poniedziałek, 15 września 2014

Spoznialscy czyli ''Dolce Vita ''U wujka Piotra''

Na srodowy wieczor zaplanowana zostala grupowa kolacja, Zebrala sie juz bowiem dosc konkretna grupa gosci ze strony pana mlodego. Okres swietowania zostal oficalnie otwarty.

 Przekonani do tego pomyslu nie bylismy i wcale nie wynika to z niecheci wspolnego swietowania. M. majac na uwadze co niektorych swoich kumpli od poczatku krecil nosem na sama mysl o wspolnym restaurowaniu sie. Blizej nam bowiem do emerytow co to kolacje zjedza o 19:30 niz o 23 jako to bywa z bezdzietnymi kolegami singlami, notorycznymi spoznialskimi. Serce mowilo jedno, ze fajnie sie spotkac duza grupa, co niestety zdarza sie coraz rzadziej. Rozum kazal sie nie lamac i trzezwo myslec...zjesc kolacje i polozyc dziecie spac o normalnej porze. Posypaly sie sms i telefony z kazdej mozliwej strony. Serce wygralo!! Koledzy spoznieni raptem o 50 minut!! Do stolu zasiedlismy tuz po 22 i gdy padly slowa ''antipasto dla wszystkich'' wiedzialam juz, iz lokalu przed polnoca nie opuscimy. Cale szczescie Stefano wczesniej odplynal w kraine Morfeusza (kolacje naturalnie dostal w domu) i slodko sobie w kaciku spal.  Stol nagle zaczal zapelniac sie niezliczona iloscia przekasek: surowe frutti di mare (okropienstwo), serki, smazone frutti di mare...tysiace misek, miseczek, talerzykow....i wino, ktore lalo sie strumieniami.  Jednym slowem ''Dolce Vita' - nazwa restauracji w koncu zobowiazuje. 'Bylo przesympatycznie, zabawnie, wiele smiechu, opowiadan, wspomnien i mimo, iz dobrze sie bawilismy to caly czas na sumieniu mielismy naszego pierworodnego, ktorego nalezaloby do wygodnego lozka ulozyc. By nie psuc dobrego humoru nie wspomne ile nas te przyjemnosci kosztowaly.

W piatek ponownie padlo: ''wspolna kolacja''. Tym razem zdecydowanie zaoponowalismy stwierdzajac, ze wakacje wakacjami, ale nie mozemy naszego jedynaka ciagac dzien w dzien po lokalach. Zaczely sie obiecanki cacanki, ze bedzie punktulanie...Wiecie co w tym wszystkim jest najlepsze, ze Oni obiecujac w ogole nie zdaja sobie sprawy z tego, ze tej obietnicy i tak nie beda w stanie dotrzymac...Postanowilismy, ze owszem pojedziemy razem, ale osobno tzn. my pojedziemy wczesniej zjemy - oni przyjada posiedzimy chwile razem i sie pozegnamy. O 19:30 bylismy gotowi...i znow goraca linia ze znajomymi. Kazdy znal inna godzine umowionego spotkania...Wyruszylismy jak chcielismy, a jak to sie stalo, ze ostatecznie utknelismy w grupie to juz sama nie wiem...tzn. jakies blade wytlumaczenie powstalego biegu zdarzen mam w glowie, ale i tak do konca nie pojmuje jak, co i kiedy?!  Na miejscu bylismy, jakze by inaczej o 22 a w lokalu tlum. Humor moj spadal drastycznie, bo w dodatku misteczko do ktorego pojechalismy bylo dosc wysoko polozone i bylo po prostu zimno. W pewnej chwili stwierdzilismy z mezem, ze wracamy, bo Ste jest zmeczony i marudny a wizji na szybkie jedzenie nie ma. Pierworodny dostal jednak swoj przydzial mleka i w mgnieniu oka usnal. Cisnienie nieco zeszlo i postanowilismy poczekac, bo w tym momencie obojetne juz bylo czy usiadziemy przy stoliku czy zjemy hot-doga w biegu.

Lokal do, ktorego sie udalismy ''Da Zio Pietro'' (U wujka Piotra). polozony jest w centrum malego uroczego miasteczka Cisternino. Zaluje mocno, iz przyjechalismy tam tak pozno i na zwiedzanie nie bylo czasu. Formula ''restauracji'' natomiast nadzwyczaj orginalna, bo praktycznie rzecz biorac to jedlismy w rzezniku :) Nie przewidzieliscie sie...naparwde na kolacje wybralismy sie do rzeznika :)
Pierwsza sala to typowy sklep miesny, bardzo dobrze wyposazony.



