wtorek, 31 marca 2015

Czego brakuje Polce ''na wygnaniu''???

Twarogu!!

Zwykłego polskiego twarogu w kostce.

Odkąd pamiętam uwielbiałam biały ser. Na obczyźnie niestety próżno go szukać. Najbliższy polski sklep mam we Florencji lub Rzymie. Ostatnio jednak do Rzymu jeździmy jedynie na lotnisko, do Florencji jeszcze rzadziej.

Kilka miesięcy temu, szukając inspiracji na ciasto, zupełnie przypadkowo rzucił mi się w oczy pewien przepis -  Domowy twaróg. Maślanki jednak u nas nie doświadczysz, tak przynajmniej myślałam jeszcze tydzień temu, kiedy to w lodówce jednego z włoskich discontów dostrzegłam ''latte fermentato''. Bez chwili zawahania wzięłam dwie butelki i oto on:

twaróg domowy


Do tego kwaśna śmietana, rzodkiewka, szczypiorek...Niebo w gębie!! Mniam!!  Albo np. leniwe, wyszły pyszne...tylko syn nie wie co dobre i pogardził!!

czwartek, 26 marca 2015

Niespodziewana wizyta

Środa 9:30 odzywa się przeraźliwy dźwięk domofonu.

- Kto to, o tej porze???

Odbiera mąż, ja obserwuję z kanapy a syn ma totalnie  wylane na wszystko. Coraz bardziej zaskoczona mina męża powoduję, że i żona zaczyna się denerwować. Nagle pada ''proszę'' po czym M. wciska magiczny guziczek co to drzwi wejściowe odblokowuje. Mina ślubnego robi się coraz bardziej niewyraźna.

- Policja! Chcą z nami porozmawiać, rzuca M., w odpowiedzi na pytające spojrzenie żony.


- ...ale jak to policja? Co oni chca? Rozmawiać o czym? - tysiąc myśli na sekundę. Coś się komuś stało? - kolejno odlicz...raz....dwa...trzy, wszyscy jesteśmy w domu! Ufff.

Stefano, co żeś dziecko na mieście zmalował? Nie, po młodego też raczej nie przyszli - no niby mały terrorysta, ale przecież za ciągniecie matki za włosy, pomalowanie ściany kolorową kredą, zalanie komputera kawą, skoki z kredensu a nawet oberwanie krzaka przed domem, do kicia jeszcze nikogo nie wsadzili!

- Dzień dobry, uprzejmnie wita się uzbrojony Pan w mundurze.
- Dobry...o co chodzi?
- Nic szczególnego proszę się nie martwić,
odpowaida uśmiechnięty policjant, po czym zwaraca się do żony: - złożyła Pani podanie o włoskie obywatelstwo. Komenda Główna, na wniosek prefektury, zleciła nam weryfikację danych.

Zawód żony i męża? Jesteście Państwo małżeństwem? Adres zameldowania potwierdzony (siedziałam na kanapie z mokrymi włosami, w dresach uwalonych synowskim jedzeniem i kubkiem niedopitej kawy - cieżko by było o lepsze potwierdzenie mojego przebywania pod danym adresem).

- Dziękuje, miłęgo dnia :)

Ufff - ciśnienie wraca do normy!

p.s. Niby człowiek wie, że niczego nie zmalował, ale takie poranne odwiedziny zasiewają nutkę niepokoju!

poniedziałek, 23 marca 2015

Jedna ''jaszczurka'' wiosny nie czyni :D


   Odkad zamieszkałam na półwyspie, jednym z wyznaczników nadchodzącej wiosny stały się dla mnie jaszczurki. Nie zielona trwa, wszak zielona jest u nas cały rok. Nie przebiśniegi - nie za bardzo jest się w Umbrii przez co przebijać. Nawet nie mieniące się kolorowymi kwiatami drzewa...a właśnie one - jaszczurki. Któż lepiej niż one wyczuje ocieplający się klimat?!



Kiedyś ich nienawidziłam. Mimo, że to takie ''nic'' - małe, biegające z predkością światła stworzenie, uciekające na widok czy też odgłos ludzkich kroków to nazjwyczajniej w świecie się ich bałam.
U nas, jednakże trzeba liczyć się z tym, iż każde wyjście na spacer w okresie wiosna - jesień, najprawdopodobniej skończy się przynajmniej jednym spotkaniem pierwszego stopnia z ów gadami. Stopniowo przyzwyczajałam się do ich obecności pod każdym krzakiem, w każdej szczelinie, na każdej skale i strach zaczął przechodzić w obrzydzenie.

Anno Domini 2015 - po raz pierwszy usmiechnęłam się na widok jaszczurki przebiegającej mi koło buta!!



Pierwszą w tym roku, przyuważyłam już z miesiąc temu...no, ale jedna JASZCZURKA wiosny nie czyni :D Niestety dwie też nie!! Ale jak już zaczyna się ich robić tyle, że widzisz je dosłownie wszędzie a na spacerze musisz uważać aby gadom ogona nie przydeptać to chyba mogę napisać, iż zagościła u nas wiosna.

