czwartek, 28 sierpnia 2014

Podslyszane na placu zabaw

W rolach glownych tata M. i syn S. oraz para staruszkow.

Stefano biega po placu zabaw, podchodzi do zjezdzalni, probuje wejsc, ale srednio mu to idzie. Nie marudzi jednak i nie szuka pomocy rodziciela a kontynuuje samodzielne proby wdrapania sie na wspomniany obiekt.

M. nie reaguje, stoi oparty o pobliska lawke, obserwuje tok zdarzen, w razie potrzeby gotowy do interwencji.
Na lawce za plecami taty siedzi para staruszkow. Nagle rodzicielskich uszu dochodzi najpierw pospieszny niezrozumialy szept Pani a nastepnie dezaprobata w odpowiedzi Pana siedzacego obok (zapewne meza): ''A Ty znowu! Przestan, prosze Cie nie zaczynaj ponowownie...toz to jego ojciec, wiec chyba wie co robi.''

   Jak widac, bardzo owej Pani lezalo na sercu zdrowie i zycie naszego syna. Dziekujemy za troske!! Zapewniam jednak, iz nam na zyciu i zdrowiu Stefka zalezy rownie mocno...w sumie bez cienia watpliwosci moge stwierdzic, iz zalezy nam na tym o wiele wiele bardziej niz owej staruszce :D

18 komentarzy:

  1. Hehe często spotykane.. ;D
    Dobrze, że nie zaczęła zwracać uwagi hehe;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdarzyla jej wlasny maz ja powstrzymal :D

      Usuń
  2. Ha ha, dobrze chociaż, że mąż tej pani jej przygadał do słuchu. Skoro Stefka tata pilnuje, to wiadomo, że nic mu się nie stanie. Starsi ludzie mają tendencję do przesady, według nich dzieci powinny chyba siedzieć grzecznie na ławce i nic nie robić. U nas też Gaja podejmuje samodzielne próby wspinania się na ślizgawce, ale na szczęście, nikt tego nie komentuje:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz sie z czyms takim spotkalam.

      Co do starszych ludzi to masz racje. U nas tesciowa i jej kolezanki ciagle nadaja, ze dziecko musi za reke ZAWSZE chodzi, bo inaczej czuje sie wolne. A ja stoje slucham, szczena mi opada i dochodze do wniosku, ze ja wlasnie tego chce - moj syn ma sie czuc WOLNY, ale bezpieczny. Uczymy go, ze moze isc samodzielnie chodnikiem, ale jak jedzie samochod to musi reke podac i zwykle sam to czyni. Tesciowa natomiast otrzymuje skutek odwrotny, probuje go na sile za reke prowadzic, Ste sie wyrywa, ona nie daje rady i Ste ucieka. Moim zdaniem to jest wlasnie niebezpieczne!!

      Usuń
    2. Ewiczko to zapraszam na nasz plac zabaw.
      'niech pani uważa, bo ona spadnie!, niech pani patrzy gdzie ona wchodzi. niech pani patrzy jak się wspina. niech pani patrzy..."
      ręce i nie tylko opadają :/

      Usuń
  3. Dobrze, że mąż tej pani w porę zareagował :) ach ta nadgorliwość i niereformowalność starszego pokolenia...

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas takie sytuacje zdarzają się nadzwyczaj często. Bo Cali jest mała i każdy myśli, że nic nie umie. Więc gdy ja nie reaguję, gdy ona się przewróci, albo gdy nie pomagam wejść jej na zjeżdżalnie, bo ona chce sama... To zaraz słyszę podobne głosy za plecami.

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest niesamowite ile obcych ludzi się martwi o zdrowie i życie naszych pociech:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma jak "troskliwość i dobre rady" obcych

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak staruszkowie martwią się na zapas za wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No popatrz jacy troskliwi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale dziadek nieźle zgasił żonę. Coś mi się zdaje, że lekko z nią nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że pani ma męża, który potrafi utrzymać ją w ryzach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No widzisz ile troski o nasze dzieci? :P

    OdpowiedzUsuń
  12. "A Ty znowu" - widocznie często to zatroskanie się pani zdarza.

    OdpowiedzUsuń