sobota, 20 czerwca 2015

(PO)WAKACYJNE REFLEKSJE

Zanim wstawię foto-opowieść z naszych tegorocznych wakacji, pozwole sobie na krókie refleksje.

Wiem. tzn. zawsze mi się wydawało, że na wakacje jeździ się dla przyjemności, relaksu i oderwania się od codzenności, a nie z musu. Chyba jednak nie każdy jest tego samego zdania co ja. Jego prawo a mi nic do tego...

Nie lubię oceniać, nie lubię krytykować innych, ale niektórych kwesti zupełnie nie pojmuję. Może przesadzam, sami oceńcie?

Któregoś słonecznego dnia uszu mych doszło uporczywe ględzenia jednego z wczasowiczów. Stefi w najlepsze pluskał się w basenie dla maluchów...tuż za jego plecami beztrosko wygłupiała się około 5-6letnia dziewczynka.  Sielankę przerwał ojciec małej, gdy bezskutecznie próbował przekonać dziecko  aby porzuciła zabawę i przeszła do dużego basenu. Dziewczynka potrestowała, więc padło ''przyjechałaś tu się bawić czy czegoś nauczuć?''. Dziecko jak to dziecko, po chwili zastanowienia, zgodnie z prawdą odpowiedziało ''bawić się''. W ojca wstąpił potwór - zwymyślał córkę i strzelił focha. Po chwili, dziewczynka (zapewna targana wyrzutami sumienia) potulnie poszła uczyć się pływać a ja zaczęłam się zastanawić czy to naprawdę jest takie straszne, że pięcio czy sześcioletnie dziecko woli zabawę od nauki? Aż chciało mi się krzyczeć - ludzie trochę zrozumienia, to tylko dziecko i też chce mieć chwilę relaksu...nauka nie ucieknie, całe życie przed nią...a dzieciństwo tak szybko przemija. A może to ja nic nie rozumiem, za głupia jestem, zbyt naiwna?


Dzień później oberwało się starszemu bratu, wspomnianej wcześniej dziewczynki. O co poszło nie wiem i nie interesuje mnie to. Cokolwiek by to nie było, słów ''mi hai rotto i cogl...'', (w bardzo delikatnym tłumaczeniu ''mam Cię dość''), wypowiadanych do dziecka nic nie usprawiedliwia. Przynajmniej ja usprawiedliwienia nie znajduje.

To tylko dzieci...nikt nie mówił, że będzie łatwo, zawsze miło i przyjemnie. Pewnie, że i ja miewam nerowe chwile, gdy mam wszystkiego dośc, ale nawet przez myśl mi nie przejdzie by posyłać syna do wszystkich diabłów...W czym te dzieci zawiniły?...w tym, że chcą być dziećmi?

Tu nie chodzi o to, że ja nie mam ambicji w stosunku do mojego dziecka. Pewnie, że chciałabym aby nauczył się pływać (sama nie potrafię i trochę mi to ostatnio dokucza), ale mój trzylatek nieco boi się wody (o tym innym razem) i ani myśli położyć się na przezroczystej tafli. Woli biegać ze swoja mini konewką i polewać samego siebie albo przelewać wodę z małego basenu do dużego. Uwielbia zabawy w piasku, którego w tydzień przerzucił tony...Ja to rozumiem i jestem szczęśliwa, bo gdy widzę Jego uśmiech to wiem, że i On jest szczęsliwy...i właśnie to jest dla mnie najważniejsze! Nad morzem spędzamy tydzień w roku, nie potrafiłabym mu tego tygodnia beztroskiej zabawy zabrać. Może moje dziecko nigdy nie zostanie mistrzem olimpijskim w pływaniu...na pewno będzie jednak miało wiele pamiątkowym zdjęć, na których przypomina piaskowego potwora :)

Pozwólmy dzieciom być dziećmi, wszak tak szybko dorastają!

Pozdrawiam serdecznie,
Ewiczka








24 komentarze:

  1. Tak to niestety jest, gdy rodzicami rządzą niezdrowe ambicje i chcą wychować mistrza olimpijskiego. Dzieciństwo ma być przyjemne, a nie okraszone niespełnionymi ambicjami matki czy ojca. Nie wiedzą, że dzieci tylko na tym ucierpią? A odzywka ojca- mi hai rotto co... bez komentarza normalnie. Też bywam nerwowa, ale w życiu bym się tak do Gai nie odezwała. Ten ojciec ma chyba problemy sam ze sobą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, dzieciństwo ma być dzieciństwem - to jedyny okres w życiu, gdy nie musimy przejmować się nauką, pracą, pieniędzmi itp... Każdy bywa nerwowy i każemu zdarza się wybuchnąć, ale słowa też należy odpowiednio dobierać...mi hai rotto....to mogłabym co najwyżej do męża w kłótni rzucić, na pewno nie do dziecka

      Usuń
  2. Czasem rodzice chcą spełnić swoje niespełnione marzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety coraz częściej widzę, że rodzice chcą realizować swoje pasje przez dzieci, nie zważając na to, iż dziecko niekoniecznie musi je podzielać. Smutne to!