Nareszcie!! Siiii!! W samą porę bo akurat, kilka dni temu, pierworodnemu u kurtce termicznej padł suwak.

Wiosna daje mi energię. Uwielbiam podciagać rano rolety i wpuszczać do mieszkania promienie słoneczne - aż buzia sama się śmieje. Lubię czas gdy balkon można wykorzystać do celów innych niż sprzątanie i rozwieszanie prania.

A syn...nie ma takich słów by opisać jego radość gdy mamuśka pierwszy raz pozwoliła wyjść na taras bez kurtki i czapki!!

Słońce daje mi niezłego kopa do działania. Pozytywnie mnie nastraja. Otwarte okna, kawka, muzyka, miotła w łąpę - ach!!

Lubicie stokrotki?



Jeśli tak, to wpadajcie bo stokrotek ci u nas dostatek. Komu wianek? :)



Jakoże mi zawsze mało to teraz niecierpliwie czekam na lato i wakacje.

Wczasy zaklepane już od połowy lutego. Ostatecznie, po raz trzeci z rzędu, jedziemy do Toskanii, nad morze Tyreńskie. Miejsce sprawdzone, przyjazne dzieciom - klik Cena bardziej niż przystępna (w tym okresie). Dzikich tłumów również raczej nie będzie, gdy jedziemy poza sezonem (rok szkolny w Umbrii kończy się 10 czerwca). Oby tylko pogoda dopisała.

Wyklarowały się i założenia na odwiedzenie maminej ojczyzny. Pierworodny jeszcze nigdy nie był w Polsce latem. Czas to zmienić!! Nasze plany robią się coraz bardziej wyraźne. Baaa, powiem więcej - zarezerwowaliśmy bilety!! Lecimy z pierworodnym 30 czerwca, tatu (miano jakim syn obdarzył swojego rodziciela) doleci do nas w połowie lipca, na ostatni tydzień naszego pobytu na kociewskiej ziemii.

Są emocję. Radość nieco zaburza fakt samotnej mojej podróży z tym naszym małym uparciuchem. Wciąż w pamięci mam nasze ostatnie podróże samolotem...co jak będę musiała iść do toalety itp...
Pełna jestem obaw jak poradzę sobie sama na Dworcu Centralnym w Warszawie. Dziecko, walizka, torba, plecak. Na lotnisku wpakuje się w taxi i sru na dworzec, a na centralnym będzie jazda bez trzymanki. Oby wszystkie windy działały, bo w innym wypadku nie wiem jak dostanę się z całym taborem na peron. Najwyżej zatrudnie jakiegoś SOKowca, no chyba, że ktoś się na ochotnika pisze jako tragaż?! :D

Jakoże udało nam się nieco zaoszczędzić na powyższych wyjazdach, zwłaszcza biletach lotniczych do Polski, możliwe, że uda się nam również wyrwać na city break.
 Podobnie jak w grudniu lecimy włoskim przewoźnikiem narodowym czyli Alitalia, co oznacza wliczone w cenę bagaże, brak opłaty transakcyjnej, możliwość wybrania miejsca do siedzenia, priorytetowe odprawianie dzieci.
 Sama niedowierzam, iż  za 3 bilety  w wakacje (tam i powrót) zamknęliśmy się w kwocie niższej niż 170 euro (wykorzystaliśmy 3 vouchery, każdy od wartości 50 euro i nawet ostał nam się jeden). Oferta economy base!!  Gdyby nie bony, które wybralismy za punkty z jednego z programów lojalnościowych do których należymy to i tak cena 320 euro, na naszej trasie, za 3 osoby byłaby wysoce korzystna - Wizzairem do Gdańska, już za 2 osoby wyszłoby nam ponad 500 euro. Linie low cost powariowały, słowo daje!! Jedyny szkopuł to fakt, iż z Wawy musimy złapać pociąg na pomorze. Śmiem jedank twierdzić, iż opłata ze bilety nie wyniesie 370 euro!!

Teraz pozostaje jedynie czekać i odliczać!!


A takie sobie dziś selfie z synem strzeliliśmy.  Prawie się w kadrze zmieściliśmy :)






środa, 18 marca 2015

Smutek i Plotkara w Perugii

- Smutek, Smutek chyba jesteśmy na miejscu. Gotowy jesteś? Popraw kapelusz, bo trochę krzywo Ci leży i uśmiechnij się przyjacielu. Musimy zrobić dobre wrażenie na nowych gospodarzach.
- No już dobrze Plotkaro.Czy Ty zawsze musisz tyle gadać? Uszy mi już puchną od tego ciągłego   jazgotu. Kapelusz prosto?
- Może być...a gadam bo się przejmuję wszak przyjechaliśmy tu z misją specjlaną...
- Pamietam, pamiętam zbieramy pieniądzę na realizację projektu naszego  największego przyjaciela - pana Zbyszka Stanisławskiego.
- Dokładnie...a jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli będziemy sławni na całym świecie :)
- Ciiii, słyszysz?
- Papier...rozrywają papier. Ok, uśmiech 102 i wyskakujemy.


