wtorek, 12 maja 2015

Weekend hiszpańskiej rozpusty, w szalonym biegu z małym terrorystą u boku.


Piątek to dla nas pobudka o świcie. Zlinczujcie mnie, ale dla Stefano śpiącego średnio do 9, pobudka o godzinie 7 jest prawdziwym dramatem. Life is brutal, do przedszkola marsz...ale zaraz zaraz, okazao się, że życie aż tak brutalne nie jest - pizza na drugie śniadanie (przygotowana dzień wcześniej podczas warsztatów w pewnej pizzerri - o tym innym razem).

Wspomniałam już w poprzednim poście, że zawitało do nas lato. Temperatury, póki co, utrzymują tendencję wzrostową, 3 dyszki przekroczone a młodemu sandałów brak. W trosce o przepocone stopy pierworodnego, zaczęliśmy poszukiwania butów idealnych...

Szybko się okazało, że o te idealne sandałki będzie ciężko. W pierwszym sklepie nawet nie mierzyliśmy...w drugim było kilku kandydatów... Na lini frontu pojawił sklep firmowy przy naszej miejskiej fabryce ''Primigi''.

Delikatnie mówiąc, syn miał na to wszystko totalnie wylane...mierzyć nie będzie, koniec i kropka. On uwielbia swoje tenisówki i więcej do szczęścia mu nie trzeba!

Sobota, poszukiwań ciąg dalszy.

W pierwszym sklepie butów nie znaleźliśmy, ale spotkaliśmy ciocię z młodszym o rok kuzynem, w misji podobnej do naszej. Ciotka spocona prawie tak samo jak my...ufff, czyli, że nie my jedyni ;)

W drugim sklepie buty speniają wszystkie wymagania....no, prawie wszystkie, bo sorry Batory, ale ponad 80 euro za parę sandałów...

Sklep trzeci - syn rozpoznaje sklep wraz z przekroczeniem jego progu. Mina i szeroki uśmiech mówią same za siebie - tak, tak, to jest ten sklep z basenem kulkowym. WOW!! Butów wiele, miłości od pierwszego wejrzenia, ewentualnie dotknięcia, brak. Mierzymy...tzn. próbujemy mierzyć biorąc syna sposobem - ''ojej kochanie, zobacz piłeczka wypadła z basenu i tam poleciała...pobiegnij przynieś mamusi''. W tym wariactwie jest metoda :D

Kandydaci są dwaj, wracamy do Primigi...ale nie młody nie idzie, on zostaje tutaj w basenie!! Ostatecznie my wychodzimy a syn zostaje wyniesiony pod pachą.

Spoceni jak świnie czy skunksy, czy co kto woli, sandały kupiliśmy. Nie idealne, ale porządne. Zakup przemyślany...ostatecznie padło na Primigi - buty przecenione z 60 na 22 euro (plusy posiadania fabryki w okolicy).

*****

Stres zakupowy trzeba było jednak odreagować. A. że miasto zorganizowało pierwszą edycję ''EXPO Perugia, gusti e sapori del mondo'', z wielomoma ciekawymi gastronomicznie stanowiskami z Włoch, Europy i Świata...a my zdecydowanie jesteśmy typami na street food, to nie mogło nas tam zabraknąć.

Żona rzuciła się na hot doga, podczas gdy mąż nie mógł odmówić sobie prawdziwej paelii, przygotowywanej przez rodowitych Hiszpanów. Unoszący się zapach był na tyle interesujący, że na podobny pomysł wpadły dziesiątki innych odwiedzających fierę.




Smak również niczego sobie, więc w sobotę paelii zapragnęła i żona :)

Jak to jednak mówią we Włoszech - ''non c'è due senza tre'' czyli nie ma dwóch bez trzech, również w niedzielę wylądowaliśmy w tym samym miejscu. Tym razem w towarzystwie mężowskiego kuzyna z żoną i dwuletnim synem. Dzieci nasze mają wiele cech wspólnych, podobne zachowania i upodobania...trudne charaktery.

paelia i sangria - mniam :)


Po tych naszych małych wojażach rodzina nam się powiększyła - co ranka spogląda na mnie, spod sufitu, prawie metrowa Masha (nowa koleżanka, dogorywającego gdzieś w kącie Calimero)...jak tak dalej pójdzie to balony zupełnie opanują nasze mieszkanie.

Są chętni do adopcji?



