem, Stefano miał się chwilę zdrzemnąć, a rodzice zrelaksować. Syn jednak miał inne plany, więc wsiedliśmy w metro i po chwili oczom naszym ukazał się taki oto widok:

Na żywo robi feneomenlne wrażenie!


Oooo, zaczyna się kasłanie :(


Jedno ze skrzydeł Galeria Vittorio Emanuele II

Choinka ubrana w kryształy Swarovskiego!

Wewnętrzy ganek Castello Sforzesco.

Nocne zwiedzanie




W dzień towarzyszyło nam piękne słonko. Nocą temperatura drastycznie spadła, więc zmęczeni podróżą, dość szybko wylądowaliśmy w hotelu...by dzień później zostać obudzonymi, o nieludzkiej godzinie 4, przez duszący synowski kaszel.  Tego zdecydowanie nie było w planach, a poniedziałek przecież miał być jeszcze bardziej intenswyny od niedzieli.

Po śniadaniu, zebraliśmy  najpotrzebniejsze rzeczy, bagaż zostawiliśmy na przechowanie w hotelu i ponownie ruszyliśmy gonić gołębie w centrum.
Hahah, muszę Wam coś wyznać - to 30 listopada zadawałam sobie pytanie o przydatność odzieży dwustronnej. Otóż oświadczam tu i teraz, że odkryłam funkcję kurtki dwustronnej - znacznie ułatwia niezgubienie dziecka w tłumie ludzi i gołębi ;)  Acha, no i jak się dziecko wyświni Kinder Bueno, a Ty jesteś 500 km od domu, to też się może przydać :D


Stefano (w wersji zielonej) i jego nowa miłość. Nawet sobie nie wyobrażacie ile radości sprawiało mu ganianie, i na szczęście tylko ganianie, ptaków. Ja, z kolei, z lekka zniesmaczona przyglądałam się jak ludzie wciskają dzieciom na rączkę ziarna by przyciagnać gołębie i cyknąć swojej pociesze orginalną fotkę.





Podsumowując, Stefano zachwycił pociąg, gołębie, Disney Store, w którym mógłby zamieszkać i ....

skakanie po hotelowym łóżku!

Rodziców natomiast, zauroczyło Duomo, Galeria, zamek Sforzów i IEO (Europejski Instytut Onkologiczny, prawdziwy cel naszej podróży, ale o tym innym razem).

Czas spędzony w Mediolanie  minął nam bardzo szybko, tym bardziej, że dzień drugi został niemal całkowicie zmonopolizowany przez  moją wizytę.

Do domu wracaliśmy dwuetapowo, na pociąg bezpośredni byśmy nie zdąrzyli. Tym razem, po raz pierwszy, mieliśmy okazję przetestować Italo (koleje prywatne, operujące wyłącznie składami szybkimi tzw. pendolino).

Zapomniałabym, doszło i zapalenie spojówek.




Jedyny mankament tego rozwiązania to przesiadka we Florencji. Jak widać, na poniższym zdjęciu, Stefano i tu znalazł sobie zajęcie - żaluzje elektryczne :) Tu macie porówanie między pierwszą a drugą klasą intercity we Włoszech.



Edit - co mnie w Mediolanie nie zauroczyło - METRO. Doceniam metro za możliowść szybkiego przedostania się z odległych części miasta. Co mnie jednak w tym środku transportu denerwuje to chaos. Naiwnie myślałam, że w Mediolanie wszystko będzie idealnie zorganizowane, ale niestety zawiodłam się. Oznaczenia mogłyby być lepsze. Nie zawsze łatwo było  nam znaleźć windę (byliśmy z wózkiem). A kupowanie biletu (wieczorem) na tłumnie uczęszczanej stacji Duomo było dość skomplikowane. Automaty były trzy - jeden jedynie do zakupu abonamentu,  drugi zepsuty a w trzecim płatność jedynie kartą.

p.s. Dla wybierających się do Włoch i zamierzających podróżować pociagiem na terenie półwyspu, polecam zapoznać się z ofertą Italo (często mają konkurencyjne ceny i fajne oferty). Niestety nie operują na niektórych głównych dworcach.

