czwartek, 25 września 2014

ZAKRECONA

CZWARTEK

W czwartek nie ma leniuchowania i spania do 9. Kilka minut po 8 ojciec wysadzil matke z pierworodnym przed siedziba ''Wiewiorek''...syn rozejrzal sie po okolicy i w ryk...wyrodna matka z trudem zaciagnela swe dziecie (z zalaczona syrena) do szatni. Poszlismy do sali a Stefano patrzal na mnie takim wzrokiem, ze wolalabym by mi ktos w gebe przylozyl, bo przynajmniej serce by tak nie bolalo. Pozegnalismy sie...mialam wrocic za 3godziny.

Do domu  nie dotarlam, gdyz po drodze kuzynki meza zgarnely mnie na drugie sniadanie w barze. Cieply rogalik zapity cappuccino nieco podniosl mnie na duchu...Co jakis czas zerkalam na komorke - na ekranie pusto, nikt nie dzwonil czyli ''moj wiewior'' dzielny jest!! 
Nim sie obejrzalam a byla 10:30 - po pierworodnego czas jechac.

Wchodze do zloba...otwieram drzwi i serce moje sie raduje - wita mnie rozesmiana synowska buziuchna a jego male raczkie oplataja moja szyje :) :) 

Z rekacji jednej z wychowawczyn wynika, iz po poczatkowym, kilkuminutowym buncie (objawia sie on odmowa uczestnictwa w jakiejkolwiek zabawie) Stef dal sie przekonac do ciastoliny i byl bardzo dzielny!!

30 minut pozniej bylismy juz w domu a matka jak codzien zajela sie przygotowaniami do obiadu. Syn nakarmiony udal sie na spoczynek. Na sen nie mial jednak ochoty...''Nie to nie, silowac sie nie bedziemy'' 

Woda na makaron nastawiona, ragù z zamrazalki wyjete...czekajac na meza turlamy sie po podlodze...a tu niespodziewanie syn odstawil numer - wtuli sie we mnie i usnal. Pozycja w jakies sie znajdowalismy daleka byla od idealu - siedzialm na podlodze z podkurczonymi nogami a 12 synowskich kilogramow lezalo na mnie jak mala malpka. 14:05 - za 5, gora 10 minut powinien byc M. to pomoze mi wstac...14:15 M. nie ma...14:20 nadal NIC...Uszu mych dochodzi dzwieki bulgaczacej w garnku wody...zbieram sie i nieporadnie, na raty, wstaje z podlogi. 

Udalo sie wstac bez budzenia syna. ''Hmmm, ciekawe czemu M. jeszcze nie wrocil? Pewnie zatrzymali go w pracy bo rano troche sie spoznil?'' Nie wazne,..jak wroci to obiad bedzie gotowy...odmierzam makaron - 200g, ale w sumie to glodna dzis jestem, wiec dorzucam jeszcze troche...i gdy merdalam juz lyzka w garnku ze spaghetti oswiecilo mnie: ''Kuzwa, czwartek!! Dzis jest czwartek?!''  

W czwartek M. pracuje do 18 i nie wraca do domy na obiad!! Smacznego Ewuniu...z glodu dzis na pewno nie umrzesz!!  :D :D


25 komentarzy:

  1. Też się czasami potrafię tak zakręcić, że nie wiem o co biega. :) My co prawda dzisiaj troszkę pospałyśmy z rana, ale nie wiadomo co będzie w nocy, bo córcia dziwnym trafem niedawno zasnęła i nie chce wstać.

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz, szybko się Stefano przyzwyczaił, dzieci to potrafią he he:). Czasem wyleci z głowy wszystko, ja też tak mam i to coraz częściej. A do której pracuje Twój mąż, jeśli można spytać, poza czwartkiem oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj starzejemy sie :D M. pracuje w godzinach 8:00 - 14:00 a w poniedzialek i czwartek rowniez po poludniu (maja godzine przerwe - czego obowiazkowo 30minut i w zaleznosci jak dluga przerwe sobie zrobi z pracy moze wyjsc od 17:30) i wtedy nie wraca do domu na obiad - dostaja bony 7euro na obiad za przeprowadzone popoludnie.

