poniedziałek, 21 lipca 2014

Piatkowe refleksje wspolnotowe



  Siedze wlasnie na lozku w sypialni. Uszu mych, raz po raz, dobiegaja dzwieki wiertarki na przemian z mlotkiem. Salon jest w stanie oplakanym, ale w koncu bedziemy mogli zamknac rozdzia lwymiany instalacji gazowej. Pierworodny spi w lozeczku obok, halasem sie zuplenie nie przejmujac.

  W ubieglym tygodniu zostala wymieniona czesc zewnetrza instalacji. Prace  jeszcze nie zdarzyly sie skonczyc a juz naturalnie znalazl sie pierwszy maruda...Rury kiedys biegnace pod budynkiem obecnie zostaly wpusczone w wieksze biale rury i podwieszone pod sufitem na parterze naszej klatki schodowej. Szczyt estetyki to to nie jest. Szczerze jednak mowiac myslalam, iz wyjdzie to znacznie gorzej i beda one sie bardziej rzucac w oczy. Maz od poczatku twierdzil, iz czeka az znajdzie sie pierwszy ''esteta''. Ja uparcie twierdzilam, iz nic takiego nie bedzie bo co kogo obchodza rury na klatce schodowej. (Na parterze nie ma lokali mieszkalnych, jest salka wspolnotowa, skrzynki pocztowe, pomieszczenie z mechanizmem windy i drugie z liczniakami pradu).

  Tymczasem w piatek gdy wlasnie mialam podac synowi obiad odezwal sie domofon...Odbieram i slysze, ze Pan chce z mezem rozmawaic na temat toczacych nie prac. Zgodnie z prawda informuje, iz w chwili obecnej nie jest to mozliwe gdyz M. jest w pracy. Telefon kontaktowy poprosze...Dobrze, odpowiadam uprzejmnie...ale slysze ''chwila, komorka mi dzwoni'' - gadka sie urwala. Zasiadam do karmienia syna i znow ten okropny dzwiek...tu juz z lekka podirytowana odpowiadam rzucajac krotkie ''SI?'' Bo zesz kurna czlowieku, jesli dla Ciebie ten numer taki wazny, skoncz napierw rozmowe ze mna a pozniej odbieraj komorke...szanuj moj czas. To, ze nie pracuje nie znaczy, ze moge caly dzien stac przy domofonie''.

Pan, ten sam co wczesniej, bez zadnego wstepnu czy pocaluj mnie w cztery litery oschle, arogancko i podniesionym glosem wrecz zada numeru komorki meza. Co to to nie! Jestem z natury osoba potulna, mila, klasyczna ofiara, ale w momencie gdy ktos zaczyna mnie bez powodu traktowac z gory pokazuje moje lwie pazury. ''Owszem numer telefonu do meza panu podam...zapraszam na drugie pietro, przez domofon nie udzielam takich informacji''. Wczolgal sie na drugie pietro, od razu zrobil sie potulny...numer dostal...do meza zadzwonil i milo poprosil by rury zabudowac. M. odpowiedzial, ze naszym zdaniem tak jest lepiej, ale oczywiscie poruszymy zagadnienie na nastepnym zgromadzeniu wspolnoty i jesli taka bedzie wola wiekszosci rury zabudujemy plytami gipsowymi.

Dzis rano M. odbiera telefon od naszego administratora, ze owa osoba zlozyla zazalenie i zada aby rury zabudowac. Administrator odpowiedzial owemu lokatorowi to samo co M. Dzis jeden chce by rury zabudowac, jutro drugi mi przyjdzie, ze moze je na czerwono pomalowac...moze jeszcze zazada abym wycieraczka zmienila, bo ta z krowa mu nie pasuje?!

Slowo daje nie rozumiem ludzi. Owy Pan (nawet nie wiem czy tu mieszka)posiada mieszkanie na 3 pietrze -  jestem w stanie zrozumiec jego obiekcje gdyby te rury mu biegly przez mieszkanie czy przed samymi drzwiami, ale  na litosc boska sa na parterze.