Dzieci do 4 roku życia podróżują bezpłatnie, ale nie mają zarezerwowamego miejsca. My, na tak długą podróż, zdecydowaliśmy się wykupić miejsce i dla syna. UWAGA - we Włoszech nie ma ustawowych zniżek dla dzieci i młodzieży szkolenej. Wszystko leży w gestii przewoźnika. Ku naszemu zaskoczeniu Trenitalia nam takową zafundowała :)

30 komentarzy:

  1. Nie licząc celu Waszej podróży- pięknie. Uwielbiam zwiedzać...może kiedyś mi się uda pojechać i zobaczyć to wszystko na żywo. Dzięki Twoim wpisom ( oraz innych Blogerek na obczyźnie) mogę trochę poznać świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również uwielbiam podróżować. Moim marzeniem było zostanie przewodnikiem turystycznym, a nawet posiadanie własnego biura podróży. Poza tym jestem maniak organizowania, wyszukiwanie ofert to mój konik ;)

      Usuń
  2. Mediolan też nie zrobił na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia, a ceny faktycznie zwalają z nóg, ale mimo wszystko miasto ma swój urok (jak każde włoskie). Gaja tak jak Stefano uwielbia gonić gołębie :). Fajnie, że robią oferty dla dzieci i można skorzystać z promocji, warto o tym wiedzieć. Super zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezaprzeczalnie miasto ma swój urok i cieszę się niezmiernie, że udało nam się je odwiedzić i nieco poznać. Odczucia pewnie byłyby bardziej pozytywne, gdyby nie okoliczności i pora roku ;) p.s. Za 3 miejsca w Italo na trasie Milano - Florencja (pierwsza klasa) zapaciliśmy ok. 52 euro (utrafiliśmy promocję) :)

      Usuń
  3. Ja w taką podróż o tej porze roku raczej bym się nie wybrała,bo znając siebie spędziła bym pół dnia marudząc ,że mi zimno.No ale czasem jak mus to mus i szkoda nie wykorzystać okazji.Dobrze,że wam się pobyt udał nie najgorzej (bo przecież mogło być nie?) i że jednak coś fajnego zobaczyliście.A propos Bentelanu- nam lekarz to przepisuje non stop, przy najmniejszym kaszlu.Owszem jest świetny na zatamowanie syptomów, ale...nafaszerowany sterydami ,które ostatnio przyprawiły moją Elenę o taką hiperaktywność,że ja myślałam ,że zwariuję i się wykończę nerwowo.Tak więc uważaj z tym lekiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sceptycznie podchodzę do takich wojaży, ale jak mus to mus, więc staraliśmy się połączyć przyjemne z pożytecznym. p.s. Nasza pediatra do wszystkich leków podchodzi bardzo ostrożnie, tym bardziej do bentelanu (podobno nie powinno się używać go cześciej niż 3 czy 4 razy do roku. U nas tej zimy już drugi raz, ale poprzednio ostatni raz użyty był chyba w lutym). Sterydy i Stefano dają niezłego kopa ;) My niestety w sezonie zimowym często inhalujemy małego, niestety również sterydowo, bo u niego katar zwykle kończy się astmatycznym zapaleniem oskrzeli. Wyłapane w porę pozwala na uniknięcie antybiotyku. Jako ciekawostkę powiem, że nasza pediatra nigdy jeszcze synowi nie przepisała antybiotyku (raz przepisano mu w szpitalu na bakterię w pęcherzu, a drugi raz guardia medica na niby zapalenie uszy).

      Usuń
    2. p.s. Z ciekawości jaką dawkę Wam pediatra zaleca? My podajemy 0,5 rano po śniadaniu i wieczorem po kolacji (w ubiegłym roku dawka była jedynie wieczorna) i przez 2/3 dni.

      Usuń
  4. Ten Twój mały to niezły rozrabiaka :D Na zdjęciach widać jak hałasuje :D A Mediolan jest piękny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, cae szczęście mieliśmy cały przedział dla siebie. A Mediolan ma swój urok :)

      Usuń
    2. Jest chyba teraz w takim "najgorszym" wieku, co nie? :D Że wszystko musi zobaczyć i dotknąć :D

      Usuń
  5. A jaką mieliście temperaturę w dzień, bo słońce Wam dopisało. Myślę, że mnie od takich widoków odciągnęłoby chyba tylko minus 10. Wprawdzie wolałabym Włochy latem, ale ważne że widzieliście Mediolan, może wrócicie tu latem, tylko w celu podróżnym? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W słońcu to i minus 10 nie straszne :) Szczerze przyznaję, iż nie mam pojęcia ile mogłoby być stopni słońcu. Różnica między miejsce usłonecznionym a cieniem była jednak wyraźnie odczuwalna...ja pod kurtką miałam jedynie cienką bluzeczkę a słońcu się pociłam...potem cień i choroba gotowa :( p.s. Ja zdecydowanie wolę wszystko latem, jakoś lżej się wtedy podróżuje :)

