środa, 5 listopada 2014

Wesoly autobus po ulicach mego miasta mknie

No mnie mknie, a w nim cuda niewidy o jakich wielu nawet sie nie marzy.

Jak juz wiecie lub nie wiecie Stefano dwa razy w tygodniu uczeszcza do placowki oswiatowej. Jako, ze miejsce to oddalone jest od domu kilka kilometrow bez czterokolowego srodka transportu sie nie obedzie. Tak wiec tata syna rano odprowadza (jego biuro znajduje sie 500m dalej) a mama syna odbiera. Samochod mamy jednak tylko jeden i w dodatku wciaz nie czuje sie za kolkiem zupelnie swobodnie by jechac sama  z synem. Strach poteguje fakt, iz wiekszosc trasy musialabym pokonac jedna z glownych ulic naszego miasta i w dodatku przejechac obok, zawsze zatloczonego, dworca kolejowego. Stad tez pomysl by jezdzic po syna srodkami komunikacji miejskiej - autobus i minimetro.



Syn zadowolony, bo moze reka pomachac na autobus i dzwonek nacisnac gdy wysiadmy.  A i matka mniej zestresowana. Tak sie pieknie sklada, ze na jednym bilecie jestem w stanie spokojnie po syna jechac i wrocic. Poki pogoda wspolpracuje wszystko chodzi jak w zegarku. No prawie wszystko.


Oto kilka autobusowych opowiesci:

SCENKA NR 1

Wsiadamy ze Stefkiem do autobusu...''potwierdzam waznosc biletu'' i sadzamy nasze szanowe 8 liter na ''wygodnych'' siedzeniach. Nagle uszu mych dochodzi:

pasazerka: ''Kierowca, kierowca - sa tu dwie panie co biletu nie skasowaly''
kierowca: (milczy)
p: Zadamy aby pan sprawdzil bilety...bo albo wszystkim albo nikomu...Po kilku sekundach juz ponad pol autobusu debatuje na temat bezkarnie podrozujaccyh gapowiczow
k: Widze, iz kierowca zerka z dezaprobata w lusterko. Nadal jednak milczy.
p: Tak nie moze byc...my placimy gruba kase. Staruszki przekrzykuja jedna druga ''bilety coraz drozsze, przez tych co nie placa''...Inna odgraza sie, ze i ona przestane abonament wykupywac.

Przystanek: Wsiada chlop z torba. Staje w polowie autobus. Biletu nie kasuje. Wszystkie oczy skupione na nim - ofiara nie ma pojecia co ja zaraz czeka. Nie zaraz wyciaga bilet...nie kasuje go jednak.  Zanim kobity zdarza chlopa zlinczowac do akcji wkracza kierowca (czyli jednak nie jest niemowa) - bilet Pan kasuje?  Chlop mruczy cos pod nosem, ze niby skasowal w innym autobusie (to nic jest obowiazek potwierdzenia jego waznosci w kazdym kolejnym srodku lokomocji, do ktorego wsiadasz)...Ukradkiem oka widze, ze kasownik pokazuje czerwone swiatelko - jednym slowem bilet nie jest wazny. Ani kierowca ani staruszki jednak tego nie widza wiec jedziemy dalej.

A ja do samego konca zastanawialm sie kim sa owe dwie panie co to biletu nie skasowaly. Spod moich ciemnych okularow spogladam to w prawo to w lewo. Mam kilku kandydatow, ale po wnikliwszej obserwacji zauwazam, iz bilety badz dzierza w dloni badz trzymaja w kieszeni. I nagle nachodzi mnie taka oto refleksja ''A moze to ja jestem ta Pania bez biletu?''

SCENKA NR 2

  Tytulem wprowadzenia wspomne jedynie, iz ''ostatni dzwonek'' obwieszczajacy koniec lekcji w szkola rozlega sie w godzinach 13:00 - 13:30. Syna odebrac musze do 13. Aby uniknac malo komfortowej podrozy w zatloczonym autobusie odbieram Stefka wczesniej - zwykle kilka minut po 12.

