środa, 14 stycznia 2015

Intensywnie w Nowy Rok

   Z Polski wrócilismy z ośmiodniowym poślizgiem (Swoja drogą polski post jest w przygotowaniu). Czasu na relaks po podróży nie było, gdyż w nowy rok wkroczyliśmy bardzo intenswynie. Na brak aktrakcji narzekać nie możemy, no może nieco na ich gatunek.

   Od stycznia, na wyraźną prośbę, a wrecz prawie nakaz pediatry, zawiesiliśmy stefkową przygodę z oświatą. Synowska lekarka uznała, iż w naszym wypadku ryzyko jest zdecydowanie za duże. Przedszkole przynosi więcej strat niż zysków...płuca Stefkowe za bardzo mogłyby ucierpieć. Wahaliśmy się dość długo. Bynajmniej ze wzgledu na zbawienny i rozwojowy charakter przedszkola. Z przykrością muszę stwierdzić, iż 3 miesiące uczeszczania dziecka naszego do przedszkola nie przyniosły jakichś spektakularnych zmian. Kropkę nad ''i'' postawił wirus złapany w Polsce. Stefano, po ostatnich infekcjach ma bardzo osłąbiony organizm - rotawirus i wcześniejszy antybiotyk. Głównie z tego względu postanowilismy, iż w styczniu na pewno zostaje w domu by wykurować się raz a dobrze i podreperować nieco swoją odporność. Decyzja ta boli jedynnie ze względu na fakt, iż Stefano bardzo lubi chodzić do przedszkola.

   W miniony poniedziałek, już po raz enty, wybraliśmy się z synem do logopedy. Stefek, w pierwszej fazie przeziębienia, na współpracę miał średnią ochotę. Gatka szmatka, dziecko jak nie mówiło tak nie mówi...niby się nie martwimy, ale jednak nutka niepewności gdzieś tam w środku siedzi. Najprawdopodobniej ruszymy z terapia logopedyczną. Okaże się 5 lutego na spotkaniu z neuropsychiatrą.

   W poniedziałek  i matka przechodziła testy. Udało mi się w końcu zapisać do polecanej Pani ginekolog. Jakież było moje zdziwienie gdy wchodząć do gabinetu zauważyłam siedzącą obok  niej stażystkę, która w szpitalu przeprowadzała mi (dwukrotnie) biopsie. Speszyłam się nieco bo tak naprawdę poszłąm tam aby uzyskać ocenę zalecanych mi przez szpital badań.
Kobieta rzeczowa, spokojna - przejrzała wszystkie moje wyniki, Okazało się proponowany mi zabieg to nie konizacja szyjki macicy, a cos nieco lżejszego (zapewne w szpitalu gdy mówiono mi o konizacji dziewczyny używały skrótu myślowego, a że ja nie w temacie to szereg symboli na kartce papieru nic mi nie mówił). Po zapoznaniu się z moją historią i wątpliwościami, Pani ginekolog pokręciła ze zdumieniem głową, że nigdzie nie figuruje fakt przedwczesnego porodu.   Pobrała mi próbkę na badanie DNA nękającego mnie wirusa. Za około 20 dni powinno się okazać na ile jest on groźny onkologicznie i wtedy będzie można podjąć odpowiednie kroki odnośnie leczenia.

   Jako że,  my spokojnie na tyłku siedzieć nie potrafimy to wczoraj pojechaliśmy zamknąć wiszącą nad nami, od 9 miesięcy, kwestię spoadku po teściu. Jako, że spadkobiercy bezpośredni (w tym M.) spadek odrzucili kilka miesięcy temu, zgodnie z prawem ich część przeszła dalej czyli na ich dzieci a wnuki zmarłego. Tu kwestia odrzucenia nie jest już taka prosta jak w pierwszej fazie. Wnuki są nieletnie, więc niezbędna byłą decyzja sądu, w której upoważnia on rodziców do wystąpienia w imieniu małoletnich. Długo to wszystko trwało, ale się udało!!

