piątek, 1 sierpnia 2014

Dlaczego jestem O. a nie C. czyli cala prawda o moim nazwisku ;)

   Przy okazji mojej malej rozdawajki wymienilysmy z Malwina z bloga Tymczasem w Bulgarii kilka uwag odnosnie naszych nazwisk. Jak slusznie Malwina zauwazyla, podobnie jak i te z Was, z ktorymi znamy sie w wirtualnym swiecie nieco dluzej, obok mojego imienia wciaz widnieje swojsko brzmiace nazwisko. Nie, nie przyjelam po slubie nazwiska meza. Niektorym moze sie to wydawac dziwne stad moja dzisiejsza notka, w ktorej sprobuje wytlumaczyc czym kierowalam sie podejmujac taka a nie inna decyzje.

Nie chodzi o to, iz moje nazwisko jest jakies wyjatkowe. Nie jestem rowniez indywidualistka, chcaca koniecznie w moim nazwisku przemycic polska tozsamosc (choc pieknie by to zapewne zabrzmialo gdybym cos takiego wyznala). Coz, klamac nie bede. Nazwiska nie zmienilam, gdyz we Wloszech nie istnieje instytucja przyjecia nazwiska meza wraz z zawarciem zwiazku malzenskiego.

   Slub, co prawda, odbyl sie w Polsce, wiec podlegajac polskim przepisom prawa teoretycznie moglam podjac decyzje o jego zmianie. Troche nieswojo czulam sie z mysla, iz nasze dzieci beda nosic nazwisko inne niz moje. Poszperalam po necie, doinformowalam sie nieco w temacie i stwierdzilam, ze szkoda zachodu gdyz zmiana nazwiska predzej czy pozniej przynioslaby mi wieksze lub mniejsze problemy.

Ponadto M, wyznal, iz nie pozwolilby mi przyjac swojego nazwiska gdyz czulby sie jakby siostre
poslubil :D

Wymienic musialbym wszystkie dokumenty zarowno w Polsce jak i we Wloszech. Ponadto we Wloszech bylabym zmuszona do zmiany Codice Fiscale (wloski pesel) a to z kolei wiazaloby sie z koniecznoscia wprowadzenia zmian wszedzie gdzie widnieje moje nazwisko typu: umowa o prace.

   Problem stanowilyby rowniez swiadectwa ukonczenia kolejnych poziomow edukacji, wlacznie z dyplomem uniwersyteckim, wydanym na nazwisko panienskie. Z informacji jakie wowczas udalo mi sie zdobyc, wiedzialam, iz kazdorazowo musialbym prosic polski konsulta w Rzymie o potwierdzenie, ze Ewa C. to ta sama osoba co Ewa O.

Tak wiec jest Ewa O... a maz z synem sa C. Poczatkowo bylo mi z tego powodu nieco przykro...w ciazy zastanawialam sie nad nadaniem dziecku obu nazwisk (oba sa jednak dosc dlugie, wiec nie chcialam dziecku krzywdy robic). Poza tym, we Wloszech dziecko narodzone ze zwiazku malzenskiego automatycznie dostaje nazwisko ojca. Innej mozliwosci nie ma!! Ostatnio cos sie w tym temacie jednak ruszylo i jednej z wloskich parlamenatrzystek bo kilkuletniej sadowej batali, udalo sie wygrac sprawe i mogla swoim dzieciom  noszacym nazwisko po ojcu dodac swoje rodzinne nazwisko.

Wiele z tym bieganiny. Szkoda by mi bylo nerwow i czasu na potyczki z wloska biurokracja. Szanuje i podziwiam jednoczesnie kazdego kto zdobyl sie na ten krok.

 Najlepsze zostawilam jednak na koniec - po tej calej bieganinie, nerwach i wydanych pieniadzach, gdy wszystko w koncu udalo sie odpowiednio zalatwic a ty zadomowilas sie juz na dobre na obczyznie, wiec postanawisz zlozyc wniosek o przyjecie obywatelstwa wloskiego....NIESPODZIANKA - zostanie Ci przywrocone nazwisko ojca!! Szok niemaly, nieprawdaz?! Mozliwe, ale z chwila przyjecia wloskiego obywatelstwa podlegasz wloskim przepisom prawa i jedyne co mozesz w tej sytuacji zrobic to ponownie wymienic wszystkie dokumenty!!  Ot cala tajemnica :)

p.s. Ste niestety nadal kuluje. W poniedzialek wydawalo sie, iz jestesmy na ostatniej prostej do pelnego wyzdrowienia. Gdy myslelismy, iz mozemy juz spokojnie odetchanc z ulga, synowi znowu sie pogorszylo. Od wczoraj podajemy Nurofen i modlimy sie by przeszlo!!

