środa, 27 sierpnia 2014

Dwulatek u laryngologa

   I wez tu matko badz spokojna jak dziecko dzien Ci zaczyna od upadku z lozka. Nie wiem jak to sie stalo...sceny nie widzialam...do pokoju weszlam na sam final i doslownie serce mi stanelo w piersi gdy syn sturlal sie z lozka i z impetem walnal o podloge. Rzucilam wszystko co w reku trzymalam by zebrac z podlogi i przytulic syna...chwilowe zacmienie umyslu mego spowodowalo werbalny atak na meza, ze dziecka nie dopilnowal.

Nie o tym jednak mialo byc.  Dwulatek u laryngologa, tylko ten kto sam tego doswiadczyl wie co to oznacza. Od tygodnia pisalam sobie w glowie czarne scenariusze, nie dlatego, ze Stefkowi cos dolega (miala to byc jedynie rutynowa wczesniacza kontrola jakich wiele), ale z uwagii na to, iz w pamieci wciaz mialam zeszloroczne spotkanie z owym specjalista. Syn byl wtedy bardzo na ''NIE'', ale z roczniakiem..nieco na sile, ale jakos sobie poradzilismy. Dwulatek jednak, jesli nie chce buzi otworzyc to i sila nic nie zdzialasz.

Weszlismy...rozejrzal sie i w tyl zwrot...Pani dokor przyniosla jednak ogromne pudlo klockow duplo, syn zajal sie zabawa a my moglismy spokojnie porozmawiac. Nadeszla pora badania, zasiedlismy na krzesle (Syn na kolanie u mamy), Pani naprzeciwko nas - jak tylko Stef dojrzal ''kask ze swiatelkiem'' na glowie Pani doktor postanowil, ze wspolpracowac nie bedzie - Pani jednak obiecala, ze nie bedzie swiecic po oczch (co zawsze robia okulisci), wiec laskawie dal sobie zajrzec do nosa. Pozniej szukalismy mrowek w uszach...poszlo. Nadeszla chwila na zajrzenie do gardla...pierworodny w tym wlasnie momencie postanowil byc nad wyraz grzecznym i dobrze wychowanym chlopcem i jezyka pokazac nie chcial no bo jak to mowia ''nie wytykaj jezyka bo ci krowa nasika''. Siedzielismy wiec w trojke (rodzice i pani doktor)  z wywalonymi jezorami, jakbysmy uczestniczyli w mistrzostwach na najdluzszy jezyk...a Stefi patrzal na nas jak na idiotow. Ostatecznie usta otworzyl na tyle by Pani na szybko mogla looknac na migdalki i sprawdzic miesnie jezyka poprzez sledzenie jezykiem drewnianej paleczki.

Na sam koniec Stef dostal sluchawke z muzyka, ale widac bylo, ze ma wyraznie dosc, bo mimo, iz muzyke kocha nie chcial tego dziwnego czegos na glowie trzymac.

Badanie dobieglo konca, Stefano zeskoczyl mi z kolan, zlapal moja torbe, pokiwal Pani doktor, szybkim zwinnym ruchem otworzyl drzwi i niecala minute pozniej stal juz na korytarzu :)

Wszystkie pomiary wyszly prawidlowo. I wiecie co, dumna bylam z syna, iz mimo poczatkowych oporow dal sie ladnie przebadac!!

16 komentarzy:

  1. Dzielny Stefek, a że ucieka z gabinetu lekarskiego z szybkością światła to mu się wcale nie dziwię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzielny chłopczyk. Czasami bardzo trudno jest nakłonić dziecko do czegoś. Fajnie, że go przekonaliście :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odruch Stefka jak najbardziej prawidłowy- ja też uciekałam z prędkością światła, gdy byłam mała, więc całkowicie go rozumiem:). U nas podobne problemy- Gaja na widok pani doktor płacze i wyrywa się, a przebadać ją graniczy z cudem. Dobrze, że pediatra ma podejście do dzieci, inaczej byłoby ciężko małą przekabacić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa takie wizyty, ze trzeba go przekonac bo jego wspolpraca jest niezbedna. Na innych (USG) choc przykro sie robi to bierzemy syna na sile :(

      Usuń
  4. Brawo i dla syna i dla lekarki za cierpliwość, nasza ostatnia kazała natychmiast usuwać migdałki, a inny lekarz stwierdził po co...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lakarka pracuje glownie z dziecmi, wiec zapewne przygotowana jest na kazda ewentulanosc.
      p.s. Nie ma to jak zasiegnac opini dwoch lekarzy, ktore roznia sie diametralnie - jak sie zakonczyla kwestia migdalkow? Usuwaliscie?

      Usuń
  5. Dzielny Stefek!
    Tez bym uciekła z gabinetu - zło, szatan i kredki - mówię Ci ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też bym była dumna. Brawo. U nas ze względu na przebyte zapalenia ucha i zbierającą się woskowinę w dużych ilościach odwiedzamy laryngologa raz na kwartał i mimo częstych odwiedzin Lulcia laryngologa nie lubi. Teraz czeka nas wizyta we wrześniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj nie zazdroszcze Wam tych co kwartalnych wizyt. U nas na szczescie ''produkcja'' woskowiny jest w normie ;)

      Usuń
  7. Brawo Steffi, zuch chłopak:)

    OdpowiedzUsuń
  8. No pięknie, zasłużył na nagrodę - była? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. nasze dzieci rozwijają się prawidłowo. ilość siniaków i upadków widzę porównywalna, co tam że ja niby mam córeczkę... . wyjście od lekarza przypomina mi zakupy kurteczki. ona przymierzyła, pokręciła się, zdjęła i wyszła ze sklepu, zeszła ze schodów i zaczęła pakować się do wózka. dobrze że to zauważyłam, bo schody to małe piwo, ale wózek był na górce i jakby zaczął się staczać to prosto na ulicę. masakra. upadków i skaleczeń nie liczę. :) Brawo dla Stefka że taki dzielny był :)

    OdpowiedzUsuń