piątek, 16 stycznia 2015

Alfabet naszego pobytu w Polsce

Dopiero przekraczjąc próg domu dziadków, Stefano chyba zdał sobie sprawę, że dziś w domu nie śpimy. Wtulony we mnie, popłakując pod nosem, stwarzał wrażenie jakby nie poznawał ani ''polskiego'' domu ani dziadków.  Na szczescie nie trwało to długo i już po kilku minutach nie trzymał się tak kurczowo maminej nogawki.

Nie zdąrzyliśmy jeszcze dobrze zasiąść przy kolacji a już zameldowali się u nas pierwsi goście - stęsknione za ciocia i kuzynem (sorry wujek) moje siostrzenice. 
Ostatni kontakt z kuzynkami, Stefano mial na początku maja i naprawde świetnie się wtedy w trójkę bawili....Stefano biegał za nimi krok w krok i ani myślał o rodzicach. Przekonani byliśmy, że tym razem bedzie podobnie...baaa, nawet lepiej. Nic bardziej mylnego.



Nie zaiskrzyło i w męskim gronie. Po prawie tygodniowym pobycie w szpitalu, do domu wrócił moj siostrzeniec (równo rok młodszy od Stefka). Chłopaki, obaj w fazie ''to jest moje'' zupełnie nie potrafili załapać wspólnego języka. Patrzeli na siebie spod byka, pokrzykiwali, wyrywali zabawki i czasami można było odnieść wrażenie, jakby robili sobie na złość. Dopiero ostatniego dnia naszego, wydłużonego pobytu zaczęliśmy dostrzegać zarodek rodzącego się feelingu. Maybe next time?


A jak akordeon

Stalo to skrzyniopodobne pudło tuż obok drzwi, duże było, ruszyż się nie dało. Stefano krążył wokół niego, probówał się dobierać aż któregoś dnia dziadek zaspokoił dziecięcia ciekawość i to był koniec...koniec wolności dziadka - najchętniej to miałby cały dzeń siedzieć i grać...a Stefi naturalnie pomagał.




B jak brat, który zdał ostatni egzamin na studiach. Czekamy na inżyniera.

B jak bilet powrotny do Włoch, za który zapłaciliśmy ponad dwukrotnie więcej niż za ten pierwotny w obie strony. Nie ma to jak dobrze wkroczyć w nowy rok ;)

C jak choinka - piękna, prosta, równa. A kij, że wybieraliśmy ze szwagrem prawie 50 minut. Grunt, ze mama zadowolona.


D jak dentysta

Każdą moją wizytę w Polsce staram się wykorzystać maksymalnie i łączyć, jak tylko się da, przyjemne z pożytecznym. Dentyści we Włoszech, za swe usługi kasują jakieś niebotyczne sumy, dlatego też przegląd jamy ustnej to stały punkt programu gdy gościmy na polskiej ziemii. Tradycyjny przegląd, usuwanie kamienia i po sprawie - gratuluję ma Pani piękne zdrowe zęby. Z założenia i tym razem miało być podobnie...dentysta umówiony na pierwszy dzień pobytu, bo będzie z głowy...a tymczasem, nasze założenia okazały się jedynie pobożnymi życzeniami. 11 zębów do borowania (M.''zaledwie'' 5). No, ale skąd nagle tyle tego? Ciąża!! Nie ma co, nieźle mnie synu urządziłeś. Co 2-3 dni przygoda z ''zębową wiertarką'' i jeszcze nie skończyłam. Jak pech to pech - ostatni ząb do kanałowego leczenia.  Po tych dyskusyjnych przyjemnościach jesteśmy o ok. 2000 zł lżejsi. Pociesza nas jedynie fakt, iż we Włoszech zapewne byłoby to również 2000, ale euro!!


D jak dermatolog

Na poniedziałek umówioną miałam również wizytę u dermatologa. A co, jak iść za ogniem to na całego.  Było to zwykłe badanie dermatoskopem, dla mojego zdrowia psychicznego, bo znamion z wiekiem mam coraz więcej i sama nie jestem w stanie ich dokładnie obserwować. Wolę dmuchać na zimne, i raz na rok lub dwa skontrolować jak ma się sprawa.  Na szczęście, obyło się bez niespodzianek.


