piątek, 12 grudnia 2014

O wloskich sadach slow kilka

Na szczescie, osobiscie nie mialam nigdy do czynienia z wloskim wymiarem sprawiedliwosci (nie liczac spadku).Jestem skromna obywatelka, w oczy sie nie rzucam. Na bank napadac nie planuje, choc dodatkowym groszem bym nie pogardzila.

Maz moj jednak juz kilkukrotnie byl zmuszony biegac po sadach i uzerac sie z urzednikami panstwowymi. Ostatnia ''wizyta'' byla wczoraj w wydziale karnym. Nie, nie mam przy boku typa spod ciemnej gwiazdy...M. wezwany zostal do sadu w charakterze swiadka.

Dziesiec lat temu (nie regulowac monitorow - piszac dziesiec mialam na mysli 10) wraz ze swoja owczesna partnerka zostal napadniety na jednym z miejskich parkingow. Uzbrojeni napastnicy ukradli im wszystko co mieli - telefony komorkowe, mezowi drogi zegarek. Wieksza krzywda byl uraz psychiczny.  Napastnikow szybko zlapano...byla identyfikacja...proces. M. wystepowal naturalnie w roli swiadka i zgodnie z prawda powiedzial wszystko co wiedzial czyli praktycznie nic. Ciemno bylo, twarzy napastnikow nie widzial...skradzionych przedmiotow nie odnaleziono. Wydawaloby sie, ze to koniec histori!!

W jak ogromnej nieswiadomosci zylismy przez te 10 lat wyszlo na jaw we wrzesniu, gdy przyszlo wezwanie na stawienie sie w charakterze swiadka w powyzszej sprawie. Juz cale to wezwanie to jednak wielka farsa. List polecony z sadu przyszedl bowiem na stary adres meza - awizo w skrzynce znalazl szwagier (mieszkali kiedys w tej samej klatce).  Zaczelo sie glowkowanie, co to takiego? Na blankiecie wyczytalismy, iz akty prawne. Mandat!! - padlo z ust mezowskich...jadac nad morze w czerwcu minelismy fotoradar i M. nie byl pewien czy zdarzyl wyhamowac.  ''Nie odbieraj'' - podsunelam mysl... ''adres nie jest poprawny...mogles tego w ogole nie dostac.'' Cos nam jednak nie gralo, samochod kupilismy  w 2011 roku a maz adres zameldowania zmienil juz w 2005.

M. bardziej uczciwy od swojej drugiej polowy, odebral polecony i wyszlo szydla z worka.

Rozprawa 11 grudnia o godzninie 10:00.

Pojechal.

Przy wejsciu straznik i  bramki wykrywacze metalu - Dzwoni...
Straznik: ''masz klucze w kieszeni?''
M: ''tak''
Straznik: ''ok, w porzadku''

M. zdziwiony poszedl dalej, w myslach analizujac sobie zachowanie starznika...A gdybym byl terrorysta to zapewne na pytanie straznika o klucze odpowiedzialbym ''nie nie, jakie klucze...panie ja mam bazooke pod koszula'' ;)

Rozpoczely sie poszukiwania auli. Wokanda, naturalnie nie byla w kolejnosci ani alfabetycznej ani numerycznej...

Udalo sie, znalazl. Ex i trzeci swiadek juz czekali. (Ex na wezwaniu miala zle nazwisko, a trzeci swidek niepoprawne nazwisko i adres :)

Wyszla sedzia i doszly ich sluchy, ze mozliwe, ze sprawa ulegla przedawnieniu. O 11:00 bedzie zebranie i jesli jest przedawniona to szybko pojdzie.

Sprawa przedawniona od maja 2014 roku....trzeba jednak czekac na swoja kolej.

Chwile po 13 rozpoczela sie rozprawa, na ktorej sedzia oglosila, iz sprawa jest przedawniona :) Ani M. ani pozostali swiadkowie slowem sie nie odezwali.

Paranoja!!

Nikogo nie powinno juz dziwic mezowskie stwierdzenie na wiesc o nominacji sedziowskiej mojej siostry: ''Stefano, teraz to juz bedziesz mogl byl kryminalista pelna geba...w Polsce ciocia Cie wyciagnie z kryminalu....a we Wloszech? we Wloszech i tak nie pojdziesz siedziec!!'' :D



12 komentarzy:

  1. Moim zdaniem wloskiemu systemowi sprawiedliowsci przydaloby sie porzadne trzesienie ziemi. Gdy obserwuje niektore wyroki, garnia mnie pusty smiech. Taki Corona dostal wysoka kare nie z powodu przestepstwa, ktore popelnil, ale z tego powodu, ze podpadl paru wazniakom. Osobiscie nie lubie Corony, bo to dla mnie arogant, ale prawda jest taka, ze niektorzy zabojcy dostaja lagodniejsze wyroki, niz on. Poza tym sprawy przeciagaja sie czasami latami, a potem dochodzi do sytuacji, jak u Was. Ostatnio slyszalam, ze wypuscili te cala Franzoni, ktora zabila dziecko, a teraz juz jest na wolnosci, bo rzekomo zagrozenie nie stwarza. Pozyjemy, zobaczymy. A co powiesz o sprawie z Sycylii? Juz nie moge na to patrzec, bo media zrobily sobie show ze smierci malego chlopca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za bzdura I strata czasu :/ ja poki co tez nie wiem jak dzialaja irlandzkie sady I wiedziec nie chce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sytuacja z tymi kluczami mnie mega ubawiła... Choć wiem, że to raczej tragiczne niż śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masakra, a myślałam, że tylko u nas takie cyrki...

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie to jakaś paranoja

    OdpowiedzUsuń
  6. A cóż innego może być innego... paranoja nie tylko u Was goni paranoję - otóż, dostałam 3 stronicowe pismo, że prokurator informuje mnie, że jestem stroną poszkodowaną w procesie, co akurat wiedziałam, potem napisali kiedy rozprawa i co mi grozi za niestawienie się w sądzie na niej. Parę dni później otrzymuję info, że sprawa się odbędzie ale tylko z uzasadnieniem wyroku, bo oskarżonej się należy grzywna, pokrywa wszystkie koszty sądowe itp. itp i na ogłoszeniu wyroku - nie muszę się stawiać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niczym jak we włoskiej komedii :)

    OdpowiedzUsuń
  8. czyli mówisz że w PL wcale nie tak źle?
    swoją drogą wiedzą jak obywateli u Was zdziwić....

    OdpowiedzUsuń
  9. Powinni bardziej sprawdzać, ah...

    OdpowiedzUsuń
  10. historie jak i u nas, wielki cyrk. Jak trzeba zamknąć chora staruszkę za to, że wzięła z półki sałatkę za 2zł to się da, a jak rozwiązać poważniejsza sprawę to zaraz problem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Masakra! Nie wierzę! Co za bałagan... A z tymi kluczami to jakaś tragedia, czyli każdy mógłby wnieść wszystko, zrobić masakrę, rozstrzelać sędzię i świadków... Ciekawe czy jakbyś ty poszła na dowód męża i powiedziała, że jesteś swoim własnym mężem :P to by Cię wpuścili...?

    OdpowiedzUsuń
  12. Oszaleć mozna... Absurdy biurokracji.

    OdpowiedzUsuń