wtorek, 30 września 2014

Południowowłoskie wesele!!

Czesc z Was prosila o kilka slow na temat wesela, na ktorym mielismy zaszczyt sie bawic na poczatku miesiaca, Juz na wstepie wspomne, iz wloskie wesela znacznie roznia sie od naszego rodzimego swietowania zawarcia zwiazku malzenskiego. Wiele zalezy od zakatka Wloch, z ktorego pochadza mlodzi. Nie mniejsze znaczenie ma wiek zaproszonych gosci oraz godzina ceremonii.

Po poludniowo-wloskim weselu spodziewalismy sie ogromnej fety, z przynajmniej 200-300 goscmi. Jak na wloskie warunki wesele bylo jednak raczej skromne w ilosci uczestnikow. Nie wiem czy po trochu nie wynikalo to z tego, iz czesc gosci byla przyjezdnych  czy tez po prostu panstwo mlodzi zdecydowali, ze chca swietowac w otoczeniu osob im najblizszych. Nie mniej jednak bylo nas zaledwie 60-70osob, z czego ponad polowe stanowili przyjezdni.

Slub dosc nietypowo mial miejsce w czwartkowe popoludnie. Poranek wiec byl dla nas. Aby nie tracic czasu na bezsensowne tracenie czasu po sniadaniu wybralismy sie na tradycyjny spacer nadmorskim brzegiem.  Nasze wsluchiwanie sie w szum morza przerywa dzwiek mzeowskiej komorki :''Cava nie wiem czy dojade...zablokowany jestem, rzeka wyszla z koryta - powodz!!'', slyszymy po drugiej stronie sluchawki. ''Kurde, jaka powodz? Gdzie?'' Okazalo sie, iz jeden z naszych przyjaciol w drodze na wesele  zawozil swoich rodzicow do sanktuarium Ojca Pio. gdzie niespodziewanie obfite opady totalnie zalaly droge. Goraca linia trwala caly poranek, ostatecznie kolege z upalow czyli z glebokiej wody wyciagnelo wojsko i na slub dotarl caly i zdrowy.

Ceremonia zaslubin przewidziana byla na godzine 16:30 w rodzimej miejscowosci Panny Mlodej. Wesele natomiast mialo sie odbyc na plazy, niedaleko miejsca w ktorym stacjonowalismy. Oba miasta dzielilo jednak prawie 90km. Z tego tez wzgldu, z odpowiednim zapasem czasu, o 15 mieslismy wyruszyc w droge. Obladowani bylismy jak wielblady - a to woda dla syna, a to znow przekaska, zapasowe ubranie krotkiei i dlugie..no i jeszcze zabawka jakas co by katedry nie rozniosl ;)

Jak tylko ruszylismy Stefek odplynal do krainy snow. Mknelismy obowdnica a ja w duchu przezywalam chwile grozy, gdy ciezarowki bezpretensjonalnie zajezdzaly nam droge. W miescie bylo jeszcze gorzej, jeden wielki burdel - kazdy jechal jak chcial.

Nie mniej jednak dojechalismy szczesliwie. Msza sw. odbyc sie miala w Duomo di Molfetta, polozonym nad samym brzegiem morza.  Pan Mlody nerwowo krecil sie w ta i z powrotem,,,w rezultacie czego wszystkie chlopy by dodac mu otuchy zabrali  go do pobliskiego baru. Podczas gdy panowie beztrosko soczyli swoje drinki nagle z oddali padlo ''przyjechala Panna Mloda''. Scena bezcenna - zaluje, iz zdjec nie mam jak banda chlopakow pod krawatem leci przez plac :D

Wejscie do kociola tez mielismy z jajem - w synu naszym, juz na samym progu, odezwal sie antychryst. On do kosiola nie chce, na dwor!!  ''Kochanie chcesz ciasteczko?'' - chcial. Shit, mysle sobie on jest glodny, podwieczorek zostal na stole w hotelu. Synowska torba torba kryje jednak wiele skarbow - krakersy, biszkopty...gdzie te cholerne biszkopty, przeciez je tutaj wkladalam? Mlody stoi obok i niecierpliwie tupie noga...o sa krakersy, moga byc krakersy? NIE MOGA...ok szukam, mamusia szuka...a ty pobaw sie teraz motorem...no tak, wydaje sie, iz syn doskonale wie, iz w kosciele motorami bawic nie nie wolno i zabawka z impetem laduje na spoconej matce...Sa biszkopty...Alleluja!! Jest chwila spokoju...doslownie chwila. Stef wyraznie znudzony chce wyjsc...niech se chodzi po kosciele, wazne, ze nie krzyczy...sam nie wyjdzie!! 'Cholera rozpracowal jak sie drzwi otwieraja - grrrr.

Koniec...brawo. Tak brawo sie wyraznie Stefkowi podoba. Jeszcze tylko formalnosci i wychodzimy...We Wloszech po uroczystosci zaslubin, aby mialy one rowniez moc cywilna, ksiadz zobowiazany jest w obecnosci wszystkich zgromadzonych odczytac odpowiednie przepisy prawne. Po czym  swiadkowie (bylo ich razem 5)  i mlodzi podpisuja co trzeba. Nie lubie tej chwili bo strasznie sie wtedy czlowiekowi dluzy.

