środa, 26 listopada 2014

Kocham Cie zycie czyli wyniki biopsii!!

Biopsia w Halloween - brzmi jak okrtuny zart, ale nim nie jest. W Halloween mialam swoj maly prywatny horror - kolejna juz w moim zyciu kolposkopia. Cytologia i pobranie probek do badania histopatologicznego.

 Poczatkowe zdenerwowanie, z uplywem dni, powoli przeszlo w tryb ''stand by''.   To co mialam i moglam zrobic, zrobilam. Czekamy...trzy tygodnie minely w ubiegly piatek. Zapomnialam zadzwonic do laboratorium. Nie wiem czy nieco nie podswiadomnie. Z jednej strony chcialam jak najszybciej miec wglad w wyniki...z drugiej chcialam miec spokojny weekend.

Zadzwonilam w poniedzialek. Sa!!

Po wyniki tradycyjnie pojechal moj maz. Ja nie bylabym w stanie, Blada jak sciana siedzialam na kanapie i staralam sie utrzymac rownowage psychiczna. Bylam klebkiem nerwow, sciskalam w reku kubek goracej kawy a mimo to trzeslam sie jak osika na wietrze. Nie wiem dlaczego wynikow tych balam sie o wiele bardziej niz kilku poprzednich?

Wrocil M. Drzaca reka otworzylam zalaczniki:

badanie cytologiczne - infekcja sredniego stopnia z onakami czegos tam..., ale BRAK komorek atypowych!!

badanie histopatologiczne - szereg slow, ktore rozumiem kazde z osobna, ale nie pojmuje co oznaczaja wszystkie razem...o brodawczaku ludzkim ani slowa. WYCOFAL SIE?! Chwilowo!!

Lzy naplynely do oczu, serce powraca do swojego normalnego rytmu. Skad jednak stwierdzenie, ze wycofal sie ''chwilowo''? Niestety, ale swiadoma jestem tego, ze wroci, bo on bawi sie ze mna w kotka i myszke juz przynajmniej od 2011 roku. Najwazniejsze, ze nie jest gorzej, czego okropnie sie balam.

Konsulatcja telefoniczna z Pania doktor potwierdza, iz wszystko jest w normie. Mam odczekac przynajmniej 2 miesiace...po czym skontaktowac sie z nia gdy dostane pierwszy okres po Bozym Narodzeniu a ona wtedy wyznaczy mi wizyte w konkretnym dniu cyklu i powtorzymy cytologie.

Poki co wiem tyle, ze Swieta beda spokojne :) Mam nadzieje, bo w Polsce umowieni juz dentysta i dermatolog!!

Dziewczyny, dziekuje za kazde dobre slowo, ktorym poprzednio mnie wspomoglyscie :)

wtorek, 25 listopada 2014

LBA



Zostalam ostatnio zaproszona do zabawy LBA przez Sabine. Zeby jednak bylo sprawiedliwie odpowiadam rowniez na pytania z poprzednich nominacjji, ktore siegaja kilku tygodni a nawet i miesiecy wstecz (wstyd wiem i przepraszam),

Pierwsza nominowala mnie Wiola, a bylo to juz dobrych kilka miesiecy temu:


1. Opisz najlepszy dzień Twojego życia.
Chcialabym napisac, ze dzien slubu, ale niestety ze wzgeldu na poranne nieprzyjemnosci nie byl to dzien idealny. Porod - wspominam milo, ale i tu nie brakowalo tragizmu. Jedno z najpiekniejszych wspomnien, ktore nosze w sercu wiaze sie jednak z synem. Z drazcym sercem, w trzeciej dobie zycia syna, szlam na pierwsza powazna rozmowe z neonatologami (dotychczas kontaktowal sie z nimi jedynie moj maz). Widze nas w gabinecie lekarskim, siedzacych przy ogromnym stole...na przeciwko nas lekarz (szef Intensywnej Terapii) przeglada i spokojnie analizuje synowskie akta i uszy mych dochadza slowa ''tu wyjeto rurke''... 
- Jak to wyjeto rurke? Czyli, ze oddycha...sam oddycha?
- Oddycha sam przy pomocy C-PAP'u.
Pamietam siebie wychodzaca ze szpitala, usmiechajaca sie przez lzy i powtarzajaca jak mantre ''on oddycha''.

2. Największe szaleństwo Twojego życia 
Lot do Wloch, aby przeprosic i porozmawiac w cztery oczy z owczesnym chlopakiem. Nic w tym wielkiego gdyby nie fakt, iz po klotni on nie chcial ze mna rozmawiac i nie odbieral telefonu, napisalam wiec SMS ''bede jutro...czekaj na mnie na dworcu'' i polecialam.