Calimero biedny już nawet
nie ma siły latać :(
p.s. Zanim ktoś życzliwy, w trosce o poprawne  nawyki żywieniowe mego dziecka, zarzuci mi, iż karmię syna śmieciowym jedzeniem, uprzejmnie informuję, że Stefano kolację jadał w domu przez wyjściem. Jednocześnie jednak nie ukrywam, iż raz czy dwa frytki mu skapnęły!!








*****

Mało mnie tu ostatnio, ale wiele się u nas dzieje - w sobotę 3 urodziny pierworodnego! Poza tym pogoda piękną, więc zwolniłam w wirtulanym świecie by nieco przyspieszyć w realu. Pozdrawiam wszystkich gorąco :)

28 komentarzy:

  1. Chi, chi! Szalona rodzina w poszukiwaniu butów :D, uśmiałam się. A tak swoją drogą, jak ja Wam zazdroszczę tych upałów! Tęsknię za takim gorącym latem w Polsce, żeby lato było latem, wiosna wiosną, zima mroźna i polska złota jesień (za to kocham nasz kraj).
    P.S Buciki Primigi w Polsce to niezły luksus, a Ty pod nosem fabrykę. No, no farciaro ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upały przyjdą i do Polski, przynajmniej taką mam nadzieję, bo w lipcu przez 3 tygodnie bawimy na pomorzu :)

      Usuń
  2. Ewuś ja taka walkę toczę z moja Julką za każdym razem kiedy idziemy kupić buty. Teraz czeka mnie to w sobotę. Chyba ten rocznik po prostu tak ma :) Uściski dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posieszyłaś mnie nieco :) p.s. Trzymam kciuki za owocne i przyjemne zakupy w sobotę!

      Usuń
  3. Ja też tak kupuję buty. Ciężko znaleźć takie które by mi odpowiadały pod względem wyglądu, numeru i jeszcze ceny :) Ale ostatecznie, mimo wielu poszukiwań spędziliście miły weekend w gronie rodzinnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weekend spędzony jak najbardziej mile. A buty no cóż, ja już drugi rok szukam sandałów idealnych :)

      Usuń
  4. Gratuluję mimo wszystko udanych zakupów :) A jedzonko .wygląda ..ech... mniam ..mniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smakowało lepiej niż wygląda :)

      Usuń
  5. Skąd ja to znam kupowanie w locie:) Ostatnie buty dla Drugorodnego kupiłam przebiegając przez sklep. Świetne święto, tak najlepiej smakuje na świeżym powietrzu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam spożywać posiłki na świeżym powietrzu :)

      Usuń
  6. To ostatnie zdanie jest bardzo piękne i trafne także w moim przypadku. Cieplutko jest i siedzę z dzieckiem w piaskownicy pół dnia, drugie pół dnia obowiązki domowe i na komputery ostatnio mało i czasu i chęci. I chyba słusznie, bo wybór komputera podczas gdy słońce za oknem i świeżość i wiosna, to byłby zły wybór.

    Nigdy nie jadłam paelli, nie mam pojęcia jak ten hiszpański przysmak smakuje...
    A buty dla dziecka kupić to dla mnie ejst prawdziwy koszmar. Poważnie. Nie znosze tego, choć kupowanie wszelkich innych rzeczy dla Kaliny przynosi mi radość, tak kupować butów nie cierpię. Po pierwsze dlatego, że ona też tego nie lubi i nie daje się łątwo i cierpliwie mierzyć, a po drugie nigdy nie wiem, czy jest jej wygodnie, czy jej nie uwiera, czy nie są za ciasne, czy nie ma za dużo luzu, czy rozmiar jest dobry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spędzamy poza domem całe dnie. A jak już jesteśmy w domu to Stefano uwielbia przesiadywać na balkonie - dałam mu w misce mąkę wymieszaną z oliwką (coś na podobieństwo mokrego piasku), wiaderko, łopatka, foremka i dziecka nie ma. Po takiej posiadówkie wygląda jak syn młynarza, ale ile przy tym ma radości.

      Co do dziecięcych zakupów mam podobnie. Ja nigdy nie mam pewności, że dokonałam odpowiedniego wyboru butów...w dodatku matki mają podwójnie przesrane, bo najczęściej chcą by buty były nie tylko wygodne, ale i ładne :)

      Usuń
  7. Jejku ale bym zjadła te wszystkie pyszności i Ewiczka pamiętaj dobry fasfood nie jest zły od czasu do czasu każdy może nawet Stefano :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry fastfood nie jest zły, ale frytki to akurat do najzdrowszych nie należą. W nadchodzący weekend ponoć ma zawitać do miasta street food festiwal - dojazd od nas nieco utrudniony, bo blisko centrum, ale może damy radę choć raz wyskoczyć (tymbardziej, że mają być jakieś atrakcje dla dzieci).

