środa, 4 lutego 2015

Kilka słów o mnie

Minia na swoim blogu zainicjowała zabawę polegającą na podaniu kliku faktów, których o prowadzącej bloga nie wiedzą jego czytelnicy. Za nominację pięknie dziękuję, a poniżej przedstawiam cząstkę siebie:

1. Mam dwie głowne, bezdyskusyjne fobie, które uprzykrzają mi życie i dwukrotnie doprowadziły mnie do ataku paniki.

  • Węże - Nie ważne czy gad będzie na zdjęciu w czasopiśmie, na szklanym ekranie  czy na żywo - zaczynam krzyczeć i trząść się ze starchu. Z tego względu nie potrafię spokojnie spacerować po lesie...
  • Samolot -  Boje się latać. Podobno z czasem lęk przechodzi...mój niestety nie przeszedł a rośnie wraz ze mną. Apogeum osiągnął podczas powrotu z podróży poślubnej. Wpadliśmy w turbulencje...byłam przekonana, że to już jest mój koniec na tym świecie, nie potrafiłam zahamować łez, straciłam kontrolę nad samą sobą.
źródło



2. Odkąd pamiętam marzyłam o pracy w biurze podróży. Uwielbiam przeglądać oferty, szukać najkorzystniejszej opcji, organizować wakacje. Uwielbiam podróżować!! Nie obce są mi wypady podczas których śpisz w samochodzie a myjesz się na stacji benzynowej ;)

W koszuli w kratę to ja :D


3. W podstawówce, mniej więcej do 5 klasy, byłam antytalenciem sportowym - notowałam jedne z najgorszych wyników w klasie w skoku w dal, wzwyż, biegach krótkodystansowych. Po wakacjach, coś we mnie pękło...zrozumiałąm o co w tym wszystkim chodzi i reprezentowałam szkołę w zawodach lekkoatletycznych we wszystkich powyżej wymienionych kategoriach. Złożyłam nawet podanie na AWF, kierunek turystyka (patrz punkt 2), gdzie na egzaminie wstępnym z siatkówki dostałam 4+. - ostatecznie jednak się nie dostałam i z perspektywy czasu uważam, że tak było lepiej.

4. W szkole średniej byłam totalną nogą w naukach ścisłych. Groziła mi nawet lufa z matmy na półrocze (nie pamiętam której klasy). Na świadectwie maturalnym widnieje 3 i z ręką na sercu przyznaję, że na więcej nie było mnie stać.

źródło


5. Od dziecko byłąm okazem zdrowia. Siostra i brat chorowali, a mnie licho nie brało (poza bardzo mocno skręconą, w siódmej klasie podstawówki, kostką). Zdarzało mi się nie opuścić ani jednego dnia w roku szkolnym. Nadrabiam teraz!!

6. Zespół, w którym śpiewał mój tata wygrał Debiuty - Opole'76 a mi słoń nadepnął na ucho i strony głosowe pewnie też. Nie przesadzam. Jako dziecko, moją zmorą były pytania w stylu ''chodzisz do muzycznej? lub na jakim instrumencie grasz?'' - większość osób nie dopuszczała myśli, że wykształcony muzyk (po Akedemii Muzycznej) może mieć córkę beztalencie. A ja, do tej pory, perfekcyjnie opanowałam jedynie granie na nerwach :D Teraz mam do tego zdrowe podejście, ale jako dziecko bardzo mnie bolały teg typu pytania i zdumione kręcenie głową.



7. W młodzieńczych latach, mniej więcej od początków liceum byłam zapalonym kibicem sportowym. Nie mogłam opuścić żadnego wydarzenia sportowego - mistrzostwa świata, europy, igrzyska olimpijskie, NBA. Nie ważne o której godzinie dnia czy nocy. nie ważne czy dzień później była szkoła...nastawiałam budzik i oglądałam z zapartym tchem.
Jedynymi zawodami, które widziałam na żywo były loty narciarskie w Harrachov, za czasów Małysza.

