niedziela, 31 maja 2015

Zgaduj zgadula [EDIT - wyjaśnienie]


Sobota, wieczorową porą. Rodzinny wypad do centrum. Kto zgadnie co za skarby przytaszczył ze sobą pierworodny ;)  Całą drogę nie spuścił swojej zdobyczy z oczu. Awantura była niemała gdy rodzice kazali zostawić siatę w samochodzie.



*****

Ucięłam sobie wczoraj małą pogawędkę z żoną jednego z przyjaciół męża. Dziewczyna pochodzi z Santo Domingo na Dominikanie, więc temat emigracyjny zawsze pojawia się w naszych rozmowach....obie marzymy by jak najczęściej odwiedzać rodzinne strony. W pewnym momencie zaskoczyła mnie stwierdzeniem, że jeśli na Dominikanę zdecydują się lecieć razem z mężem to będą musieli mieszkć w hotelu, gdyż P. (jej mąż) potrzebuje ...... a w Santo Domingo nikt nie ma ...... w domu!!

Czego Waszym zdaniem  brakuje w domach w Santo Domingo, co nam może wydawać się niezbędne do egzystencji? Pokusi się ktoś o rozwiązanie zagadki?



Stawiam kawę, temu kto odganie :D


*****

Rozwiązanie ''tajemnicy'' 

Stefano odkopał w garażu swoje plażowe zabawki, z którymi najchętniej i spać by poszedł. Na kolację na mieście zabarał ze sobą: wiaderko, łopatkę, wiatrak wodny, foremki, piłkę plażową itp...

A teraz to co zapewne interesuje Was najbardziej - podobno (wciąż ciężko mi w to uwierzyć, ale info jest z pierwszej ręki) w prywatnych domach w Santo Domingo na Dominikanie, nie ma 
CIEPŁEJ WODY!! 

wtorek, 26 maja 2015

Moich 5 ulubionych miejsc we Włoszech

''Poniższy wpis powstał w ramach majowego projektu Klubu Polki na Obczyźnie.''

Zadaniem naszym jest przedstawić Wam, 5 ulubionych, magicznych miejsc w kraju, w którym mieszkamy.  


We Włoszech mieszkam na stałe od 8 lat...każdego dnia odkrywam nowe, mniej lub bardziej inspirujące, zakątki półwyspu apenińskiego. Selekcja była bardzo trudna, bo pięć miejsc to naprawdę niewiele.  Już w samej niewielkiej Umbrii mogłabym listę zamknąć a to zaledwie kropla w morzu. Postanowiłam skupić się na miejsach nieco mniej znanych przez turystów. Dlatego też, chociaż Rzym uwielbiam, nie znalazł się on na poniższej liście.

Zaczynamy - kolejność przypadkowa.

Rocca Paolina, Perugia

Szesnastowieczna twierdza wzniesiona na wniosek papieża Pawła III, która do połowy dziewiętnastego wieku stanowiła symbol władzy papieskiej nad Perugią. Do czasów współczesnych zachowały się jedynie piwnice Pałacu Papieskiego, wykorzystywane do różnego rodzaju ekspozycji, wystaw oraz wydarzeń kulturalnych.

Uwielbiam ją zwłaszcza w okresie przedświątecznym. Wyobraźcie sobie bożonarodzeniowy kiermasz wpisany w scenerię średniowiecznych murów.



Ponte delle Torri, Spoleto

Ponte delle Torri (Most Wież), jeden z najbardziej imponujących zabytków Umbrii - 230m długości i 76m wysokości. Orginalnie most pełnił rolę miejskiego akweduktu. Obecnie jest to jeden z najsłynniejszych i najbardziej malowniczych zabytków miasta

Zachwyca mnie i przeraża jednocześnie. W jego obliczu czuje się malutka jak mrówka.



Toskania

Nie mogło jej zabraknąć na mojej liście. Uwielbiam ją w każdym calu.Toskania to cudowne krajobrazy: zielone pagórki, gaje oliwne, winnice. Toskania to piękne i bogate architektoniczne i kulturowo miasta i miasteczka:

FLORENCJA

SIENA

CORTONA 

VOLTERRA
SAN GIMIGNANO

A jakby tego wszystkiego było mało to Toskanię charakteryzuje również cudowna linia brzegowa MorzaTyreńskiego. Może nie dysponuje infrastrukturą hotelarską, gastronomiczną i rozrywkową na skalę Rimini, ale na spokojne wczasy rodzinne jest idealna. 

A czy wiecie, że Toskania ma nawet swoją właśną Californię? Nie wierzycie? Oto dowód:


źródło


Region powyższy wyróżniają również przesympatyczni mieszkańcy...gdybym tak jeszcze rozumiała o czym oni do mnie w dialekcie trąbią to już w ogóle byłoby super.

