poniedziałek, 27 lipca 2015

Hmmm...

Od czego by tu zacząć...

Mamy za sobą ponad 3 pełne doby wysokiej gorączki...na szczęście badania wykazały, że w stefkowym gardle nie zamieszkał ''streptococco'' co pozwoliło nam na granie na czas z antybiotykiem...zarówno pediatra jak i my, chcieliśmy synowi oszczędzić tego typu atrakcji w prawie afrykańskich upałach. Przez prawie trzy doby temperatura wahała się miedzy 38,5 a 39,5 - dziecko wykończone i my również (Nie dość, że w domu mam ponad 30 stopni to jeszcze wtulał się we mnie prawie 40stopniowy maluch).  W piątkowe popołudnie gorączka zeszła do 37,6...ustaliliśmy więc z pediatrą, że jeśli do niedzieli zupełnie nie przejdzie, podajemy antybiotyk. Organizm walczył i wszystko wskazuje na to, iż sobie poradził bez antybiotyku...ufff.

Co to było nie wiem? Niby gardło czerwone, ale żeby aż tak długo utrzymywała się wysoka temperatura? Dobra nie gdybam, najważniejsze, że cholerstwo odeszło!!

*****

Teraz o mnie...

Przed wyjazdem do Polski trochę się u nas działo...Nie pisałam o tym tutaj, ale był taki moment, że byłam od krok od zrezygnowania z podróży. Wzięłam się jednak w garść, pojechałam, miło spędziłam czas z rodziną - dzięki mężu za duchowe wsparcie i dziękuje Malwina za słowa otuchy.


A co się takiego stało?

Ci, którzy zaglądają do nas od dawna, zapewne pamietają, iż co 6 miesięcy przechodzę rytynowe badania ginekologiczne: cytologia, kolposkopia i biopsia. Ostatnia była w drugiej połowie maja. 26 czerwca w skrzynce znalazłam list zaadresowany na moje nazwisko - laboratorium przesłało wyniki badań. Po rozerwaniu koperty, jeszcze w windzie, nogi się pode mną ugięły...ASC-H (Włochy, zgodnie z dyrektywami przeszły na klasyfikację według Systemu Berthsda - https://pl.wikipedia.org/wiki/System_Bethesda ... w Polsce  wciąż chyba stosowana jest klasyfikacja Papanicolaou).

Telefon do Pani ginekolog z pytaniem o wyniki biopsji...Pani, która przeprowadzała badanie jest na kongresie, wraca w poniedziałek...

Załamanie totalne i brak chęci na cokolwiek...Już krzyczałam, że ja ''nigdzie nie jadę'', póki nie poznam wyników histopatologicznych...Złość, łzy, niedowierzanie...ojjjj, długi to był weekend.

Poniedziałek - wyników z biopsji jeszcze nie ma, będą pod koniec tygodnia...''lecieć czy nie lecieć???''

Mąż starał się jak mógł by podtrzymać mnie na duchu...sypał z rękawa argumentami, dla których nie ma sensu rezygnować z podróży. Poleciałam, z duszą na rameniu,,,W Polsce jednak udało mi się nie myśleć za wiele o ciążacym na mnie ''wyroku''.

M. pozostawał w kontakcie z Panią ginekolog. Niestety badania histopatologoczne potwierdziły podejrzenia...a reszta potoczyła się bardzo szybko...Jestem już po spotkaniu z anestezjologiem a za kilka dni idę na stół operacyjny...

Nie użalam się nad sobą...wiedziałam, że prędzej czy pójdziej (miałam nadzieję, że później) do tego dojdzie.
Odstawiłam, łykany od dwóch miesięcy, kwas foliowy - to wyraźnie nie pora na powiększenie rodziny. Jeśli kiedyś zdecydujemy się na ciążę, na pewno założą mi prewencyjnie szew okrężny.

Termin zabiegu to 31 lipca, o 8:00 rano. Znieczulenie miejscowe...jednak z uwagii na specyfikę operowanego miejsca, będę również na  śrdokach znieczulających. Czy się boję? Trochę tak!! Zabieg niby rutynowy, przeprowadzany w day hospital, co jednak nie umniejsza jego wagi i mojego stresu. Trochę nam się sprawy pokomplikowały...cóż jednak począć?...idziemy dalej!!

*****

Mam kilka pomysłów na wpsiy - mięfzy innymi z pobytu w Polsce, ale pojawią się nie wczęsniej niż w przyszłym tygodniu, jak już troche się otrząsnę. Dziękuję Wam za wsparcie i do usłyszenia/napisania/przeczytania :)



piątek, 24 lipca 2015

Ballada o warszawskich taksówkach...

Ile można pisać o taksówkach?

Dużo...dużo....znacznie więcej niż Wam wszystkim się wydaje...

Ile kosztuje taksówka na trasie Okęcie - Centralny lub Centralny - Okęcie?
a) 48zl
b) 60zl
c) 43zl
d) 58zl
e) 27,20zl

Hmmm, zależy kto pyta?

Może niektórych fakt zszokuje, innych pewnie nie, ale wszystkie podane powyżej kwoty są prawdziwe...Czemu tak? A nie wiem...tzn, domyślam się, że jak obcokrakowiec to łatwiej go oskubać itp...trasa identyczna, godziny popołudniowe, we wszystkich korporacjach taksometr nalicza identycznie 2,4 za kilometr...skąd więc taka różnica?