źródło

Z radoścnią nominuę wszystkich chętnych do podzielenia się z nami swoimi,  mniejszymi lub większymi, sekretami,

23 komentarze:

  1. Jesli chodzi o przedmioty scisle to moge podac reke... troja z matmy I chemii :/
    Podrozowac I organizowac tez lubie, ale to wiesz :)
    Latac sie troszke boje, ale zawsze sobie tlumacze, ze to tylko kilka godzin, a nie dzien lub dwie w podrozy. Dziala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podróże samolotem tłumaczę sobie bardzo podobnie. Działą dopóki nie ma turbulencji;)

      Do dziś pamiętam dzień, w którym zakończyłam moją edukację ''chemika''.

      Usuń
  2. Rany, jak prawdziwy jest ten rysunek dotyczący punktu o przedmiotach ścisłych... Szlag mnie trafia na samą myśl ile cennego miejsca w moim mózgu poszło do śmieci przez wymysly systemu edukacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż by się z Tobą nie zgodził, ale to informatyk, więc się nie liczy :D

      Usuń
  3. Ja matematykę zaczęłam lubić w średniej szkole. Trafił się mi nauczyciel, który genialnie prowadził zajęcia, Pan Gaweł :) Byłam jego ulubioną uczennicą, bo jako jedyna miałam u niego 5 z matmy :D Byłam mega dumna z siebie, bo w gimnazjum, to ja na trójczynach jechałam :D
    Co do fobii... też się boję węży i kleszczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do nauczycieli matematyki akurat miałam szczęście (czego nie mogę powiedzieć o innych przedmiotach ścisłych). Mieli więdzę, którą potarfili przekładać (byli rownież bardzo surowi )...tyle, ze ja i matematyka nie jesteśmy dla siebie stworzone.

      Usuń
  4. Ewa, nawet sobie nie wyobrażasz, jak ja nie znosiłam matematyki. Na szczęście, w czasach, gdy zdawałam maturę, miałam jeszcze możliwość wyboru i wolałam pisemną historię. Gdyby dzisiaj przyszło mi pisać, na pewno bym oblała:).

    To granie na nerwach też dobrze opanowałam, a z samolotami u mnie wiesz jak jest:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak sobie wyobrażam :) Również pisałam maturę z historii, temat: ''Ruchy zjednoczeniowe w XIX wiecznej Europie'' - normalnie przeznaczenie!!

      Usuń
  5. Ja jak Sabina wybrałam historię na maturze, ale to jest mój konik:)) Matmę też dopiero polubiłam w liceum. Przedtem miałam okropnych nauczycieli:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie proporcjonalnie do wiedzy matematycznej rosła niechęć do tej dziedziny nauki.

      Usuń
  6. Gdybym musiała pisac maturę z matmy,nie podeszłabym do egzaminu.słowo.jakie to uczucie stać na dole skoczni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście upiekło się nam :) Wrażenia pod skocznią są niesamowite, choć w TV więcej widać. p.s.to był ten konkurs co Hannawalda obrzucili śnieżkami!!

      Usuń
  7. Kto by pomyślał kochasz podróże a boisz się latać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby spojrzeć na to z tego punktu widzenia to rzeczywiście brzmi mi to co najmniej dziwnie!

      Usuń
  8. Oj to chyba ten sam słoń nam na ucho nadepnął :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też się panicznie boję kilku rzeczy. Nienawidzę burzy, jeździć windą i zamykać się przebywać w zamkniętych pomieszczeniach nie mających kontaktu z tym co za drzwiami. Sport uwielbiam oglądać i uprawiać. Jeżdżę na nartach i desce, pływam mam nawet młodszego ratownika, siatkówkę trenowałam w LO, ba uczęszczałam w LO do klasy sportowej. Co do nauk ścisłych witaj w klubie w LO z chemii groziła mi pała na semestr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Burze to kolejna rzecz, która przyprawia mnie o szybsze bicie serca.

