środa, 20 sierpnia 2014

Spontaniczny wtorek

   Budzik oznajmil mezowi, ze czas wstawac...gdy on biedny zwleka sie z lozka by zarabiac pieniazki, ja zwykle przewracam sie na drugi bok i spie dalej. Nie tym razem...moje ramiona ogarnal chlod, a ze ja cieplolub jestem stwierdzilam, ze i tak juz nie zasne, wiec powedrowalam do kuchni na wspolne sniadanie.

Akcje wybudzanie syna podjelam o 8:30 brutalnie podciagajac mu rolety i wpuszcajac do sypialni promienie sloneczne.

Posilony pierowrodny dumnie zasiadl na tronie i ku ogromnej radosci mamuski wypelnil go zawartoscia swoich jelit. 
Uznalm to za znak by po raz enty sporobowac pozbyc sie pampersiora. Na synowski tyleczek trafily majtochy a do jego malej glowki trafic mialy tlumaczenia rodzicielki, iz potrzeby fizjologiczne zalatwiany na nocniku. 

Z pralki spogladalo na mnie pudelko z farba do wlosow...jako, ze humor mialam dobry spontanicznie postanowilam odswiezyc wyplowialy juz kolor. Na sam koniec do lazienki wkroczyl syn. O ile majtki na pupie pozostaly o tyle mamine madrosci ulotnily sie z predkoscia swiatla...stanal, spojrzal na mnie zwrokiem niczym kot ze Shreka...i polecialo. Wytarlam a troche to trawlo bo ze swiezo umtych wlosow wciaz kapala mi woda.

Coz, nie od razu Rzym zbudowana, pomyslalam. Na synowska pupe trafily majtki numer dwa a do glowki zostal wystosowany kolejny, tym razem blagajacy, apel. Nic z tego...o 10:00 mialam zalana lazienke, salon i szuflade (a wniej papiery do pakowania prezentow). 

Gatki numer trzy w akcji i wysadzanie co 20 minut, nie uronil ani kropli. 

Dobry humor zaczal pryskac - pampers na tylek i spacer. Pobiega na pilka, zmeczy sie to po obiedzie pieknie zasnie a ja w koncu napije sie kawy. Do cholery pilka w samochodzie...a samochodem ojciec do pracy pojechal.

Obiad wszamal bez mrugniecia okiem. A gdy pozytywnie zareagowal tez na haslo drzemka (czyt. bez marudzenia poszedl do sypialni i wdrapal sie na lozko) mama Ewiczka juz myslami wyobrazni widziala siebie z wyciagnietymi nogami na kanapie, z ksiazka w rece i kawa na stoliku. Zdjal okulary, polozyl sie i...i zaczela sie gimnastyka, jakby mi sie syn na spektakl w cyrku przygotowywal (moze robi tam po godzinach?). Kolysanki cicho pobrzmiewaly w tle, oczy sie powoli zamykaja. Nie, nie Stefankowe - moje!! Kawy...kofeiny potrzebuje!! Miarka sie przebrala gdy po prawie 50 minutach wiercenia sie, kopania matki po nogach, rzucania sie z glowa na poduszke - Syn usiadl i walnal wielkiego beszczelnego ''banana''. Tyle wyszlo z poobiedniej drzemki.


Kilka godzin pozniej zdalam sobie sprawe, iz do naszego wyjzadu na wesele polaczone z wakacjami pozostaly niecale dwa tygodnie. Rzut okiem na zarosnietego syn i kolejny spontan tego dnia - fryzjer. Oczy ze zdumieniem przecieralam na widok opadajacych na podloge wlosow. Wlochate mam dziecko, coz w polowie Wloch, wiec w sumie to zrozumiale :P Poszlo szybko i sprawnie, syn zajety fryzjerskim ekwipunkiem dal sie pieknie obgoli, choc peleryny w dalszym ciagu zalozyc sobie nie da. W konsekwencji powyzszego po strzyzeniu wlosy ma doslownie wszedzie. Widzac jak sie biedny otrzepuje i drapie obiecalam mu, ze po powrocie do domu bedzie mogl sie troche wypluskac w wanience.
Nie zdarzylismy jeszcze porzadnie wejsc do mieszkania a ten juz lecial z wanienka przez przedpokoj. I tu mnie oswiecilo...czyli Ty mnie synu moj kochany slyszysz doskonale. Znaczy sie pamiec masz wybiorcza albo po prostu masz gleboko w powazaniu moje wyklady na tematy nocnikowo-pampersowe?!

