wtorek, 5 sierpnia 2014

5 SIERPNIA

5 sierpnia 2012 to data dla nas szczegolna - przewidywany termin porodu. Jedynie niewielki procent dzieci rodzi sie dokladnie w wyznaczonym przez lekarza dniu. Jak juz dobrze wiecie, Syn wzial sobie to bardzo do serca. Z powyzszej daty spoodbala mu sie jedynie 5 i postanowil wyjrzec na swiatlo dzienne w maju.

Z medycznego punktu widzenia Syn nasz konczy dzisiaj drugi rok zycia. Ponadto od tej pory nie bedzie traktowany juz jak wczesniak, ale dokladnie tak samo jak jego rowiesnicy :)

5 sierpnia jednak, do naszych serc wdarlo sie niespodziewanie juz kilka lat wczesniej. A to wszystko za sprawa historii, ktora przyblizam ponizej. Jest ona jak najbardziej prawdziwa. Dramat ponizszy rozegral sie bowiem w rodzinie naszych znajomych. Ojcem dziewczynki, o ktorej ponizej mowa jest jaden z najwiekszych przyjaciol mojego meza jeszcze z czasow liceum. Rodzice ich bardzo sie przyjaznili, stad tez M. czasami wyjezdzal z kolega na wakacje, razem zorganizowali osiemnastke.

Ponizej fragment wywiadu z Anna:

  Co wieczor moja corka prosila mnie abym opowiedziala jej bajke, co tez co wieczor czynilam. Wieczorem 4 sierpnia poprosila  (Sara miala 3 lata)  mnie bym opowiedziala jej bajke...a ja inaczej niz zwykle odpowiedzialam ''nie kochanie, jestem zmeczona. Spijmy''. Przytulilysmy sie do siebie i po kilku minutach ciszy Sara zaczyna opowiadac: ''Gdy bylam mala mala...bylam daleko daleko w miejscu cudownym''

- Gdzie bylas?
- Na chmurce...
- A z kim tam bylas?
- Z mama Morena...
- Z mama Morena? Kim jest mama Morena?
- To moja druga mama
- Twoja druga mama? Kochanie, ale ja jestem Twoja jedyna mama! Jaka ona jest ta druga mama?
- Najlepsza!!
- Lepsza niz mama Anna?
- Taaak
- Sara, naprawde? Jestes pewna?
- Taaak
- Opowiedz mi troche o tej drugiej mamie...jakiego koloru ma wlosy?
- Niebieskie.
- Jak to niebieskie?...i oczy, jakiego koloru ma oczy?
- Kasztanowe, tak jak moje
- A powiedz mi zostawilabym mame Anne aby pojsc z ta druga mama, mama Morena?
- Taaaak
- Co ty mowisz, jak to? Sara, spij juz lepiej.

Historia ta troche mna wstrzasnela, gdyz nie znalismy nikogo o imieniu Morena. Poza tym nigdy nie wspominala mi o innej mamie, ja bylam jej jedyna mama, najlepsza...Dzien pozniej poszlismy na plaze. Nakrzyczalam na nia gdy nabroila, a ona odpowiedziala mi, ze ''Mama Morena nigdy na mnie nie krzyczy''. 

Jakis czas pozniej, moje dzieci bawily sie na plazy...korzystajac z klasycznych zabawek na zeton. Sara w pewnym momencie postawila stopy na podescie i zostala porazona pradem...podbieglam do niej i ja zostalam porazona pradem. Byly to momenty dramatyczne, ktorych nie zycze nikomu.

Niestety Sary nie ma juz wsrod nas...Jej rodzice nie mowia o smierci...dla nich 5 sierpnia 2006 roku Sara narodzila sie w niebie.