3. Masz władzę nad światem przez cały dzień. Co robisz?
O matko, nie chce...

4. Zaczynam dzień od…
Porannej toalety

5.  Mam słabość do…
Smieciowego jedzenia :(

6. Nigdy nie zjem…
Flakow - brrr

7. Co zawsze chciałaś zrobić, ale coś Cię powstrzymywało?
Staram sie mierzyc sily na zamiary, wiec nie bedzie to nic spektakularnego. Od lat chcialabym nauczyc sie plywac, ale panicznie boje sie glebokiej wody (trauma z lat szkolnych).

8. Gdybyś miała wybrać trzy zapachy przypominające Ci Twój rodzinny dom lub dzieciństwo, jakie byłyby to zapachy?
Pieczone ciasto, mielona kawa

9. Gdybyś mogła przenieść się na chwilę do jakiejś książki, jaka książka by to była?
Chetnie bym zwiedzilabym Hogwarts 

10. Film, na którym płakałaś ze śmiechu.
Filmu nie pamietam...ze smiechu pokladalam sie czasami ogladajac serial ''Friends''

11. Kiedy potrzebuję wsparcia udaję się do...
Meza lub siostry.


Pytania od Kornelii:


1. Aktywnie spędzony czas czy leniwie ?
Zdecydowanie aktywnie, choc i blogie lenistwo czasami sie przydaje.

2. Najmilsze wspomnienie z tych wakacji?

3. O poranku pyszna kawa czy raczej herbata ?
KAWA!!

4. Za co pokochałaś swoją bratnią duszę?
Za caloksztalt

5. Las czy plaża ?
Plaza, gdyz lesne wedrowki sa dla mnie za bardzo stresujace ze wzgledu na zamieszkujace je gady.

6. Ulubiona potrawa i jak ją przyrządzasz?
Lasagne. Opis przygotowania to raczej temat na osobna notke :)

7. Czy masz jakiś ulubiony gadżet- jaki ?
Raczej nie.

8. Miejsce , które chciałabym zwiedzić to ...
Nie ma tego jednego upragnionego. Wiele miejsc chcialabym odwiedzic, chociazby z ciekawosci...do rownie wielu chcialabym powrocic, gdyz wiaza sie nimi cudowne wspomnienia.  Planow tych zapewne nie uda sie w wiekszosci zrealizowac, ze wzgledow logistycznych (boje sie latac) i finansowych (niestety nie spimy na pieniadzach).

9. Bloguję, bo?
Blog to moje okno na swiat...sposob na spedzenie kilku chwil w milym towarzystwie i jedyny pismienny kontakt z jezykiem polskim.

10.Jesteś osobą: Spokojną czy Szaloną ?
Cicha woda.

11. Ulubiony blog Twoim zdaniem i dlaczego ?
Lubie wszystkie na ktore zagladam.


Pytania Sabiny:


1. Z czym kojarza Ci sie Wlochy?
kiedys - slonce, morze, makaron,pizza, Rzym i Watykan, Berlusconi, calcio, przystojni mezczyzni
obecnie - jak wyzej plus podatki, biurokracja, strajki i parkowanie na zakretach ;)....a zapomnialabym ''pendolino'' :D

2. Ksiazka, ktora polecasz?
Ostatnio niewiele mam czasu na czytanie. Z dzecinstwa polecam ''Dzieci z Bullerbyn'' - moja ukochana, ulubiona, najlepsza :) Lubie ksiazki autorstwa Agathy Christie i jestem fanka Jezycjady autorstwa Malgorzaty Musierowicz.

3. Czy ogladasz telenowele - jesli tak to jakie?
Obecnie nie, ale mam je na sumieniu...mniej wiecej do czasow licealnych zdarzalo mi sie sledzic te skomplikowane historie milosne. Ostatnia, ktora pamietam byla bodajze ''Fiorella'' i gdy gdzies 1,5 roku temu natknelam sie tu na nia w TV to az mi sie sentymentalnie zrobilo :D 
A czy ''M jak milosc'' i ''Na dobre i na zle'' zaliczaja sie do telenowel? Jesli tak to powiedzmy, ze je podgladam, bo ogladaniem to bym tego nie nazwala. Czesto wlaczam sobie powyzsze seriale w internecie, gdy buszuje po sieci - oprocz telefonow z rodzina to jedyna okazja by posluchac jezyka ojczystego.

4. Co sadzisz na temat stylizowania maluchow?
Nie jestem na biezaco z moda. Dla mnie wazne jest, by ubranie bylo czyste, wygodne i bezpieczne a jesli przy okazji bedzie fajnie i modnie to tym lepiej :)

5. Ulubiony aktor i film?
Leonardo di Caprio w ''Inception'', choc mam mocne przeczucie, ze ostatnio widzialam ''kogos w czyms'' co mnie zachwycilo, ale jak na te chwile nie przeklada sie to na konkretny obraz. 

