wtorek, 30 grudnia 2014

(nie)Pokonani

Melduje sie z polskiej ziemii...

Zdarzylismy sie przyzwyczaic, iz rok 2014 nie jest dla Nas najlaskawszy.
Nie spodziewalismy sie jednak, ze tak nam 'dopiecze' jeszcze na ostatniej prostej. Jak to zwykla mawiac moja swietej pamieci babcia 'licho nie spi'!! Dopadlo Nas 10 godzin przed podroza powrotna do Wloch...Dokladniej rzecz ujmujac pierworodnego dopadl rotawirus!! Po cholere to istnieje?? Nieprzespana noc, wymioty i rozwolnienie w akompaniamencie stefkowych jekow :'(

Do godziny 5:30 w niedziele bilismy sie jeszcze z myslami co tu poczac...jechac czy nie jechac? W ktora to strone idzie...ku lepszemu czy wrecz odwrotnie? Ryzyko jednak bylo zbyt wielkie, wiec decyzja mogla byc tylko jedna - zostajemy.

Bilet na samolot poszedl sie kochac - mielismy promocyjna taryfe bezwrotna. Bilety na pociag udalo sie oddac rzutem na tasme, raptem 40 minut przed odjazdem pociagu, dzieki dyspozycyjnosci mojej siostry i jej meza!!

Stefi czuje sie nieco lepiej, ale wciaz duzo spi. Nie ma sil wstac z lozka, ale po woli zaczyna jesc.

Nowa data powrotu wciaz do konca nie znana. Jestesmy jednak peawie pewni, ze Nowy Rok powitamy w Polsce.

Pozdrawiam wsztstkich serdecznie z bialego pomorza
Ewiczka

niedziela, 14 grudnia 2014

Do They Know It's Christmas...

Wesolych 
Zdrowych
Rodzinnych
Przepelnionych miloscia
Swiat Bozego Narodzenia!!

Wlaczam ''reset'', gdyz w Polsce nie bede miala stalego dostepu do internetu. Z reszta nie po to tam jade by sleczec przed komputerem. Zostawiam Was z jednym z moich ulubionych swiatecznych utworow. 
Wiem, ze w tym roku powstala jego nowa wersja (juz czwarta)...ja jednak najchetniej wracam do tej sprzed 30 lat. 

Band Aid 1984 - Do They Know It's Christmas?



p.s. Mam nadzieje, ze gdy bedziecie czytac powyzsza notke to my cali i zdrowi bedziemy juz grzac sie przy kominku w moim rodzinnym domu :)

Ewiczka

sobota, 13 grudnia 2014

Z pomoca niebios...


   Stefano wizualnie czuje sie znacznie lepiej. Broi, ze az milo - w domu wyglada jakby przeszedl huragan. Nigdy wczesniej nie myslalam, ze bede sie tak cieszyla z balaganu...ale porozwalane w kazdym mozliwym koncie wszelakie klocki, samochodziki i ksiazki byly dla mnie pierwszym swiadectwem, iz syn zaczyna dochodzic do siebie.

Juz po wtorkowych inhalacjach wrocil spokojniejszy oddech. W czwartek co prawda jeszcze dalo sie slyszec, ze cos mu tam w srodku rzezi. Od wczoraj nie jest to juz wyczuwalne golym uchem. Noce znow przesypia cale...w dzien ponownie nie spi (w poniedzialek w dzien zasnal mi 3 razy). Biega, skacze :)

Kaszel jeszcze jest, mokry...czestotliwosc 1-2 kaszlniecia na godzine. Rano wiecej niz po poludniu.
Nochal wciaz nieco zapchany.

 Co najwazniesze wczorajsza kontrola u pediatry potwierdzila, iz fizycznie rowniez jest znacznie lepiej. Wciaz cos tam w srodku siedzi, ale przechodzi. Jedno ucho nadal nieco czerwone. Ste dobrze zareagowal na leczenie. Pediatra zadowolona, nie widzi przeciwskazan przed podroza...ponoc jest ''pokryty'' antybiotykiem, ktory podajemy do poniedzialku. Podobnie i inhalacje. Jedynie uwaga to by, w trosce o uszy, przy starcie i ladowaniu podac mu koniecznie cos do picia. Nasza pediatra jest bardzo powsciagliwa, wiec jesli mowi, ze przeciwskazan przed podroza nie ma to ufamy jej, ze nie ma.

