czwartek, 19 lutego 2015

Marzy mi się...

  Oj dużo rzeczy mi się marzy, mniej lub bardziej przyziemnych. Marzyć można o wszystkim... o wiecznym zdrowiu i szczęściu moich bliskich. Nierealne? Wiem! Marzenia są jednak moje...przemycam w nich co tylko dusza zapragnie i nikomu nic do tego. Osobom postronnym wstęp wzbroniony. Co mi ostatnio w duszy i głowie gra?

Wiosna - gdzie do jasnej ciasnej jest wiosna? Wiem, wiem, że to dopiero połowa lutego, ale zimy mam już powyżej dziurek w nosie. Co prawda słońce ostatnio dotrzymuje nam towarzystwa...w cieniu bije jednak nieprzyjemnym chłodem a wciąż dymający zimny wiatr skutecznie uprzykrza upajanie się promieniami słonecznymi.

Dzisiejszy widok z balkonu

Nie jest źle, ale mogłoby by być znacznie lepiej!!

Czekam na wiosnę jak na zbawienie...Najchętniej poprałabym już i pochowała ciepłe ciuchy. Chce swobody ruchu, nieskrępowana zimowym odzieniem wierzchnim.Niby zrzucilismy już najcieplejszą kurtkę, wychodzimy na podwórko, gramy w piłkę, ale to jeszcze nie jest to czego pragnę.

Jestem zdecydowanie ciepłolubna...a po wiośnie przecież przychodzi lato. I wiecie co Wam powiem, jeśli później będę narzekać, że jest za gorąco to możecie mnie zbesztać a się nie obrażę. A jak lato to i wakacje - w naszym regionie (w tym roku) zajęcia w szkołach kończą się 10 czerwca.


Podróże małe i duże! Kocham! Dziwna za mnie osóbka, bo jak to słusznie zauważyła w komenatrzu pod jednym z moich wcześniejszych postów, Aga W. ''uwielbiam podróże a boję się latać''. Boję się...cholernie się boję, ale chęć poznawania Europy (bo dalej nie polece, 2-3h w samolocie to dla mnie limit) jest równie wielka.

Tuż po powrocie z Polski zaczęliśmy rozmyślać jakby tu najlepiej zorganizować wakacyjny czas. Wiedzieliśmy na pewno, iż chcemy syna zabrać nad morze i do matczynej ojczyzny, gdzie latem jeszcze nigdy nie był. Później doszło jeszcze kilka innych pomysłów wypadów weekendowych, które obiecujemy sobie od kilku lat, ale zawsze coś nam staję na przeszkodzie. Burza mózgów trwa.


MORZE- to nad nim koncentrujemy się, na tę chwilę, najbardziej. Stefano uwielbia tarzać się w piasku i mimo początkowych spazmów wiem, że kocha również pluskać się w wodzie.

Na pierwszy ogień poszła Stella del Mare, która gościała nas w latach poprzednich...na stronie internetowej sprawdziłam ceny proponowane w nadchodzącym sezonie. Zapisaliśmy, po czym skontaktowaliśmy się z nimi mailowo z prośbą o wstepny kosztorys pobytu w interesującym nas terminie. Czemu tak? Naturalnie liczyłam, na jakąś zniżkę dla stałych klientów. Nie pomyliłam się...miło nas zaskoczyli oferując apartament za 412 euro czyli 50 euro taniej niż na stronie internetowej.  Taryfa powyższa stała się dla nas wyrocznią. 

Na chwilę obecną nie znaleźliśmy konkurencyjnej ceny, która dawałaby nam te same warunki. Coraz bardziej skłaniamy się więc w stronę Toskanii, pod raz trzeci z rzędu. Z jednej strony chciałoby się coś zmienić, ale z drugiej jednak miejsce znamy i wiemy czego możemy oczekiwać.  Faktorem nieco nas hamującym przed podjęciem ostatecznej decyzji jest pogoda - drugi tydzień czerwca. Niby powinno być już pięknie, ale jednak nie jest to tak pewne jak w lipcu czy sierpniiu. Tymbardziej, że ostatnimi czasy włoskie wczesne lato bywało dość kapryśne. Dwa razy jednak nam się udało, więc czemu ma się nie udać i trzeci?!