      Usuń
  8. Hanka uwielbia sklepy z ciuchami i butami- serio... wszystko dotyka, buty bierze, przygląda się, odstawia... tak więc z zakupem dla Hani obuwia nie mamy, za to z zakupem obuwia dla mnie już problem jest :)

    I u Nas cieplej się zrobiło, całe dnie na dworze, w ogródku, siejemy, sadzimy, podlewamy, za psem ganiamy :) Mniej Nas w internetach, tak jak i Ciebie. Życie w realu lepsze, niż wirtualne :) Nie zapominajmy, że ten wirtualny świat to taka Nasza odskocznia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara. Stefano alergicznie reaguje jedynie na zakup obuwia!

      U nas ogródka brak...szkoda bo Stef bardzo lubi grzebać w ziemi, o czym świadczy fakt rozkopanej mej bazylii :)

      Usuń
  9. My w sandalkach biegamy caly rok ( po domu),a jak przyjdzie lato to chodza w nich bez skarpet. Z reguly kupujemy firmy Clarks lub ostatnio polskiego Bartka.

    U nas lata nie ma, ba wiosny nawet malo cos... ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam w necie sanadłki Clarks i bardzo fajne są, ale u nas w okolicy chyba ma ja w sprzedaży tylko jeden ze znanych mi sklepów.

      Usuń
  10. Mój Michaś oszalałby na punkcie tych balonów. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mój mąż narzeka, że go w nocy te balony straszą ;)

      Usuń
  11. Ja też ostatnio w necie mało siedzę, bo taka pogoda zachęca do spacerów, znaczy zachęcała, bo dzisiaj nastąpiło niezłe załamanie.

    My ostatnio trafiliśmy fajne sandały z Peppą- niecałe 14 euro kosztowały, więc niezbyt drogo. W Lidlu fajne buty były, ale od numeru 23, a Gaja ma między 21, a 22.

    Calimero oglądamy, choć ostatnio zdecydowanym faworytem Gai jest właśnie Masza i Orso. Masakra z nimi normalnie:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masha żądzi i u nas. Calimero również jest w ścisłej czołówce. Nie chciałabyś widzieć Stefano gdy ogląda którąś z powyższych bajek - pokłada się ze śmiechu. Ostatnio do biegu po całym mieszkaniu doszło i skakanie po kanapie. Wykończę się!!

      Widzieliśmy lidlowskie sandały i nawet mąż skomentował, że niezłe, ale mieliśmy już kupione inne :) Stefano w porównaniu do Gaji ma wielką stopę (wciąż się zastanawiam po kim), bo na dzień dzisiejszy nosi 26. Sanadły kupiliśmy 25, bo te z Primigi wypadają dość duże.

      p.s.A pogoda u nas wciąz sprzyjająca, ale w weekend zapowiadają burze...w sam raz na synowskie urodziny. Kupiliśmy mu rower biegowy to se akurat pojeździ - ha ha!!

      Usuń
  12. myślę że frytkami od czasu do czasu syna nie zabijesz :D
    heh my ostatnio nabyliśmy pierworodnej sandałki. do sprawy podeszła po męsku - wybrała sobie model ze świecącą podeszwą i inne jej nie interesowały :D
    u nas pomaga tłumaczenie wszystkiego. jak przyśnie to pobudki, jak obudzi się a rodziców nie będzie itd :)

    OdpowiedzUsuń
  13. po przeczytaniu historii o butach już wiem co to za terrorysta z tytułu:)
    fajnie tak poznawać dania z innych krajów :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam takie uliczne żarełko, a na zdjęciach wygląda fenomenalnie! Wcale też nie uważam, że musi być zawsze niezdrowe. No, może w Polsce - hotdogi, hamburgery i spółka, ale taka świeża pizza czy ryż/makaron z świeżymi dodatkami to przecież całkiem porządne żarełko.

    Masha świetne! A Calimero jaki smutasek :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Pizza, lato...normalnie full wypas ja tez chcę...

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj kochana Ewiczko :) wracam do Ciebie i do siebie przy okazji. Majerankowo reaktywowane, więc będę i u Ciebie częstszym gościem :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zakupy butow dla dzieci :O ja to znam... ale najgorsze, ze z wiekiem wcale nie jest latwiej ;) jesli cos sie Mlodemu nie podoba- to tez nie ubierze, a zmusic sie nie da.
    Jedzeniem kusisz oj, jak bardzo- uwielbiam!!

    OdpowiedzUsuń