6. Celebryta, ktorego nie znosisz i dlaczego?
Lapo Elkann - za imie :D A tak na serio to za glupote, ignorancje.

7. Ideal mezczyzny (lub kobiety) i dlaczego?
Wysoki, ciemnowlosy - jesli mialoby to sie przekladac na konkretne osoby to z czasow fascynacji pilka: Maldini, Nesta. Dlaczego? Patrzac obecnie na ich zdjecia sama nie wiem :D A tak po prawdzie, jak to mawiala moja babcia, szczery, kochajacy, szanujacy i oddany rodzinie.

8. Mega popularny blog, ktory czytasz?
Na mega popularnych blogach nie umiem sie odnalezc...szczerze powiedziawczy to chyba nawet takowych nie znam. Odwiedzam te, ktore lubie nie zwazajac na licznik wyswietlen. Jesli mam cos do powiedzenia to komentuje.

9. Co sadzisz o portalach spolecznosciowych?
Coraz ciezej mi sie na nich odnalezc. Z jednej strony ulatwiaja utrzymanie kontaktu z rodzina i znajomymi, ktorzy rozjechali sie po swiecie, z drugiej jednak ich polityka prywatnosci mnie przeraza.

10.  Jakie pobudki slonilyby Cie do emigracji?
Chec poznania swiata, przygod i sprawdzenia sie. Do pozostania na emigracji - milosc!!

11. Piosenkarz, piosenkarka, zespol - jaka muzyka Ci w duszy gra?
miedzynarodowa - Sting, Springsteen, Cranberies
wloska - Nanini, Dalla, Jovanotti (wybrane utwory)
Niczym nie pogardze, z drobnymi wyjatkami!!

Wszystkim blogierkom dziekuje za nominacje i zaproszenie mnie do zabawy. Sama nie nominuje nikogo, gdyz ulozenie pytan zapewne zajeloby mi kolejnych kilka tygodni i post licho by wzielo. Pozdrawiam cieplo,


Ewiczka

czwartek, 20 listopada 2014

Jak PKP bilety sprzedawalo...

To juz pewnie wszyscy wiecie, wiec nie bede Was tu torturowac opowiesciami jak w weekend mi cisnienie podskoczylo. Wspomne jedynie, iz w calym tym zamieszaniu utknelismy i my - rodzina, ktora 14 grudnia musi dostac sie z Warszawy na polnoc kraju...nasza podroz zbiegla sie nie tylko z wprowadzeniem nowego rozkladu jazdy, ale i wypuszczeniem na tory ''wahadelka''. Pendolino zdarzylo mi sie jechac kilka razy we Wloszech, wiec cisnienia na testowanie taboru na polskich torach absolutnie nie mielismy, ale wyszlo jak wyszlo....o godzinie, ktorej nam najbardziej pasuje jedzie wlasnie ''wahadelko''.

Madre glowy system sprzedazy ''dynamicznej'' biletow przygotowaly, ale d...nie dziala. Klops i przerwa technologiczna...


Na chwile obecna przerwa technologiczna trwa juz od 100 godzin. Toz to prawdziwa rewolucja bedzie, na pograniczu z rzeczywistoscia - sience fiction doslownie.  Zaczynam sie powaznie zastanawiac czy oni ten system od poczatku ''pisza''?


 Ciekawe kto zawinil tym razem...pewnie Wlosi, Alstom co pociagow na czas nie dostarczyl? Pewne osoby powinny sie mocno zastanowic zanim zacznac wyglaszac deklaracje i szukac winnych po katach. Nie wnikam czy zawinil Alstom w dostawie pociagow, ale ludzie drodzy Wy nawet nie potraficie biletow na pociag sprzedac? Jak oni umowe na te pociagi pisali tak samo jak caly ten system sprzedazy to sie powinni cieszyc, ze w ogole cokolwiek im dostarczono. Pytam sie czy Wy z tworzeniem programu czekaliscie na dostarczenie skladow - pewnie patrzac na Pendolino latwiej sie pisze?! Cyrk na kolkach...przepraszam, cyrk na szynach!!

Najbardziej wkurza brak informacji...bo nie potrafia zadeklarowac kiedy system sprzedazy on line zostanie przywrocony. Ok rozumiem, ale czy tak ciezko powiedziec ''nie wczesniej niz.....'' Jak widac ciezko. Lepiej bawic sie ze spoleczenstwem w kotka i myszke... Tak sie sklada, ze mam meza informatyka, ktory tworzeniem programow zajmuje sie na codzien i On jakims cudem gdy dostaje konkretne polecenie jest w stanie okreslic czy zajmnie mu to dzien, dwa, tydzien czy miesiac....No, ale jak sztab kryzysowy nie wie czego sie chwycic...

Po prawie 4 dobach bylam juz konkretnie zmeczona ciaglym odwsiezaniem strony i sledzenia fejsbukowych wypocin PKP Intercity.  Powiedzialam dosc!!  