      Usuń
  3. Aż żal mi się zrobiło tych dzieci :-] ich ojciec to ewidentnie jakiś popapraniec... A matki nie było w pobliżu? Bo gdyby mój szanowny małżonek zaczął tak gnębić Laurę to szybko wystrzelilabym go w kosmos. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcję z dziewczynką podsumowałam po cichu do męża ''biedna mała''...mąż mnie nieco przystopował, że nie mam oceniać...ale gdy ojciec najpierw najechał na syna a później wieczorem stwierdził, że dzieci są upierdliwe, sam stwierdził, że facet ma problem

      Usuń
    2. p.s.Matka siedziała cicho i potulnie...z twarzy widać było, że jej przykro, ale chyba nie miała nic do gadania

      Usuń
  4. Ojciec- dorosły człowiek, a stosuje taktykę dziecka. Foch i już Cię nie lubię... to jest przykre. Ja rozumiem, że może natłok obowiązków, spowodował, ze frustracja rosła w siłę, ale żeby rozładowywać się na dzieciach? A czemu one są winne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, ale patrząć na tego faceta dzieci nie maja z nim łatwo - bo jeśli na wakacjach jest się tak znerwicowanym to starch się bać jak jest na codzień...My mieliśmy w planach odpieluchowywanie Stefano na wakacjacj, gdy jednak zaczęło robić się nerwowo bo młody średnio współpracował, stwierdziliśmy, że odkładamy akcję, bo my mamy się zrelaksować a Stefek ma się na wakacjach dobrze bawić i nie mają mu się źle kojarzyć :)

      Usuń
  5. Przykre.... niestety ja tez spotykam sie z takimi odzywkami do dzieci. Nie wiem czy to patologia, czy brak mozgu rodzica, ale zjawiskoto jest dosc czeste. Wystarczy przejsc sie po ikei....a moze to nowy model wloskiego wychowania?....(sarkazm)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, iż nawet bardziej niż przykre...spotkalismy się również z zupełnym pzreciwieństwem wspomnianego Pana, rodzice na oko 8letniej dziewczynki, którzy pozwalali jej na wszystko, nawet na rzucanie bumerangę w dziewczynę od animacji. Czemu ludzi muszą popadać ze skarjoności w skrajnośc?

      Usuń
  6. Na wakacjach dzieci mogą się bardzo dużo nauczyć... Ale powinna to być nauka przez zabawę, poza tym lepsza marchewka niż kij... Zresztą nie po to jeździ się na wakacje aby pastwić się nad dziećmi i zmuszać je do czegoś co ich kompletnie nie interesuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że mogą, ale powinny również zapominac o tym, że są po prostu dziećmi. A już na pewno nie powinny czuć się z tego powodu winne...

      Usuń
  7. No niestety niektórzy rodzice to maja wymagania z kosmosu. Ja nie twierdzę, że jestem rodzicem na medal , ale też kilka razy widziałam podobne sytuacje ( o których opisujesz). Szlak mnie trafiał ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja rodzicem na medal nie jestem, ale myślę, że przynajmniej nie mam chorych ambicji w stosunku do dziecka...jak nei teraz nauczy się za rok czy dwa.

      Usuń
  8. czasem się zastanawiam po co ludziom dzieci skoro traktują je w taki sposób...

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm, może to wina niespełnionych ambicji :/ Tylko dziecka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przykre. My jestesmy na wakacjach I nawet przez mysl mi nie przeszlo by chlopcow czegos uczyc chociaz jednej rzeczy sie nauczylismy :) a raczej nie my, a Mlody, ale o tym jak wroce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to teraz będę umierać z ciekawości czego to nauczył się Młody? Bawcie się dobrze na wczacach :)

      Usuń
  11. Wakacje są po to by odpocząć, naładować akumulatory i oczywiście by bawić się w najlepsze. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Otóż to... Pozwólmy dzieciom być dziećmi... Strasznie przykre, ale podobnych sytuacji jest mnóstwo, niestety. Dla rodzica powinno być ważne to, co jest ważne dla dziecka. Bo to jego maleńskie ważne sprawy i oczekuje wsparcia, akceptacji, pochwaly, dzielenia się radością w tym, co robi. A tu mam wrażenie, że ludzie sobie chcą decydować, jakie jego dziecko ma być i koniec. Musi umieć pływać, musi siedzieć grzecznie, nie ma nic do gadania... Strasznie to smutne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Racja, choć czasem rodzice w czasie wakacji chcą nadrobić czas ucząc dzieci wszystkiego co możliwe...

    OdpowiedzUsuń