Jako ciekawostkę dodam, iż Toskania okazała się również płodna artystycznie i ‘’wydała na świat’’ między innymi zespół LITFIBA (we Florencji możemy wciąż podziwiać garaż, w którym zaczynali Piero Pelu i ferajna). Siena to rodzinne miasto Gianny Nannini, której rodzina od lat prowadzi słynna w całym mieście cukernię. Cortonę natomiast, do dziś dnia zamieszkuje Lorenzo Cherubbini, szerszej publice znany jako Jovanotti.

Puglia

W apuliańskich zakątkach zakochałam się niespełna rok temu. Pierwszym z nich jest niepozorne Monopoli.  Centrum miasta jest dokladnie takie jakiego spodziewałam sie po południowych Włoszech. Stare budownictwo, białe domki, waskie ulice...a do tego krystalicznie czysta i ciepła woda Adriatyku.



Zoo Safari, Fasano - ogromny, uroczo położony park (las), do którego wjeżdża się własnym samochodem i jadąc wyznaczonymi scieżkami można podziwiać egzotyczne, i nie tylko, zwierzęta. Wrażenia i emocje niesamowite. Adrenalina nieco skacze, gdy metr od samochodu przechodzi tygrys. Nasza rodzinę, w sposób szczególny, zauroczyły żyrafy.   W całym parku obowiązuje zakaz wychodzenia z pojazdu, dodatkowo w strefach gdzie znajdują się drapieżniki zakazane jest również otwieranie okien.



Alberobello, to niewielka miejscowość w prowincji Bari na południu Półwyspu Apenińskiego. Miasteczko powyższe na świecie rozsławily małe, okrągłe, jednoizbowe domki mieszkalne o charakterystycznym stożkowatym dachu -TRULLI. Budynki te są całkowicie wykonane z kamienia wapiennego i obowiązkowo bez zaprawy. Ich historia jest dość dluga, siega XV wieku, gdy rejon ten pozostawał pod wplywem Królestwa Neapolu.

Trulli z Alberobello, w 1996 roku,  wpisane zostały na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Obecnie stanowią główna atrakcję turystyczna rejonu, corocznie przyciągając tysiące turystów z całego świata. W ogromnej większości zostały one przerobione na sklepiki, bary a nawet i restauracje.


Lago Trasimeno - obszar trazymeński

Lago Trasimeno, czyli Jezioro Trazymeńskie, ze swoimi 128 kilometrami kwadratowymi, to czwarte pod względem wielkości jezioro Półwyspu Apenińskiego (pierwsze w środkowych Włoszech). Położone są na nim trzy wyspy - Maggiore (jedyna na stałe zamieszkana), Polvese i Minore. Na dwie pierwsze mozną dostać się promem.
Miejsce idealne na niedzielny, rodzinnny, popołudniowy spacer. Urokowi jeziora i umbryjskich krajobrazów, uległ między innymi George Lucas, który w okolicy kupił dom.



''Ten projekt jest dedykowany Stowarzyszeniu Piękne Anioły. Jeżeli spodobał Ci się mój post, możesz wesprzeć Fundację dowolną kwotą.'' 
Więcej informacji na naszym  blogu: http://klubpolek.pl/stowarzyszenie-piekne-anioly/



poniedziałek, 18 maja 2015

Maj, miesiąc który odmienił nasze życie.


Maj, kolorowy maj. Miesiąc, w którym tak wiele się dzieje. Miesiąc, który potrafi wiele w życiu zmienić - miesiąc matur, miesiąc kwitnących kasztanów. Maj, miesiąc który wywrócił nasze spokojne życie do góry nogami.

Wraz z nadejściem 11 maja coś we mnie pęka, chodzę zamyślona...czy tego chę czy też nie, moje myśli wędrują na drugie piętro lokalnego szpitala. Widzę siebie z brzuchem, wylewająca potok łez...chwilę później brzuch znika, ale potok łez pozostaje. Tak naprawdę to tego dnia, o 15:30 wszystko się zaczęło - ginekolog, skracajca się szyjka, skierowanie do szpitala, izba przyjęć, sterydy i kroplówki...Działo się to wszystko tak szybko...

Nie będę tu opisywać całej histori. Większość z Was ją zna, gdyż wspominałam o tym już nie raz. Pozostałych zapraszam do zakładki - Nasza Historia

Możecie mi wierzyć lub nie...nasz szpital to prawdziwe miasto a ja wędrując w zamyśleniu jego uliczkami, automatycznie obieram trasę na Intensywną Terapię...odruch bezwarunkowy, tak jaby serce mnie tam prowadziło.