Moje emocje w temacie zmienialay sie od irytacji...przez smiech...do wscieklosc i zmeczenia!! Nie ma co - XXI wiek :D


Ostatecznie bilety  w wielkich bolach udalo sie kupic w kasie na dworcu w Tczewie (kochane PKP system dziala, ale nie tak jak dumnie glosicie bez przeszkod) po ''zaledwie'' 30 minutach stukania w klawiature - dziekuje mojej siostrze i cierpliwej Pani w kasie. Teraz pozostal ''maly'' szczegol do rozwiazania - bilety sa w Polsce a my jestesmy we Wloszech - ciekawe kto mi odda za kuriera?! Chetnych nie widze!!

A zeby cisnienie za szybko mi spadlo to PKP postaralo sie zebysmy nie mieli czym do Warszawy na samolot dojechac. W pierwotnym rozkladzie byly dwa pociagi, ale przeciez wlosi zawinili i wszystkich skladow nie dostarczyli, wiec zweryfikowano to tak, ze usunieto oba poranne polaczenia i w niedziele rano z Gdanska do Wawy nie pojedziesz (Czyzby stare wagony juz na zlom poszly?) Musielibysmy tluc sie nocnym TLK - bite 5 godzin i od 5 rano kwitnac na centralnym. Samoloty jak na zlosc tez nie pasuja, wiec najprawdopodobniej bedziemy zmuszeni wyjechac dzien wczesniej poznym popoludniem i przenocowac w stolicy.

 Teraz bedzie nerwica czy bilety dojda na czas. Mam jednak nadzieje, ze Poczta Polska dziala sprawniej niz Polskie Koleje Panstwowe!!

środa, 19 listopada 2014

PICASSO?

Meble - kredki swiecowe. Koszulka i poduszka - dlugopis, a jakze?!


poniedziałek, 17 listopada 2014

Swiatowy Dzien Wczesniaka

Malo mnie tu ostatnio, bo mysli mam zaprzatniete innymi kwestiami, Goracy okres u nas -zawsze cos i tak sie zlozylo, ze nie mam czasu nawet na wnikliwe czytanie Waszych blogow, nie mowiac juz o opisaniu.

Dzisiejszego pochmurnego poranka pojechalismy do szpitala na kontrole synowskiego zeza. Nie lubie wizyt oklulistyczny w szpitalu, bo to nigdy nie wiadomo ile trzeba bedzie czekac i czy dziece bedzie chetne do wspolpracy. Dzis Ste wyraznie mnial na nas wszystkich wylane - lekarka machala mu przed nosem a to myszka miki, a to czarownica czy Boj jeden wie czym...a ten ostentacyjnie lep w druga strone. Nie bedzie patrzal i tyle. Cosik udalo sie jednak podejrzec i rezultat wizyty jest taki, iz Stefi ma zeza :) Ha!! A tak na serio to kontrola nic nowego nie wniosla (na szczescie zachowana jest naprzemiennosc uzywania oczu), kuracja podtrzymana i see ya za 6 miesiecy. W czwartek okulista!!

Wchodzac dzis jednak do szpitala wrocily do mnie wspomnienia. Swiatowy Dzien Wczesniaka - w holu dostrzeglam duze monitory prezentujace film na temat wczesniactwa powstaly we wspolpracy z naszym zaprzyjaznionym oddzialem...na ekranie przewijaly sie te wszystkie biedne kruszynki...i znajome twarze personelu...az cieplej sie na sercu zrobilo. Syn niestety nie pozwolil obejrzec video w calosci, ale mozliwe, ze wpozniejszym terminie bedzie dostepne on-line. Wpatrujac sie w TV ni stad nie zowad, nie wiele myslac zapytalam ''idziemy ich odwiedzic??''. Poszlismy, wszak to zaledwie dwa pietra wyzej. Rozpoznano nas juz z daleka i radosnie powitano. Niestety jedna z naszych ulubionych pielegniarek z ambulatorium byla akurat na urlopie, wiec dostalismy nakaz by w niedalekiej przyszlosci ponownie ich odwiedzic :)

Tymczasem wszystkim wczesniaczkom duzo duzo zdrowia, szczescia i usmiechu na kazdy dzien!!


Ratujmy wczesniaki, bo to sa naparwde super cudaki, z ogromna wola walki o zycie. Uparte jak kudlaty osiol, ale cos za cos :D


Miesieczny kangurek :)

piątek, 14 listopada 2014

ZLOTE MYSLI


Idac pieszo czynisz dobrze sobie i srodowisku!!


Dziekuje miastu Perugii za uswiadomnienie mnie w temacie...a dzis od siebie dodam ''JAK JEST STRAJK GENERALNY TO NIE MASZ ZA BARDZO WYBORU I DAJESZ Z BUTA''  Ot Italia wlasnie!

Wlasnie kombinuje jakby tu syna ze zlobka odebrac. Co prawda komunikacja miejska nie jest w pelni zawieszona, ale w godzinach 10:00 - 14:00, nie wiesz czy i kiedy autobus przyjedzie.