*****

Lacugnano i Colle della Trinità

- Apeniny, zielone piękne Apeniny - widzisz je?
- yhhh, leniwie ziewnął w odpowiedzi Smutek. Ja to bym się najchętniej zdrzemnął. Cały dzień w podróży, jestem wykończony.
- To Ty się misiek, połóź...a ja lecę w góry plotek nasłuchiwać...znaczy się materiały do następnego artykułu będę zbierać ;), wesoło zarządziła Plotkara i szybko wyfrunęła przez uchylone okno.

*****

- Jesteś w końcu...moja droga, gdzie my trafiliśmy - sporty ekstremalne będziemy uprawiać! Co za emocje...
- Że co?
- Sporty ekstremalne...no wiesz skok ze spadochronem, rafting...
- O nie, ja się na to nie piszę...mam lęk wysokości i w ogóle to boję się latać, przeraziła się Plotkara.
- Co Ty za głupoty opowiadzasz? Lęk wysokości? Latać się boisz...przecież Ty jesteś  muchą, skrzydła masz...przebywane w powietrzu to Twoje życie, z dezaprobatą pokręcił głową Smutek.
- Niech Ci będzie, ale proszę opowiedź mi dokładnie jak dowiedziałeś się o tych sportach ektremalnych.
- Podsłuchałem...tzn. nie mogłem zasnąć i przypadkowo usłyszałem jak szeptali, że ten mały w okularach to ekstremalny jest i...
- Uffff...wszystko jasne!!- ???- Nie ekstremalny a skrajny...on jest skrajny wcześniak, czytałam kiedyś na blogu u jego mamy.
- Czyli co, nie będzie skoku ze spadochronem, Smutek wydawał się wyraźnie zawiedziony.
- Raczej nie, odetchnęła z ulgą mucha.

*****

- Uuuuu, co tu tak trzęsie? Gdzie my jesteśmy?- Coś mi się mocno wydaje, że w plener jedziemy...

- Zobacz, co to jedzie...już wiem jesteśmy w wesołym miasteczku. Hurra!!
 - Smutku, po raz kolejny muszę niestety Ciebie rozczarować. To nie jest lunapark, to minimetrò, taki jakby autobus w postaci kolejki trakcyjnej. Podobno jedyny w Europie.
- Mini co? Metro? A ja myślałem, że metro to pod ziemią jeździ?
- Niby tak, ale już Ci kiedyś wspominałam, że Włosi to jacyś dziwni są.

*****

- Piazzale della Cupa? Smutek, powiedz proszę, że się przesłyszałam i nikt tu o kupie nie wspominał? Ty rób jak chcesz, ja tam żadnej kupy oglądać nie zamierzam, zostaję w samochodzie i koniec, zdenerwowała się Plotkara.
 - Jestem pewien, że można to jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Postaram się czegoś dowiedzieć od ektremelanego...Upsss, zasnął, ale mucho panikaro wyjrzyj przez okno i zobacz właśnie przejeżdzamy koło całej tej ''kupy''.
 - Phhh, też ci pomysł aby parking ''kupą'' nazywać, obruszyła się Plotkara.

*****

- Ratunku...ratunku...Smutek, pomocy - ''ekstremalny Stefanek'' skrzydła mi ręka przygniótł!!
- Cicho, chyba się zatrzymujemy, powinniśmy być już w centrum miasta, zarządził miś. Zaraz chwileczkę...i to ma być centrum miasta???
- Nie, coś mi mówi, że centrum jest o tam, popatrz, wskazała łapką mucha.Smutek delikatnie i uniósł głowę i załamany odrzekł: - Ohhh nie, moje biedne schorowane nogi  nie dadzą rady wspiąć się taki kawał w górę.
- Dobre sobie, biedne schorowane nogi czy biedny, przejedzony brzuch?...śmiała się w głos Plotkara.
Urażony prze przyjaciółkę Smutek, nieco podupadł na humorze. Szybko go jednak odzyskał widząc, że jego biedne kończy nie ucierpią na wspinaczce do centrum. - Winda, schody ruchome...uwelbiam Włochów, wykrzyczał z uśmiechem.



Coż za widoki!! O tam w oddali, ta mała biała plamka to Asyż, zachwycała się Plotkara. 


Jest i Bazylika San Domenico, wtórował skrzydlatej koleżance Smutek.

Galleria Nazionale dell'Umbria.


Marmurowa Fontana Maggiore z XIII wieku zdobi jeden z główych placy w centrum miasta. 



- Smutek, jaki jest Twój znak zodiaku?
- Nie mam pojęcia, musiałbym Magdę zapytać. A dlaczego pytasz?
- No bo widzisz, tam u dołu fontanny są między innymi przedstawione wszystkie miesiące wraz ze znakami zodiaku.