D jak Dziadek

Nowy stefankowy idol. Dziadek jest najlpeszy, bo jabłko obierze i pokroi. Tylko dziadek pięknie zagra na akordeonie i pianinie. No i kto lepiej niż dziadek rozpali w kominku?


E jak Ewiczka, która w ferworze przygotowań do Wigilii zupełnie zapomniała o swoich własnych imieninach ;)


G jak gwiazdor, którego nikt się nie boi, do czasu aż z piętra nie dało się słyszeć głośnego ''HO HO HO'' - dzięki brat, wyszło Ci to fenomenalnie. Konsternacja i nerwowe uśmiechy na twarzach dzieciaków bezcenne.  Gdy w końcu ekipa prowadzona przez dzielną ciocię Ewę wdrapała się po schodach na góre, gwiazdora już nie było, ale zostawił dla nas ogromny wór prezentów. Szaleństwom nie było końca :)


Prezentowe szaleństwo


H jak hospicjum, w którym corocznie kolęduje moja rodzina. Sama niestety nie mogłam się wybrać, gdyż ktoś musiał przy garach grzebać.


K jak kominek, który zafascynował pierworodnego. Mógłby cały dzień siedzieć i wpatrywać się czy aby ogień nie wygasł....biada dziadkowi jeśli śmiał do tego dopuścić.

Dziadek, ogień wygasa!!


K jak kolędowanie. Rodzinne z tatą przy pianinie. Uwielbiam polskie kolędy.

L jak ''Lulajże Jezuniu''
Pierwszego koncertu kolęd, w którym aktywny udział brała moja siostrzenica nie mogłam odpuścić. Tosia od wrzesnia jest uczennicą pierwszej klasy fortepianu w szkole  muzycznej (tej samej gdzie kiedyś uczył mój tata). Ciotka puchła z dumy gdy chrześniaczka pomykała po klawiszach.

L jak lizak, którego w Wigilie, po raz pierwszy posmakował syn. Chyba nie muszę opisywać jak wyglądał po spotkaniu ze słodkością na patyku.

Jeszcze przed lizakiem ;)


M jak  mononukleoza, na która zachorował najmłodszy członek rodziny - mój półtoraroczny siostrzeniec. Choroba, która nieco wywróciła pierwszy tydzień naszego pobytu do góry nogami.

M jak męska robota 


O jak opłatek, którego tradycyjnie nie mogło zabraknać w Wigilię. Niech się spełnią wszystkim wszystkie życzenia, a najbardziej te dotyczące zdrowia.

O jak okres, który zawsze musi przyjść w najmniej odpowiednim momencie np. 5 minut przed wyruszeniem w drogę powrotną do domu, Pół drogi do Warszawy skręcałąm się z bólu.

P jak plac zabaw, na który zabraliśmy dziecięcą ekipę (oprócz najmłodszego). Słowa są zbędne, zdjęcia mówią same za siebie.

Stefano + basen  kulkowy = wielka szalona miłość :D

Moje 3 skarby. Niestety, ze względu na chorobę, zabrakło czwartego.

Ale jazda...


R jak rodzina i rodzinne święta. Nic dodać nic ująć!!



R jak rotawirus, ktróry dopadł pierworodnego 10 godzin przed ruszeniem w drogę powrotną do Włoch.

S jak sylwester, którego spędzaliśmy w bardzo skromnym gronie. Mama, tata i syn (padł króko po 21). Bez procentów, w dresach, ale przy kominku :)

S jak służba zdrowia, z której niestety byliśmy zmuszeni skorzystać. Gdy po dwudniowej nieznacznej poprawie stan zdrowia Stefka ponownie się pogorszy musieliśmy zawieść Go na pogotowie. Przygotowana byłam na to, iż zmuszeni  będziemy zapłacić, gdyż syn nie ma numeru pesel. Pozytywnie mnie zaskoczono, gdy Pani z okienka poprosiła o Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. Skserowała,  na druku wpisała UE i gotowe!!


S jak szydząca kasjerka z PKP

Gdy 28 grudnia, kilka minut po 5 rano zapadła decyzja, że zostajemy w Polsce podjęliśmy odpowiednie działania by stracić na tym (finansowo) jak najmniej. Biletów na samolot nie udało się przebukować, ale bilety na PKP Intercity można oddać do 15 minut przed odjazdem pociągu. Siostra moja przyjechała jak tylko zadzwoniłam. Na dworcu pusto.