Tego dnia mialo byc podobnie. Wychodzac z domu przyuwazylam jednak wzmozony ruch przed szkola. Z jakichs nieznannych mi powodow zajecia w szkolach wspomnianego dnia skonczyly sie znacznie szybciej niz zwykle, bo juz ok. godziny 11.

Odbieram syna. Pierwszym etapem podrozy jest minimetro - wagoniki. Miejsc siedzacych jest w nich jedynie 8, ale kursuja bardzo czesto, wiec zwykle nie ma problemow. Wyjatkiem jest moment zamkniecia szkol gdy cala mlodziez zjezdza z centrum. Srodkiem tym pozdrozujemy jednak bardzo krotko - zaledwie jeden przystanek. W dodatku minimetro podrozujac w calosci nad ziemia jest bezkolizyjne. Nie ma przyspieszen i gwaltownego hamowania.

zrodlo

Czekamy na autobus :)

Na dworcu jest przesiadka na autobus i tu juz nie ma mowy o spokojnej jezdzie. Ledwo co sama potrafie sie utrzymac. A co dopiero z dzieckiem? Wsiadamy, autobus pelen nastolatkow przyklejonych zadkami do krzesel. Gdzies w tlumie widze starsza Pania co kurczowo trzyma sie drazka. Wszak starsze Panie podobnie jak i ja - mama z dzieckiem, wsiadajac do zatloczonego autobusu stajemy sie superbohaterami o specjalnej mocy - stajemy sie niewidzialni!! Fajnie co?? No super...Tak wiec przez ramie mam przezucony synowski plecak i moja torbe, Stefka uwieszonego mi na szyi a druga reka kasuje bilet. Rozgladam sie uwazniej - wolnych miejsc siedzacych nie ma. Kij Wam w wszystkim w oko - przytulam syna i siadamy w kaciku na podlodze!! Starsza Pani z usmiechem zagaduje ''Widzisz kochanie jaka mama Ci miejscowke znalazla?!''. Jak to mowia z braku laku i kit dobry. Kilka minut pozniej widze, ze starsza Pani z drugiej czesci autobusu przwoluje mnie reka aby nam miejsca ustapic. Grzecznie dziekuje, ale odmawiam. Nie mialabym serca starszej osobie miejsca zabrac! Mlodziez ani drgnie. W koncu jedna dziewczyna (zapewne targana wyrzutami sumienia) odwraca sie w moja strone i rzuca niedbale ''chcesz usiasc?'' Wypowiedziala to takim nieszczesliwym tonem, ze ironicznie odpowiedzialam ''Nie dzieki, poradze sobie''. Ona - ''ok''. No to jedziemy dalej na podlodze, ale uwaga zwalnia sie miejsce.  Ohoho synu usiadziemy sobie jak sie nalezy, no bo przeciez nie ustapic miejsca to jedno, a bezczelnie ukrasc je matce z malym dzieckiem to juz podchodziloby pod chamstwo. Dziewczyno, tyle ty juz lat na tym swiecie zyjesz a wciaz taka naiwna jestes - wstyd. Wierzcie mi, iz mialam juz kazanie na koncu jezyka, ale syn cos wyczul i mocno sie we mnie wtulil. Zakmknelam wiec usta zanim zdarzyl sie z nich wydobyc jakikolwiek dzwiek by dziecka dodatkowo nie stresowac.