      Usuń
  10. Ścisłe przedmioty lubię i zawsze lepiej się w nich odnajdywałam, z ortografii zawsze miałam dwóje ;-) I do dziś muszę pomyśleć nad danym słowem czy poprawnie go piszę ;-) Dlatego cienka jestem w pisaniu, ale co poradzić jak to uwielbiam i bez bloga życia sobie nie mogę wyobrazić. Boję,się schodzić z wysokości. Wyjdę po drabinie, po schodach, gdziekolwiek do góry ale gdy popatrzę w dół ogarnia mnie strach, że mogę spaść. Sportowej duszy nie mam za grosz, ale spacerować i chodzić w góry (byleby iść do przodu i nie patrzeć w dół) mogłabym godzinami! Kocham czytać i żałuję, że albo nie mam na to czasu albo go marnotrawię zamiast oddać się lekturze.
    A to spanie w aucie, kąpiele na stacjach - to też moje klimaty!!

    OdpowiedzUsuń
  11. widać sportowa dusza z Ciebie :) może jeszcze uda się spełnić te marzenia o podróżowaniu albo pracy w biurze:)

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie podobnie. Będąc dzieciakiem nie chorowałam wcale za to mój młodszy brat chorował cały czas,a teraz jest na odwrót jak go coś złapie wyliże się w trzy dni za to mnie trzyma tydzień bądź dłużej choroba.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Faaaaaaaaaajnie... Nie jestemzaskoczona, wszystko to tak mi do Ciebie pasuje. I te eskapady po świecie i sportowe sukcesy i muzykalny tato. Super!

    Ewa , dziękuję Ci za wsparcie pod moim ostatni postem. Muszę się podnieść, czymś się zająć, nadrobić blogowe zaległości, bo zrobiły się bardzo długie.

    U mnie kiepsko, celowo piszę o tym u Ciebie tak daleko w komentarzach, bo nie chcę, by bylo na pierwszej stronie komentów. Znalazłam jakiegoś guzka w pachwinie. Jestem pewna, że wcześniej go nie było. Przerazona jestem i nie umiem znależć sobie miejsca. Moja onko-ginekolog jest na urlopie. Dopoki się nie zbadam to chyba oszaleje.
    A poza tym moja mama wylądowala w szpitalu. Ma ostrez apalenie trzustki i kamienie na woreczku żółciowym i musi miec operacje. Problem w tym, że ona miala w zyciu mnosto operacji i teraz kazda nastepna jes sporym ryzykiem dla serca. Mam tylko mamę, moj tato nie żyję.
    Jestem zdruzgotana, także tym, ze mnie nie ma przy niej, że nie jestem w stanie jej pomóc.
    Nie piszę tego u siebie, bo za dużo ludzi odwiedza mój blog i nie potrzebuję tam ujawniać wszystkiego. W ogole mysle o zmianie bloga, żebym się mogła swobodnie wypowiadac do woli, bo przez to, ze piszę o Bułgarii, mam trochę czytelnikow, ktorych niekoniecznie chcę uświadczac nowinkami z mojego życia prywatnego."
    Ehh....

    OdpowiedzUsuń
  14. Hm..no cóż... matematykę uwielbiałam (profil mat.-fiz. w liceum), sport również (od dziecka) -> trenowałam nawet w MKS biegi do 400m, rzut kulą, skok w dal :),z uwagi na wzrost zgarneli mnie i na siatkówkę ;)..ale na AWF nie złożyłam papierów (kłótnia z przyjaciółką ) ale nie żałuję, kocham loty samolotem... mogłabym być w wiecznej podróży ;)..natomiast samochód... no cóż mam chorobę lokomocyjną :(; na szczęście auta są coraz lepsze i spalin już w nich tak nie czuć...no i jest lokomotiv (ps. to nie reklama ;)).

    OdpowiedzUsuń