piątek, 2 października 2015

Przedszkolaczek

   Wspomniałam, już w poprzednim poście, że 14 września i dla naszego smyka po raz pierwszy otworzyły się przedszkolne drzwi. Nie przeżywaliśmy tego jakoś bardzo mocno. Owszem, mały stresik był. Nie ukrywam. Tak naparwdę bałam się jednego - krzyku i uwieszenia maminej nogi. Tymczasem, nasze dziecko totalnie nas zaskoczyło. Nie było ani jednej łzy,  nie było krzyku, nie było uwieszania się na mamie, nie było smutnej minki. Chyba czas odpiąć naszemy synowi łatkę dziecka aspołecznego!

Pierwszy tydzień to dni adaptacyjne (przyznaję, iż nie wiem jak to wygląda w Polsce).

Niektóre przedszkola pierwszego dnia pozwalają albo wręcz zobowiązują rodziców do pozostania w klasie. U nas było nieco inaczej.
Zgodnie ze wskazówkami pierwszoroczniaków przyprowadzić mieliśmy na godzinę 10. Tak też zrobiliśmy. Stefano wszedł w przedszkolne mury pewnym krokiem, odwiesił na wyznaczone miejsce swój plecak, i po chwili zniknął za drzwiami swojej grupy.

Były roztrzęsione matki.
Byly zapłąkane, wręcz szlochające dzieci.


Wychowawczynie poprosiły aby na korytarzu poczekać (10 minut) na reakcję dziecka. Po kilku minutach pozwolono nam się odmeldować. Stefano zajęty był układaniem puzzli i ani myślał o mamie czy tacie.

Pierwszego dnia Stefano był w przedszkolu około 1h, podobnie drugiego. Trzeciego 1,5h, a w czwartek i piątek nieco ponad 2h.

Wraz z rozpoczęciem drugiego tygodnia nauki, stołówka została otwarta również dla maluchów. Naturalnie pozostawianie dziecka na obiedzie nie jest obowiązkowe, ale my kierując się myślą, iż to doskonała okazją na poznanie nowych smaków i zróżnicowanie diety, zdecydowaliśmy się, zostawiać syna na obiad. Do tej pory efekty są dość marne - Stefano z obiadu zjada jedynie owoce, ewentualnie chleb z oliwą z oliwek, raz zjadł pierwsze danie - makaron.

Harmonogram dnia:
 8:00 - 9:00  wejście, po którym dzieci wspólnie wędrują na śniadanie
12:00 - 12:30 odbiór dzieci, które nie zostają na obiad. Pozostali ok. 12:30 zasiadają do stolików
13:30 - 14:30 pierwsze wyjście dzieci stołujących się w przedszkolu
15:30 - 16:30 drugie wyjście

Stefi uczęszcza do szkoły w godzianch 8 - 14:15.
Do przedszkola zawozi Go tata, w drodze do pracy. Tata też Stefka odbiera, gdy z pracy wraca. Raz w tygodniu, gdy M. pracuje również po południu, syna odbiera mama. W czwartek natomiast, z uwagii na popołudniowe zajęcia (pscyhomotoryka), nie zostawiamy naszego malucha na obiad.


Z racji tego, że przedszkole jest o profilu montessoriańskim, grupy są mieszane wiekowo. Pierwszoroczniaków jest 6 czy 7. Starsze dzieci bardzo fajnie przyjęły do grupy maluchy. Widzę, że starsze dzieci chętne są do pomocy. Stefano, pomimo tego, iż jeszcze nie mówi, jest przez inne dzieci lubiany. Już w pierwszym tygodniu zajęć, wrócił do domu z zaproszeniem na urodziny ;) W grupie mamy jedną znajomą dziewczynkę - siostrę, tragicznie zmarłej Sary, o której kiedyś pisałam.

Stefek jest dzielny, chętnie chodzi do szkoły. Ani razu nie zapłakał. Z domu wychodzi bez zająknięcią, a po wejściu do sali, od razu rzuca się w wir zabawy. Gdy po Niego przychodzimy nigdy nie siedzi sam w kącie (a są i tacy), zawsze jest wśród dzieci (czasami skupiony, czasami uśmiechnięty). Wywołany, szuka nas wzrokiem, wstaje i z uśmiechem biegnie po swój plecak.

Niedługo w przedszkolu ruszyć mają zajęcia muzyczne, psychomotoryczne, angielskiego i origami (są dodatkowo płatne).

Rozpacz dnia pierwszego ;)

Kilka dni temu, Stefano tak niefortunnie upadł, że okulary rozcięły mu łuk brwiowy. Rana nie jest głęboka, ale bardzo szeroka, więc wizyta na pogotowiu okazała się niezbędna. Rana została wypełniona specjalnym klejem do ran i zaklejona dwoma plasterkami ściągającymi. We wtorek kontrola. Gdy zadzwonił mąż z informacją, że Stefano rozciął w przedszkolu głowę, dostałam takiego powera, że 1,5km (pod górę) przebiegłam w niecałe 5minut. Poniżej ''trofeum'' tygodnia trzeciego ;)

Tu jeszcze z prowizrorycznym opatrunkiem. 