SCENKA NR 3

Duzo tu z sytuacji numer dwa, wiec nieco opis ukroce. Wsiadamy do autobusu - mama z synem uwieszonym na szyi, torba na ramieniu, plecakiem zarzuconym na bark i synowska kurtka w rece. Pojazd pelen mlodziezy...stawiam syna na podlodze, przytrzymujac Go kolanem z trudem udaje mi sie utrzymac rownowage i wydobyc z portfela bilet by go skasowac. Jak zwykle jestem niewidzialna! Wroc, niewiedzialna jestem dla mlodziezy, bo pewna pani proponuje pomoc w dojsciu do kasownika, wiec tak zupelnie przezroczysta nie jestem :)
Przystanek...biore syna na rece. Starsza pani z siatami w reku ma problem aby wsiasc do autobusu. Pani, ktora wczesniej proponowala mi pomoc, teraz pomaga kobiecinie wdrapac sie do srodka komunikacji miejskiej, jednoczesnie glosno komentujac sytuacje w srodku pojazdu ''Droga Pani tu nie ma miejsc siedzacych dla osob starszych''. Na te slowa reaguje pewien Pan, rozglada sie i wstaje szczerze proponujac kobiecinie miejsce. Staruszka jednak odmawia, tlumaczac, iz zwolnione miejsce jest dla niej za wysoko - musialaby pokonac kolejny wysoki stopien a z tym wlasnie ma najwieksze problemy. Nikt inny nie deklaruje checi ustapienia miejsca. Pani ponownie, jeszcze glosniej niez wczesniej, wykrzykuje ''takie to zycie, ze brak miejsc dla osob starszych i matek z dziecmi. Mlodziez taka zmeczona, ze musi siedziec a matki z dziecmi i starsi przeciez w pelni sil to moga sobie stac''.  Gowniarze dalej twardo siedza, ani drgna, slepo wlepieni w swoje smartfony. Mozesz im nad glowami krzyczec a i tak dupska nie rusza. Na marginesie zajmuja rowniez miejsca, oznaczone jako te przeznaczone dla osob majacych problemy motoryczne. Maja nas wszystkich gleboko w dupie. Zero szacunku!! Jak ich za frak nie wezmiesz to sie nie rusza!!
Nam ostatecznie udalo sie usiasc na miejscu, ktorego nie chciala staruszka. Pan, ktory zwolnil jej miejsce, jak tylko nas zauwazyl, z usmiechem oddal mi i synowi swoje miejsce.


SCENKA NR 4

Tym razem miejsca sporo, autobus w polowie pusty. Na jednym z przystankow wsiada chlopak. Na oko nieco ponad trzydziestoletni Wloch. Prosi o bilet, ale nie ma drobnych, a kierowca z 50euro nie ma jak wydac (zgodnie z regulaminem pieniadze powinno sie miec odliczone). Alternatywy sa dwie - albo wysiadasz albo idziesz rozmienic pieniadze. Zatrzymujemy sie pod barem - chlopak wysiada i biegnie rozmienic 50 euro na mniejsze nominaly. Kierowca przeprasza pozostalych za zaistniala sytaucje...odzywaja sie glosy ''Pane, bo oni tak specjalnie, ze niby drobnych nie maja a tak naprawde to chca legalnie na gape jechac''. Wraca chlopak, placi za bilet, jedziemy dalej.  Przystanek dalej wsiada czarnoskory chlopak, lat dwadziescia z hakiem (podkreslilam kolor skory, gdyz ma to znaczenie dla tego co dzialo sie pozniej). Staje niedaleko nas, ale nie widze czy skasowal bilet. Kierowca, zaaferowany wczesniejszym zamieszaniem z biletem, pyta grzecznie ''kolego bilet skasowales?''. Kolega twierdzi, iz skasowal, ale z wiadomych tylko sobie powodow pokazac nie chce. ''Nie rozumiem problemu, bo skoro skasowales to po prostu pokaz'', pada z ust kierowcy.  Pasazer nadal sie opiera, wiec kierowca staje sie coraz bardziej podejrzliwy i zaczyna z nim rozmawiac nieco bardziej stanowczo. Ostatecznie czarnoskory kolega decyduje sie okazac bilet (abonament) prowadzacemu pojazd.
- ''Sluchaj, ale ten bilet jest niewazny''
- ''hahah''
- ''hahaha, tu sie nie ma co smiac. Bilet jest niewazny...31.08, a my pazdziernik mamy. Musisz wysiasc''
- ''Nie rozsmieszaj mnie''
- ''Kolego albo wysiadasz, albo bede zmuszony zadzwonic po kontrolerow''

I tu zaczelo sie robic wesolo. W pasazera jakby diabel wstapil. Zaczal krzyczec jak opetany...''ja nie Wloch, nie znam wloski''. Podchodzi do pewnej kobiety, wtyka jej przed nos swoj bilet z nakazem czytania. Kobita zupelnie zdezorientowana, nim zdarzyla sposcic wzrok, ten znow z dokumentem znalazl sie przy kierowcy, prowadzacym pojazd. Wrzasnal mu w ucho ''czytaj'' i centralnie przed oczy (przyslaniajac temu zupelnie widocznosc) postawil mu ten nieszczesny bilet.