Wykonczona intensywnym dniem nie mialam najmniejszej ochoty na gotowanie, pobieglam wiec do pobliskiego marketu po salatke z pszenicy orkiszowej, ktora zajadamy sie zwykle latem. Szybko, zdrowo i smacznie :) Przy sklepowej ladzie wpadlam na kuzyna meza z rodzina...po wymianie ochow i achow, kuzyn zadzwonil do meza i godzine pozniej siedzielismy wszyscy razem w pizzerii.  My moglismy kontynuowac ''ochy i achy'' a nasze dzieci integrowaly sie zajadajac kamienie badz ganiajac miedzy drzewami!! Bylo przesymaptycznie :)

Po ponad 14 godzinach na nogach (bez przerwy) Stefano w drodze powrotnej padl. Czasami wydaje mi sie, ze pierworodny to na duracellach jedzie!! Chcialabym miec tyle enrgii co on :)



12 komentarzy:

  1. haaha :) Końcówka mnie rozbroiła :) Pewnie jedzie na duracellach :) Też nie raz mnie zastanawia, skąd dzieci mają tyle eneregii. Tęż kiedys byliśmy dziecmi i zobacz, jak to z nas uchodzi...
    Ciężki dzień miałaś....
    Widzisz, synuś Cię doskonale rozumie, ale musi mieć jakiś swój powód, dla którego do nocnika nie chce się przekonać. Z pampersem jest mu po prostu wygodniej, bezpieczniej sie czuje... No ale nie ma zmiłuj. NAuczyć się trzeba.... Trzymam kciuki za powodzenie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Heheh uśmiałam się. Ja też czasem się zastanawiam czy przypadkiem czegoś do mleka nie dosypują bo Julka wiecznie tyle energii ma:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też zastanawiam się skąd w dzieciach tyle energii... Moja Hanka wczoraj od 9 na nogach do godziny 23 i tylko jedna drzemka 20 minutowa...

    A Stefek rozumie Cię dobrze, ale najwyraźniej jednym uchem wpuszcza a drugim wypuszcza to, co mu o załatwianiu potrzeb w nocniczku mówisz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, musisz się chyba uzbroić w pokłady cierpliwości, bo przecież pierwsze sukcesy już są więc wszystko idzie dobrą drogą :) A takie duracelle to by mi się bardzo przydały, w szczególności teraz gdy po wdrapaniu się na piętro muszę przez 10minut odzyskiwać równy oddech :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ehh a żeby to gdzieś wyłącznik miało, co by dało się przekręcić i choć na moment mieć spokój ;) U nas jak się bateryjki wyczerpią to jeszcze zostaje światło słoneczne. Podobno taniej wychodzi :P

    Co do pieluch, to spokojnie, cierpliwości życzę. Stef sam zaskoczy, zobaczysz ;) dzieci już takie mądre są, że same znajdują odpowiedni moment dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ucięło mi :/
      U Isi było tak, że jak pytałam czy chce na nocnik, to "nie! nie!" aż któregoś dnia zapytałam i usłyszałam "tak!" I z dnia na dzień pozbyłyśmy się pieluchy. Na noc też jakoś bardzo szybko.
      Miała 26m ;)

      Usuń
  6. Chyba wszystkie dzieci na duracellach jeżdżą, bo ja też się często zastanawiam, skąd u Gai te pokłady energii:). Z drugiej strony jej prababcia, która ma 91 jest nadal bardzo aktywna, więc chyba ma to po rodzinie ze strony taty.

    U nas nocnik w ruch poszedł raz, a teraz Gaja na jego widok ucieka. Nieprędko to się zmieni, bo już mi sił brak.

    U nas wczoraj przeszła trąba, może widziałaś w tv, więc na pizzę nie poszliśmy. My to mamy pecha!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj no co chcesz? Kiedy ma szaleć jak nie za młodu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy.by chciał, my.mamy to samo z pampersami i nawet wakacje nie pomogły :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Też bym chciała mieć tyle energii, Córa jak wstanie o 7 to jest sukces bo normalnie to wstaje po 6,a często jest i tak że o 5 już smigamy po domu. W dzień nie śpi a spać idzie po 20stej. Ja to padam czasem na pysk. A co do pampka, nie bój się tlumaczenia w główce zostaną i z czasem powoli będą sukcesy:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hehe ale super ta notka, uśmiałam się, ale on słodziak. Pamiętam moje odpieluchowanie :) było śmiechu co nie miara

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też się zastanawiam skąd te nasze dzieci czerpią energię u nas Lulcia podczas lotu samolotem przeżywaczka, że hoho bo to jej pierwszy raz spała godz w drodze na lotnisko, a w nocy zasnęła dopiero o 5 nad ranem, gdzie w ciągu dnia drzemki brak na nogach od 8 i przepełniona energią.

    OdpowiedzUsuń