Jak widać, na powyższym obrazku wrażeń ostatnio nam nie brakuje.


Spokojnego weekendu wszystkim!

22 komentarze:

  1. Lulcia też chodzi do przedszkola montessori. I jak Wasze wrażenia o takim przedszkolu, bo ja jestem zachwycona dużo samodzielności, dyżury i takie kreatywne, twórcze poznawanie świat i ta wciąż powtarzana przez Lulcię elipsa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze niewiele mogę powiedzieć na ten temat, bo u nas przedszkole ruszyło nieco później niż w Polsce. Poza tym Stefano jest jednak młodszy od Lulci i w dodatku wciąż nie komunikuje werbalnie (w tym aspekcie z przedszkolem wiąże wiele nadzieje)

      Usuń
  2. U Nas nie ma innych przedszkoli , niz montessori, wiec nie wiem jak mialo by wygladac zwykle .
    Super, ze Stefek sobie tak swietnie radzi. Masz Matka teraz troche czasu na "odsapniecie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby mam, ale wciąż mi jeszcze jakoś dziwnie :)

      Usuń
  3. Super, ze Stefek tak świetnie odnalazł się w przedszkolu. Ogromnie współczuję mamom, których dzieci zalewają się łzami... No i zaproszenie na imprezę w pierwszym tygodniu??? Matka, boj się co będzie w szkole!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super!! Niestety, niekiedy mamy same się proszą o te łzy - bo jak dziecko widzi zaryczaną mamę, to se myśli ''coś tu nie gra'' i rusza fontanna łez ;)

      Usuń
  4. A mi się jakoś nie podoba to mieszanie dzieci, bo widzę jak starszaki w grupie reagują na Gaję- nawet na "ciao" jej nie odpowiadają. Może musi minąć trochę czasu, ale póki co wolałabym, żeby była z rówieśnikami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że i ja podchodziłam nieco sceptycznie to takiego mieszania grup, ale widzę że moje obawy były bezzasadne. Starszaki fajnie się opiekują młodszymi, Z tego co widziałam to chętnie im pomagają. Zapewne wiele zależy od charakteru dzieci i wychowawczyń. U nas dzieciaki już korytarza wołają ''ciao piccoletto'' albo ''Stefano, Twój tata przyszedł'' :)

      Usuń
  5. Ale masz dzielnego synka, super. Melcia chodzi do zwykłego, publicznego przedszkola, ale system montessoriański jest bardzo chwalony i robi się w Polsce coraz popularniejszy. Bardzo tego tematu nie zgłębiałam, więc nie mam pojęcia czy to chwilowa moda czy powolna reforma edukacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stefano też chodzi do publicznego przedszkola (państwowego), tyle że stosującego system mentessoriański. Nie ukrywam, iż mnie to cieszy bo słyszałam o nim wiele dobrego. Sama Montessori pochodziła z Włoch, więc naturalnym jest, że kładą nacisk na tę metodę i w przedszkolach publicznych.

      Usuń
  6. Gratuluję. Dzielnego macie synka. :) Większość pewnie matek chciałaby widzieć taką rozpacz u swojego dziecka ;)
    Życzę aby ten łuk brwiowy szybciutko się zagoił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, rana już się goi, choć blizna bedzie dość okazała.

      Usuń
  7. oby już mu tak zostało, bez niechęci :) u nas do biblioteki przychodzą teraz nowe maluchy na zajęcia plastyczne, to czasem aż strach podejść bo zaraz w płacz :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci są różne. U nas w przedszkolu wciąż widzę niektóre dzieci mocno zapłakane. Wychowawczynie wspominały, że zdarzają się i takie co płaczą codziennie przez 3 lata. Nie wiem z czego to wynika, pewnie trochę z chaarakteru, trochę z przygotowania.

      Usuń
  8. JUZ??? przedszkolaczek!! gratulacje- oby tak fajnie juz zostalo :)
    A jak Ty znosisz ta rozlake?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś to wszystko znoszę, choć nie mogę sobie miejsca znaleźć. Jakoś dziwnie (chwilami i smutno) mi samej w domu.

      Usuń
  9. Dzielny przedszkolak:) Moja Młoda za rok powędruje i pewnie będzie tak, że matka będzie panikować a ona sobie świetnie da radę :) Napiszę we wrześniu na ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurcze Ewcia jak ja Wam zazdroszczę. Dzielny, mądry chłopczyk. Moja mała wciąż protestuje i płacze chociaż minęło już 5 tygodni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze przyznam, że sami byliśmy z lekka zdziwieni. Nie spodziewałam się dramatu, ale nie myślałam, że Stefano podejdzie do tematu aż tak spokojnie. Rano bierze plecak, daje tacie rękę i sam ciągnie do drzwi. Kasiu, zobaczysz, że wkrótce i Julcia się przyzwyczai :)

      Usuń
  11. Zawsze było dla mnie niesamowite jak matki dostają powera gdy słyszą, że coś się stało ich dziecku :) Dobrze wróży to, że Stefano potrafił tak szybko zaakliamtyzować się w przedszkolu :) Wróżę mu same sukcesy :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Sama się kiedyś przekonaszm albo lepiej żebyś się nie przekonała :)

    OdpowiedzUsuń