KONIEC!! Wychodzimy i czekamy na nowozencow. Stef dorwal pojemnik z ryzem...mam nadzieje, iz zostawi nieco dla innych :)












O tak, tego wujka to ja zdecydowanie lubie :)

Evviva gli sposi!!


BRAVO!!



Mafia ;) - 7 z nich to przyjaciele jeszcze z czasow z liceum (To, ze sa tak zgrana paczka podziwiam u nich od dawna).




Stefi chodzil wlasnymy sciazkami :)




Nastepnie odbyla sie mala sesja zdjeciowa nowozencow z przyjaciolmi i chwile pozniej ruszylismy w droge powrotna czyli na wesele. Trasa biegla spokojnie i plynnie...do czasu gdy wjechalismy w granice miasta Bari - 3 a chwilami 4 pasy totalnie zamblokowane...stoimy...korek w srodku tygodnina?...po chwili nadchodzi oswiecenie - dzis w Bari rozrywany bedzie mecz towarzyski Wlochy - Holandia!! I tak 5 km jechalismy ponad godzine, a ja myslalam, ze do glowy dostane. Na szczescie jak tylko minelismy zjazd na stadion droga zrobila sie totalnie pusta i reszta trasy minela blyskawicznie.


 Byla juz jednak prawie 21 gdy stawilismy sie w Coccaro Beach Club i jakby tego wszystkiego bylo malo zaczelo padac. Stefek byl wykonczony i nie mial najmniejszej ochoty na zabawe. Z tego tez wzgledu zdjec z samej imprezy mamy niewiele.

Miejsce urocze, malownicze, wrecz magiczne. Wesele mialo odbyc sie na prywatnej plazy lokalu, nad samym brzegiem Morza Adriatyckiego. Mialo byc tak:





Z powodu opadow deszczu impreza niestety musiala zostac przeniesiona niemal calkowicie do wewnatrz lokalu.


Jak tylko w lokalu pojawili sie pierwsi goscie obsluga ruszyla do pracy. Przekaski dzialaly na zasadzie ''buffet''. Byl on naprawde roznorodny - od przyrzadzanej na miejscu mozzarelli, przez grillowane szaszlyczki, wedliny, sushi, owoce morza, ryby (carpaccio, wedzone, grillowane), pizze, foccace. grilowane warzywa, salatki po mini hamburgery z kurczaka.

Jak tylko przyjechali panstwo mlodzi zaproszono nas i wszystkich innych zgromadzonych gosci do zdjecia z nowozencami. 


Nie zabraklo i tancow. Zespol, zwlaszcza glosy meskie byl mega :) 



Deser (owoce) ponownie zaplanowany zostal  w formie ''buffet'' - jako, ze ze mnie lasuch ogromny to az mi sie oczy swiecily gdy widzialam te smakolyki :) 

Mimo kaprynej aury na toast i symboliczne krojenie tortu zdecydowalismy sie wyjsc na plaze.




Wbrew temu co wczesniej myslelismy to wlasnie goscie ze strony pana mlodego byli  najabrdziej aktywni i glosni i to oni - my wlasnie bylismy maszyna napedowa wesela :) 


Przy pozegnaiu kazdy z gosci otrzymal taki oto podarek plus zdjecie z panstwem mlodym, ktore zrobilismy na poczatku uroczystosci.

Szkoda troche tej ponurej aury wieczorem, bo bardzo bylam ciekawa wesela na plazy. Mimo wszystko zabawa byla wyborna, bo przeciez nie liczy sie miejsce a towarzysze zabawy, a ci byli przedni :) W domu zladowalismy kilka minut po 3 nad ranem!!

34 komentarze:

  1. Szkoda, że pogoda nie dopisała :( Było by bajecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szkoda, bo bardzo bylam ciekawa wesele na plazy. Dobrze, ze pogoda dopisala chociaz podczas ceremoni w kosciele.

      Usuń
  2. Hm...co kraj to obyczaj jak to mówią :)
    Jak dla mnie i tak bajecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie, a ja lubie poznawac nowe obyczaje :)

      Usuń
  3. Ale przystojniak ;)
    Wesele z przygodami więc będzie zapamiętane na długo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj caly ten wyjazd bedziemy dlugi i dobrze wspominac :)

      Usuń
  4. Masz rację, towarzystwo najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wole tak niz piekna pogode w towrzystwie nudiarzy!!