23 komentarze:

  1. Przykro mi z powodu Stefano, mam nadzieję, że wkrótce niedyspozycja minie.
    Co do nazwiska, doskonale Cię rozumiem. Ja też nie zmieniłam i urzędowo tylko pierwszy człon nazwiska się liczy (czyli mój panieński), a po mężu to się nazwałam nieoficjalnie, bo zawsze chciałam mieć podwójne nazwisko:). Co prawda we Włoszech mogłabym po sądach latać, by nazywać się oficjalnie Pinna, ale przyznam szczerze, że mi się nie chce. W ogóle dziwne jest dla mnie to, że tutaj nie ma tego zwyczaju, a dla męża zaś śmieszne jest to, że w Polsce kobiety po ślubie nazywają się po mężu. Dla mnie najzabawniejsze jest to, że kiedy idę coś załatwić, nikt nie jest w stanie wymówić poprawnie mojego polskiego nazwiska ha ha:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje nazwisko to nielada proba dla kazdego obcokrajowca (a Twoj maz jak sobie z nim radzi?). Moje nazwisko jest raczej proste, ale i tak niektorym nie chce sie wysilac i po prostu wolaja Ewa...A w kontekscie mamy Stefano i zony M. to i tak jestem pani Cavallucci :)

      Usuń
    2. Mój mąż nie poprawnie wymawia moje nazwisko, w końcu po tylu latach musiał się nauczyć:). Za to inne słówka są dla niego nie do przejścia, nie umie wymówić litery "y", nie mówiąc o "sz, cz, dz" etc:). Język mu się plącze i wątpi, czy kiedykolwiek się nauczy polskiego. Ja też!

      Usuń
  2. Włochy chyba są jeszcze bardziej pokręcone niż Polska w tych sprawach ! Trzymam kciuki za Stefanka. Niech już mu to przejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję tego zamieszania w okół nazwiska :/, co do synka mam nadzieję, że szybciutko wyzdrowieje!

    Buziaki!
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrówka dla Stefka. Co do nazwiska jak widać co kraj to obyczaj. Ja mam podwójne nazwisko, a swoje panieńskie zachowałam dlatego ponieważ mam nazwisko herbowe. Dziś trochę żałuję, że podczas spisywania aktu w USC nie powiedziałam by dzieci miały podwójne nazwisko, a tak Lulcia ma nazwisko po tacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam szlacheckie nazwisko, ale jestem wdzięczna tacie, że jednak w dokumentach nie przyjął tytułu herbowego tak jak miał dziadek. Mi wystarczy samo nazwisko :) U mnie problem rozwiązał się sam bo mąż chciał wziąć moje.

      Usuń
  5. Z tego co Cię czytam to Polska to całkiem normalny, dobrze funkcjonujący, przyjazny obywatelowi kraj w porównaniu z tą dziwną Italią. Jak czytałam to oczy coraz bardziej z orbit mi wychodziły :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego wszystkiego zapomniałam życzyć szybkiej poprawy z tą nóżką :)

      Usuń
    2. Dziekuje :)

      Co do Wloch, oni mysla, ze to my jestesmy dziwni, bo jak to maz i zona moga nosic to samo nazwisko - moj maz skrzywil sie na sama mysl ;) Co krak to obyczaj.

      Usuń
  6. U mnie z kolei też inaczej niż u większości. Mąż ma nazwisko po mnie, a ja zostałam przy swoim. Śmieszą mnie komentarze, że jest pantoflarz pewnie, albo wyrazy zdziwienia, że jak to tak. Normalnie. Chciał zmienić, to zmieniłł, a takim ludziom, co tak głupio komentują nie mam zamiaru tłumaczyć jego motywacji bo guzik ich to obchodzi. A dla Stefka zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co kraj to obyczaj, ja mam nazwisko męża, na początku się cieszyłam bo zmieniłam panieńskie długie na krotkie po mężu, jednak to które oboje nosimy fakt, że krótkie ale za to trudne i niespotykane, więc wszędzie przekręcają, potem trzeba to odkręcić i tak w kółko.
    Zdrówka dla małego, może to jakieś bóle wzrostowe????