- Chocostore? Czy ja dobrze rozumiem, że to choco to od czekolady?...zapytał już nieco rozmarzony misiu.
- Chwileczka....zapytam gospodarzy, odparła Plotkara. Mniam, mniam...a to ciekawe! Smutek nie uwierzysz!! Co roku w październiku, w Perugi odbywa się festiwal czekolady - Eurochocolate.

Gryf i Lew to symbole miasta.




Pełno tu łuków i wąskich uliczek.  




Acquedotto z XIII wieku, orginalnie to właśnie on był odpowiedzialny za doprowadzonie wody do fontanny. Nieco przebudowany, obecnie stanowi 3km ścieżkę dla pieszych,



Arco Etrusco, jedna z siedmiu bram wjazdowych do centrum miasta, powstała w IIIw. p.n.e.


Ostatni rzut oka na Piazza IV Novembre z Palazzo dei Priori, Fontana Maggiore i Duomo.


- Smutku...znalazłam informację, która na pewno Ciebie zainteresuje, rzekła tejemniczo Plotkara.
- Co to takiego...proszę, nie trzymaj mnie więcej w niepewności.
- Właśnie wyczytałam, że w mieście jest fabryka czekolady ''Perugina'', znana przede wszystkim z pysznych czekoladek ''Całusów'' - Baci...i co więcej gospodarze zadeklarowali, że jutro nam ją pokażą z bliska!!
- Zobaczyć prawdziwa fabrykę czekolady to coś o czym zawsze marzyłem, rozmarzył się Smutek.




 Na koniec piątkowej wędrówki nie mogło zabraknąc Rocca Paolina, szesnastowiecznej fortecy wybudowanej na polecenie papieża Pawła III.



Panorama miasta z Monte Pulito.


Stefano w akcji i próba porwania małych bokaterów ;)

Mama Ewa i ekstremalny syn Stefano :)

Ciao ciao kochani nasi podróżnicy. Czujemy się zaszczyceni, że mogliśmy Was gościć, jednocześnie życzymy Wam dalszej szczęsliwej podróży. 

Smutku, Plotkaro...podabało Wam się w Perugii??? Smutku, zanum odpowiesz mamy dla Ciebie mała niespodziankę...

Bacetti, Perugina 

Jak myślicie podobało się Smutkowi u nas? :D


Tymczasem nasi  mali bohaterowie są już w drodze do Genui. Wypatrujcie ich na blogu Sabiny.

czwartek, 12 marca 2015

Gość w dom, Bóg w dom czyli Smutek z Plotkara Polki odwiedzają :)


Smutek z Plotkarą Polki odwiedzają :)


 Miś Smutek i Mucha Plotkara to postaci z filmu,
nad którym pracuje pan Zbyszek Stanisławski.

 Po obejrzeniu reportażu o trudnej sytuacji pana Zbyszka,
wspaniałego animatora wielu polskich bajek,
między innymi asystenta reżysera, pana Władysława Nehrebeckiego
w filmie "Wielka Podróż Bolka i Lolka",

postanowiliśmy wysłać w świat szydełkowe lalki.

Miś Smutek chodzi trochę zaspany, 
ale przy swojej towarzyszce podróży na pewno szybko się ocknie. 
Mucha Plotkara bowiem to żwawa redaktorka, 
która rozpuszcza plotki w swojej plotkarskiej gazecie.
Smutek i Plotkara objadą cały świat dookoła, 
rozpoczynając swoją podróż w Rzymie, zwiedzą całą Europę,
następnie pojadą na południe Afryki, stamtąd do Ameryki Południowej, Ameryki Płn.,
później do Azji, Australii i Nowej Zelandii, skąd przez Bliski Wschód wrócą do Polski.
Zwiedzą kilkadziesiąt krajów, a przyjmowani będą przez Klubowiczki i Piotra.


Trasa podróży


 W każdy miejscu zrobią sobie kilka zdjęć, nakręcą krótki film i pojadą dalej.
Ze zdjęć powstanie album, który zostanie wystawiony na licytację na rzecz filmu pana Zbyszka,
 a z filmików jeden film z całej podróży.

Relacje z ich podróży możecie śledzić na naszym blogu a także na:
Twitterze: Klub Polki
Instagramie: Klub Polek
Więcej o filmie "Planeta Wyobraźni" możecie przeczytać TUTAJ.

*powyższy opis pochodzi z oficjalnej strony Klub Polki na Obczyźnie

Nasi przemili bohaterowie dotarli niedawno do Perugii. Smutek zmęczony podróżą postanowił się zdrzemnąć. A Plotkara, jak na prawdziwą dziennikarę przystało, poleciała w Apeniny plotek nasuchiwać...znaczy się materiałów szuka :)




Realacja z pobytu w zielonej Umbrii już wkrótce.
Tymczasem na blogu Klub Polki na Obczyźnie jest już sprawozdanie ze zwiedzania Rzymu, na które gorąco zapraszam :)



wtorek, 10 marca 2015

Wracamy do przedszkola. Chyba?! EDIT!!