Udanego piatku i weekendu zycze :)

środa, 5 listopada 2014

Wesoly autobus po ulicach mego miasta mknie

No mnie mknie, a w nim cuda niewidy o jakich wielu nawet sie nie marzy.

Jak juz wiecie lub nie wiecie Stefano dwa razy w tygodniu uczeszcza do placowki oswiatowej. Jako, ze miejsce to oddalone jest od domu kilka kilometrow bez czterokolowego srodka transportu sie nie obedzie. Tak wiec tata syna rano odprowadza (jego biuro znajduje sie 500m dalej) a mama syna odbiera. Samochod mamy jednak tylko jeden i w dodatku wciaz nie czuje sie za kolkiem zupelnie swobodnie by jechac sama  z synem. Strach poteguje fakt, iz wiekszosc trasy musialabym pokonac jedna z glownych ulic naszego miasta i w dodatku przejechac obok, zawsze zatloczonego, dworca kolejowego. Stad tez pomysl by jezdzic po syna srodkami komunikacji miejskiej - autobus i minimetro.



Syn zadowolony, bo moze reka pomachac na autobus i dzwonek nacisnac gdy wysiadmy.  A i matka mniej zestresowana. Tak sie pieknie sklada, ze na jednym bilecie jestem w stanie spokojnie po syna jechac i wrocic. Poki pogoda wspolpracuje wszystko chodzi jak w zegarku. No prawie wszystko.


Oto kilka autobusowych opowiesci:

SCENKA NR 1

Wsiadamy ze Stefkiem do autobusu...''potwierdzam waznosc biletu'' i sadzamy nasze szanowe 8 liter na ''wygodnych'' siedzeniach. Nagle uszu mych dochodzi:

pasazerka: ''Kierowca, kierowca - sa tu dwie panie co biletu nie skasowaly''
kierowca: (milczy)
p: Zadamy aby pan sprawdzil bilety...bo albo wszystkim albo nikomu...Po kilku sekundach juz ponad pol autobusu debatuje na temat bezkarnie podrozujaccyh gapowiczow
k: Widze, iz kierowca zerka z dezaprobata w lusterko. Nadal jednak milczy.
p: Tak nie moze byc...my placimy gruba kase. Staruszki przekrzykuja jedna druga ''bilety coraz drozsze, przez tych co nie placa''...Inna odgraza sie, ze i ona przestane abonament wykupywac.

Przystanek: Wsiada chlop z torba. Staje w polowie autobus. Biletu nie kasuje. Wszystkie oczy skupione na nim - ofiara nie ma pojecia co ja zaraz czeka. Nie zaraz wyciaga bilet...nie kasuje go jednak.  Zanim kobity zdarza chlopa zlinczowac do akcji wkracza kierowca (czyli jednak nie jest niemowa) - bilet Pan kasuje?  Chlop mruczy cos pod nosem, ze niby skasowal w innym autobusie (to nic jest obowiazek potwierdzenia jego waznosci w kazdym kolejnym srodku lokomocji, do ktorego wsiadasz)...Ukradkiem oka widze, ze kasownik pokazuje czerwone swiatelko - jednym slowem bilet nie jest wazny. Ani kierowca ani staruszki jednak tego nie widza wiec jedziemy dalej.

A ja do samego konca zastanawialm sie kim sa owe dwie panie co to biletu nie skasowaly. Spod moich ciemnych okularow spogladam to w prawo to w lewo. Mam kilku kandydatow, ale po wnikliwszej obserwacji zauwazam, iz bilety badz dzierza w dloni badz trzymaja w kieszeni. I nagle nachodzi mnie taka oto refleksja ''A moze to ja jestem ta Pania bez biletu?''

SCENKA NR 2

  Tytulem wprowadzenia wspomne jedynie, iz ''ostatni dzwonek'' obwieszczajacy koniec lekcji w szkola rozlega sie w godzinach 13:00 - 13:30. Syna odebrac musze do 13. Aby uniknac malo komfortowej podrozy w zatloczonym autobusie odbieram Stefka wczesniej - zwykle kilka minut po 12.

Tego dnia mialo byc podobnie. Wychodzac z domu przyuwazylam jednak wzmozony ruch przed szkola. Z jakichs nieznannych mi powodow zajecia w szkolach wspomnianego dnia skonczyly sie znacznie szybciej niz zwykle, bo juz ok. godziny 11.