Dziś dzień laby :)

23 komentarze:

  1. No niestet, czasami lepiej dmuchac na zimne. Duzo czasu mija zanim dziecko uodporni sie I przestanie czesto chorowac. Rzeczywiscie moze lepiej dla Stefcia zeby zrobic mu przerwe. Pamietaj jednak, ze cos sie odwlecze to nie uciecze... jak nie w przedszkolu to w szkole zapewne odchoruje swoje.
    U nas ostatnio glosno bylo o 2 letnim maluszku, ktorego polozono spac na drzemke I nigdy nie dobudzono. W sekcji zwlok stwierdzono, ze dziecko bylo chore, infekcja wirusowa.
    Po tym fakcie w ogole nie moge spac I sprawdzam czy chlopcy oddychaja w nocy co chwilke.... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety straszna historia, az mnie ciarki przeszly :(

      W przyszlym roku planujemy poslac Stefka juz normalnie do przedszkola, wiec bezposrednio spytalam pediatre czy to po prostu nie bedzie odwlekanie w czasie nieuchronnego? Podobno jednak w tym wieku rok czasu robi spora roznice. Pozyjemy zobaczymy. Jestesmy w stalym kontakcie z wychowawczyniami (postaramy sie chodzic na zajecia popoludniowe otwarte dla calych rodzin), oplacamy normalnie skladke i oby do wiosny.

      Usuń
  2. Nasza Hania z dziećmi nie przebywała a też co chwila katar, gorączka... skończyło się zastrzykami, ponieważ angina ją dopadła. Teraz cały czas pracujemy nad jej odpornością, spacery, tran, częstsze wietrzenie pomieszczeń i oczywiście opróżnianie Naszych zapasów (malinki, jagódki) :)

    Wiadomo, że Stefciu aktywnie spędzałby czas w przedszkolu, wśród dzieci, ale najważniejsze jest jego zdrowie, więc, niech nabiera mały smyk odporności, a za jakiś czas wróci do przedszkola :)

    Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choćbyśmy nie wiem jak chuchali i dmuchali to i tak dziecka nie uchronimy przed zarazą. Wiadomo muszą te nasze pociechy nabrać odporności. Nie chcemy jednak kusić losu, bo na przelomie grudnia i stycznia dwa razy o włos udało nam sie uniknać szpitala. Tran tez zakupiłam w Polsce i zamierzam syna futrować :)

      Usuń
  3. Heh zdrówka, życzę dla Stefka. Mojego Drugorodnego też co chwilę dopadają wirusy, tak to jest z tymi wcześniakami. Co do mowy Stefka to dmuchajcie na zimne. Drugorodny w kwietniu skończy pięć lat i pomimo intensywnej terapii logopedycznej i nie tylko, daleko mu do dobrego mówienia. Tyle ile wywalczyliśmy, że w końcu wszystko powtarza:) Trzymam za was kciuki:) i oczywiście za twoje wyniki też, będzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te nasze wcześniaki cudaki :) Stefano od urodzenia jest pod stałą opieką neuropsychiatry i fizjoterapeutki. Rezonans magnetyczny wykazał mikro zmiany (wylew, jeszcze w życiu płodowym) w sferze motorycznej mózgu. Z tego względu uczęszczał na fizjoterapię obsewacyjną. Rozwijał się dobrze i z chodzeniem nie było problemów - poszedł gdy mial 13 miesięcy korygowanych. A z mową nie chce. Do tej pory mówiono nam by zachować spokój, bo bilingwizm na pewno nie pomaga mu ruszyć z mową.

      Dziekuje za kciuki :)

      Usuń
    2. Taka prawda, Stefano ma trudniej, bo musi opanować dwa języki. Jednak jak to mówią tylko spokój może nas uratować:)) Będzie dobrze