Wybierasz miesiwo, ktore najbardziej Ci odpowiada...dostajesz numerek, placisz w kasie i czekasz az wrzuca Ci je na ruszt. My z racji na godzine, o ktorej sie wybralismy jak i duzo ilosc osob musielismy dosc dlugo czekac na stolik. Luksusow nie nalezy sie tu spodziewac...wszystko jest bardzo proste, zarowno wystroj jak jedzenie, ale za to pychota!! Serio! Nie zaluje, ze poczekalismy bo warto bylo - smacznie i niedrogo :) Ciekawych odsylam do Trip Advisor, gdzie znalezc mozna zarowno zdjecia jak i recenzje gosci.

Nasza gromada :)

A w sobote...no nie zgadniecie!! ''No chodzcie, to ostatni wpsolny dzien tutaj'' 

- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Bylismy twardzi na obiecanki cacanki, choc zgrzeszylabym gdybym nie przyznala, iz niewiele brakowalo a bym sie zlamala. M. postawil jednak sprawe jasno a to jak potoczyl sie wieczor tylko utwierdzilo nas w naszym wyborze.

Podsumowujac fajne jest sie spotkac ze znajomymi. Kolacja w dobrym i zabwnym towarzystwie jest super, ale majac dziecko czasami trzeba sobie odpuscic.
Mnie w tym calym spoznialstwie (ktore podchodzi juz pod mity) najbardziej wkurza nieliczenie sie z drugim czlowiekem. Nie chce by ktos obiecywal mi gruszki na wierzbie. Naprawde wole szczera deklaracje, chocby byla dla mnie malo wygodna. Czuje sie wtedy wolna by w zgodzie z moimi przekonaniami podjac jak najlepsza decyzje dla mojej rodziny.

20 komentarzy:

  1. Mamy rodzinę we Włoszech i tak sobie myślę, że to spóźnianie i zamieszanie to niektórzy Włosi mają we krwi ;) Oczywiście, nie generalizuję i nie chcę nikogo tym komentarzem obrazić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ale wiele w tym racji, Najgorsze jest to, ze niektorzy i z wiekiem z tego spoznialstwa nie wyrastaja. Cale szczescie mi sie trafil wyjatel od reguly :)

      Usuń
  2. Spóźnialstwa też bardzo nie lubię, choć ja nie dzieciata, ale właśnie chodzi o szacunek cudzego czasu. Jak napisałaś, że byliście u rzeźnika to się przeraziłam, że idziesz jeść a patrzysz jak zarzynają świnię, czy co tam chcesz jeść. Brrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swini na cale szczescie nie zarzynali, ale przewijal sie tam jeden chlop z surowym miesem zarzuconym na ramie. Wiekszosc miesa byla juz pokrojona, ale np. stek cieli przy Tobie :)

      Usuń
  3. Po pierwsze fakt nie za fajnie z tymi obiecankami, których nie są w stanie sprostać, mówisz, obiecujesz dotrzymuj słowa, a spóźnialstwa nie znoszę. Po drugie spotkania z przyjaciółmi uwielbiam i nie widzę nic w tym złego, że dziecko na takich spotkaniach jak Wasz Ste spał w wózku gdzieś z boku, a rodzice biesiadowali. My ostatnio na grillu u znajomych byliśmy, Lulcia spała w aucie. A nawet jeśli dziecko pójdzie dwa czy trzy dni później spać uważam, że nic się nie stanie, odeśpi następnego dnia, więc nie zarzucaj sobie nic bo nic do zarzucenia nie masz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rowniez uwielbiam spotkania ze znajomymi, tym bardziej, iz przy okazji wesela zjechali sie ludzie z roznych czesci Wloch a takze i zza granicy, ktorych nie widujemy za czesto. Nas ratowalo wlasnei to, ze Ste spal, bo inaczej to by ciezko bylo - dziecko zmeczone to dziecko marudne, co dla nas zapewne konczyloby sie pusym zoladkiem.

      Usuń
  4. Nie cierpię spóźnialstwa, to moim zdaniem objaw złego wychowania. Wiadomo, że czasami jakieś pilne sprawy niespodziewanie mogą nam pokrzyżować szyki, ale jeśli ktoś świadomie się spóźnia, bo taki już jest, nie wywyołuje we mnie pozytywnych uczuć. Skoro wie, że się spóźni, to zawsze może przyszykować się godzinę prędzej i wyjśća z domu nie na ostatni moment. Także rozumiem Twoje rozgoryczenie.