Kierowca hamuje i czyta: ''31/08''
Pasazer krzyczy mu prosto w twarz ''2015...Ja nie Wloch! Ty Wloch to po wlosku umiesz czytac''

W miedzy czasie ludzie z przodu autobusu zaczynaja przesiadac sie na tyly. Ja w myslach ukladam plan ucieczki. Stef jest przerazony krzykiem. Kurde, co to dalej bedzie? Ste wysiadamy na najblizszym przystanku.

Kierowca jednak pozytywnie mnie zaskakuje. Przyznaje racje pasazerowi i szczerze Go przeprasza za zaistaniala sytuacje.  Temu to jednak nie wystarcza i oswiadcza, ze ma gdzies jego przeprosiny. Wyzywa w imie boskie, wszystkich swietych i wzywa wszystkie Madonny swiata. Pani siedzaca naprzeciwko szeptem stwierdza to co ja mowie sobie w myslach ''wloskiego nie zna, ale przeklenstwa wszystkie''. Chlopak, o ktorym bylo na poczatku probuje opanowac sytuacje - kierowca Cie przeprosil, zlituj sie, zakonczmy te krzyki chocby przez wzglad na innych pasazerow i dziecko przestraszysz. Czarnoskory kolega oswiadcza jednak, ze ''on ma nas wszystkich w dupie, dziecko tez''. Milo, mysle sobie. Ste wyraznie zaczyna sie bac. Kierowca podnosi glos w probie zakonczenia sporu. Efekt odwrotny do zamierzonego. ''Czlowieku tu jest male dziecko, boi sie'', pada z tylu autobusu i dopiero te slowa wypowiadane przez poludniowoamerykansko wygladajaca kobiete przynosza chwile spokoju. Kolega odwraca sie w moja strone i wykrzykuje, ze ''przeprasza, ale rasizm''. A ja se mysle jaki rasizm i juz mam ochote wtracic swoje trzy grosze, ale przez wzglad na syna wyduszam z siebie, ze ''ok chlopie, rozumiem Twoje rozzalenie, ale kierowca Cie przeprosil. Zakonczmy wiec ten bezsensowny spor''.  Jesli myslicie, ze to byl koniec wrzskow to sie grubo mylicie. Gdy wysiadalismy z autobusu na naszym przystanku w autobusie nad wrzalo.

Moja refleksja na zaistniala sytuacje. Gdybym nie byla w tym autobusie od poczatku...gdybym nie byla swiadkiem postepowania kierowcy wobec obywateli swojego kraju to moze moglabym podciagnac jego zachowanie jako przejaw rasizmu.

Od kilku miesiecy jednak, zarowno przystanki jak i autobusy, oblepione sa plakatami nastepujacej tresci ''Razem przeciw wykroczeniom taryfowym...zobowiazuja one pozdrozujacych do wsiadania do autobusy jedynie drzwiami na przedzie autobusu i okazanie biletu kierowcy''. Kolega jednak mogl tego nie wiedziec. Wszak on po wlosku znal tylko siarczyste przeklenstwa.


Jak wszyscy wiemy kierowca jest rowniez upowazniony do kontroli biletow. Jeden przyjmuje sie tym bardziej, inny ogranicza sie do prowadzenia pojazdu.

Dlaczego my musimy od razu wrzucac wszystko do jednego worka? Rasizm!! Czy kazde zwrocenie uwagi osobie o innym kolorze skory od razu musi byc rasizmem? Gdyby nawet tak bylo, ze kierowca byl rasista i poprosil Cie wlasnie w tego powodu o okazanie biletu? Po pierwsze ma do tego prawo a Ty obowaizek mu go okazac. Masz bilet pokazujesz bilet i po sprawie. Pomylil sie, nie odczytal poprawnie calej daty konca waznosci biletu - czy nie wystarczylo zwrocic uwagi ''tak, 31/08/2015?'' Czy od razu musimy sie obrazac i atakowac wszystkich wokol?
Poza tym statystyki mowia, iz to obcokrajowcy najczesciej unikaja placenia za przejazd. Sama bylam swiadkiem takich sytuacji, gdzie trzymaja bilet, ale kasuja go dopiero wtedy gdy na przystanku przyuwaza kontrolerow (we Wloszech nie sa oni anonimowi).  To tak jak na lotniskach, gdy pod lupe biora tych co podejrzanie wygladaja badz sie zachowuja. Tyle w temacie.

