wtorek, 10 marca 2015

Wracamy do przedszkola. Chyba?! EDIT!!

Życie biegnie swoim torem. Wydaje mi się, że dopiero co witaliśmy nowy rok, a tymczasem marzec już się u nas na dobre zadomowił.

No właśnie marzec... Miesiąc,  który dla pierworodnego miał oznaczać powrót do przedszkola. W założeniu naszym, Stefano wraz z pierwszym czwartkiem trzeciego miesiąca roku miał powędrować się socjalizować. Pediatra poradziła jednak by odczekać jeszcze tydzień...odczekaliśmy (nierozsądne byłoby w tej sytuacji nie poczekać). Oto jednak godzina zero zbliża się nieuchronnie. Czwartek już wygląda zza rogu i się do nas nieśmiało uśmiecha.

Ja uśmiecham się do niego nieco mniej. Włączyło mi się czarnowidzenie. Mimo, iż miałam kilka miesięcy czasu aby uodpornić  mój umysł i przygotować się psychicznie na synowskie choroby, związane z uczęszczaniem do placówki oświatowej, to nie potrafię tak po prostu się z tym pogodzić. Wiem, że czeka nas jeszcze niejedna choroba. Chcę jednak mocno wierzyć, że Ste wróci w piątek z przedszkola w stanie nie gorszym jak ten w jakim go poślemy w czwartkowy poranek. Szansa jedna na 1000!!

 Od połowy stycznia futrujemy Stefka tranem. Z początkiem marca doszedł Lantigen B, potocznie zwany szczepionką. Są to krople, których zadaniem jest immunostymulacja organizmu. Poleciła nam je znajoma. Szczerze? Oboje z mężem jesteśmy bardzo sceptycznie nastawieni do tego typu produktów. Nie do końca wierzę w ich cudotwórcze działanie, ale jak to mówią ''tonący brzytwy się chwyta'' a my w tym roku naprawdę już kilkukrotnie ''tonęlismy''...w chorobach naturalnie! Stąd więc decyzja by skonsultować się w temacie z pediatrą. Wbrew temu co myśleliśmy, synowska pedatra (swoją drogą kobieta bardzo powściągliwa) nie odradziła nam podania wspomnianego specyfiku, twierdząc, że ''źle mu nie zrobi''.

 Niestety, trochę późno się ocknęliśmy a lantigen, jak każdy inny preparat tego typu, potrzebuję chwili by zacząć działać.

 Uwierzę jak zobaczę!!

*****

Poza tym weekend zapowiada się pracowicie. Wszak  oczekujemy zupełnie wyjątkowych gości. o których więcej dowiecie się już wkrótce.

*****

EDIT - Kochani, chciałabym sprostować to co wcześniej napisałam, bo wydaje mi się, iż nie wyraziłam się do końca jasno.

- Jeśli o pediatrę chodzi to Stefka w ogóle nie posłała by do żłobka. Co innego neuropsychiatra, która posłałaby go w pełnym wymiarze. My jesteśmy między młotem a kowadłem, bo rozwój psychiczny niestety nie zawsze idzie w parze z fizycznym.
- Na posłanie syna do żłobka nalega mój mąż. Absolutnie nam się nie spieszy, ale po 100 dniach nieobecności uruchamiana jest procedura ''dymisji'' z urzędu.
- Lantigen B podajemy (jeszcze 2 dni) nie po to by uchronić pierworodnego od chorób (moim zdaniem nie da się ich uniknąć), ale by spróbować ''przyhamować'' ich przebieg. Dopóki były to tylko przeziębienia (było ich 10, od września do listopada) to OK, ale z uwagii na dysplazję oskrzelowo-płucną zaczęły one niebezpiecznie, w tempie ekpsresowym, schodzić na oskrzela i prowokować astmatyczy kaszel. Astma do szczęścia nie jest nam potrzebna.

p.s.Dziękuję Wam za troskę i wszelkie wskazówki, ale niestety proponowane przez Was rozwiązania nie mają u nas racji bytu.