      Usuń
  6. Zacznijmy od celu podrozy- mam nadzieje, ze dowiedzialas sie czegos nowego- dobrego?? Daj znac jesli mozesz i chcesz!!
    Uwielbiam zwiedzac wiec Twoje zdjacia, post i opis lyknelam jednym tchem :)Zawsze ciekawia mo ciekawostki z innych stron swiata.
    Duzo zdrowka dla Synusia!!!
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiedziałam się kilku istotnych rzeczy, ale napiszę więcej w osobnym poście, bo moim zdaniem instytut na takowy zasługuje.

      Stefano, po dwóch tygodniach przerwy (mieliśmy długi weekend) powędrował dziś do przedszkola. Co tu dużo mówić, zadowolony nie był ;)

      Usuń
  7. Ach celu podróży waszej zazdroszczę,może kiedyś zobaczę te wszystkie cudowności na żywo. I dla mnie pogoda Wam dopisała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda dopisała, pod koniec listopada nie moglibyśmy prosić o lepszą (a teściowa tak biadoliła, że zimno będzie i mamy małemu dwie pary spodni ubrać :P

      Mediolan jest zupenie inny od Rzymu, ale wrażenia niezapomiane tu i tu.

      Usuń
  8. Byłam w Mediolanie daaawno temu... Fajnie sobie na zdjęciach co nieco poprzypominać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Mediolanie byłam po raz pierwszy, szkoda , że okoliczności średnio sprzyjające.

      Usuń
  9. Podoba mi sie. Ceny nie przerazaja, bo w Irlandii sa bardzo podobne.
    Stefano widac mial ubaw w pociagu ;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ubaw miał po pachy, a tak się obawialiśmy 6h podróży. To mnie przestraszyłaś tymi irlandzklimi cenami. Perugia też do najtańszych nie należy, ale dla porównania w Mediolanie (centrum) najtańsza pizza kosztowała 8,50, a u nas ok. 5.

      Usuń
  10. Mimo wszystko na zdjęciach Mediolan wygląda pięknie :) A choinka z kryształami Swarovskiego...hohoho to dopiero atrakcja :D Stefek jak widzę szalał jak nakręcony, ile te dzieci mają energii i skąd ją czerpią... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stojąc nieopodal byłam nieświadoma, że to kryształy Swarovskiego i dziwiłam się czemu ta choinka taka odgrodzona ;) Dzieci chyba na duracelach jadą, a doroślu swoje akumulatory wyczerpali w dzieciństwie. Słowo daję, Stefano obudzony kilka munut po 5, zdrzemnął się dopiero koło 16 (a na karku miał 6h jazdy pociagiem i ganianie gołębi na placu)

      Usuń
  11. Pierwsze zdjęcie po tym, jak wysiedliście z metra...przypomniało mi Budapeszt. Koleje macie naprawdę świetne (szkoda porównywać do starego pkp).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włoskim kolejom mogłabym zarzucić fakt, iż nie kursują nocą (z małymi wyjątkami). Patilo, zamknęłaś bloga? Przeniosłaś się, bo od jakiegoś czasu dostęp jest zablokowany?

      Usuń
  12. dziwne to trochę, do 4 lat bezpłatnie bez miejsca? niby fajna oferta na bliskie podróże, ale jechać kilka godzin? i trzymać dziecko na kolanach jak inne miejsca w przedziale zajete?:O
    zdjęcia są super:) a te choinka musiała być mega!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety tak to wygląda - chyba zaczynam rozumieć istnienie biletu zerowego w Polsce.

      Usuń
  13. ALe on jest pełen energii!
    Ewa, piękne zdjęcia, chcialabym kiedys zobacyzc MEdiolan!
    Kochana, życze Wam takich podróży tylko w turystycznym celu, bezstresowo i przyjemnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Energi to on ma więcej od nas :) Podróże uwielbiam. Co prawda preferuje te czysto turystyczne i w nieco cieplejszej aurze, ale dobry wyjazd nie jest zły :) p.s. Po Rzymie przyjdzie czas na Mediolan :)

      Usuń
  14. Patrząc na te zdjecia... chcialabym jeszcze raz sie tam znaleźć:))

    OdpowiedzUsuń