środa, 22 lipca 2015

Gorące powitanie, twarde lądowanie

Los ponownie z Nas zadrwił i załatwił nam ''gorące powitanie'' (w sumie to zarówno w przenośni, jak i dosłownie) na włoskiej ziemi. Rzym powitał nas 33 stopniami, a Stefano zadbał aby rodzicom, we wtorkowe słoneczne popołudnie, się nie nudziło. Nigdy nie myślałam, iż kiedyś dostąpie podobnego ''zaszczytu'' -  Pronto Socorso na Fiumicino (pierwsza pommoc) zaliczone!!



Już w Warszawie Stefano zaczął robić się nieco niemrawy...nagle wyszedł z placu zabaw, nie chciał jeść ani pić...tylko przytulić się i spać. 5 minut wcześniej tryskał energią, skakał, psocił - zmęczenie, pomyśleliśmy...a, że był zgrzany! Hmmm, ja też byłam...

Samolot jak na złość opóźniony. Ste poległ jeszcze przed wkroczeniem na pokład i praktycznie przespał całą drogę...w czasie rejsu zaczął dość ciężko oddchać...mimo klimatyzacji był gorący jak ogień. W Rzymie, po 2h snu, nadal był ospały i płaczliwy, słaniał się na nogach, a my jak na złość nie mieliśmy przy sobie nawet termometru by zweryfikować nasze podejrzenia,

Na szczęście w skład lotniskowego kompleksu wchodzi również Pierwsza Pomoc a my nie wiedząc co robić i mając w perspektywie 2h drogi w upale z najparwdopodobniej gorączkującym dzieckiem, podąrzyliśmy właśnie tam by szukać pomocy.

Kilka chwil później padło ''38,8'' !! Gardło czerwone!   Paracetamol w czopku na obiżenie temperatury.

W oczekiwaniu na zbicie temperatury przydzielono nam jednoosobowy pokój z łazienką, gdzie Stefano mógł nieo nabrać sił.  Biliśmy się z myślami  - jedziemy dziś dalej czy szukamy noclegu w Rzymie? To tylko i aż 200km...

Temperatura bardzo opornie, ale spadała...po dawce nurofenu, Pani doktor stwierdziła, że jeśli chcemy jechać to jest to dobry moment...pojechaliśmy!!

Stefek przespał niemal całą drogę...

W Perugi zlądowaliśmy ok. 23, jakże się zawiodłąm otwierając drzwiczki od samochodu i licząć na odrobinę chłodu - w twarz dostałam ponad trzydziestostopniowym powietrzem. Welcome home!!

Dziś od rana w biegu: pediatra, laboratorium (podejrzenie streptococco)...i jeszcze kilka innych spraw, które wyszły dosłownie na ostatnie chwile przed wyjazdem na wakacje, a z którymi teraz muszę się uporać. O tym jednak innym razem. Kciuki jak zawsze wskazane :)

Ot takie twarde lądowanie w codzienność!!

23 komentarze:

  1. O kurde... Bidulek :((( dużo zdrówka życzę! A pomoc na lotnisku pierwsza klasa! Szkoda że nie wszędzie tak to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajęli się nami super, Pani doktor kilkukrotnie sama przychodziła mierzyć temperaturę...nie mniej jednak nie zmienia to faktu, iż wolałabym uniknąć tego typu przygód w przyszłośći

      Usuń
  2. Bo z dziećmi nie ma nudy. Oczywiście, że trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jak co, ale na nudę narzekać nie mogliśmy

      Usuń
  3. Duzo zdrowka.. z reguly tak jest, ze dzieci zmieniajac klkmat choruja... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem to raczej nie kwestia klimatu, choć sama nie wiem...niedługo będą wyniki wymazu z gardła i okaże się czy coś tam siedzi.

      Usuń
  4. Współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowka dla Stefano. Trzymam kciuki oczywiście. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowka dla Stefano. Trzymam kciuki oczywiście. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo zdrówka dla Stefka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wychodzimy już na prostą!

      Usuń
  7. Tak to już jest z dziećmi, na szczęście te małe ciałka są bardziej wytrzymałe od nas dorosłych:). Co do waszych upałów, to coś niecoś już teraz o nich wiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja już zdąrzyłam zapomnieć jak to jest w takich upałach...

      Usuń
  8. Zdrówka dla Stefano, przy takiej pogodzie mieć gorączkę jest przechlapane. Niemniej, mam nadzieję, że macie się już lepiej. U mnie powrót tym razem jest ciężki psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak cudnie jest jak dziecko z 39,2 temperatury wtula się w tych upałach w mamusię ;) Dziś jest nieco lepiej - stan podgorączkowy.
      Ja tym razem psychicznie przeżywam nieco mniej, ale to tylko dlatego, że mieliśmy naprawdę ''twarde lądowanie'' i jestem pochłonięta innymi sprawami...nostalgia zapewne przyjdzie za kilka dni, bo Stefano bardzo mocno przeżył rozstanie z polską częścią rodziny, co z jednej strony bardzo mnie cieszy, z drugiej jednak ciąży!! Sabina, taki już jest nasz los.

      Usuń
  9. To się porobiło :(
    U Was to się zawsze coś popląta, coś przypałęta... :/
    Trzymajcie się zdrowo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, my chyba musimy w Polsce zostać ;) Stefano wyraźnie nie lubi maminej ojczyzny opuszcać!

      Usuń
  10. Trzymam kciuki, by synek szybko wrócił do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie kiepskie ladowanie.... mam nadzieje, ze juz lepiej?? Duzo zdrowka!!

    OdpowiedzUsuń