Życie biegnie swoim torem. Wydaje mi się, że dopiero co witaliśmy nowy rok, a tymczasem marzec już się u nas na dobre zadomowił.

No właśnie marzec... Miesiąc,  który dla pierworodnego miał oznaczać powrót do przedszkola. W założeniu naszym, Stefano wraz z pierwszym czwartkiem trzeciego miesiąca roku miał powędrować się socjalizować. Pediatra poradziła jednak by odczekać jeszcze tydzień...odczekaliśmy (nierozsądne byłoby w tej sytuacji nie poczekać). Oto jednak godzina zero zbliża się nieuchronnie. Czwartek już wygląda zza rogu i się do nas nieśmiało uśmiecha.

Ja uśmiecham się do niego nieco mniej. Włączyło mi się czarnowidzenie. Mimo, iż miałam kilka miesięcy czasu aby uodpornić  mój umysł i przygotować się psychicznie na synowskie choroby, związane z uczęszczaniem do placówki oświatowej, to nie potrafię tak po prostu się z tym pogodzić. Wiem, że czeka nas jeszcze niejedna choroba. Chcę jednak mocno wierzyć, że Ste wróci w piątek z przedszkola w stanie nie gorszym jak ten w jakim go poślemy w czwartkowy poranek. Szansa jedna na 1000!!

 Od połowy stycznia futrujemy Stefka tranem. Z początkiem marca doszedł Lantigen B, potocznie zwany szczepionką. Są to krople, których zadaniem jest immunostymulacja organizmu. Poleciła nam je znajoma. Szczerze? Oboje z mężem jesteśmy bardzo sceptycznie nastawieni do tego typu produktów. Nie do końca wierzę w ich cudotwórcze działanie, ale jak to mówią ''tonący brzytwy się chwyta'' a my w tym roku naprawdę już kilkukrotnie ''tonęlismy''...w chorobach naturalnie! Stąd więc decyzja by skonsultować się w temacie z pediatrą. Wbrew temu co myśleliśmy, synowska pedatra (swoją drogą kobieta bardzo powściągliwa) nie odradziła nam podania wspomnianego specyfiku, twierdząc, że ''źle mu nie zrobi''.

 Niestety, trochę późno się ocknęliśmy a lantigen, jak każdy inny preparat tego typu, potrzebuję chwili by zacząć działać.

 Uwierzę jak zobaczę!!

*****

Poza tym weekend zapowiada się pracowicie. Wszak  oczekujemy zupełnie wyjątkowych gości. o których więcej dowiecie się już wkrótce.

*****

EDIT - Kochani, chciałabym sprostować to co wcześniej napisałam, bo wydaje mi się, iż nie wyraziłam się do końca jasno.

- Jeśli o pediatrę chodzi to Stefka w ogóle nie posłała by do żłobka. Co innego neuropsychiatra, która posłałaby go w pełnym wymiarze. My jesteśmy między młotem a kowadłem, bo rozwój psychiczny niestety nie zawsze idzie w parze z fizycznym.
- Na posłanie syna do żłobka nalega mój mąż. Absolutnie nam się nie spieszy, ale po 100 dniach nieobecności uruchamiana jest procedura ''dymisji'' z urzędu.
- Lantigen B podajemy (jeszcze 2 dni) nie po to by uchronić pierworodnego od chorób (moim zdaniem nie da się ich uniknąć), ale by spróbować ''przyhamować'' ich przebieg. Dopóki były to tylko przeziębienia (było ich 10, od września do listopada) to OK, ale z uwagii na dysplazję oskrzelowo-płucną zaczęły one niebezpiecznie, w tempie ekpsresowym, schodzić na oskrzela i prowokować astmatyczy kaszel. Astma do szczęścia nie jest nam potrzebna.

p.s.Dziękuję Wam za troskę i wszelkie wskazówki, ale niestety proponowane przez Was rozwiązania nie mają u nas racji bytu.

piątek, 6 marca 2015

Autyzm poszczepienny

   Bez obaw, nie będzie do kolejny post z cyklu moda na nieszczepienie lub moda na szczepienie. Nie będę nikogo do niczego przekonywać...produkować się ''za'' i ''przeciw'' szczepieniom. Ja szczepię (szczepienia obowiązkowe i zalecane), bo uznałam, że ktoś bardziej kompetentny w temacie uznał, iż tak jest lepiej dla naszych dzieci. Nie posiadam wystarczającej wiedzy aby  z całą świadomością podważyć powyższą tezę. Lekarzem nie jestem i już dobrych kilkanaście lat temu wyrosłam z zabawy w lekarza. Skąd post? Już wyjaśniam.

Kilka dni temu przeglądając włoską prasę natknęłam się na pewien artykuł traktujący wspomniane zagadnienie.