Podaję Pani bilety i paragon, mówiąc Dzień dobry, chciałabym oddać bilety.
- Kartę poproszę
- Karte?...niestety nie mam karty, nie poinformowano mnie, iż jest ona niezbędna aby dokonać zwrotu
- Płatność kartą, zwrot tylko na kartę. - sucho wygłasza kasjerka
- Dobrze, rozumiem. Czy a takim razie nie mogłaby mi Pani jedynie postawić pięczątki, że bilety anulowane a ja wróce za chwilę z kartą.
- Przyjedzie Pani z kartą to zrobię, rzuca kobiecina
- Tłumaczę Pani przecież, iż pociąg odjeżdża za 20 minut...nie zdąrzę wrócić z kartą!! Proszę!!
- Trudno, takie są zasady. Płatność kartą, zwrot na kartę i ten trzydziestodwuzębowy uśmiech.

Do akcji wkroczyła, dotychczas jedynie przysłuchująca się konwersacji, moja siostra.

- Czy Pani nie może w drodze wyjątku anulować tych biletów i zaznaczyć, że zwrot pieniędzy będzie w późniejszym terminie.
- Ha, jak Pani sobie to wyobraża. Do banku też Pani pójdzie i powie, że pieniądze chce później?...i ponownie ten szyderczy uśmiech.
- Dokładnie tak i będę  liczyć, że ktoś inteligentny zrozumie. Poza tym niech Pani z łaski swej przestanie się śmiać...tu chodzi o duże pieniądze a Pani cieszy się jak dziecko.
- Proszę Pani...my na kursy chodzimy, ja muszę się uśmiechać do klientów.
- Tylko, że Pani się nie uśmiecha a jawnie z nas szydzi.

Zrezygnowane odeszłyśmy od okienka. Spoglądamy na zegar - zostało 14 minut. Już wybierałam na telefonie numer do taty by błagać go o przywiezienie tej cholernej karty, gdy zza pleców mych usłyszałam:

''Ewaaaaa, mam kartę....a wiem na pewno, iż to nie musi być ta sama, którą płacono''

Wracamy.

- Dzień dobry ponownie, znalazłam kartę i nadal chcę oddać bilety.

Kobieta wyciaga rękę...bierze bilety, paragon i kartę i ....zaczyna porównywać numer karty z paragonu, z numerem karty, którą jej podałam. Ledwo w myślach sobie powiedziałam ''no to będą jaja'' jak kobieta wyjechała z tekstem ''....ale to nie jest Pani karta''.
- no nie, ale karta to karta
- no, ale nie Pani

Siostra straciła resztki cierpliwości i odezwała się ponownie: ''Proszę Pani, doskonale wiemy, iż to nie musi być ta sama karta, bo....''
Kobieta nie dała jej dokonczyć i zaczęła coś pokrzykiwać. Na co siostra moja zdecydowanym głosem zaczęła ''Nie daje mi Pani dojść do słowa...niech Pani z łaski swej posłucha - dwa tygodnie temu, w tym samym okienku oddawałam bilety. Płaciłam jedną kartą, zwrot był na inna bez słowa wątpliwości''

I tu nadchodzi najlepsze: ''A czy ja powiedziałam, że nie przyjmę???''

Z trudem udało nam się zachować powagę. Kobieta bez słowa zabrała się za robotę...po kilku minutach poprosiła o podpis i gotowe.  Na odchodnym moja siostra zwróciła się do Pani z przeprosinami za wcześniejsze nerwy i podniesiony głos. Jak możecie sobie wyobrazić kasjerka nie wydusiła z siebie ani słowa...wszak przepraszać nie miała za co ;)

Ś jak śnieg, który niespodziewanie spadł w Boże Narodzenie. Stefi stał wlepiony w okno i spoglądał na biały puch sypiący się z nieba. A radości po wyjściu na dwór nie da się opisać - dosłownie ekstaza.


Czy ten uśmiech (nie mój) może kłamać??? Śnieg jest super!!