Do wczorajszego popoludnia, nie wiedzielismy na czym stoimy...dopiero  wieczorem M. przyniosl z garazu walizki. Mielismy mniej wiecej 24h na spakowane sie i mysle, ze na chwile obecna jestesmy w dobrym punkcie. Na szczescie wszelkie zakupy prezentowe zrobilismy wczesniej.

Takze kochani...z pomoca niebios LECIMY!!

Ewiczka

piątek, 12 grudnia 2014

O wloskich sadach slow kilka

Na szczescie, osobiscie nie mialam nigdy do czynienia z wloskim wymiarem sprawiedliwosci (nie liczac spadku).Jestem skromna obywatelka, w oczy sie nie rzucam. Na bank napadac nie planuje, choc dodatkowym groszem bym nie pogardzila.

Maz moj jednak juz kilkukrotnie byl zmuszony biegac po sadach i uzerac sie z urzednikami panstwowymi. Ostatnia ''wizyta'' byla wczoraj w wydziale karnym. Nie, nie mam przy boku typa spod ciemnej gwiazdy...M. wezwany zostal do sadu w charakterze swiadka.

Dziesiec lat temu (nie regulowac monitorow - piszac dziesiec mialam na mysli 10) wraz ze swoja owczesna partnerka zostal napadniety na jednym z miejskich parkingow. Uzbrojeni napastnicy ukradli im wszystko co mieli - telefony komorkowe, mezowi drogi zegarek. Wieksza krzywda byl uraz psychiczny.  Napastnikow szybko zlapano...byla identyfikacja...proces. M. wystepowal naturalnie w roli swiadka i zgodnie z prawda powiedzial wszystko co wiedzial czyli praktycznie nic. Ciemno bylo, twarzy napastnikow nie widzial...skradzionych przedmiotow nie odnaleziono. Wydawaloby sie, ze to koniec histori!!

W jak ogromnej nieswiadomosci zylismy przez te 10 lat wyszlo na jaw we wrzesniu, gdy przyszlo wezwanie na stawienie sie w charakterze swiadka w powyzszej sprawie. Juz cale to wezwanie to jednak wielka farsa. List polecony z sadu przyszedl bowiem na stary adres meza - awizo w skrzynce znalazl szwagier (mieszkali kiedys w tej samej klatce).  Zaczelo sie glowkowanie, co to takiego? Na blankiecie wyczytalismy, iz akty prawne. Mandat!! - padlo z ust mezowskich...jadac nad morze w czerwcu minelismy fotoradar i M. nie byl pewien czy zdarzyl wyhamowac.  ''Nie odbieraj'' - podsunelam mysl... ''adres nie jest poprawny...mogles tego w ogole nie dostac.'' Cos nam jednak nie gralo, samochod kupilismy  w 2011 roku a maz adres zameldowania zmienil juz w 2005.

M. bardziej uczciwy od swojej drugiej polowy, odebral polecony i wyszlo szydla z worka.

Rozprawa 11 grudnia o godzninie 10:00.

Pojechal.

Przy wejsciu straznik i  bramki wykrywacze metalu - Dzwoni...
Straznik: ''masz klucze w kieszeni?''
M: ''tak''
Straznik: ''ok, w porzadku''

M. zdziwiony poszedl dalej, w myslach analizujac sobie zachowanie starznika...A gdybym byl terrorysta to zapewne na pytanie straznika o klucze odpowiedzialbym ''nie nie, jakie klucze...panie ja mam bazooke pod koszula'' ;)

Rozpoczely sie poszukiwania auli. Wokanda, naturalnie nie byla w kolejnosci ani alfabetycznej ani numerycznej...