Najpierw cofnijmy się jednak w czasie:

  Zapewne ogromna większość rodziców pamięta alarm podniesiony w 2012 roku, kiedy to pewien włoski sąd przyznał rodzicom autystycznego chłopca, ogromne odszkodowanie jako rekompensatę powikłań poszczepiennych. Wyrok ten, jako historyczny - pierwszy w swoim rodzaju, momentalnie obiegł świat i stał się punktem odniesienia w innych sprawach cywilnych. Społeczność stwerdziła, iż jednak jakiś ''diabeł'' w tych całych szczepieniach MPR siedzi i moda na nieszczepienie nabrała na sile.


No to teraz krótkie pytanie, ilu z Was słyszało, iż wyrok ten został uchylony???

Dokładnie 13 lutego bierzącego roku, Sąd Apelacyjny w Bolonii orzekł brak związku przyczynowego pomiędzy szczepieniem a autyzmem. Przedstawione kilka lat wcześniej dowody zostały zmiażdżone. Opierały się one bowiem na badaniach angielskiego lekarza Wakefild'a, zaprezentowanych w jednym z napisanych przez niego artykułów, wkrótce wycofanego przez współautorów. Fama jednak poszła w świat.



Moja refleksja w temacie? Wyrok przyznający odszkodowanie obiegł cały świat w kilkanaście godzin. Czyż nie powinno być podobnie z wyrokiem go uchylającym???  Tymczasem minął już prawie miesiąc a w internecie nie sposób znaleźć o tym choćby niewielką wzmiankę (poza włoską prasą).

Na potwierdzenie, iż nie wyssałam sobie wszytskiego z palca podaję link do jednego z włoskich dzienników - link


p.s. Absolutnie nie chcę wywołać tu dyskusji przeciwników i zwolenników szczepień. Jest to jedynie post informacyjny i chciałabym aby takowym pozostał.


czwartek, 5 marca 2015

Dzień Teściowej???

   Obiło mi się gdzieś o oczy, że podobno dziś Dzień Teściowej. No i jak w takim wypadku nie poświęcić jej kilku słów na blogu? Mężowska rodzicielka była już kiedyś bohaterką moich wypocin, np. tu. Tekst poniższy proszę odbierać z lekkim przymrużeniem oka ;)

 Moja teściowa jest z gatunku tych co ''dasz palec, chcą całą rękę''. Naszą obecność w jej życiu bezpiecznie dozujemy. Co mam na myśli? Cotygodniowe zaproszenie na niedzielny obiad - staramy się nie wyrażać chęci na udanie się na takowy dwa razy z rzędu. Grozi to bowiem niebezpiecznym zakorzenieniem się w głowie mężowej mamy myśli, że teraz to już co tydzień będziemy przychodzić. A my jednak nie chcemy by było to takie oczywiste, chcemy czuć się wolni w podejmowaniu decyzji i uchronić teściową od rozczarowania gdy nasze plany są inne.

   Teściowa łatwo nie daje za wygraną...już w sobotę rano dzwoni z pytaniem o niedzielny obiad. Co by M. nie wymyślił w odpowiedzi, to rozmowa i tak zakończy się stwerdzeniem teściowej, iż ''zdzwonimy się później''...Jeśli i później nasza odpowiedź nie jest zadowalająca, teściowa deklaruje, że ''jutro rano dacie mi odpowiedź'' Twarda sztuka, co? No, ale i my twardzi jesteśmy i niedzielnego poranka ponownie odrzucamy zaproszenie (M. ze spokojem, ja już z lekka podirytowana). Ostatecznie, zwykle kończy się na tym, że dostajemy obiad na wynos. Jest to wygodne. Nie ukrywam i nie narzekam, ale czasami zadajemy sobie pytanie czy oby mężowa mama nie uważa, że w Polsce niedziela to cotygodniowy dzień głodzenia rodziny i jak ona nam żarcia nie przygotuje to z głodu poumieramy?

   Druga kwestia to dogadać się z teściową? Zapewniam, iż nie chodzi tu o barierę językową, bo problemy z dogadaniem się z rodzicielką ma jej własny syn. Ich rozmowy telefoniczne powinny stać się scenkami z kabaretu. Zapewniam, iż nie jeden ze śmiechu by się po podłodze turlał.

-To co przyjdziecie jutro na obiad?
- Nie wiem jeszcze jakie mamy plany...a F. z rodziną (szwagier) będą?
- Tak, tak...bo w niedzielę jadą do Mediolanu i ich nie będzie?
- ???
- No, w niedziele jadą do Mediolanu...i dalej ble ble ble...
- Mama, mama, mamaaaa...Jutro jest niedziela!!
- Przecież wiem...
- Skoro wyjeżdzają to ich nie będzie!
- Dlaczego? Przecież za tydzień jadą!
- :D


*****

Więc, któregoś dnia spotkałam ją na poczcie i mówiła, żeby Ciebie pozdrowić!! - Ok, ale kto, co, gdzie, kiedy i jak?