20 komentarzy:

  1. Widac, ze bardzo ufacie tej Pani Pediatrze. Ja licze sobie opinie lekarska, ale takze ufam instynktowi . Moim zdaniem za duzo sie zlego na swiecie dzieje, zeby w 100% ufac komukolwiek..czy to politykowi, czy lekarzowi.
    W powrocie do przedszkola nie poradze, bo jestem prawie pewna, ze cos podlapie.... chociaz zycze mu zdrowka jak najwiecej!!!!
    Oby szybko zawitala juz wiosna... wirusy a kysz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufamy bo mamy podstawy zeby ufac. Jest to pediatra z ogromnym doswiadczeniem, ktora bardzo ostroznie do wszystkiego podchodzi. To my zazwonilismy z pytaniem co to jest za produkt. Wytlumaczyla nam wyczerpujaco.Nie byla ani wyraznie 'za' ale tez stanowczo nie oponowala.
      Lantigen nie jest na recepte jak wiele innych tego rodzaju specyfikow.
      A, ze wirusy zlapie to jest bardziej niz pewne i normalne. Nie chodzi mi o to by nic nie lapal, ale wczesniaki niestety maja problemy z budowaniem odpornosci:'(

      Usuń
    2. Ewus, ale zeby zbudowac odpornosc musi troche pochorowac... poza tym przebywacie duzo na swiezym powietrzu?
      Chlopcy co chwile lapia jakiss wirusy, ale dwa- trzy dni I po krzyku. Tylko tak dziecko sie uodporni. Wiem, ze Stefcio urodzil sie wczesnie I, ze jestes przewrazliwiona na punkcie jego zdrowia ( z reszta jak kazda Mama!! ). Jak myslisz, ze nie jest gotowy jeszcze na przedszkole to go nie puszczaj. Ty wiesz najlepiej - nie lekarz... Ty jestes jego Mama :)

      Usuń
    3. Że przewrażliwiona jestem to wiem :) Gdyby to tylko było przerwrażliwienie. Na święzym powietrzu jesteśmy po kilka godzin dziennie. Stefi łąpie wirusy. Nie leczymy ich niczym. Jesteśmy naprawdę minimalistami - jedynym lekiem, który mamy dla syna jest paracetamol na gorączkę. Żadnych komercyjnych syropów, psikaczy do nosa czy spray na gardło.
      W szpitalu mówiono nam, że dzieci urodzone do 28 tc mają poważne problemy z odpornością. W pierwszym roku życia Ste miał domięśniowo podawane przeciwciała, bo sam nie potrafił ich wytwarzać i zwykły katar mógł dla niego oznaczać najgorsze. Coś mi się wydaje, że i teraz w temacie nie jest u nas najlepiej, ale absolutnie nie trzymamy go pod kloszem.

      Przyznam Ci się, że wiele mam wątpliwości, ale decyzji podjąć nie potrafię, bo jakakolwiek by nie była to zawsze będę miała przeciwko sobie jednego z lekarzy. Co ważniejsze rozwój fizycznyy czy psychiczny? Oba są ważne.

      Usuń
  2. Nie wiem, Ewa, a może naturalne produkty wzmacniające odporność? Takie 10000 % naturalne - pyłek kwiatowy!
    http://www.pasieka.rostkowski.info/pylek.html

    Albo mleczko pszczele, choć nie wie, czy na to mleczko dla synka nie jest za wcześnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tutaj sa produkty pszczele. Bratannica meza kiedys brala, ale nic jej nie pomagaly.
      Gdyby nie dysplazja oskrzelowo plucna to zapewne nic bysmy malemu nie dawali, ale jest jak jest...w grudniu niestety dotknelismy niebezpiecznej granicy...

      Usuń
    2. A probiotyki? Lyzka naturalnego miodu dziennie?

      Usuń
  3. Dziecko niestety musi się wychorować i tu Was nie pocieszę, sam aprzechodziłam straszne choróbska w pierwszym roku chodzenia do żłobka Lulci jak zapalenie śródmiąższowe płuc. Ale mocno trzymam kciuki by Ste z wirusami się zmierzył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietam Wasze zmagania z chorobami. Nie wiem czy dobrze kojarze, ze podaliscie Lulci tzw. ''szczepionke''. Wirusy na pewno beda, chcielibysmy uniknac jedynie akcji tkj w grudniu, ze Stefi ledwo oddychal.