Nasz mini bałwanek w fazie tworzenia ;)

Wiejskie widoki

S jak sanki, z którymi mój syn totalnie nie wiedział co począć - lol


Brrrr



U jak urodziny mojej siostry, które wypadają dokładnie w Boże Narodzenie.

W jak Wigilia - pierwsza Wigilia mego męża i syna. Radosna, rozśpiewana, rodzinna,

Stół zaczyna się zapełniać...jeszcze chwilka i siadamy!

Z jak zwycięstwo miał wypisane na twarzy pierworodny, gdy po tygodniu spędzonym w czterech ścianach rodzice w końcu wypuścili go na dwór.

HURRRRRA!!




Na koniec przedstawiam Wam drzewo geneologiczne mojej rodziny czyli prezent, który dla babci i dziadka przygotowały moje siostrzenice.




I choć nie wszystko było tak jak być powinno. Nie wszystkie nasze plany udało się zrealizować. Wydaliśmy znacznie więcej niż początkowo zakładaliśmy. Nie udało mi się spotkać z najbliższymi koleżankami...To i tak święta były cudowne i na pewno tego pobytu w Polsce nigdy nie zapomnimy. Towarzyszyo jemu tyle wrażeń, których nie da się zapomnieć :)

28 komentarzy:

  1. Ale udał się wam ten alfabet, gdyby nie te choroby i utarczki byłoby świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie te wszystkie choroby to byłoby prawie idealnie. Zapewne udałoby się więcej spraw zrealizować.

      Usuń
  2. Przecudowne święta! Pani z PKP to właśnie ta druga strona Polsko, o której często zapominam... Nigdy nie zrozumiem tego stosunku polskich urzędników do petentów pt. tylko nie pomagać, byle by utrudnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takich chwilach jak ta zaczynam się poważnie zastanawiać ''za czym ja tęsknie''? Na pewno nie za taką Polska i mentalnościa niczym z komuny.

      Usuń
  3. a jak akordeon to także tegoroczny hicior naszej Ątusi :) dzielnie grała z Dziadkiem :)
    ś jak śnieg to oczywiste :)
    pani z PKP ...bez komentarza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śnieg to był prawdziwy hitcior, Stefano mógłby na dworzu nocować ;)

      Usuń
  4. "My na kursy chodzimy i musimy się uśmiechać do klientów"- tekst jak z PRL-u, Bareja byłby dumny!

    Z dentystą to masz rację- ja borowałam cztery i dentystka wzięła mi za usługę 300 euro, choć powinnam była zapłacić 400, ale jest znajomą męża, więc mi dała zniżkę.

    Dzieci w tym wieku to raczej bawią się obok siebie, więc następnym razem na pewno będą szaleć:).

    Bardzo fajne (i śnieżne) mieliście święta, szkoda tylko, że Stefek załapał ten rotawirus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to samo sobie pomyślałam słysząc powyższe zdanie.

      Dentysta - gdy dowiedziałam się ile mam zębów do naprawy to omal nie dostałam palpitacji serca. Ile dokładnie wydaliśmy to nie wiem, bo tyle razy tam byłam, że się w rachunkach pogubiłam. Mąż mój za czyszczenie z kamienia i 6 zębów zapłacił ok. 175 euro.

      Usuń
  5. Ważne, że Święta spędziliście rodzinnie, a i Sylwester Wam się trafił w PL. Trzeba doszukiwać się również plusów :) Szkoda tylko Stefcia, że biedny się rozchorował :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie odrobina optymizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła :)

      Usuń
  6. Spóźnione życzenia imieninowe, niech ci się spełnią marzenia:) Piękne mieliście święta, takie rodzinne są najlepsze. Co do zamiłowania Stefano do akordeonu, to ci powiem, że Drugorodny to też muzyk, nawet specjaliści podejrzewają, że ma słuch absolutny. Te nasze wcześniaki jeszcze nas zadziwią:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrz jaki ten akordeon ostatnio polurany. Wyznam Ci w sekrecie, iż po cichu liczę, że pierworodny odziedziczył talent po dziadku. Mój tata ma słuch absolutny, a ja głucha jak pień jestem...coś mi się jednak obiło o uszy, że to co drugie pokolenie przechodzi :D

      Usuń
  7. Cudownie to wszystko się czytało cudowne te Wasze Święta mimo paru przeciwności losu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wybierając się w podróż z dziećmi trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność...pobyt w Polsce nauczył nas, że nie zaszkodzi mieć w kosmetyczce coś na wymioty.