Odbieram syna. Pierwszym etapem podrozy jest minimetro - wagoniki. Miejsc siedzacych jest w nich jedynie 8, ale kursuja bardzo czesto, wiec zwykle nie ma problemow. Wyjatkiem jest moment zamkniecia szkol gdy cala mlodziez zjezdza z centrum. Srodkiem tym pozdrozujemy jednak bardzo krotko - zaledwie jeden przystanek. W dodatku minimetro podrozujac w calosci nad ziemia jest bezkolizyjne. Nie ma przyspieszen i gwaltownego hamowania.

zrodlo

Czekamy na autobus :)

Na dworcu jest przesiadka na autobus i tu juz nie ma mowy o spokojnej jezdzie. Ledwo co sama potrafie sie utrzymac. A co dopiero z dzieckiem? Wsiadamy, autobus pelen nastolatkow przyklejonych zadkami do krzesel. Gdzies w tlumie widze starsza Pania co kurczowo trzyma sie drazka. Wszak starsze Panie podobnie jak i ja - mama z dzieckiem, wsiadajac do zatloczonego autobusu stajemy sie superbohaterami o specjalnej mocy - stajemy sie niewidzialni!! Fajnie co?? No super...Tak wiec przez ramie mam przezucony synowski plecak i moja torbe, Stefka uwieszonego mi na szyi a druga reka kasuje bilet. Rozgladam sie uwazniej - wolnych miejsc siedzacych nie ma. Kij Wam w wszystkim w oko - przytulam syna i siadamy w kaciku na podlodze!! Starsza Pani z usmiechem zagaduje ''Widzisz kochanie jaka mama Ci miejscowke znalazla?!''. Jak to mowia z braku laku i kit dobry. Kilka minut pozniej widze, ze starsza Pani z drugiej czesci autobusu przwoluje mnie reka aby nam miejsca ustapic. Grzecznie dziekuje, ale odmawiam. Nie mialabym serca starszej osobie miejsca zabrac! Mlodziez ani drgnie. W koncu jedna dziewczyna (zapewne targana wyrzutami sumienia) odwraca sie w moja strone i rzuca niedbale ''chcesz usiasc?'' Wypowiedziala to takim nieszczesliwym tonem, ze ironicznie odpowiedzialam ''Nie dzieki, poradze sobie''. Ona - ''ok''. No to jedziemy dalej na podlodze, ale uwaga zwalnia sie miejsce.  Ohoho synu usiadziemy sobie jak sie nalezy, no bo przeciez nie ustapic miejsca to jedno, a bezczelnie ukrasc je matce z malym dzieckiem to juz podchodziloby pod chamstwo. Dziewczyno, tyle ty juz lat na tym swiecie zyjesz a wciaz taka naiwna jestes - wstyd. Wierzcie mi, iz mialam juz kazanie na koncu jezyka, ale syn cos wyczul i mocno sie we mnie wtulil. Zakmknelam wiec usta zanim zdarzyl sie z nich wydobyc jakikolwiek dzwiek by dziecka dodatkowo nie stresowac.



SCENKA NR 3

Duzo tu z sytuacji numer dwa, wiec nieco opis ukroce. Wsiadamy do autobusu - mama z synem uwieszonym na szyi, torba na ramieniu, plecakiem zarzuconym na bark i synowska kurtka w rece. Pojazd pelen mlodziezy...stawiam syna na podlodze, przytrzymujac Go kolanem z trudem udaje mi sie utrzymac rownowage i wydobyc z portfela bilet by go skasowac. Jak zwykle jestem niewidzialna! Wroc, niewiedzialna jestem dla mlodziezy, bo pewna pani proponuje pomoc w dojsciu do kasownika, wiec tak zupelnie przezroczysta nie jestem :)
Przystanek...biore syna na rece. Starsza pani z siatami w reku ma problem aby wsiasc do autobusu. Pani, ktora wczesniej proponowala mi pomoc, teraz pomaga kobiecinie wdrapac sie do srodka komunikacji miejskiej, jednoczesnie glosno komentujac sytuacje w srodku pojazdu ''Droga Pani tu nie ma miejsc siedzacych dla osob starszych''. Na te slowa reaguje pewien Pan, rozglada sie i wstaje szczerze proponujac kobiecinie miejsce. Staruszka jednak odmawia, tlumaczac, iz zwolnione miejsce jest dla niej za wysoko - musialaby pokonac kolejny wysoki stopien a z tym wlasnie ma najwieksze problemy. Nikt inny nie deklaruje checi ustapienia miejsca. Pani ponownie, jeszcze glosniej niez wczesniej, wykrzykuje ''takie to zycie, ze brak miejsc dla osob starszych i matek z dziecmi. Mlodziez taka zmeczona, ze musi siedziec a matki z dziecmi i starsi przeciez w pelni sil to moga sobie stac''.  Gowniarze dalej twardo siedza, ani drgna, slepo wlepieni w swoje smartfony. Mozesz im nad glowami krzyczec a i tak dupska nie rusza. Na marginesie zajmuja rowniez miejsca, oznaczone jako te przeznaczone dla osob majacych problemy motoryczne. Maja nas wszystkich gleboko w dupie. Zero szacunku!! Jak ich za frak nie wezmiesz to sie nie rusza!!
Nam ostatecznie udalo sie usiasc na miejscu, ktorego nie chciala staruszka. Pan, ktory zwolnil jej miejsce, jak tylko nas zauwazyl, z usmiechem oddal mi i synowi swoje miejsce.