*****

- Jutro idę na pogrzeb...
- Ok, wydusza z siebie mój mąż (w myśl zasady, że im mniej informacji tym lepiej).
'Pamiętasz tą co mieszkała tam, obok, tamtego...no wiesz gdzie.... ale później się przeprowadziła gdzie indziej bo wyszłą za mąż za tego, co to był znajomy znajomego, Twojej babci krewnego? - nie daje za wygraną  teściowa.
- Nie znam, nie pamiętam, a co, zmarła?
- Nieeee...jej krewny
- :D

A na sam koniec, wszystkim teściowym świata życzę: zdrowia, wiele radości, miłości, ogromnych pokładów cierpliowści i zrozumienia dla tych głupsiomądrych synowych, co to nic nie potrafią!! ;)

wtorek, 3 marca 2015

Włochy i Włosi - intrukcja obsługi.

Z przymużeniem oka o tym co wybierający się do Włoch wiedzieć powinni :)

AUTOBUSY - zwykle zatrzymują się na żądanie. Obowiązkowe postoje są jedynie na tzw. pętlach autobusowych. Jeśli podczas pobytu w Italii zamierzasz korzystać z komunikacji miejskiej to już możesz ćwiczyć machanie - dokładnie jak na PKS za Polski Ludowej ;) Przyznam, iż ciężko było mi się do tego przyzwyczaić, początkowo czułam się jak blondynka-idiotka, która próbuje łapać autobus na stopa :D

ŚNIADANIE - typowo włoskie barowe śniadania są naprawdę smaczne, ale nie liczcie na to, iż się najecie. Śmiem twierdzić, iż ciepłe ''cornetto i cappuccino'' nie zaspokoją przeciętnego Polaka :)

źródło

 COPERTO - UWAGA, wciąż jeszcze wiele restauracji praktykuję ten, dla nas przedziwny, wytwór. ''Coperto'' to nie mniej nie więcej jak opłata (od osoby) pobierana za nakrycie, które w cenie swej zawiera między innymi sztućće, papierowy ''obrusik'', chleb itp. Jego wysokość powinna być podana w menu.
źródło



SERVIZIO - kolejna znienawidzona przez turystów (zapewniam, że przez Włochów również) opłata za podanie zamówienia do stolika. Także, zanim usiądziesz burżujsko do stolika w centrum Rzymu, zastanów się czy bardziej nie będzie Ci się opłacało wypić kawy na stojąco przy barze a kawałek pizzy wziąć na wynos i przydupnąć gdzieś na schodach w celu jej spożycia.

Caffè LATTE lub latte macchiato - popularny, zwłaszcza wśród pań, ciepły napój kofeinowy. Nadziało się ną niego już setki Polaków. Jeśli nie jesteś miłośnikiem mleka (latte - mleko), koniecznie dodaj słówko ''caffè''.  Moja siostra zabuliła za kubek mleka w Wenecji 4euro - będzie pamiętać do końca życia ;)

OKULARY PRZECIWSŁONECZNE - obowiązkowo o każdej porze roku. Słońce jest tu znacznie intensywniejsze niż w Polsce, więc jeśli nie chcecie dorobić się gratisowych zmarszczek od mrużenia oczu, okulary trzeba mieć i kropka. Powinny o tym pamiętać zwłaszcza osoby o jasnych oczach. Może zdarzyć się i tak, że nawet w nieco pochmurną pogodę okulary będą bardzo przydane - światło potrafi naprawdę razić i bez promieni słonecznych. Osobiście zdarzyło mi się zapomnieć okularów (w Polsce ich w ogólne nie używałam) w konsekwencji czego później walczyłam z nieprzyjemnym bólem oczu, który niekiedy przechodzi i w ból głowy.

źródło


PALIWO - co tu dużo pisać...jest jednym z najdroższych w Europie nad czym głęboko ubolewamy. Moja rodzina, jadąc do nas w odwiedziny tankuje do pełna w Austrii.

KAWA - to dla Włochów napój bogów. Od  małej czarnej dzień zaczyna każdy szanujący się półwsypiarz. Mała czarna ma tu znaczenie bardzo wymowne, gdyż kawy, przy dobrych wiatrach, jest na dwa łyki.  Espresso lub w domowych pieleszach moka (zwana w Polsce kawiarką). W tym aspekcie nie zdąrzyłam się jeszcze zitalianizować i nie prędko to nastąpi...polskie geny wyraźnie żądają półlitrowego kubka.  Jeśli i Ty chcesz aby napoju było wystarczająco dużo by sie nim delektować, poproś o caffé americano. Jako ciekawostkę dodam, iż w barach niekiedy do kawy serwowana jest szklanka wody mineralnej.

źródło
 W sekrecie zdradzę Wam, iż nienawidzę tego czegoś myć!!


LODY - są cudowne. Lodziarni jest cały wysyp...niektóre w asortymencie swym dyponują bagatela 100 gustami, które nie są nakładane gałkami a paletkami. Cena zależna jest od wielkości ''coppa'' (kubeczek/pudełeczko) lub ''cono'' (wafelek). Niech Was nie zdziwi jeśli obługa zapyta czy reflektujecie na ''panna'' czyli śmietanę. Malwina przybywaj :)


źródło

T-red - dobrze się zastanów zanim przejedziesz prez skrzyżowanie na czerwonym świetle. Jeśli się zdecydujesz to koniecznie się uśmiechnij, prawdopodobnieństwo, że właśnie robią Ci zdjęcie jest spore. Gdy przyjdzie mandat to zapewniam, iż nie będzie Ci do śmiechu - u nas w mieście to koszt bagatela 150 euro.