      Usuń
    2. Wierzę Ci Ewciu i mam nadzieję, że takie ciężkie choróbska Was ominą.A my nawet imaliśmy się ziół zapisanych przez chinkę z medycyny naturalnej.

      Usuń
  4. Ja już nie ufam Naszej pediatrze, to przez nią Hania zaczęła łapać wirusy, kiedy to kazała podać antybiotyk, po którym w dodatku pojawiły się biegunki. Mogliśmy od razu zasięgnąć opinii innego pediatry, no ale cóż... drugim razem tak zrobiliśmy. Ja wciąż podaję Hani tran, do tego musy z malin, które przygotowałam jesienią, woda z cytrynką, kasza jaglana, codzienne spacery, częste wietrzenie mieszkania. Chorujące dziecko to coś okropnego, rodzicom serce pęka, że nie może tej choroby z dziecka zabrać na siebie, ten stres... Mam nadzieję, że Stefek poradzi sobie z wirusami. Trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza pediatra nie zapisala nam jeszcze ani jednego antybiotyku. Byla wrecz wkurzona gdy na pogotowiu dali synowi antybiotyk, a wiadomo jak sie antybiotyk zacznie trzeba go skonczyc. Zapalenia oskrzeli wyprowadzala nam inhalacjami. l

      Usuń
  5. Nam pediatra zasugerowała powrót do przedszkola dopiero po Wielkanocy. Okres zachorowań jeszcze nie minął, a na samą myśl o kolejnej jelitówce robi mi się niedobrze. Chcąc, nie chcąc, wolimy poczekać.

    Bardzom ciekawa tych wyjątkowych gości:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć już jadą :)

      Sabina ja mam wiele wtpliwości. Pediatra jest na nie. Neuro i logopeda naciskają. A i dzownili juz do nas z urzędu miasta, że po 100 dniach nieobecności podejmują procedurę wykreślenia z urzędu (jesteśmy już bardzo blisko tej granicy).

      Usuń
    2. Wierzę, my dopiero drugi tydzień przekroczyliśmy, więc mamy trochę czasu. Pediatra ma swoje racje, a logopeda i neuro swoje, więc jak tu wybrać. Sama nie wiem, co bym zrobiła...

      A z goścmi (szczególnie jednym z nich) za bardzo nie plotkuj;).

      Usuń
  6. jeśli chodzi o system odpornościowy, to ostatnio pisałam artykuł na temat działania colostrum na system odpornościowy. wiadomo, że maluchy otrzymują odporność z pierwszym mlekiem matki, więc może warto zastanowić się nad podaniem tego melka w innej formie? nie wiem na ile to działa, bo opierałam się tylko na badaniach(które są obiecujące), a nie własnych doświadczeniach, ale lekarz pewnie by coś doradził.

    OdpowiedzUsuń
  7. Musicie wybrać sami i zdecydować co wg was będzie najlepsze...Mi Dasiek chorował non stop do 5 roku życia, z chłopców chorobami też wciąż się męczę, ale u nas to grypa, przeziębienia i angina...

    OdpowiedzUsuń
  8. Całkiem niedawno pisałam o tym jak wzmacniamy odporność u naszych dziewczyn. W tej liście jest również tran bo uważam, że on działa cuda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietam Twój post - my z tranem zaczęlismy nieco późno, nie jest on tutaj tak rozpowszechniony jak w Polsce. Wydaje mi się, że pisałaś również o dwóch innym produktach, w tym Ismigenie. Lantigen B to właśnie coś na ten wzór.

      Usuń
  9. No niestety z jednej strony przedszkole równa się choroby, z drugiej dzieci tak je lubią... No i pytanie czy unikając przedszkola uda się uniknąć chorób??? Próbujcie dalej z lekarstwami - oby się sprawdziły.

    OdpowiedzUsuń