SCENKA NR 4

Tym razem miejsca sporo, autobus w polowie pusty. Na jednym z przystankow wsiada chlopak. Na oko nieco ponad trzydziestoletni Wloch. Prosi o bilet, ale nie ma drobnych, a kierowca z 50euro nie ma jak wydac (zgodnie z regulaminem pieniadze powinno sie miec odliczone). Alternatywy sa dwie - albo wysiadasz albo idziesz rozmienic pieniadze. Zatrzymujemy sie pod barem - chlopak wysiada i biegnie rozmienic 50 euro na mniejsze nominaly. Kierowca przeprasza pozostalych za zaistniala sytaucje...odzywaja sie glosy ''Pane, bo oni tak specjalnie, ze niby drobnych nie maja a tak naprawde to chca legalnie na gape jechac''. Wraca chlopak, placi za bilet, jedziemy dalej.  Przystanek dalej wsiada czarnoskory chlopak, lat dwadziescia z hakiem (podkreslilam kolor skory, gdyz ma to znaczenie dla tego co dzialo sie pozniej). Staje niedaleko nas, ale nie widze czy skasowal bilet. Kierowca, zaaferowany wczesniejszym zamieszaniem z biletem, pyta grzecznie ''kolego bilet skasowales?''. Kolega twierdzi, iz skasowal, ale z wiadomych tylko sobie powodow pokazac nie chce. ''Nie rozumiem problemu, bo skoro skasowales to po prostu pokaz'', pada z ust kierowcy.  Pasazer nadal sie opiera, wiec kierowca staje sie coraz bardziej podejrzliwy i zaczyna z nim rozmawiac nieco bardziej stanowczo. Ostatecznie czarnoskory kolega decyduje sie okazac bilet (abonament) prowadzacemu pojazd.
- ''Sluchaj, ale ten bilet jest niewazny''
- ''hahah''
- ''hahaha, tu sie nie ma co smiac. Bilet jest niewazny...31.08, a my pazdziernik mamy. Musisz wysiasc''
- ''Nie rozsmieszaj mnie''
- ''Kolego albo wysiadasz, albo bede zmuszony zadzwonic po kontrolerow''

I tu zaczelo sie robic wesolo. W pasazera jakby diabel wstapil. Zaczal krzyczec jak opetany...''ja nie Wloch, nie znam wloski''. Podchodzi do pewnej kobiety, wtyka jej przed nos swoj bilet z nakazem czytania. Kobita zupelnie zdezorientowana, nim zdarzyla sposcic wzrok, ten znow z dokumentem znalazl sie przy kierowcy, prowadzacym pojazd. Wrzasnal mu w ucho ''czytaj'' i centralnie przed oczy (przyslaniajac temu zupelnie widocznosc) postawil mu ten nieszczesny bilet.

Kierowca hamuje i czyta: ''31/08''
Pasazer krzyczy mu prosto w twarz ''2015...Ja nie Wloch! Ty Wloch to po wlosku umiesz czytac''

W miedzy czasie ludzie z przodu autobusu zaczynaja przesiadac sie na tyly. Ja w myslach ukladam plan ucieczki. Stef jest przerazony krzykiem. Kurde, co to dalej bedzie? Ste wysiadamy na najblizszym przystanku.

Kierowca jednak pozytywnie mnie zaskakuje. Przyznaje racje pasazerowi i szczerze Go przeprasza za zaistaniala sytuacje.  Temu to jednak nie wystarcza i oswiadcza, ze ma gdzies jego przeprosiny. Wyzywa w imie boskie, wszystkich swietych i wzywa wszystkie Madonny swiata. Pani siedzaca naprzeciwko szeptem stwierdza to co ja mowie sobie w myslach ''wloskiego nie zna, ale przeklenstwa wszystkie''. Chlopak, o ktorym bylo na poczatku probuje opanowac sytuacje - kierowca Cie przeprosil, zlituj sie, zakonczmy te krzyki chocby przez wzglad na innych pasazerow i dziecko przestraszysz. Czarnoskory kolega oswiadcza jednak, ze ''on ma nas wszystkich w dupie, dziecko tez''. Milo, mysle sobie. Ste wyraznie zaczyna sie bac. Kierowca podnosi glos w probie zakonczenia sporu. Efekt odwrotny do zamierzonego. ''Czlowieku tu jest male dziecko, boi sie'', pada z tylu autobusu i dopiero te slowa wypowiadane przez poludniowoamerykansko wygladajaca kobiete przynosza chwile spokoju. Kolega odwraca sie w moja strone i wykrzykuje, ze ''przeprasza, ale rasizm''. A ja se mysle jaki rasizm i juz mam ochote wtracic swoje trzy grosze, ale przez wzglad na syna wyduszam z siebie, ze ''ok chlopie, rozumiem Twoje rozzalenie, ale kierowca Cie przeprosil. Zakonczmy wiec ten bezsensowny spor''.  Jesli myslicie, ze to byl koniec wrzskow to sie grubo mylicie. Gdy wysiadalismy z autobusu na naszym przystanku w autobusie nad wrzalo.