      Usuń
    2. A to fajnie macie, bo mój dziennie po siódmej wraca, choć gdy jeździ rowerem, to trochę prędzej. Ale i tak cały dzień jesteśmy same.

      Usuń
  3. Ciesze sie,ze Stefciowi sie podobalo w wiewiorkach. Czy juz lepiej sie czuje? A zakrecona to I ja jestem... czasami nie wiem jak funkcjonuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze mu sie tam podoba choc zawsze na poczatku probuje to ukryc zalewajac sie lzami ;) Czuje sie lepiej, wciaz ma nieco zapchany nochal, ale pediatra stwierdzila, ze mozemy go do zloba poslac, wiec poslalismy.

      Usuń
  4. Hahah, oj wiem, jaki to ból przesadzić z porcją makaronu - wciąż mi się to zdarza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz jestem wyczulona na ilosciowe porcje makaronu - z niektorymi rodzajami mysle, ze i bez wagii bym sobie poradzila. W ogole to w kwestii makaronu jestem nieco wyczulona, bo moj wszystkojedzacy maz nigdy nie marudzi, tylko jednej rzeczy nie przelknie - rozgotowanego makaronu :)

      Usuń
    2. Rozgotowanego makaronu nie przełknie jak na prawdziwego Włocha przystało :)

      Usuń
  5. Biedaczek ale musiałbyć padnięty, a Ciebie stres zjadł, że zapomniałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj na pewno byl i nawet nie probowal tego ukryc!!

      Usuń
  6. Super, że Stefek się aklimatyzuje u wiewiórek :) Jak tak czytałam o tej makaronowej wpadce, to przypomniała mi się pewna scenka ze starej polskiej komedii "Pszukiwana,poszukiwany" z Pokorą ;) Tam też raz nagotował za dużo makaronu :D dużo za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. pozycje w jakich dzieci zasypiaja i miejsca to jest dobry temat na wiele ksiązek;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam to samo w poniedzialki i juz nie raz i nie 10 obiad na 15 zrobilam :)
    Smacznego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miedziecm ze nie jestem sama roztrzepana na tym swiecie :)

      Usuń
  9. Wszystko pięknie Ewa, tylko nie wiem co Ty tam gotowalaś.... ? :D
    Ragu???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Gotowalam obie dla dwojga, ale chetna na niego bylam jedynie ja :) Ragù gotuje zawsze w duzych ilosciach, bo troche roboty z tym jest, i mroze :)

      Usuń
    2. Ciekawa byłam cóż to takiego ;) Pierwszy raz spotkałam się z tą nazwą...

      Usuń
  10. heheheh oj Ewcia Ewcia :) Powiem Ci szczerze, że też często mi się zdarzają takie sytuacje:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciesze się, że Stefcio się zaaklimatyzował w Wiewiórkach więc czego mogę życzyć zdrówka by jak najmniej chorował.

    OdpowiedzUsuń
  12. hahaha ja tak wczoraj piekłam naleśnika. ze zdziwieniem stwierdziłam, że on jeszcze na patelni...sztywny jakiś i chrupiący mi wyszedł a od tragedii uratował mnie Mąż :D
    fajnie będzie w Wiewiórkach :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj ja ostatnio dzięki lekom, apetyt mam za trzech, albo i gorzej, więc pewnie wszystko zniknęłoby z talerzy :P Dobrze że Stefcio się przyzwyczaja do Wiewiórek :) Nas to czeka za niecały rok, a ja już myślę jak to przyżyjemy :P

    OdpowiedzUsuń
  14. To teraz jedynie można życzyć Stefkowi odporności, żeby często nie chorował :) Co do dni tygodnia...też mam z tym problem :/

    OdpowiedzUsuń