    A propos zdjęcia z mięsnym wyposażeniem, to mój mąż, kiedy byliśmy w Polsce, nie mógł się nadziwić naszym sklepom mięsnym, że tyle w nich towaru, a kiełbasy sprzedaje się razem z mięsem he he. Zrobił nawet zdjęcie w jednym sklepie, aby rodzicom pokazać, jaki u nas zastaw i postaw się w sklepach:). Twój też tak ma?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ''Nasi spoznialscy'' to glownie lekarze...cos w tym chyba jest!! Oni sie nie szykuja godzine wczesniej a gdy ty juz stoisz w umowionym miejscu to dopiero wchodza pod prysznic. Zupelnie nie maja wyczucia czasu - chwilami mnie to smieszy, bo powstaja zabawne historie, ale czekac prawie godzine z malym dzieckie NIE.

      Tak sobie mysle, ze ja mojego meza to chyba jeszcze nigdy to miesnego w PL nie zabralam :)

      Usuń
  5. Nie cierpię spóźnialstwa.Kiedyś jak na świecie nie było jeszcze mojej córki to nie mogłam pojąć, jak można się gdziekolwiek spóźnić. Teraz czasami zdarza mi się spóźnić do pracy ( to zasługa mojej pierworodnej), mimo wszystko sama staram się nie spóźniać bo wiem, jak to wkurza czekać na kogoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niecierpie sie spozniac. Wole byc 15 minut przed czasem niz 5 po czasie. Czasami jednak kazdemu moze sie zdarzyc, zwlaszcza gdy ma sie male dziecko...dziecko jak to dziecko potrafi zaskoczyc w najmniej oczekiwanym momencie!

      Usuń
  6. Spoznialstwo we krwi maja I Irlandczycy , wiec nie potrafie porownac ktory narod jest w tym mistrzem.
    U mnie w drodze do mojego miasta rodzinnego jest karczma, w ktorej co prawda nie wybiera sie surowego miesa, ale podchodzi sie do duzego rusztu I wybiera mieso na ktore ma sie ochote :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz nie mialam pojecia, iz Irlandczycy cechuja sie spoznialastwem. Myslalam, ze to wloska domena :)

      Usuń
  7. Nie lubię gdy ktoś się spóźnia :/ Chociaż... chrzestna Hani od zawsze się spóźnia, więc do tego już się przyzwyczaiłam. Co do innych- skoro umawiam się na wyznaczoną godzinę, oczekuję, że o tej wyznaczonej godzinie będzie ten ktoś na mnie czekał, sama zawsze wolę być przed czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mam kilka kolezanek, ktore notorycznie sie spozniaja, ale nie o godzine lub wiecej!!

      Usuń
  8. Wybrałabym się na taką kolacje.raz może dwa, ale na dłuższą metę to nierealne :/

    OdpowiedzUsuń
  9. To niesamowite ile wspólnego mają Włosi z Turkami :) Tutaj osiągnięciem jest w ogóle określić godzinę spotkania. Najczęściej pada hasło "dziś wieczorem" lub "rano". Jest to szczególnie upierdliwe, gdy zapraszasz kogoś do siebie. Teraz to nasi znajomi i rodzina już się przyzwyczaiła do tych moich wymysłów, ale na początku gdy zapraszałam na godz. np. 19 zapadała niezręczna cisza :) No, ale sory Gregory, nie będę wyczekiwała na gości cały wieczór przez cały czas podgrzewając żarełko i jeszcze pilnując by się nie przypaliło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem Twoja frustracje. Za czasow bezdzietnych, co tu duzo pisac bylismy znacznie bardziej towarzyscy, wiec i czesciej wychodzilismy ze znajomymi na kolacje czy drinka. Umawianie sie brzmialo podbnie jak to tureckie ''kolacja jutro'' - co, gdzie, kiedy, jak??? Czasami zblizala sie godzina kolacji a ja wciaz nie wiedzialam gdzie i na ktora mam sie stawic. Meczace to jest na dluzsza mete.

      Usuń
  10. Fajna taka wspólna kolacja, ale ... no właśnie jak się nie ma małego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam uwazam, ze i z dzieckiem sie da, ale oczywiscie nie codziennie i bez godzinnych spoznien!!

      Usuń
  11. Wygląda super! Tak właśnie rodzinnie czy w gronie przyjaciół! :D
    Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę! Nie pamiętam kiedy ostatnio taki "wypad" miałam z bliskimi Ojjj dawno! :)

    OdpowiedzUsuń