      Usuń
  5. No i wiadomo, że najważniejsze jest dobre towarzystwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre towarzystwo to i udana zabawa :)

      Usuń
  6. Uwielbiam czytać te Twoje opowieści Ewiczko, bez względu na temat :) Super, że bawiliście się doskonale. Gdy towarzystwo i jedzonko dopisuje, to nawet pogoda ma drugorzędne znaczenie :P Pozdrawiamy!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ty mi się dziś w nocy śniłaś, chyba ten wpis sobie wyśniłam ;) Bo byłam we Włoszech i szukałam Cię po jakichś takich restauracyjkach. W końcu znalazłam Twojego męża i jego kolegów i on mnie zaprowadził do Ciebie i się śmiałyśmy, że teraz możemy gadać po polsku a chłopaki nic nie rozumieją ;) I szliśmy całą grupą na jakieś wydarzenie, ale nie wiem jakie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej prezpraszam, ze Cie w snach nekam ;) Choc czesc gdzie przyjezdzasz do Wloch bardzo mi sie podoba :)

      Usuń
  8. A poza tym to jeszcze chciałam dodać, że Stefko z tatą eleganccy, a Ty taka zgrabna, jak z katalogu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Najważniejsze, że towarzystwo udane :)
    Stefek, w kapeluszu, to jak taki mały Ojciec Chrzestny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ciemnych okularow brakuje - zapomielismy mu zalozyc ;)

      Usuń
  10. Stefek największy elegancik, przepraszam pana młodego, a mamusi tej figury to od dawna zazdroszczę! Nigdy nie byłam na włoskiem ślubie, dostaliśmy co prawda zaproszenie od kuzynki męża, ale uroczystość zbiegła się z pobytem Gai na ortopedii, więc musieliśmy odmówić. W sumie mąż ma tak dużą rodzinę, że zapewnie niejednokrotnie się będziemy bawić na włoskich weselach. Piszesz o ślubach, a ja mam do Ciebie pytanie a propos pogrzebów. Czy podoba Ci się klaskanie na widok trumny po wychodzeniu z kościoła? Wiem, że jest to wyraz szacunku dla zmarłej osoby, ale mi jakoś źle się kojarzy i niezbyt to rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas powoli koncza sie kandydaci na zamazpojscie. Bylismy juz na kilku weselach, na kilku bylismy niestety zmuszeni odmowic, bo jakos glupio nam bylo isc na wesele gdy syn lezal na Intensywnej.
      Co do pogrzebow to chyba jeszcze sie tu nie spotkalam z oklaskami po wyjsciu z kosciola. Na pogrzebie tescia co prawda oklaski byly, ale w kosciele gdy jednak z kuzynek przeczytala bardzo wzruszajacy list. Czego tu nie lubie w pogrzebach to zatrwazajace tempo pochowku i wsadzanie trumny w luki i cementowanie ich - jak w Polsce symboliczne wpuszczanie w ziemie ma swoj wymiar tak patrzenie jak chlop z wiaderkiem cementu zamurowuje trumne - litosci, takie to malo sentymentalne :(

      Usuń
  11. plaża super! Wy jacy śliczni :) Stefek mały łobuziak, TY śliczna w tej sukience i okularach :) super :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super impreza! No i przygód nie zabrakło - ta powódź, mecz... A na koniec pogoda jak na złość.
    Wyglądaliście bosko.
    A tej przyjaźni mężczyzn również zazdroszczę. Mój mąż też ma paczkę przyjacioł chyba jeszcze z podstawówki. Trzymają się razem do dziś. Razem na różne imprezy chodzą, regularnie się odwiedzają, dzwonią do siebie, widują. Każdy na każdego może liczyć. Niezmieniona sytuacja od wielu wielu lat. Coś pięknego.

    Ja w sobotę idę na bułgarskie wesele. Sama nie wiem, co to będzie :)

    Pozdrawiam Ewo i życzę Ci miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulala weselicho mowisz, czyli mozna liczyc na fotorelacje? Strasznie jestem ciekawa jak wygladaja bulgarskie wesela.

      Usuń
  13. Świetnie wyglądaliście.
    Powinnaś być modelką masz świetną figurę.
    Z mojej strony rodzina też zawsze rozkręca wesele za to ze strony mojego męża nie bawi się wcale.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo sie zaczerwienie ;) Dziekuje slicznie.
      Juz nie raz spotkalam sie z tym, iz polowa gosci bawila sie wysmienicie a druga polowa zalegala przy stolach :(

      Usuń
  14. Super rodzinka! Ślicznie wyglądaliście, a Twoja sukienka bajeczna- elegancka, zwiewna, eteryczna, boska! Imprezki zazdroszczę... W takim miejscu... ach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje :) Jako ciekawostke dodam, iz juz na miejscu tzn. przed katedra okazalo sie, iz jedna ze znajomych ma identyczna sukienke co moja (roznily sie jedynie kolorami :D

      Usuń
  15. Przede wszystkim super razem wyglądacie! :) Też chcieliśmy zrobić wesele na plaży, ale ...plaża okazała się za mała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki :) Hahha, ciekawam strasznie ilu Was tam bylo? Najwieksze wesele na jakim bylam to ok. 1000gosci i kazdy mial miejsce siedzace (ale to w Grecji).

      Usuń
  16. Stefek obłędny w tym kapeluszu! Super wygladacie i widać, że bawiliście się świetnie:)

    OdpowiedzUsuń
  17. (Nadrabiam)
    Ale czadersko, Steff poprostu Boski, Matka Ty jaka laska bardzo ładnie wyglądałaś.
    Szkoda że pogoda nie dopisała, bo było by jak w bajce

    OdpowiedzUsuń