Udalo sie, znalazl. Ex i trzeci swiadek juz czekali. (Ex na wezwaniu miala zle nazwisko, a trzeci swidek niepoprawne nazwisko i adres :)

Wyszla sedzia i doszly ich sluchy, ze mozliwe, ze sprawa ulegla przedawnieniu. O 11:00 bedzie zebranie i jesli jest przedawniona to szybko pojdzie.

Sprawa przedawniona od maja 2014 roku....trzeba jednak czekac na swoja kolej.

Chwile po 13 rozpoczela sie rozprawa, na ktorej sedzia oglosila, iz sprawa jest przedawniona :) Ani M. ani pozostali swiadkowie slowem sie nie odezwali.

Paranoja!!

Nikogo nie powinno juz dziwic mezowskie stwierdzenie na wiesc o nominacji sedziowskiej mojej siostry: ''Stefano, teraz to juz bedziesz mogl byl kryminalista pelna geba...w Polsce ciocia Cie wyciagnie z kryminalu....a we Wloszech? we Wloszech i tak nie pojdziesz siedziec!!'' :D



wtorek, 9 grudnia 2014

EDIT - Krol ''Smark Wielki''

Zarzekalam sie, ze w grudniu, w zwiazku ze zblizajacym sie terminem wylotu do Polski, syna do przedszkola nie posle. Zarzekalam sie, a jednak poslalam...dalam sie przekonac, bo on tak chetnie i radosnie tam chodzi...i w ubieglym tygodniu nie podlapal wirusa (co niejako przyslonilo 10 pozostalych gdy przyniosl do domu to swinstwo)...wdarl sie promyk optymizmu,

Piatek wieczor kichanie na odleglosc - biedak maly nie mogl zasnac tak go to kichanie meczylo prawie do polnocy.

W sobote inhalacje rinowash (prysznic nosa), kichania mniej, ale z nosa lalo sie na potege. Doszedl kaszel i w ruch poszedl syrop cebulowy.

Niedzielny obiad u babci odwolany i caly dzien spedzony w 4 scianach.

Ubiegla noc byla okropna, o ile syn jako tako pospal to my z mezem nic a nic. Stefek kaszlal non-stop i do tego naprawde intensywnie. Dzis rano, gdy wrocilam z kosciola zastalam w domu porzadek i dziecie wtulone w swego rodziciela. Od razu zapalila mi sie czerwona lampa, iz cos jest nie tak. Temperatury brak (oczywiscie termometr sie zepsul, wiec trzeba bylo mierzyc metoda tradycyjna pod pacha). Ste jak nigdy chcial byc noszony...okropny chruchel i ten nieustanny lament...O co tu chodzi...Stefek nigdy nie placze z bolu - nawet jak mial zapalenie stawu biodrowego i kulal przez prawie 2 tygodnie nie uronil ani lezki.

Jak na zlosc takie rzeczy dzieja sie zawsze w weekend badz swieto (wczoraj byl u nasdzien wolny od pracy). Jako, ze ja dostawalam paranoi na swiszczacy oddech syna, M. ulegl i pojechalismy na ''guardia medica'' (w Polsce nazywa sie to chyba pomoc dorazna badz pogotowie). Lzy, lzy i jeszcze raz lzy a do tego ten przeciagly lament...pani doktor stwierdzila, ze na oko to cos go boli. Pluca i oskrzela, na tyle ile dal sie osluchac, spoko. Uszy - masakra, czerwone!! Zapalenie ucha, obustronne!! Antybiotyk i przeciwbolowo paracetamol. Kuzwa, a dzien wczesniej mowilam, ze On cos za czesto sie za uszy lapie. Ale uszy bolaly mnie - czyzbym przeczuwala synowskie bole? ;)

W drodze powrotnej do domu syn postanowil dodatkowo pokazac cala zawartosc swojego zoladka...

Mlody jest ospaly i marudny. Wczoraj wieczorem znow ten swiszczacy oddech...gdy spi oddycha nieco lepiej, ale jest to wiele krotkich oodechow. Na chwile obecna zalega w lozku, przed TV i ja tam za chwile wracam (naturalnie w trosce o dziecko zaniedbalam siebie a cholera nie czeka i powiem tylko tyle, iz czuje ze mam gardlo).