    OdpowiedzUsuń
  8. O nieee... współczuję bardzo syneczkowi! Niech mu to minie wreszcie raz na zawsze!

    Najbardziej podoba mi się, że "czułby się jakby siostrę poślubił". Faktycznie strasznie dużo zachodu byłoby z tą zmianą nazwiska... A te urzędowe sprawy to lepiej ominąć, jeśli jest taka możliwość.

    U mnie notka o bułgarskich nazwiskach wisi w powietrzu i wnet coś wspomnę na ten temat, jak się sama doinfromuję tak na 100 %, bo narazie rozumiem ten system tylko na 98 % :D

    U mnie podobna sytuacja, mimo że zmieniłam nazwisko, to muszę się stale tłumaczyc z innych rzeczy, ktore nie są tak, jak powinny według Bulgarów.... Wspomne o tym wkrótce, jak wena do mnie wróci, bo póki co w tych bułgarskich upałach chce mi sie tylko leżeć i płakać. Tak mi gorąco. Nie mam gdzie się schować i co ze sobą zrobić i nic, ale to nic nie chce mi się robic...

    OdpowiedzUsuń
  9. O, to bardzo ciekawe co napisałaś. Jednak co kraj to obyczaj... W Turcji też mam problem ze swoim nazwiskiem, o czym chyba niedawno wspominałam. Moje nazwisko panieńskie wygasa w mojej generacji, bo nie ma w niej już męskich potomków, stąd dopóki żyję, chciałabym aby przetrwało. Poza tym czułabym się nieswojo z zupełnie innym nazwiskiem. Dlatego też zdecydowałam się na dwuczłonowe. W Turcji z zasady przyjmuje się nazwisko męża, ale są też Turczynki, które decydują się na dwuczłonowe, jest ich jednak znacznie mniej. W Turcji nie można jedynie zostać przy panieńskim, czyli zupełnie odwrotnie od tego jak jest we Włoszech :) Ja mam teraz kłopot, bo na każdym kroku urzędnicy wpisują mi w dokumenty samo nazwisko męża i później trzeba biegać i prostować. Egh, niełatwo jest żyć na obczyźnie.

    Zdrowia dla Stefka!

    OdpowiedzUsuń
  10. Sprawdźcie OB i Ste niech dużo odpoczywa - zero biegania, skakania o jeździe na rowerze czy hulajnodze nie wspominając. Takie zalecenia dostała moja koleżanka, której córeczka też ma zapalenie stawu biodrowego. Do tego, jak nie mam poprawy to w Polsce robią usg bioderek, żeby sprawdzić, czy w stawie nei gromadzi się jakaś maź, czy coś podobnego. Pozdrawiam i życzę dużo sił w noszeniu małego ;).

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko... A mój mąż narzeka, że musi tyyyyle dokumentów po przeprowadzce powymieniać - my kobiety to jednak mamy gorzej -.-

    OdpowiedzUsuń
  12. Powinnam dostać medal bystrzaka roku - dopiero teraz zauważyłam, że na fb cały czas jesteś Ewą O. :D :D :D
    Biedny Steff... :( Oby wszystko szybko wróciło do normy, uściski dla Niego!

    OdpowiedzUsuń
  13. O rany to faktycznie kombinacji, komplikacji co nie miara.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. I ja też kuleje... już tydzień się męczę, w poniedziałek lekarz, bo ból i utykanie zdecydowanie przeszkadza przy dziecku i się nasila. Mam nadzieję, że Stefciowi przejdzie i nie będzie potrzebna wizyta u lekarza.
    Wysyłając paczuszkę do Ciebie, też zastanawiałam się, czemu nadal O., ale stwierdziłam, że miałaś pewnie swoje powody, dlatego nie pytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Faktycznie zmiana nazwiska to sporo zachodu.. masa wymiany dokumentów i latania po urzędach, też przez to przeszłam, ale chciałam zmienić nazwisko i nie żałuję ;) Na szczęście każdy z Nas ma prawo wyboru :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No proszę, nie przypuszczałam, że we Włoszech tak to wygląda. A wymiana nazwiska to rzeczywiście, dość kłopotliwa sprawa. Zmiana wszystkich dokumentów, bieganie po urzędach. Blee, jak sobie przypomnę, to robi mi się słabo... Buziaki od Majerankowa!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja chciałam zachować swoje nazwisko panieńskie ale jak tylko to zaproponowałam to dobrze, że kolejnej wojny światowej nie rozpętałam ;)

    OdpowiedzUsuń