piątek, 13 lutego 2015

11-go w środę i 12-go w czwartek

Dziś piątek 13-go...my mieliśmy i środę 11-go i czwartek 12-go.

Środa dzień jak codzień...niestety szybko okazało się, że nie. Podczas porannego spaceru dowiedziałam się od ciotki męża, że Rosanna (teściowa) się źle czuje...bóle brzucha i mdłości...przed oczami stanął mi obraz sprzed kilku miesięcy, gdzie tego typu akcje zkończyły się kilkudniową hospitalizacją...[s..ic] czemu do cholery nie zadzwoniła?

Naturalnie w takie rzeczy zwykle się zdarzają gdy samochód jest na przeglądzie u mechanika - złośliwość losu czy co? M. kursował między domem teściowej a apteką...

Do domu wrócił dosłownie na ułamek sekundy i przed kltaką spotkał...nie kogo innego jak ''faceta od rur''...stara śpiewka ''rury brzydkie, zabudować płytą gipsową...''. Tłumaczyć chłopu to jak rzucać grochem o ścianę...tylko nie wiem czy on naprawdę nie rozumie czy tylko głupa udaje. Po raz setny, M. podejmuję próbę przetłumaczenia sąsiadowi (W sumie marny to sąsiad, bo nawet tu nie mieszka. Jest właścicielem mieszkania piętro wyżej), że nikt mu nigdy nie powiedział, że tego nie zrobi, ale my to chcemy zrobić legalnie a on nie...zabudowa to musi być decyzja całej wspólnoty mieszkaniowej naszej klatki, a nie jednej osoby. On chce zabudować, komu innemu może sie to nie podobać...nie będziemy i nie możemy zaspokajać prywatnych widzimisie - bo jutro przyjdzie ktoś i powie, że chce rury różowe, inny zielone itp...Prosimy, więc aby złożył u administratora podanie o zwołanie zgromadzenia wspólnoty...a ten tradycyjnie już z adwokatem wyjeżdza...i wiecie co, niech on już nawet tego adwokata zatrudni, to może w końcu będzie można po ludzku pogadać!!

UWAGA, najlepsze na koniec: Facet stwierdził, iż złoży podanie aby wszystko wróciło do stanu pierwotnego, czytaj niezgodnego z obowiązującymi wytycznymi i prawem. Ludzie, ręcę opadaja...chłop ma w głebokim poważaniu bezpieczeństwo, liczy się estetyka...Wszak on tu nie mieszka, więc w powietrze nie wyleci!! W takim wypadku argumentów brak!!



Tłusty czwartek

Jaki tam tłusty...nie zjadłam ani kawałka pączką czy jemu podobnych lokalnych karnawałowych przysmaków...Nawet nie mogę sobie na pocieszenie powiedzieć,  że przynajmniej nie przytyję, bo co jak co, ale kilka kilogramów więcej by mi się przydało.


Mąż za to zadbał o niskie ciśnienie żony. Postraszył zgubionym/ukradzionym portfelem...i nawet nie chodziło o 200euro (dzień wcześniej wybrane z bankomatu na mechanika), ale o kartę kredytową i resztę dokumentów. Portfela nie było tam gdzie być powinien co ranek, nie było w samochodzie, nie było u teściowej, nie było i w aptece...ostatnia nadzieja, że wypadł ze spodni i poniewiera się gdzieś koło fotela. Nie było!! Już M. miał dzwonić kartę blokować...a tu patrzę leży skurczybyk przy TV w sypialni i się nie odzywa. Takie wrażenia z rana są lepsze niż kawa ;)

Sie matka wybrała z dzieckiem na spacer. Ochłonę nieco, pomyślała.  Zrobilismy kilka kilometrów, w piłkę pograliśmy, więc pragnienie zaczęło dokuczać zarówno matce jak i dziecku. Synu, chcesz pić???...ale czemu kubek jest pusty? [F...ck] Wszystko co w torbie za to pływało...jakby tego było mało kilka dni wcześniej Stefano pokruszył mi w torbie biszkopty i mimo, iż dzień wcześniej ją wyrzepałąm (widać niedokładnie) to zrobiła się tam straszna breja, która syn skwitował głośnym ''bleeee''. Ponad 20 minut spędziłam z suszarką na próbie rozklejenia stron z kalendarza - ma teraz objętość podwójną. Pieniądze w portfelu tylko trochę się zamoczyły, więc udało je się uratować...telefon działa (całe szczęście miałam przy sobie starą poczciwą Nokię, bo smartfon to pewnie odszedł by już na tamten świat).