POLSKA - wiemy tyle, że jechać chcemy. Kiedy i jak jest jeszcze w praniu...najprawdopodobniej w lipcu, ale to kwestia zgrania się z rodziną. Chciałabym bowiem uniknąć sytuacji, że my przylatujemy do Polski a moja siostra z dziećmi jest w tym czasie na wakacjach. Możliwe, iż polece sama ze Stefkiem, a mąż do nas dojedzie tydzień później...podobno więcej bez nas nie wytrzyma ;) 

DŁUGI WEEKEND -  wspominałam już wielokrotnie, iż oboje z mężem lubimy aktywnie spędać czas. Zanim zostaliśmy rodzicami nasze wakcje znacznie różniły się od obecnych - najczęściej wybieraliśmy jakieś europejskie miasto i jechaliśmy odkrywać jego uroki. 

Od dawna obiecujemy sobie kilkudniowy wypad za miasto. Zawsze jednak jest coś ważniejszego do zrobienia. Temat wrócił całkiem niedawno, gdy zapragnęłam w sposób orginalny świętować synowskie trzecie urodziny. W ubiegłym roku zabraliśmy Stefka do Parku Krajobrazowego, więc w tym roku nie mogło być gorzej...pół żartem pół serio rzuciłam ''Acquario di Barcellona''. M. najperw się tylko uśmiechnął, następnie jednak dorzucił ''niewykluczone''.  Później opcji pojawiło się całe mnóstwo, zarówno w Italii, jak i za granicą. Tym bardziej, iż mąż, do końca kwietnia ma czas na wybranie zaległego uropu. Do finałowej trójki weszły:
  •  Barcelona, o którą zahaczyliśmy podczas podróży poślubnej. Obiecaliśmy sobie wtedy, iż jeszcze kiedyś tam wrócimy, choćby po to aby zobaczyć postępy w budownie Sagrada Familia. Wiele kwesti przemawia za katalońską stolicą - klimat (pod koniec kwietnia powinno być całkiem milutko), wiele zabytków wartych odwiedzenia, ogromna baza noclegowa (planujemy zarezerwować hotel last minute). Najwiekszym, jeśli nie jedynym minusem jest koszt podróży samolotem, dojazdu do Rzymu i parkingu na lotnisku)...no i M. był już tam kilkuktotnie.

  • Nicea to temat otwarty już od kilku lat. Pomysł odwiedzenia lazurowego wybrzeża po raz pierwszy pojawił się 2011 roku, gdy w prezencie ślubnym dostaliśmy opłacony weekend w jednym z  europejskich miast. Należało jedynie wybrać termin i zarezerwować urlop. Zaszłam jednak w ciążę a niepowściagliwe wymioty nie pozwalały mi nawet z łóżka wstać. Temat wrócił wiosną, czułam się nieco lepiej...wybraliśmy termin podróży, ale z rezerwacją postanowiliśmy poczekać do najbliższej wizyty ginekologicznej...Wszak to kwestia tylko kilku dniu. Niewiele ponad tydzień później Stefano był już na świecie i o Niceii nikt już nie myślał. W tym wypadku na plus przemawia na pewno możliwość organizacji wyjazdu w kilka dni, pojechalibyśmy samochodem (ok 570km), w drodze powrotnej zahaczając o Ligurię i mieszkającą tam rodzinę męża. Żadne z nas jeszcze tam nie było.

  • Wenecja, bo w myśl zasady ''cudze chwalicie swego nie znacie'', M. jeszcze nigdy tam nie był. To jednak opcja najmniej pradopodobna i stosunkowo najdroższa. Nie nie, nie pomyliłam się - Wenecja rządzi się swymi prawami...tam nawet ceny w McDonald's są wyższe niż w pozostałych częściach kraju. Pogoda dość niepewna pod koniec kwietnia, a kaloszy nie mam i pływać nie umiem :D Hotel w centrum odpada, bo burżujem nie jestem. Jest jednak zdecydowanie najbliżej - ok. 330km. 