      Usuń
  4. Powiem Ci, Ewa, że po tym, co obserwuję od trzech dni w przedszkolu (bardzo przeziębione dzieci), zaczynam żałować naszej decyzji. Uważam, że dobrze zrobiliście, bo rodzice i tak będą przyprowadzać chore dzieci do przedszkola, nie bacząc na to, że na pewno zarażą inne (co to w sumie ich obchodzi).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sabina, nie taki skutek chciałam odnieść - nie każde dziecko jest tak chorowite jak nasze (dają o sobie znać wcześniacze przypadłości). Trochę smutne jest to, że przedszkola publiczne niewiele mogą na to wszystko począć. Rozmawialiśmy na ten temat z wychowawczyniami, które wytłumaczyły nam, iż one mogą podobno jedynie zasugierować, iż dziecko nie czuje się najlepiej. Kiedyś mogły poprosić o zaświadczenie od lekarza, że dziecko jest zdrowe. U nas w regulamine jest, że jeśli dziecko ma 38 gorączki a rodzice sa niedostępni bądz nie reaguja wychowawca wzywa pogotowie...Idąc tym tropem do 38 stopni gorączki dzieci chyba nie są uznawane za chore???

      Usuń
    2. Ewa, Gaja dopiero cztery dni chodzi, a już katar złapała. Na niektóre dzieciaki aż żal patrzeć w tym przedszkolu, bo widać, że sią męczą. Ja na pewno nie posłałabym Gai w stanie podgorączkowym i serio nie rozumiem rodziców tych dzieciaków.

      Usuń
  5. nigdy tego nie zrozumiem jak można chore dzieci do przedszkola zaprowadzać. Odporność odpornością, ale jak z każdej strony zarazki atakują to nawet najzdrowsze dziecko coś złapie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też nie pojmuję. I bez przedszkola dzieci swoje odchorują.

      Usuń
  6. Najważniejsze jest jego zdrowie, skoro przedszkole tak mu nie służy nie ma co go dalej narażać na kolejne zachorowania. Szkoda, że w tym pędzie życiowym rodzice nie mogą sobie pozwolić na zostawanie z dziećmi chorymi w domu. Trzymam kciuki i za Twoje badania. Z mową to i u nas sąproblemy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, nawet bardzo szkoda :(

      Za kciuki dziękuję.

      Nie wiedziałam, że i Wy macie problemy z mową. Widać to problem częstszy niż nam wszystkim mogłoby się wydawać. Albo my jesteśmy jacyś przewrażliwieni rodzice?

      Usuń
  7. Ale masz na głowie... Współczuję, zawsze tak jest, nieszczęścia chodzą parami. Niestety, z przedszkolami tak jest, że dzieci łapią co popadnie, a mamy nie mają serca i potrafią dzieciaki na antybiotykach wysyłać. Ty niestety nie możesz sobie pozwolić, żeby narażać synka. Mam nadzieję, że niedługo wszystko się zacznie układać. Trzymam za Was kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki. Mam nadzieję, że wiosna w tym roku szybko przyjdzie i najpóźniej z początkiem marca młody będzie mógł wrócić do przedszkola.

      Usuń
  8. biedny Stefek! ale mówią, że jak wychoruje się za małego, to później zrów jak ryba będzie.
    jeżeli to ma Ciebie pocieszyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej wersji będę się kurczowo trzymać!

      Usuń
  9. O rany, to faktycznie intensywny początek roku! Szkoda tylko, że w ten sposób... Latanie po lekarzach i sądach to nic przyjemnego niestety. Trzymam kciuku by Stefek szybko doszedł do siebie i żeby Twoja diagnoza była pomyślna. Słuchaj, a może Stefek spóźnia się z mówieniem ze względu na swoją dwujęzyczność? Wiem, że takie dzieci często zaczynają mówić znacznie później. U nas w domu mówi się w 3 językach. Ciekawe jak Laura sobie z tym poradzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bilingwizm na pewno nie pomaga to racja, ale Stefkowi stuknęło już 30 miesięcy a nadal nic...może z lenistwa, może z braku potrzeby? Dmuchamy na zimne!! Laura będzie miała pole do popisu :)

      Usuń
  10. Początek roku intensywny, zabiegany. Co do zdrówka Stefka lepiej dmuchać na zimne, niebawem cieplej się zacznie robić wtedy powrócicie znów do tematu przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  11. To odpoczywajcie ile się da :) Skróty myślowe u lekarzy dobijają...

    OdpowiedzUsuń