Pojerzewam, iż niekiedy miłym Panom, zdarzy się niechcący wrzucić taryfę świąteczną lub nocną...dowodów nie mam, nikogo na krętactwie nie złapałam, ale rozbierzność cen o uczciwości raczej nie świadczy.
Sama nauczyłąm się, zanim wsiądę to taksówki, grzecznie pytać ile mnie taka przejażdżka wyniesie...ale nastepnym razem chyba skorzystam z rady mojego taty i zrobię taksówkarzom mały teścik.


środa, 22 lipca 2015

Gorące powitanie, twarde lądowanie

Los ponownie z Nas zadrwił i załatwił nam ''gorące powitanie'' (w sumie to zarówno w przenośni, jak i dosłownie) na włoskiej ziemi. Rzym powitał nas 33 stopniami, a Stefano zadbał aby rodzicom, we wtorkowe słoneczne popołudnie, się nie nudziło. Nigdy nie myślałam, iż kiedyś dostąpie podobnego ''zaszczytu'' -  Pronto Socorso na Fiumicino (pierwsza pommoc) zaliczone!!



Już w Warszawie Stefano zaczął robić się nieco niemrawy...nagle wyszedł z placu zabaw, nie chciał jeść ani pić...tylko przytulić się i spać. 5 minut wcześniej tryskał energią, skakał, psocił - zmęczenie, pomyśleliśmy...a, że był zgrzany! Hmmm, ja też byłam...

Samolot jak na złość opóźniony. Ste poległ jeszcze przed wkroczeniem na pokład i praktycznie przespał całą drogę...w czasie rejsu zaczął dość ciężko oddchać...mimo klimatyzacji był gorący jak ogień. W Rzymie, po 2h snu, nadal był ospały i płaczliwy, słaniał się na nogach, a my jak na złość nie mieliśmy przy sobie nawet termometru by zweryfikować nasze podejrzenia,

Na szczęście w skład lotniskowego kompleksu wchodzi również Pierwsza Pomoc a my nie wiedząc co robić i mając w perspektywie 2h drogi w upale z najparwdopodobniej gorączkującym dzieckiem, podąrzyliśmy właśnie tam by szukać pomocy.

Kilka chwil później padło ''38,8'' !! Gardło czerwone!   Paracetamol w czopku na obiżenie temperatury.

W oczekiwaniu na zbicie temperatury przydzielono nam jednoosobowy pokój z łazienką, gdzie Stefano mógł nieo nabrać sił.  Biliśmy się z myślami  - jedziemy dziś dalej czy szukamy noclegu w Rzymie? To tylko i aż 200km...

Temperatura bardzo opornie, ale spadała...po dawce nurofenu, Pani doktor stwierdziła, że jeśli chcemy jechać to jest to dobry moment...pojechaliśmy!!

Stefek przespał niemal całą drogę...

W Perugi zlądowaliśmy ok. 23, jakże się zawiodłąm otwierając drzwiczki od samochodu i licząć na odrobinę chłodu - w twarz dostałam ponad trzydziestostopniowym powietrzem. Welcome home!!

Dziś od rana w biegu: pediatra, laboratorium (podejrzenie streptococco)...i jeszcze kilka innych spraw, które wyszły dosłownie na ostatnie chwile przed wyjazdem na wakacje, a z którymi teraz muszę się uporać. O tym jednak innym razem. Kciuki jak zawsze wskazane :)

Ot takie twarde lądowanie w codzienność!!

wtorek, 14 lipca 2015

Jestem

Wciąż w Polsce...na kociewskiej ziemii! Uciekając od włoskich upałów trafiliśmy w polskie tropiki...pluskanie w Bałtyku zaliczone :)

Zaliczony również czterodniowy wypad na Kaszuby...zimno było jak jasna cholera i jeszcze ten zimny wiatr (sorry, ale inaczej tego wyraźić nie umiem), był taki moment, że ryczeć mi się chciało gdy marzłam w balerinach i bluzie...Dzieciakom jednak pogoda nie straszna i mimo, iż kąpieli w jeziorze nie było to wyszalały się za wszystkie czasy.

Stefano non-stop tłucze się z młodszym o rok kuzynem...ot taki dziwny sposób okazywania sobie uczuć ;)

M. właśnie wsiada do samolotu w Rzymie...ostatni tydzień pobytu w Polsce oficjalnie rozpoczęty...kiedy zleciały dwa poprzednie nie wiem i przeraża mnie to.

Wybaczcie, ale nie mam czasu ani chęci na blogowanie...po powrocie przyjdzie czas na odrabianie zaległości.

Pozdrawiam wszystkich razem i każdego z osobna

sobota, 4 lipca 2015

DOLECIELIŚMY!!

DOLECIELIŚMY...



DOJECHALIŚMY...

OD WTORKU NA POMORZU!!

CZASU NA WSZYSTKO BRAK...NA RELAKS RÓWNIEŻ!!

WIECZOREM PADAM NA TWARZ...

NA SZCZĘŚCIE STEFANO RÓWNIEŻ :) 

JUTRO, MOŻE NAD MORZE???

wiejskie życie


kuzyni dwaj 

POZDRAWIAM!!