Znająć życie na planach się skończy i podróżować bedę jedynie po internecie...ewentulanie palcem po ekranie :) Marzyć jednak nikt mi nie zabroni!! :)

A Wam marzą się ostatnio jakieś podróże?

25 komentarzy:

  1. Ja marzę o Polsce, ale o tym chyba wiesz:).

    Co do Nicei, to jeździliśmy tam dosyć często, bo od nas to półtorej godziny drogi, więc można było wytrzymać. Lazurowe wybrzeże jest faktycznie niesamowite.

    Wenecję odwiedziłam za panieńskich czasów i choć naturalnie robi wrażenie, to zbyt wielki chaos tam panuje (jak dla mnie). Oczywiście hotel w centrum nie był w zasięgu naszej kieszeni, więc skorzystaliśmy z oferty pobliskiego miasteczka- Mestre, a do Wenecji jeździliśmy autobusem:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Wenecji byłam kilkukrotnie, a jak na ironię mój mąż nie był jeszcze nigdy :P U nas również jedynie Mestre wchodzi w rachubę jako baza noclegowa. W Wenecji może być pięknie, ale jak utrafisz na nieciekawą pogodę to bez gumaczy ani rusz.

      Nicea kusi, choć ja jestem bliżej Barcelony. Głównie dlatego, że jest więcej miejsc do zwiedzenia i aura nieco pewniejsza. Skoro jednak polecasz to rozważe tę opcję raz jeszcze :)

      Usuń
  2. Nas tez chlodno jak na Irlandie (od 1 lutego zawitala do Nas wiosna),ale co z tego, ze termometry wskazuja 7'C jak 1'C to odczuwalna temperatura.
    Mi tez sie marzy citybreak I gdyby nie moj wylot do Polski to polecielibysmy sobie na kilka dni do Alicante lub Barcelony ( w Barcy bylam kiedys z kolezanka).
    A tak, przegladam hotel w ktorym bedziemy zostawac I odliczam dni do wyjazdu (my lecimy w polowie czerwca I zawsze trafiamy na piekna pogode)..

    Gdybym byla Toba to chyba najtansza opcja jest zwiedzanie wlasnych rejonow we Wloszech, czy moze sie myle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w dzień średnio 13 stopni, ale rano jest naprawdę chłodno. Dobra, ja straszny zmarźlak jestem, ale inni są podobnego zdania.

      Niestety zwiedzanie własnych kątów nie zawsze jest opcją najtańsza, zwłaszcza jeśli chodzi o Wenecję. Najtańszy na pewno byłby dojazd, za to nocleg i wyżywienie zdecydowanie najdroższe. Poza tym taki citybreak chciałabym spędzić w klimacie nie gorszym niż ten, który mam na codzień (wybrzydzam okropnie, wiem!).

      Usuń
  3. też marzą mi się podróże. Może nie Barcelona od razu, ale mam nadzieję że za rok czy dwa uda nam się zacząć realizować plany weekendowego zwiedzania Polski:) a potem może Norwegia, kto wie:) świąt jest piękny, trzeba korzystać:) żeby tylko było za co ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Norwegii jeszcze nie byłam - najdalej na północ gdzie udało mi się zajechać to Dania, z Bornholmem włącznie. Przyznam szczerze, iż bardziej ciągnie mnie w cieplejsze klimaty. Mój mąż za to z chęcią wybrałby sie w tour po Skandynawii :)

      Usuń
  4. O podróżach zawsze marzę i chętna jestem do nich. Czy w tym roku gdzieś się nam uda wyjechać i odpocząć w sensie gdzieś daleko tego nie wiem, ja przeciwwskazań nie widzę by na początku października gdzieś się wybrać dzidziuś będzie miał już te 5 mc, turystów mniej i upałów wściekłych nie będzie, ale co wyjdzie i jak wyjdzie zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że Ty chętna do podróży to wiem - już na tyle zdąrzyłąm Cię poznać i od dawna podziwiam Was za organizację wyprawy z małym dzieckiem. Po cichu zdradzę Ci, że Włosi to są raczej leniwi i mało zorganizowani do podróży z dziećmi. Sama kuzynka męża ostatnio wspominała, że podziwia zagraniczne rodzine, które z taką pasją podróżują z dziećmi.