Ograniczenia w ruchu drogowym - wszyscy ''neopatentati B'' (posiadający prawo jazdy od mniej niż 3 lat) objęci są dodatkowymi restrykcjami dotyczącymi rozwijanej przez prowadzony pojazd prędkości, tj: na autostardach 100km/h a na drogach eksperesowych 90km/h.

Znajomość jezyków obcych - tym na pewno Włosi nie grzeszą. Z reguły są jednak bardzo uczynni i chętnie służa pomocą.

CHLEB BEZ SOLI I MASŁA - odwiedzając Umbrię i Toskanię sprawdzaj czy w składzie chleba jest ''sale''. We wspomnanych regionach tradycyjnie jada się chleb bez soli. Wbrew temu co kiedyś sądziłam, można się do tego przyzwyczaić. Podobnie z resztą jak i do nie używania masła. Włosi chleb smarują masłem wyłącznie pod marmoladę i łososia.

BEZPOŚREDNIOŚĆ - chcesz podpaść? zwróć się do czterdziestoletniej panny per Signora (Pani) :) Włosi są bardzi bezpośredni i wyluzowani...praktycznie wszyscy są ze sobą na ''Ty''. Nie zdziw się jeśli kilkuletnie dzieci znajomych będą mówić do Ciebie po imieniu.

PIZZA - słowa są zbędne.

źródło

POCIĄGI - bilety na pociągi regionalne z reguły tracą ważność dwa miesiące od daty emisji i 24h od skasowania (6h jeśli podróż trwa do 6h).  Dozwolone są przerwy w podróży. Jeśli bilet traci ważność podczas gdy jesteś już na pokładzie, możesz swobodnie dokończyć podróż...w tym wypadku przesiadka dozwolona jest tylko i wyłącznie jeśli jest konieczna na dokończenie podróży.
Bilety na pociągi z obowiązkową rezerwacją miejsc ważne są na konkretny pociąg. Można dokonywać zmian w rezerwacji.

Treno regionale źródło

Freccia rossa źródło

W internecie można znaleźć wiele atrakcyjnych ofert, które rządzą się jednak swoimi regułami, opisanymi w regulaminie taryfy.


Zakup od immigrantów - w okolicach głównych atrakcji turystycznych wszechobecni są immigranci kuszący zwiedzających ''towarami luksusowymi'' w niskich cenach...okulary przeciwsłoneczne od Armaniego za 10 euro...a może torebkę z Prady za 20? Uwaga, jeśli złapie Cię policja finansowa (guardia della finanza) mandat będzie dużo wyższy.

ROZMIAR - Jeśli jesteś szczęśliwą posiadaczką rozmiaru 36 a tu nagle nie ''wchodzisz'' w 38, nie załamuj się i poproś o 40tke. Bez obaw to nie makaron i pizza tak się utuczyły...to włoska rozmiarówka :)

BAGNO - to bynajmniej zaproszenie na błotne kąpiele i lecznicze masaże. Z powodzeniem jednak załatwisz tam podtrzebę fizjologiczną.

COLLAZIONE - jeśli zostałaś zaproszona na ''collazione'', nie wskakuj w ciuchy wieczorowe, wystarczy t-shirt i jeansy...no i lepiej by było gdybyś stawiła się na wyznaczonym miejscu o 8 rano, a nie 8 wieczorem...collazione = śniadanie

DIVANO - jeśli zaproponują Ci abyś spoczęła na ''divano'', nie rób wielkich oczu i nie rzucaj się na podłogę, bez wahania siadaj na kanapę. Jeśli pani domu pragnie pochwalić się nowym zakupem - tkanego ''tappeto'' nie szukaj go na śnianach, ale sprawdź czy aby na pewno dobrze wytarłeś buty ;)


niedziela, 1 marca 2015

Dopadł mnie...

Dziwne samopoczucie,

Brak humoru,

Smutek,

Wyrzuty sumienia...bo niby jaki ja mam powód by być smutna? Mam cudownego syna, kochającego męża. Nasze wakacyjne plany powoli się klarują. A jednak, czuję się zdołowana, wyzuta z pozytywnych emocji.

Niby chciałabym coś, a nawet wiele poczynić, a tak naprawdę to nie chce mi się nic!!

Od kilku dni czułam w piersiach, że oto nadchodzi. Gdy jednak w sobotę rano napadłam na męża, że ośmielił się zaproponować pomoc przy przebieraniu synu, byłam już pewną, że to on - PMS.

Nie znoszę się gdy dopada mnie w tak mocnej formie...najchętniej wstałałabym i wyszłą trzaskając za sobą samą drzwiami. No, ale niestety się nie da, wieć zagryzam wargi i czekam aż minie.