wtorek, 10 listopada 2015

Co w trawie piszczy...

 Ostatnio moje wirtualne ''ja'' odeszło w odstawkę. Są rzeczy ważne i ważniejsze, którym staram się poświęcać jak najwięcej uwagi. Trochę się u nas działo, nie do końca pozytywnie, więc skupienie się na codziennym życiu kury domowej było nieuniknione.

   Na pierwszy ogień poszło uznanie wykształcenia uzyskanego w Polsce, przez stronę włoską. Walka z czasem i biurokracją, na szczęście zakończona pomyślnie - lżejsza o 150 euro, mogę się poszczycić posiadaniem Dichiarazione di valore  (deklaracja wartości świadectwa maturalnego). Kolejnym etapem jest nostryfikacja, ale to już dłuższa bajka, gdyż muszę zdobyć szczegółowy program nauczania szkoły postawowej i średniej oraz udowodnić znajomość języka ;)

*****

W połowie października mieliśmy zaszczyt uczestniczyć w złotych godach chrzestnych męża.



*****

Chwilę później, oficjalnie rozpoczeliśmy sezon inhalacyjny - astmatyczne zapalenie oskrzeli pierworodnego. W sumie to nadal chruchla i chyba trzeba się będzie udać do pediatry. Mniej więcej w tym samym czasie, po raz pierwszy w życiu, przeszłam instrumentalne badanie piersi. Stresu było wiele, ale o tym innym razem.

*****

Było zebranie w przedszkolu, połączone z wyborem komitetu rodziców (rappresentante della classe). Zaproszenia urodzinowe mnożą się tempie zaskakującym - wczoraj Stefano wrócił z kolejnym (trzecie w niecałe dwa miesiące). Jak nie zwolnią tempa to chyba będę musiała wziąć kredyt na prezenty urodzinowe - 10 euro razy prawie 30 dzieci!!! Póki co byliśmy na jednym, Ste bawił się wyśmienicie.



Raz w tygodniu, w czwartki, Stefano uczęszcza na zajęcia psychomotoryczne, które uwielbia.

*****

Właśnie czekamy na powołanie na komisję lekarską, jakoże pierworodnemu kończy się ''handicap''.


*****

Poza tym listopad nas rozpieszcza. Poranki i noce są chłodne, ale w dzień termometry pokazują ponad 20 stopni...z resztą sami zobaczcie! My korzystając ze sprzyjającej aury, zarówno w sobotę jak i niedzielę, wybraliśmy się do lunaparku :)











A na koniec dnia caldarroste/marroni/castagne - zwał jak zwał, uwielbiam kasztany. A Wy?






*****

W sobotę mam umówione spotkanie w Rzymie, ale nie wiem czy uda mi się pojechać.

*****

Dostałam również wezwanie do stawienia się w prefekturze - odnośnie obywatelstwa.

*****

Natomiast, za niecałe trzy tygodnie jedziemy do Mediolanu (na dwa dni). Niestety nie jest to wizyta turystyczna, ale i o tym opowiem inny razem.


To by było na tyle,
Ewa 


22 komentarze:

  1. Trzymaj sie mocno i pisz nam tutaj od czasu do czasu co u Was, bo tęsknimy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. 20 stopni w listopadzie?! Super też bym tak chciała. Niestety u mnie wiatr wieje i deszcz pada:) Gratulacje z powodu załatwienia jednego papierku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj nawet 25 ;) Problem w tym, że poranki są chłodne, więc w ciagu dnia jest spora różnica temperatur, co z kolei jest równoznaczne z chorobami.

      Usuń
  3. Fajnie ,że macie gdzie wykorzystać tą ciepłą stronę jesieni.U nas jest tak nudno,że nawet moja córka straciła już chęci do chodzenia w kółko po wsi i za nic nie mogę jej teraz z domu wyciągnąć, nawet na krótki spacer.Oj nabiegałaś się pewnie i stresu najadłaś z tymi papierami co?Ja dlatego nawet nie próbowałam.Wciąż też zastanawiam się nad obywatelstwem.W końcu żyjemy w Unii Europejskiej, czy potrzebne mi to całe biuroractwo by tu żyć?Nie wiem, na razie dochodzę do wniosku ,że nie.I wolę na razie nie myśleć co będzie jak zostanę zmuszona.Trzymam kciuki za powodzenie wszystkich spraw i życzę dużo zdrówka i cierpliwości wam wszystkim:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do nas lunapark przyjeżdza raz na rok. Wiesz Basiu, może i dzieje się u nas nieco więcej niż na wsi, ale często i my kończymy nasze wyjścia na rundce po osiedlu. Z papierami było trochę nerwów, ale znalazłam fajne biuro pośrednictwa - ja to zawsze odkładałam na później i później...a zrobiłam teraz bo ogłoszono ''concorso pubblico do regione'' i chciałam złożyć podanie. A obywatelstwo no cóż, nie żeby mi na nim jakoś szczególnie zależało - podanie złożyłam z wygody np. nie będę musiła już co dwa lata użerać się z ASL by odnawiać rejestracji do SSN.