Moja refleksja na zaistniala sytuacje. Gdybym nie byla w tym autobusie od poczatku...gdybym nie byla swiadkiem postepowania kierowcy wobec obywateli swojego kraju to moze moglabym podciagnac jego zachowanie jako przejaw rasizmu.

Od kilku miesiecy jednak, zarowno przystanki jak i autobusy, oblepione sa plakatami nastepujacej tresci ''Razem przeciw wykroczeniom taryfowym...zobowiazuja one pozdrozujacych do wsiadania do autobusy jedynie drzwiami na przedzie autobusu i okazanie biletu kierowcy''. Kolega jednak mogl tego nie wiedziec. Wszak on po wlosku znal tylko siarczyste przeklenstwa.


Jak wszyscy wiemy kierowca jest rowniez upowazniony do kontroli biletow. Jeden przyjmuje sie tym bardziej, inny ogranicza sie do prowadzenia pojazdu.

Dlaczego my musimy od razu wrzucac wszystko do jednego worka? Rasizm!! Czy kazde zwrocenie uwagi osobie o innym kolorze skory od razu musi byc rasizmem? Gdyby nawet tak bylo, ze kierowca byl rasista i poprosil Cie wlasnie w tego powodu o okazanie biletu? Po pierwsze ma do tego prawo a Ty obowaizek mu go okazac. Masz bilet pokazujesz bilet i po sprawie. Pomylil sie, nie odczytal poprawnie calej daty konca waznosci biletu - czy nie wystarczylo zwrocic uwagi ''tak, 31/08/2015?'' Czy od razu musimy sie obrazac i atakowac wszystkich wokol?
Poza tym statystyki mowia, iz to obcokrajowcy najczesciej unikaja placenia za przejazd. Sama bylam swiadkiem takich sytuacji, gdzie trzymaja bilet, ale kasuja go dopiero wtedy gdy na przystanku przyuwaza kontrolerow (we Wloszech nie sa oni anonimowi).  To tak jak na lotniskach, gdy pod lupe biora tych co podejrzanie wygladaja badz sie zachowuja. Tyle w temacie.

Jak sami widzicie, w naszych autobusach nie brakuje rozrywki ;)

poniedziałek, 3 listopada 2014

Jak nie urok to...

...wymioty!!

Stef wciaz przeziebiony, to juz ponad 2 tygodnie. Nie zdziwilo nas wiec, ze wiercil sie w nocy niemilosiernie, przewracal z boku na bok, poplakiwal - wine zrzucilismy na poszukiwania odpowieniej pozycji do spokojnego snu.

Pobudka o 6:30 (zwykle spi do 8:30 - 9:00). I znow wina obarczylismy zapchany nos. Wzielismy mlodego do siebie, ale do snu nie kwapil sie minimalnie, Stwierdzilam wiec, ze skoro i tak juz nie spie to jada do kosciola na 8:00.

Gdy, kilka minut przed 9, wrocilam do domu oczom mym ukazal sie widok meza i syna zalegajacych na kanapie przed TV. M. rzucil na wejsciu ''Stefano zle sie czuje...wymiotowal!!'' Podchodze blizej i patrze na wyranie ''sflaczalego'' pierworodnego - siedzi pod kocem!! (moj syn, ktory nie cierpi miec przykrytych nog siedzi pod kocem i z nim nie walczy). Stan podgoraczkowy ok. 12 zmozyl syna i spal ponad 2h (normalnie wolami go na drzemke nie zaciagne). Wymioty poki co juz sie nie pojawily, ale stan podgoraczkowy przeszedl w goraczke. Zbijamy, samopoczucie wraca. Gdy mija efekt przeciwgoraczkowy Stefano staje sie przylepa.

Biedaczysko nasze zwymiotowalo akurat gdy byl sam w pokoju. M. wyszedl do toalety, a gdy wrocil cale lozko zalane bylo mlekiem. Syn zadbal aby matce sie w niedziele nie nudzilo...pralki szly jedna za druga.

Noc mijala w miare spokojnie az do 6 - goraczka, woda, zbijamy. Zasnal!!

W miedzy czasie telefonicznie skonsultowalismy sie z pediatra. Chce go przebadac. Po poludniu przyjmie nas bez kolejki.

Wlasnie sie obudzil..

Uciekam do przylepy, a Wam zycze lepszego poczatku tygodnia niz ten nasz :)