czwartek, 5 marca 2015

Dzień Teściowej???

   Obiło mi się gdzieś o oczy, że podobno dziś Dzień Teściowej. No i jak w takim wypadku nie poświęcić jej kilku słów na blogu? Mężowska rodzicielka była już kiedyś bohaterką moich wypocin, np. tu. Tekst poniższy proszę odbierać z lekkim przymrużeniem oka ;)

 Moja teściowa jest z gatunku tych co ''dasz palec, chcą całą rękę''. Naszą obecność w jej życiu bezpiecznie dozujemy. Co mam na myśli? Cotygodniowe zaproszenie na niedzielny obiad - staramy się nie wyrażać chęci na udanie się na takowy dwa razy z rzędu. Grozi to bowiem niebezpiecznym zakorzenieniem się w głowie mężowej mamy myśli, że teraz to już co tydzień będziemy przychodzić. A my jednak nie chcemy by było to takie oczywiste, chcemy czuć się wolni w podejmowaniu decyzji i uchronić teściową od rozczarowania gdy nasze plany są inne.

   Teściowa łatwo nie daje za wygraną...już w sobotę rano dzwoni z pytaniem o niedzielny obiad. Co by M. nie wymyślił w odpowiedzi, to rozmowa i tak zakończy się stwerdzeniem teściowej, iż ''zdzwonimy się później''...Jeśli i później nasza odpowiedź nie jest zadowalająca, teściowa deklaruje, że ''jutro rano dacie mi odpowiedź'' Twarda sztuka, co? No, ale i my twardzi jesteśmy i niedzielnego poranka ponownie odrzucamy zaproszenie (M. ze spokojem, ja już z lekka podirytowana). Ostatecznie, zwykle kończy się na tym, że dostajemy obiad na wynos. Jest to wygodne. Nie ukrywam i nie narzekam, ale czasami zadajemy sobie pytanie czy oby mężowa mama nie uważa, że w Polsce niedziela to cotygodniowy dzień głodzenia rodziny i jak ona nam żarcia nie przygotuje to z głodu poumieramy?

   Druga kwestia to dogadać się z teściową? Zapewniam, iż nie chodzi tu o barierę językową, bo problemy z dogadaniem się z rodzicielką ma jej własny syn. Ich rozmowy telefoniczne powinny stać się scenkami z kabaretu. Zapewniam, iż nie jeden ze śmiechu by się po podłodze turlał.

-To co przyjdziecie jutro na obiad?
- Nie wiem jeszcze jakie mamy plany...a F. z rodziną (szwagier) będą?
- Tak, tak...bo w niedzielę jadą do Mediolanu i ich nie będzie?
- ???
- No, w niedziele jadą do Mediolanu...i dalej ble ble ble...
- Mama, mama, mamaaaa...Jutro jest niedziela!!
- Przecież wiem...
- Skoro wyjeżdzają to ich nie będzie!
- Dlaczego? Przecież za tydzień jadą!
- :D


*****

Więc, któregoś dnia spotkałam ją na poczcie i mówiła, żeby Ciebie pozdrowić!! - Ok, ale kto, co, gdzie, kiedy i jak?


*****

- Jutro idę na pogrzeb...
- Ok, wydusza z siebie mój mąż (w myśl zasady, że im mniej informacji tym lepiej).
'Pamiętasz tą co mieszkała tam, obok, tamtego...no wiesz gdzie.... ale później się przeprowadziła gdzie indziej bo wyszłą za mąż za tego, co to był znajomy znajomego, Twojej babci krewnego? - nie daje za wygraną  teściowa.
- Nie znam, nie pamiętam, a co, zmarła?
- Nieeee...jej krewny
- :D

A na sam koniec, wszystkim teściowym świata życzę: zdrowia, wiele radości, miłości, ogromnych pokładów cierpliowści i zrozumienia dla tych głupsiomądrych synowych, co to nic nie potrafią!! ;)

20 komentarzy:

  1. Ja się domagam dnia synowej i marmurowego posągu dla każdej dziewczyny, która synową jest... Mnie powinni postawić jeszcze zanim wyszłam za mąż...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewa.... jak Ty masz dobrą teściową :) Dobry człowiek,
    a że nawet dobry człowiek bywa pod różnymi względami drażniący, to inna sprawa.
    Fajną ma Stefi babcię :)
    Natchnęłaś mnie tym postem i wkrótce skrobnę coś o mojej teściowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie śmiałabym twierdzić inaczej, choć to drażnienie jest czasami wyjątkowo mocno odczuwalne. Myśle, że gdybym mieszkała z teściową pod jednym dachem to nasze współżycie nie układałoby się najlepiej.

      Usuń
  3. Ja o swojej skrobać nie będę,bo byłby to post z samymi nie cenzuralnymi słowami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co nieco kojarzę z wcześniejszych postów.

      Usuń
    2. Podpisuję się pod Szczyptą. Mam tak samo...

      Usuń
  4. Gdyby moja teściowa mieszkała blisko, na pewno mielibyśmy z nią podobne problemy:).

    A te rozmowy telefoniczne między teściową, a synem u nas wyglądają podobnie:).

    Niech żyją teściowe!

    P.S. Mnie też zainspirowałaś, ale nie do wpisu o teściowej:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Sabina, teraz zachodzę do głowy czym takim Ciebie zainspirowałam. Bezsenna noc przede mną jak nic, proszę nie daj mi się tak męczyć :D

    p.s.zapisam się w końcu do Klubu Polki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, już wiem i dziękuję, że nie dałaś mi długo czekać na odpowiedz :)

      Usuń
    2. Widziałam, bardzo się cieszę! Wiesz o tym, że po Tobie będę ja, więc musisz mi posłać maskotki:).

      Usuń
  6. Moja teściowa nas dawkuje dość sporo, czym rzadziej tym lepiej bo ostatnio tej części rodziny przetrawic nie mogę :/
    Masz zakręconą teściową zupełnie jak mój tata :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O, nie wiedziałam :D w kwestii ostatniego punktu nasze teściowe są całkiem podobne. Gdy tylko zaczyna gadkę o żonie kuzyna brata sąsiada przelaczam się na stand by :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudownia :D
    Moja niestety nie żyje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tym obiadkiem na wynos to bym nie pogardzila ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też mam w planie napisać o mojej teściowej notkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja na szczescie o swojej zlego slowa nie moge powiedziec. Owszem w ogien by skoczyla za swoim synem, ale mnie nie traktuje jak intruza, albo kogos kto ukradl jej syna :p traktuje mnie jak corke. Ja to mam szczescie!
    Pozdrowienia od f.blogerki z okolic Torino :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe czemu nie ma Dnia Synowej?
    No chyba że ten Dzień Teściowej to tak dla równowagi, bo niedawno 29 lutego był Dzień Chorób Rzadkich. No to zaraz później wrzucili Dzień Zaraz Częstych :P

    OdpowiedzUsuń