Jak sami widzicie, w naszych autobusach nie brakuje rozrywki ;)

20 komentarzy:

  1. Oj Ewka, usmialam sie czytajac Twoj post, a jednoczesnie zmartwilam, no bo jaki przyklad dajesz Stefkowi? Zeby biletu nie kasowac, co zauwazyly obrotne staruszki, a Ty sie jeszcze wypierasz. Nieladnie:). A juz powaznie, to nie pomyslaly babska, ze ktos moze miec bilet miesieczny lub chociaz godzinny? Wscibiaja nos w nie swoje sprawy, zamiast zajac sie czyms pozytecznym.

    Nic tak jednak nie wkurza mnie w autobusach, jak ta bezczelna mlodziez. Kiedy w ciazy zdarzalo mi sie jezdzic autobusem na badania, stalam nad tymi smarkaczami, ktorym przez mysl by nie przeszlo, by ustapic mi miejsce. Pamietam, ze jednego razu inna ciezarna opieprzyla dwie nastolatki i dopiero wtedy ustepily jej miejsce.

    No i znowu rasizm, zawsze ten rasizm. W moim odczuciu Wlosi sa wlasnie tolerancynji, zreszta nie maja wyjscia, bo tyle tutaj obcokrajowcow. Wkurza mnie to wykpienie sie ze wszystkiego tylko dlatego, ze cwaniak sie chce wykpic kolorem skory. Zwrocic uwagi nie mozna, bo zaraz rasisci, a przeciez kierowca zachowal sie prawidlowo.

    W autobusach nie brakuje rozrywki i przez to na razie odpuscilam sobie jazde nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, oj tam - mowie mu, ze na lizaki oszczedzamy :D

      Nie wiem jak to do konca dziala, ale tutaj ''podbic'' trzeba rowniez bilet miesieczny czy abonament roczny. Troche to moim zdaniem glupie, ale moze ma wlasnie pomoc weryfikowac kierowcy czy ktos nie probuje na gape jechac...hmmm.

      Bezczelna czy zle wychowana mlodziez doprowadza mnie do wscieklosci. Czasami to sie czlowiek boi odezwac, zeby za przeproszneiem po ryju nie dostac albo w najlepszym wypadku zostac wyzwanym. Niezle nam pokolenie rosnie. Z obserwacji mojej wynika, ze bycie chamskim, niemilym i obrazanie starszych jest teraz trendy.

      Usuń
  2. O matko, ale macie pezeboje! Choć u nas podobnie:) ale to minimetro mi się podoba, z chęcia bym się przejechała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minimetro fajne jest (choc ile przy budowie tego cuda nakrdali to ich). Lepiej niz w wesolym miasteczku - za 1,5 mozesz 70 minut jezdzic. Turysci zawsze sie tym srodkiem transportu zachwycaja :)

      Usuń
  3. U Nas z czarnoskorymi obchodza sie jak z jajkami. Nikt im slowa nie powie,, bo oni od razu do sadu pozwamo rasizm. To nic Oni g..wno robia i dostaja mieszkania socjalne..zeruja ma kraju jak moga, a to do Nas coraz czesciej wschodnio-europejskich krajow Irlandczycy powoli zaczynaja przejawiac niechec, co mnie martwi, bo myslalam , ze tolerancyjni..jak widac...chyba juz coraz mniej...