      Usuń
  5. Na pocieszenie ci powiem, że właśnie skrobałam szyby by zawieźć Drugorodnego do przedszkola.:)) My też uwielbiamy podróże w tym roku i już mamy zaplanowany urlop. a wracając zahaczymy właśnie o Wenecje:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok ok, to już nie marudzę i cierpliwie czekam na wiosnę :) A gdzie się wybieracie, jeśli mogę spytać?

      Usuń
  6. U nas też pogoda nieciekawa. Niby temperatura 15stopni,ale wieje tak, że głowy urywa. Od 3dni siedzimy w domu :( a o podróżach zawsze marzę! Ba, ja je nawet planuję :) czekam tylko by Laura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde ucięło mi komentarz. Tu część dalsza:

      ...skończyla 2latka by wypuścić się gdzieś dalej. Do tego czasu zadowolimy się w większości już znaną, ale wciąż przyjemną starą dobrą Europą. Na pewno musimy wpaść do Włoch, bo tak się składa, że nasza stopa jeszcze tam nie stanęła. Dlatego tez z zainteresowaniem czytam Twoje wpisy turystyczne :)

      Ewka, a nie bierzecie pod uwagę Turcji? Od Was to chyba niezbyt daleko, a na pewno niedrogo no i pogoda jak w banku!

      Usuń
    2. Ciekawe, że o to pytasz, bo myśleliśmy również o Turcji. Niewiele o niej jednak wiemy i naturalnie jedynym miejscem, które przyszło nam do głowy był Istanbuł...niestety dolecieć tam to już nie jest low cost. Może kiedyś :)

      Ja nie sądzą abym się kiedyś wypuściła dalej niż poza Europe tzn. więcej niż 2-3 godziny lotu. Mojemu mężowi się marzy Argentyna, Peru itp...w Brazylii już był!!

      Usuń
    3. Ewka, latem tylko nie Stambuł! Ugotujecie się jak frytki na patelni, no i morza nie uswiadczycie. Polecam Wam takie miejscowosci jak Antalya, Alanya, Bodrum albo zdaje się najbliższe Wam Kusadasi. Jeśli nie macie ochoty na wakacje z biurem podróży, zawsze służę radą :)

      Usuń
  7. Oby wszystkie plany wam wypaliły i marzenia się spełniły...
    My jedziemy do stadniny koni w sierpniu, blisko ale z dzieckiem dwutygodniowym lub paro dniowym na nic lepszego żeby wymyślić mnie nie stać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem i tak dużo wymyśliłaś, bo większośćki rodziców z dwutygodniowym maluszkiem nie wpadłoby to do głowy.

      Usuń
  8. My kiedyś zwiedzimy Nowa Zelandie,Australię i Brazylię!jednak najpierw Pl.jak dzieci podrosna Europa a na emeryturze świat :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak ambitne plany :) Brazylię podziwiałam jedynie na zdjęciach - mąż z kolegą objechali Brazylie jeszcze za czasów kawalerskich. MI to jednak nie będzie raczej nigdy dane, bo po pierwsze kwestria finansowa a po drugie musiałabym chyba na środkach nasennych lecieć :D