A co poza tym?

Pół godziny temu zamknięto zapisy w przedszkolu, na którym najbardziej nam zależy. Wydzwanialiśmy do nich od środy codziennie, bo sytuacja zaczynała się robić gorąca...jak widać większość rodziców podania składa na ostatnią minutę (dosłownie). W między czasie, po rozmowię z synowską neuropsychiatrą, postanowiłam zasięgnąć opini w Ministerstwie Edukacji, na temat interpretacji przepisów związanych z zapisami do szkół dzieci niepełnosprawnych - naturalnie miałam rację. Rację moją mogę sobie jednak w cztery litery włożyć, bo przecież sprawy im nie wytoczę (ani czasu nie mam ani pieniędzy). Gdy jednak mąż w rozmowie z sekretariatem a później i dyrektorką okręgu, wspomniał, iż konsultowaliśmy się z ministerstwem nastała chwila konsternacji: ''Panie C., od razu z takimi kartami...zobaczy Pan, że jutro się usłyszymy i miejsce będzie...''Stia tranquillo'' (czyli niech Pan będzie spokojny)...M. ironicznie rzucił, iż ''Renzi też tak mówił'' (Obecny premier Włoch do swego poprzednika, i kolegi z partii). Śmiechy, chichy...
Sytuacja na dziś:  Stefano został przyjęty...ostatnie podanie wpłynęło o 12:57 (swoją drogą mają ludzie nerwy) i jest komplet - 3 sekcje po 29 dzieci każda. Czemu jednak jeszcze nie świętujemy? Bo mimo, iż ''ignorantia iuris nocet''  to jednak czasami wydaje mi się, że tym nieznającym prawa żyje się lżej.  Oficjalny, ministerialny termin przyjmowania zgłoszeń mija 15 lutego czyli w niedzielę. W sytuacjach takich termin prawnie przesuwa się na pierwszy dzień pracujący czyli jeśli ktoś przyjdzie w poniedziałek z podaniem muszą je przyjąć...choć upierają się, że nie przyjmą bo ogłaszali, że zamykają 13ego.  Osoba taka może jednak wytoczyć im sprawę i wygra...podobnie jak i my (tyle tylko, że my do sądu iść nie zamierzamy).  Dyrektorka zadeklarowała chęć spotkania z nami...niepełnosprawność nie dawała synowi pierwszeństwa, ale to, że należy mu się dodatkowa wychowawczyni to naturalnie wszyscy wiedzą i wszystkich interesuje. Bądź co bądź dodatkowa para rąk, przy 29 dzieciach, zawsze się przyda :)

Miłego weekendu :)
Ewiczka

12 komentarzy:

  1. Ja też nie zjadłam żadnego pączka, bo te włoskie do naszych się nie umywają, więc w sumie nie żałuję:).

    Dziwne te przedszkolne przepisy, ale co zrobisz. Jak już nieraz pisałam, w tym kraju już nic mnie nie zdziwi. Również zanieśliśmy papiery i teraz zobaczymy, gdzie Gaję przyjmą- czy do przedszkola pod naszym domem, czy do tego, który jest dalej.