Telefoniczna konsultacja z pediatra i na 15 jedziemy dokladniej syna osluchac.

Nasze plany jada w dol po rowni pochylej, Wyjazd do Polski (za 5 dni) zawisl na wlosku, jednym cieniutenkim wlosku :(  Rozpaczam, ale zdrowie Stefka najwazniejsze!!

EDIT po wizycie u pediatry. Uszy wcale nie tak, zle jak nam to opisala Pani z pogotowia. Nasza pediatra antybiotyku by nie dala (A co ja mysle - ale moze nie sa juz tak czerwone, gdyz antybiotyk zaczal dzialac?).
Reszta rewelacji doslownie sciela nas z nog, gdzy UWAGA...Stefano  ma astmatyczne zapalenie oskrzeli (dosc brzydkie) i do cholery jasnej pytamy sie jak Pani z pogotowia mogla tego nie uslyszec. Pediatra wsciekla, nie mowiac juz o nas rodzicach. Widzielismy wczoraj wieczorem ten plytki oddech (oddychal jakby calym soba) i gdyby nie to, ze kilka godzin wczesniej zapewniono nas, ze mlody jest czysty osluchowo to bysmy z nim gnali do szpitala. A tak to chyba tylko opatrznosc boska nas uratowala, ze to dalej nie poszlo...Ciesze sie, ze juz jest odpowiednio zdiagnozowany. Antybiotyk podtrzymany + inhalacje i kontrola w piatek.  Zdaniem pediatry szansa, ze uda nam sie poleciec do Polski jest...zalezy jak sie bedzie miala sprawa w piatek.

NO i mamy wiele do przemyslenia na nadchodzacy miesiac. Pediatra poprosila by usunac Stefka ze zlobka na czas zimowy, bo jak dla niej to w przypadku naszego syna faktor ryzyka jest zdecydowanie za wysoki.

niedziela, 7 grudnia 2014

Pierwszy

Pierwszy siwy, lub jak to woli bialy, wlos!! No wlasnie jak to z nimi jest...siwe czy biale? W Polse starzenie sie przynosi nam siwe wlosy. We Wloszech biale! A jak sprawa sie ma z naukowego punktu widzenia to nie wiem. Nie wazne! Zwal jak zwal...

Pierwszego siwka, przeblyskujacego przez moje kasztanowe (naturalnie farbowane :D ) wlosy zauwazylam w czerwcu, podczas wakacji nad morzem. Nie powiem towarzyszyly temu pewne emocje i to w cale nie negatywne...znalezisko wywolalo nawet usmiech na mojej twarzy.

Pozniej juz tak zabawnie nie bylo. Zaczelam dostrzegac ich coraz wiecej. Na wspolczucie meza nie ma co liczyc, bo zbyl mnie nudnym ''to przeciez normalne''. I na nic byly moje prostesty, ze siwienie w wieku 30 lat ma niewiele z normalnosci...No, za nic na swiecie nie chcial sie rozczulic nad moja tragedia i poczatkowo przekonywal, ze to blond ;) a na koniec dodal ''spojrz na mnie, ja mam ich wiecej''...Doigral sie, bo nie omieszkalam nieczule wypomiec mu 40 na karku ;)

Zachodzilam do glowy, skad?...dlaczego?Nawet  moja babcia w wieku 90 lat nie miala wszystkich siwych wlosow. Doszlam do wniosku, ze to codzienne proby samobojcze mojego syna wplywaja negatywnie nie tylko na moje serce, ale i wlosy :)

A tak na powaznie ''biel'' na lepetynie zaczelam dostrzegac gdy psychicznie probowalam sie oswoic z wiszacym nade mna widmem opercaji. Czyzby zbieg okolicznosci??? Ehhh....nie od dzis wiadomo, ze stres negatywnie wplywa na nasz organizm.

Tymczasem przyjmuje to za znak, ze czas zaczac wracac do blondu - bedzie mniej widac :D