    Przezyc mieliscie sporo, ale bynajmniej nudno nie jest.
    Ja wielkokrotnie stalam w autobusie w zaawansowanej ciazy I zadna mloda osoba tez nie ustepila mi miejsca...boje sie jakie egoistyczne bedzie to kolejne pokolenke...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nudno to na pewno nie jest. We Wloszech generalnie nie ma przesladowan rasowych (bynajmniej tu gdzie mieszkam). A juz na pewno nie z powodu koloru skory. Wlosi uprzedzeni sa nieco do narodowosci takich jak: Albania, Rumunia bo o nich zwykle najczesciej sie slyszy w konteksie rabunkow, gwaltow, wypadkow. Polakow lubia :)

      Tez sie czasami zastanawia, w ktora strone my idziemy?!

      Usuń
  4. Rzeczywiście "wesoły" autobus. Jakiś furiat chyba ten pan od źle sprawdzonego biletu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Furiat to chyba bardzo delikatne okreslenie. Ja myslalam, ze zaraz sie lac beda. serio!! ;)

      Usuń
  5. Ewa... pomyśl ile jeszcze autobusowych przygód przed Wami :) No niestety, różni ludzie jeżdżą autobusami i różne sytuacje mogą się zdarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ile to się dzieje w tych autobusach:) ja nie pamiętam kiedy ostatnio z nich korzystałam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawdziwe życie pokazane w autobusie. Ale powiem tak Ewa przełam swój strach do jazdy autem praktyka czyni mistrza, sama się bałam jeździć, ale sytuacja mnie zmusiła. Dwa miłe jest to, że chłopak, który nie miał drobnych kierowca się zatrzymał i pozwolił mu rozmienić pieniądze, u nas to nie spotykane, by zatrzymać autobus i czekać, ale pamiętam podobną sytuację na Cyprze i dotyczyła nas kiedy biletów kierowca nie miał i zatrzymał się byśmy mogli w sklepie kupić bilet. Co do czarnoskórego kolesia to masakra oni myślą i na każdym kroku wszystko podciągają pod rasizm masakra :/ Co do młodzieży siedzącej ja z pewnością znając swój charakter zwróciłabym uwagę szczególni gdy zajmują miejsca uprzywilejowane. Sama pamiętam będąc w ciąży wsiadając do tramwaju i nie mając wolnego miejsca kroki kierowałam nad miejsce uprzywilejowane i grzecznie zwracałam uwagę. Trzeba ich uczyć wychowania skoro sami go nie posiadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na nich to nic nie dziala - ani przyjazne zwrocenie uwagi ani ostrzejsze. Jak za frak nie chwycisz to nie wstana. Uwazam, ze kierowca powinien zwrocic uwage bo jednak gdy ledwo trzymajace sie na nogach staruszki maja jechac na stojaco to moze to byc niebezpieszczne.

      Usuń
  8. O matko to się naoglądacie w tych autobusach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszych autobusach to lepiej niz na targu ;D

      Usuń
  9. Ja zrobiłam prawo jazdy by nigdy więcej nie jeździć komunikacją miejską bo mnie zawsze krew zalewała jak nią jechałam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jest wesolo. Czasami krew zalewa. Prawo jazdy posiadam od 3 miesiecy i jakos nie moge sie do konca przelamac.

      Usuń
  10. nie wiem...może dlatego że odkąd jestem kobietą mojego Mężczyzny większość tras pokonujemy autem, bo tak jest lepiej technicznie.
    mi nie przeszkadza i nie wymagałam w ciąży miejsca siedzącego. nie potrzebowałam tego. zresztą w ciąży wszelkie okazywanie mi przywilejów wprawiało mnie w zakłopotanie. teraz też uczę Ątusię, że skoro umie liczyć, niech liczy na siebie. stoimy w kasie cierpliwie, no dobra w miarę cierpliwie, w autobusie nie zawsze nam ustępują i też uczę ją aby nie robić z tego dramatu.
    nie zmienia to faktu, że przykre jest zachowanie młodzieży które opisujesz.

    OdpowiedzUsuń
  11. No niestety, tam gdzie ma się do czynienia z ludźmi tam zawsze się coś przydarzy... ;) U nas żywiecką MZK jeżdżą kierowcy szachici dosłownie :P. Pędzą, wyprzedzają na zakrętach, a jak nie daj Boże jedziesz rowerem i ma Cie mijać autobus miejski to lepiej zjeżdżać w te pędy na chodnik/ do rowu gdziekolwiek :P

    OdpowiedzUsuń