    A jeśli chodzi o pecha, to od poniedziałku mamy zgrzyty z właścicielką mieszkania, które wynajmujemy. Zepsuła się część do pieca. Przyszedł jak co roku mechanik na rutynową kontrolę (110 euro), po czym stwierdził, że ta część już długo nie pociągnie. I rzeczywiście, po jego wyjściu nie było ciepłej wody. Cóż poradzić, Luigi skontaktował się z technikiem, który powiedział, że wymieni tą część i podał od razu jej cenę- 320 euro. Myster Pi zadzwonił więc do właścicielki mieszkania i powiedział jej o tym, a ta znalazła niby paragraf, że to my musimy zapłacić za część, co wydało mi się dziwne, no bo to przecież nie my zepsuliśmy, a poza tym nie zabierzemy pieca ze sobą, gdy stąd pójdziemy. Ale ok, mąż zapłacił, po czym poszperał w necie i okazało się, że to właściciel mieszkania jest zobowiązany do zapłacenia tego. No i zaczęło się- właścicielka oczywiście zapłaci, ale ma teraz wielkie pretensje, że to tyle kasy i że mogłaby kupić nowy piec. Kiedy była pewna, że to my zabulimy, jakoś nam nie współczuła wydatku, tylko powiedziała, że prawo to prawo. Piszę trochę chaotycznie, ale z tą babą jest jak z tym, o którym pisałaś. Nie mieszka tu, więc ma gdzieś, że ciepłej wody nie bądzie. Nawet nie wiesz, jak chciałabym się stąd wynieść!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teściowie mieli kiedyś podobnie z piecem - był stary i ledwo co zipał. Właściciel mieszkania migał się przed wymianą i co rusz nie mieli ciepłęj wody i ogrzewania...no ale dopóki chłop płacił za naprawę tego bubla to nic nie mogli zrobić. Po kilku interwencjach poszedł jednak po rozum do głowy i wymienił cały piec. Z tego co się orientuję to wynajmujący mieszkanie jest zobowiązany płacić jedynie za rutynowe kontrole - controllo dei fumi czy jakoś tak.

      Nam zależało akurat na tym przedszkolu bo jest niedaleko domu i Massi będzie miał po drodze odwozić Stefano jadąc do pracy a w razie problemów i gdy mąż pracuje do późna mogę teoretycznie i iść po syna pieszo, choć to pod górę jest. Kocham Włochy za widoki itp...ale ta ich mentalność (że wszystko się da)czasami mnie rusza.

      Usuń
    2. Właśnie za rutynową kontrolę płacimy, odkąd tu mieszkamy i nie narzekamy, bo tak musi być. Piec się jednak nie popsuł z naszej winy, tylko część była za stara i konieczna była wymiana. Właścicielka nic nie gadała, że aż tyle, dopóki sądziła, że to my musimy bulić. Kiedy zaś wyszło, że koszty należą do niej, wielce się oburzyła:).

      Usuń
  2. Współczuję zdarzenia z torebką...z tymi przedszkolami zawsze jakieś cyrki wyskakują :/

    OdpowiedzUsuń
  3. No mnie też w tym roku pączek ominął, a naoglądałam się ich zdjęć na blogach, oj naoglądałam... ;) Ewka, no to super, że udało się z tym przedszkolem. Może jednak te kilka dni wyjdzie na plus :) zdrowia dla teściowej i jak najmniej piatkow 13-tego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie, nie za ciekawie mieliście ... oby kolejny tydzień zaczął i zakończył się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  5. To rzeczywiście mieliście zawirowania że hoho. Ale w sumie dobra wiadomość jak rozumiem to taka, że Stefano do przedszkola się dostał :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Troche skomplikowane to zycie we Wloszech. Obyscie mogli swietowac, ze Stefcio dostal sie w 100 %.
    Ja caly czas zwlekam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej ile się u ciebie działo. Ważne, że Stefano przyjęty do przedszkola i że portfel się znalazł :)

    OdpowiedzUsuń
  8. dobrze że portfel się znalazł:) a z tymi mieszkaniami to strach naprawdę. Szukamy od kilku dni żeby w końcu iść na swoje, ale jak cena dobra to znowu okolica nieciekawa, a to skargi na sąsiadów.. Czemu nie może każdy swojego nosa pilnować i swoich czterech kątów? Byłoby zdecydowanie prościej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Do niektórych trzeba literować by zrozumieli o co nam chodzi choć w przypadku tego pana to wątpie bh i literówka coś wskurała.
    Dobrze,że Stefano dostał się do przedszkola ja dawno dawno temu miałam podobny problem gdy chciałam się dostać do konkretnego liceum.
    Trzymajcie się.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Tytuł postu mnie zaintrygował. Bardzo pomysłowy :D

    Cóż, czasem się takie czwartki, czy inne piątki zdarzają. i są też i tacy portfele, co to psikusy robią, siedza i milczą, zamiast krzyczeć, że tu siedzą.

    OdpowiedzUsuń