      Usuń
  8. Przeczytalam jednym tchem. Ja oddawalam kurtke, ktora kupilam Mlodemu w Nextcie I Babka powiedziala, ze zwroci pieniadze tylko na ta karte , ktora placilam, wiec czytajac o PKP obawialam sie, ze Wam sie nie uda, a jednak ;) brawo za upor!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiem sądzić, iż udało nam się jedynie dzieki uporowi mojej siostry, która była na 100% pewna tego co mówi. Mnie może by i babka przekonała, gdyż nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z taką sytuacją.
      Myśląc już o tym później doszłam do wniosku, iż gdyby zwrot był jedynie na tę samą kartę to nie byłoby to do końca w porządku. Karta przecież ma swój okres ważności, możemy ją zgubić albo co gorsze może nam ją ktoś ukraść.

      Usuń
  9. Przygody z PKP... :) bez tego żaden przyjazd do Polski się nie może obyć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się poryczałam :(
    Cieszę się razem z Tobą, że mogłaś tak cudownie spędzić święta. Kolędy, ciepło kominka, śnieg, radość dzieci, masz obojga rodziców...
    U mnie takiego Bożego Narodzenia chyba już nigdy ni bedzie....

    Wiem, trzeba się cieszyć z tego, co się ma. A Ty masz dużo, mam nadzieję, że ta myśl jest Twoim dobrym promyczkiem, który rozświetla Ci życie :*

    Ewo, wszystkiego dobrego Wam życzę!

    (I do hospicjum chodzicie... Boże.... Coś pięknego. Jesteście cudowną rodziną.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje pięknie za życzenia. I dla Was kochani wszystkiego dobrego w nowym roku.

      Wiem, ze mam dużo i szczerze przyznaję, iż czasami jak marudzę to mi wstyd.

      Rodzina jesteśmy raczej normalną, tradycyjną, bliską kościołowi. Te wypady do hospicjum stały się niejako tradycją lat ostatnich (choć ja nigdy nie byłam). Po prostu mój tata i kto jeszcze potrafi gra a reszta śpiewa kolędy, umlając tym samym pacjentom spotkanie opłatkowe.

      Usuń
  11. O rany, to się nazywa pobyt pełen wrażeń:)
    Jak widać panie kasjerki z PKP to szczyt kultury. Ich empatia i chęć pomocy pasażerom jest przecież wszystkim znana;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po pierwsze: czy ten mega przystojny facet na 11 zdjęciu to Twój mąż? Oglądałam przedtem Wasze zdjęcia i jakoś na to nie zwróciłam uwagi. Wow!
    Strasznie rozbawiła mnie anegdotka z akordeonem ;). A kasjerka w PKP... brak słów... coraz więcej teraz chamstwa i złośliwości, a przecież jej pracą jest żeby klientom pomagać, a nie podle utrudniać życie. Wściekła su** :P, wybacz, ale mega mnie denerwują takie osoby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nad tym boleję i za tym polskim aspektem tęsknię najmniej.

      Usuń
  13. no to się działo :) dziwna ta pani w okienku, ale tam zawsze cyrk... Fajnie że śnieg zdążył, przynajmniej dzieciaki frajde miały :) a ten pan na zdjęciu przy choince gdzie jesteście w trójkę to Myster Pi? Przystojniak ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o ja głupia, dopiero jak kliknęłam publikuj to dotarło do mnie, że nie u Ciebie ten pan Pi. Eh te włoskie klimaty, wybacz!

      Usuń
    2. Śnieg zrobił nam prawdziwą niespodziankę!! A co to pomyłki to nie masz się czym przejmować...też mi się kiedyś zdarzyło, gdy miałam za dużo okienek na raz otwartych ;)

      Usuń
    3. chciałam maksymalnie wykorzystać 'normalny' a nie mobilny internet i nie wyszło. Cóż, określenie pomyliłam ale to nie zmienia faktu, że przystojniak, bo myślałam o zdjęciu z tej notki:D

      Usuń