W kostnicy obok trumny znajdowala sie rzezba Matki Boskiej w niebieskim welonie. Niebieski welon - a moze to sa te niebieskie wlosy, o ktorych Sara opowiadala dzien wczesniej? Zszedl na nas (na mnie i na meza) niespodziewany spokoj...w sercach naszych czulismy, iz chodzilo jej o Madonne. Gdy wrocilismy do domu maz moj zasiadl przed komputerem aby poszukac informacji o owej Morenie. W ten sposob odkrylismy, iz w dalekiej Boliwii trzci sie Matke Boske, nazywana Morena...w dodatku obchody jej sie swieta przypadaja dokladnie na 5 sierpnia czyli dzien, w ktorym nasza corka narodzila sie w niebie.

Moje tlumaczenie na podstawie https://www.youtube.com/watch?v=DJdWkliW20g

  Powyzsza tragedia wstrzasnela nie tylka rodzina Sary, ale i wszystkimi znajomymi. Rodzicow dziewczynki bardzo zblizyla do kosciola. Naprawde dzielnie sie trzymaja, ale nie ma dnia aby nie mysleli o swoim aniolku. Dziadek  jednak zalamal sie i mimo, iz uplynelo juz 8 lat od odejscia wnuczki nigdy sie z tym tak naparwde nie pogodzil i od dnia tragedi nie zgolil swojej brody. Na zakonczenie dodam jeszcze tylko, iz mlodsza siostra Sary, ktora na swiat przyszla juz po jej smierci nosi imie Morena.

A ja do dzis dnia mam obawy gdy widze syna zblizajacego sie do zabawek na zeton.  Nie zabraniam mu tego typu zabaw, ale zawsze stoje obok i czuwam by czegos podejrzanego nie dotknal a Sara (mimo, iz nie zdarzylam jej poznac osobiscie) jest  zawsze wtedy w moich myslach.

STO LAT SYNKU!!

CIAO SARA!!

16 komentarzy:

  1. Co za historia! I jak tu nie wierzyć w istnienie Boga? To najgorsza rzecz, jaka może przytrafić się rodzicom- stracić swoje dziecko, po takiej tragedii trudno się otrząsnąć. Będę uważała na te zabawki na żeton, bo nigdy nic niewiadomo.
    A Stefkowi wszystkiego co najlepsze:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodze z zalozenia, ze nie ma co zabraniac dzieciom korzystania z tego typu atrakcji, choc za kazdym razem nieco sie spinam. NIe kazda karuzela musi byc jednak wadliwa...ta o ktorej mowa nie spelniala wymogow bezpieczenstwa.

      Usuń
  2. Wzruszająca i smutna historia, ja też pilnuje dzieci przed tymi atrakcjami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowita historia. Moja Julka uwielbia te wszystkie zabawki na żetony ale teraz dałaś mi do myślenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutna, choc rodzice Sary potrafia z niej wyciagnac pewien sens, przeslanie.

      Usuń
  4. Jezu, co za historia... Aż dostałam gęsiej skórki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze sto lat dla jubilata. tragedia straszna. Osobiście, nie wiem czy bym się otrząsnęła.

    OdpowiedzUsuń
  6. To sa zabawki ala karuzela,ze wkladasz pieniazek i jezdzisz czy jak? Boze co za historia!!!!! Bardzo wspolczuje rodzinie... az mi sie przykro zrobilo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie. Wrzucasz monete i konik/niedziwedz/samochod itp... sie kolysze lub kreci.

      Usuń
  7. Aż trudno mi w to uwierzyć, nie wiem co mam napisać, po prostu nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże co za historia! Malutki Aniołek poszedł do swojej drugiej mamy:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże, ale straszna historia ....

    OdpowiedzUsuń
  10. Historia niebywale smutna i jednocześnie - piękna. Coś jest komuś pisane, niestety. Jednemu pisane jest przeżyć 100 lat, innemu tylko 3... , jeszcze inny musi walczyć o życie, ale i są tacy, którzy z niego kpią i je ryzykują....
    Ludzkie historie bywają straszne... A taka nagła, niespodziewanna śmierć, tym bardziej dziecka - coś strasznego! Dziś ktoś jest, jutro może go nie być. Okropność.

    OdpowiedzUsuń
  11. Brakuje mi słów...I strasznie, i smutne...

    Poruszające..

    OdpowiedzUsuń