Dość jednak tych tkliwości. Nasz wcześniak, 16 maja skończył 3 lata...WOW!!  Nie wierzycie? Sami zobaczcie :)


14 maja świętowaliśmy w przedszkolu 


 Niestety włoskie prawo nie pozwoliło się matce wykazać. Zabrania ono bowiem, przynoszenia do placówek oświatowych posiłków przygotowanych w domu. Mogliśmy zamówić tort, ale wychowawczynie (któż wiele lepiej od nich) doradziły nam pizzę - foccacia i ciasteczka do herbaty. Do tego obowiązkowo należy dołączyć rachunek i listę składników, z których oferowane przekąski zostały wykonane. Dzieciaki były zadowolone :)


16 maja dmuchaliśmy świeczkę

                                           

Wiedziałam, że świeczka będzie odwrotnie...a tak męża prosiłam ;)

A tak nam wyrósł wcześniak z 28 tygodnia :)




Przyszły kartki urodzinowe z Polski!!



Prezent się spodobał - postawiliśmy na rower biegowy. Co się naszukaliśmy to nasze...my chyba za duże wymagania mamy - głównym wymogiem były koła. Miały być prawdziwe czyli takie pompowane, nie plastiki.



Stefano, broju nasz niesłychany, kochamy Cię przeogromnie i do końca naszych dni będziemy Bogu dziękować za Twoje życie!

wtorek, 12 maja 2015

Weekend hiszpańskiej rozpusty, w szalonym biegu z małym terrorystą u boku.


Piątek to dla nas pobudka o świcie. Zlinczujcie mnie, ale dla Stefano śpiącego średnio do 9, pobudka o godzinie 7 jest prawdziwym dramatem. Life is brutal, do przedszkola marsz...ale zaraz zaraz, okazao się, że życie aż tak brutalne nie jest - pizza na drugie śniadanie (przygotowana dzień wcześniej podczas warsztatów w pewnej pizzerri - o tym innym razem).

Wspomniałam już w poprzednim poście, że zawitało do nas lato. Temperatury, póki co, utrzymują tendencję wzrostową, 3 dyszki przekroczone a młodemu sandałów brak. W trosce o przepocone stopy pierworodnego, zaczęliśmy poszukiwania butów idealnych...

Szybko się okazało, że o te idealne sandałki będzie ciężko. W pierwszym sklepie nawet nie mierzyliśmy...w drugim było kilku kandydatów... Na lini frontu pojawił sklep firmowy przy naszej miejskiej fabryce ''Primigi''.

Delikatnie mówiąc, syn miał na to wszystko totalnie wylane...mierzyć nie będzie, koniec i kropka. On uwielbia swoje tenisówki i więcej do szczęścia mu nie trzeba!

Sobota, poszukiwań ciąg dalszy.

W pierwszym sklepie butów nie znaleźliśmy, ale spotkaliśmy ciocię z młodszym o rok kuzynem, w misji podobnej do naszej. Ciotka spocona prawie tak samo jak my...ufff, czyli, że nie my jedyni ;)

W drugim sklepie buty speniają wszystkie wymagania....no, prawie wszystkie, bo sorry Batory, ale ponad 80 euro za parę sandałów...

Sklep trzeci - syn rozpoznaje sklep wraz z przekroczeniem jego progu. Mina i szeroki uśmiech mówią same za siebie - tak, tak, to jest ten sklep z basenem kulkowym. WOW!! Butów wiele, miłości od pierwszego wejrzenia, ewentualnie dotknięcia, brak. Mierzymy...tzn. próbujemy mierzyć biorąc syna sposobem - ''ojej kochanie, zobacz piłeczka wypadła z basenu i tam poleciała...pobiegnij przynieś mamusi''. W tym wariactwie jest metoda :D

Kandydaci są dwaj, wracamy do Primigi...ale nie młody nie idzie, on zostaje tutaj w basenie!! Ostatecznie my wychodzimy a syn zostaje wyniesiony pod pachą.

Spoceni jak świnie czy skunksy, czy co kto woli, sandały kupiliśmy. Nie idealne, ale porządne. Zakup przemyślany...ostatecznie padło na Primigi - buty przecenione z 60 na 22 euro (plusy posiadania fabryki w okolicy).

*****

Stres zakupowy trzeba było jednak odreagować. A. że miasto zorganizowało pierwszą edycję ''EXPO Perugia, gusti e sapori del mondo'', z wielomoma ciekawymi gastronomicznie stanowiskami z Włoch, Europy i Świata...a my zdecydowanie jesteśmy typami na street food, to nie mogło nas tam zabraknąć.