      Usuń
  9. Oj Ewa... jak mi się marzą! Kupiliśmy z mężem ogromną świnkę skarbonkę. Bo, ustalmy, nie stać nas na wakacje i podróżowanie. Jeśli mam wybór jechać do Polski czy na wakacje, wybieram Polskę z wiadomych przyczyn. Ale jeśli kiedyś będzie nas stać i na wypad do Rzymu czy Pragi to bardzo chętnie. Póki co dążymy do tego. Kupiliśmy dwa lata temu ogromną porcelanową świnię. Od czasu do czasu wrzucamy tam po 1 lv (ok. 2zł). Świnia jest już strasnzie ciężka i ma zapełnione dopiero nogi. Nie wiem, kiedy ją zapełnimy, ale jest taką moją dobrą myślą. Zawsze jak pomyślę o wakacjach, wrzucam tam 1 lv :D Kiedyś ją stłuczemy, policzymy ile mamy i rezerwujemy bilety! Trzeba sobie jakoś radzić. Żebym miała tak jeździć chociaż raz na 5 lat, to i tak będzie super.

    A ja nie chcę wiosny, nie cchę lata. Mi jest dobrze w zimie. Z wielu powodów. A i letnich ubrań nie lubię, bo kto jest trochę przy kości, temu wcale wygodnie nie jest. Wolę być opatulona szalami i ciepłym swetre, niż się stale w lecie poprawiać, bo tu i tam mi wystaje. I ukryć się nie da.
    Ja już się nie mogę doczekać jesieni, kiedy znowu do lata będzie bardzo daleko :D

    P.S. - a może byście tak Bułgarię zwiedzili?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny pomysł z tą świnką. Ja próbowałam robić podobnie, ale mój mąż jest zdania, że pieniądze powinny leżeć na koncie i się nieco pomnażać. Nie podziela mojego entuzjamu, że np. zaoszczędziłam 100euro, ale on się nie zna :D Gdyby tak nas było stać to pojechalibyśmy w dużo miejsc. My obecnie odkłądamy na większe mieszkanie, więc zawsze jest pewien hamulec zanim wyciągnie się pieniądze z konta na podróż, bo nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać!

      Rozumiem, że Ty niby przy kości jesteś, tak? Prędzej to ja jestem skóra i kości i wierz mi, że nie łatwo mi się ubrać, bo zwykle wszystko co fajne czy modne na mnie nieelegnacko wisi.

      p.s.O Bulgarii myśleliśmy również, ale niestety w weekend nie bylibyśmy w stanie zobaczyć całego jej potencjału, bo pewnie wylądowalibyśmy w Sofii by poszwedać się po mieście a z Twoich wpisó widzę, że wiele jest tam u Was pięknych rzeczy do zobaczenia.

      Usuń
  10. Też jestem ciepłolubna i już trochę tęsknię do wiosny, ale kocham Polskę za cztery pory roku i cenię to, że mamy taki ciekawy klimat. Uważam, że skoro już mamy zimę to niech tu będzie zimą mroźno i śnieżnie, przynajmniej emigranci tacy jak Wy będą mieli prawdziwe Boże Narodzenie :) Szkoda, że niestety od lat w Polsce klimat tak się zmienia i waha...

    OdpowiedzUsuń
  11. marzy mi się Portugalia:-) konkretniej Lizbona:-) wszystko przed nami, marzenia do pierwszy krok, więc niech są i drążą skały:-) Udanych wakacji:-) S.

    OdpowiedzUsuń
  12. ja również jestem ciepłolubna i z utęsknieniem czekam na wiosnę:) nie wspominając już o wakacjach:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja również jestem ciepłolubna i podobnie jak Tobie marzą mi się wakacje nad morzem,ale czy w tym roku wypalą to wielkim palcem pisane. Jednak jeśli się bardzo chce to wszystko może się zdarzyć. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja przez ostatnie miesiące ze względu na ciążę byłam wyłączona z normalnego aktywnego życia. Teraz planuję wyjazdy - koniecznie ze zwiedzaniem. Nawet z małym dzieckiem można sporo zobaczyć (z pierwszym dzieckiem dużo jeździliśmy i przy odpowiednim planowaniu nie było problemu ze zwiedzaniem). Nie wiem tylko czy z bliźniakami to się uda:)

    OdpowiedzUsuń