      Usuń
  4. Pogoda do pozazdroszczenia, wyjazd do Mediolanu juz nie.
    Fajny ten lunapark - z przyjemnoscia zabralabym tam chlopakow.
    A te kasztany to jadalne??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasztany jak najbardziej jadalne - osobiście bardzo lubię, muszą być jednak dobrze przygotowane.

      Lunapark niewielki, tradycyjnie przyjeżdza do nas raz na rok jesienią. Stefano aż się oczy świeciły, wszystkiego chciał dotknąć, ale z drugiej strony bał się niektórych atrakcji i musielismy Go nieco przymusić - ostatecznie, najbardziej mu przypadła do gustu łódka na wodzie :)

      Usuń
  5. Oj dzieje się dzieje u Ciebie. Ale macie fantastyczną pogodę :) Mam nadzieję, że wszystko pozytywnie się u Ciebie zakończy we wszystkich kwestiach:) Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i również pozdrawiam. Mam nadzieję, że zostaniejsz już na dłużej na blogu.

      Usuń
  6. Oj widze, ze tematow masz na kilka postow :O Juz mnie ciekawosc zzerala co tam u Was- jak lekarze i Twoja decyzja? mam nadzieje, ze jakos lepiej?? Zawsze mysle o Tobie, o Twojej rozmowie z lekarzem- mnie czeka to w piatek..
    Sil Ci zycze na wszystkie plany- no i zdrowka :)
    Pogody zazdrosze- choc i u nas nie jest najgorzej :) a temat urodzin przedszkolnych znam- najgorsze, ze potem trzeba zaprosic te dzieci do siebie :OO
    Usciski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten Mediolan to właśnie konsultacja lekarska! Ja też o Tobie myślę i mocno trzymam kciuki!

      Co do urodzim to trafiłaś w sedno, nie wiem gdzie miałambym te wszystkie dzieci pomieścić, bo na wynajmowanie sal to mnie nie stać. Wydaje mi się jednak, że nikt z pierwszoroczniaków imprezki nie bedzie robił, więc mam rok czasu na znalezienie rozwiązania ;)

      Usuń
  7. Ciekawią mnie te Twoje tajemnice i czekam z niecierpliwością. A i nas w tym roku pogoda rozpieszcza mamy po 13-15 stopni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, to żadne tajemnice. Po prostu nie chciałam wrzucać wszystkiego w jeden post. Rzeczywiście pogoda nas, póki co, rozpieszcza, ale chyba już niedługo.

      Usuń
  8. Synka masz cudownego:) rób co masz robić, napisz od czasu do czasu. My tu czekamy na ciebie:)) życie w realu jest ważniejsze. ..bo prawdziwe. Buziole:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syna to mam uparciucha! Życie realne wymaga mojej aktywności, więc to naturalne, że wirtulny świat odchodzi w odstawkę. Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Ale się u Was dzieje! Hehhe, widać Stefek to towarzyski gościu - mama, szykuj kasę i inny asortyment ;) Kasztany? Hmmmm... takie sobie, ale jadłam tylko w Turcji więc może włoskie jakieś lepsze :) Dla mnie to trochę taki słodki ziemniak, który szybko zamula. Szczerze powiedziawszy, byłam ich smakiem mocno zawiedziona, bo wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. Heh, tak samo zresztą jak słynny Plac Pigalle :P

    PS. Ewka, nie mogę się napatrzeć na Twoje włosy! Super pasuje Ci ten kolor!

    OdpowiedzUsuń
  10. widać, że dużo się dzieje :) przynajmniej pogoda Wam dopisuje, to pewnie aktywność nie jest aż tak uciążliwa jak w szare, deszczowe dni ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Daj znać co i jak w tym Mediolanie.
    P.S Kocham kasztany! Ale w Polsce mają ceny zaporowe, przynajmniej dla mnie, bo dla nas trzeba by z kilo kupić :D żebyśmy poczuli ;), a to już spory koszt... Niemniej jednak delektuję się zdjęciem. Mniam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Te Twoje tajemnice zaczynają mnie martwić :/ Czekam więc z niecierpliwością, co i jak.
    A za kasztanami tak średnio przepadam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Te kasztany, widać że za nimi przepadasz :). My na pogodę na razie też nie narzekamy, chociaż wypadów mamy mało :).

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurczę- za chwilę mi paczkę z kasztanami wyślesz normalnie :)

    OdpowiedzUsuń