Żona rzuciła się na hot doga, podczas gdy mąż nie mógł odmówić sobie prawdziwej paelii, przygotowywanej przez rodowitych Hiszpanów. Unoszący się zapach był na tyle interesujący, że na podobny pomysł wpadły dziesiątki innych odwiedzających fierę.




Smak również niczego sobie, więc w sobotę paelii zapragnęła i żona :)

Jak to jednak mówią we Włoszech - ''non c'è due senza tre'' czyli nie ma dwóch bez trzech, również w niedzielę wylądowaliśmy w tym samym miejscu. Tym razem w towarzystwie mężowskiego kuzyna z żoną i dwuletnim synem. Dzieci nasze mają wiele cech wspólnych, podobne zachowania i upodobania...trudne charaktery.

paelia i sangria - mniam :)


Po tych naszych małych wojażach rodzina nam się powiększyła - co ranka spogląda na mnie, spod sufitu, prawie metrowa Masha (nowa koleżanka, dogorywającego gdzieś w kącie Calimero)...jak tak dalej pójdzie to balony zupełnie opanują nasze mieszkanie.

Są chętni do adopcji?



Calimero biedny już nawet
nie ma siły latać :(
p.s. Zanim ktoś życzliwy, w trosce o poprawne  nawyki żywieniowe mego dziecka, zarzuci mi, iż karmię syna śmieciowym jedzeniem, uprzejmnie informuję, że Stefano kolację jadał w domu przez wyjściem. Jednocześnie jednak nie ukrywam, iż raz czy dwa frytki mu skapnęły!!








*****

Mało mnie tu ostatnio, ale wiele się u nas dzieje - w sobotę 3 urodziny pierworodnego! Poza tym pogoda piękną, więc zwolniłam w wirtulanym świecie by nieco przyspieszyć w realu. Pozdrawiam wszystkich gorąco :)

wtorek, 5 maja 2015

''Coloriamo i cieli'' - Kolorujemy niebo

Coloriamo i cieli to manifestacja mająca na celu propagowanie wizerunku obszaru trazymeńskiego, opartego na wartościach środowiskowych i kulturowych. Jej symbolem są latawce, które co roku przciagają do Castiglione del Lago, tysiące ich miłośników z całej Europy. Setki kolorowych, szybłujących po niebo latawców podbiją serce każego dziecka. Z takiego założenia wyszliśmy i my. Dlatego też postanowiliśmy spędzić 1 maja na dawnym lotnisku aeroklubu.

Jak tylko wysiedliśmy z samochodu, przywitał  nas widok ogromnych latawców mknących po niebie, a z ust pierworodnego padło głośne ''wow...oh, wow'' :)





Kupiliśmy latawiec i zaczęliśmy naszą przygodę

montaż
...i pingwinek gotowy do lotu :)

leć!!
Przygrywał nam marching band!

Tata, nie wiedziałeś, że pingwiny to nieloty!

Foch!!
Leci...


 Próbowała i matka :) 



Oto nasza konkurencja

Niestety w pewnym momencie wiatr tak nabrał na sile, że zrobiło się mało przyjemnie. Stefano się zdenerwował, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Czas spędziliśmy jednak bardzo przyjemnie. Polecam wszystkim, świetna zabawa :)


Wczoraj natomiast wychuchło u nas lato. Mimo, iż słońce skryło się za chmurką, termometry wskazały 29°C. Jako, że temat pogody zawsze jest na czasie, wymienilismy się z  mężem refleksjami. Ja z niedowierzaniem kręciłam głową na widok Włochów w kurtach termicznych i kozaczkach, podczas gdy ja najchętniej wyskoczyłabym w krótkich gatakch. M. natomiast próbował usprawiedliwiać swych rodaków zmiennością temperatury w tym okresie roku - chłodne wieczory. A wieczorem u nas mrozy - tuż po 22 były ''zaledwie'' 22 stopnie. Tym optymistycznym akcentem pozdrawiam wszystkich czytelników i deklaruje, że jak tylko wykoszę moje nogi zrzucam jeansy. A niech patrz na mnie jak na idiotkę, to nie ja jednak będę cierpieć na przegrzanie :)

p.s. Za mięsiąc o tej porze będziemy się pakować!! Nie mogę się doczekać :)

poniedziałek, 4 maja 2015

Dzień Polonii

Czy wiecie, że na 2 maja przypada Dzień Polonii i Polaków za granicą?

Przyznam się, że ja, nie miałam o tym zielonego pojęcia. Zostałam oświecona dopiero w sobotę rano, gdy w Klubie Polki na Obczyźnie, zrodził  się spontaniczny pomysł stworzenia krótkiego filmiku, by upamiętnić jakoś to nasze małe święto.