Czasami mam problemy ze zrozumieniem ludzi...nie wiem czy to moze ja jestem jakas dziwna. M. jest ''kierownikiem'' klatki schodowej, wiec zdarza mi sie czasami wysluchiwac histori gdzie nie wiem czy smiac sie czy plakac:

  • A to pewna Pani wymieniala drzwi od garazu, ale mimo kilkumiesicznych poszukiwan nie znalazla w odcieniu identycznym jak te stare.
  • A to znow ''kierownik'' klatki obok zauwazyl, ze ktos wstawil w naszym pionie na dachu ''nielegalna antene'' - kilkukrtonie przy tym podrkreslal, iz jego to nie interesuje gdyz to nasza klatka, liczac tym samym, iz M. zareaguje.
  • A to znow na zebraniu wspolnotowym klotnia o tzw. ''talerze satelitarne'', ktore ktos sobie na balkonie postawil. (zgodnie z regulaminem powinno sie uzyskac zgode wspolnoty). Ludzie drodze gdybym ja za kazdym razem miala zebranie organizowac o glupia antene...szkoda czasu i pieniedzy.
  • A to znow ktos zostawil rower w luce przy schodach.
Kogo do obchodzi?
Jak tak dalaej pojdzie to niedlugo bede musiala pytac o zgode czy pranie na balkonie moge rozwiesic.

  Nie wiem czy to my jestesmy jacys inni? Nigdy nie przeszkadzalo mi, ze sasiadki wystawiaja zima na korytarz donice z kwiatami, niektore pokaznych rozmiarow. Mi nawet przez mysl nie przyszlo by narzekac, ze druga sasiadka trzyma ''wazon'' z parasolami na klatce. 

  Najbardziej w tym wszystkim wkurza  mnie to, iz osoby, ktore interesuja takie pierdoly w powazaniu maja np. palenie papierosow w windzie i na klatce schodowej. Albo tak jak wspomniany przeze mnie lokator remontowal mieszkanie przez 4 miesiace w godzinach siesty (uwzglednionej w regulaminie). Przez 4 bite miesiace wiercil mi nad glowa, walil mlotkiem w progu przy otwartych drzwiach, wymienial kaloryfery, tlukl o rury i nie przejmowal sie tym, iz pietro nizej jest 1,5 roczne dziecko, ktore w tych godzianch spi. Mimo, iz usypianie syna zajmowalao mi wtedy prawie godzine a regulamin byl po mojej stronie nie poszlam do niego z ''morda'' ani razu...chcialam byc dobra sasiadka. 


I masz Ci babo - GLUPIA BYLAM!!

16 komentarzy:

  1. I teraz buba... A mogłaś wtedy iść, ewentualnie teraz masz asa w rękawie i możesz zgnilcowi jednemu to wygarnąć wszystko... Grrrrr tez takich ludzi nie rozumiem i też chyba inna jestem :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem jakas mocno zawistna, ale jesli bedzie sie pluc to nie omieszkam mu wygarnac.

      Usuń
  2. Takie uroki mieszkania w bloku :-] Mimo wszystko pocieszę Cię, że może być znacznie gorzej :D Gdy mieszkaliśmy w Stambule walczyliśmy przez cały czas z babami, które trzepały obrusy po śniadaniu z balkonu prosto na zaparkowane pod budynkiem samochody. A że Turcy wcinają mnóstwo chleba i sobie go urywają po kawałku, z takiego obrusu potrafią niestworzone rzeczy wypaść. Non stop mieliśmy więc dach samochodu udekorowany przylepionymi kawałkami chleba i innego dziadostwa. A tureckie korytarze są tradycyjnie przystrojone wystawką butów. Turcy do mieszkania nigdy nie wchodzą w butach więc jak rodzina jest liczna, potrafią zająć niezłą przestrzeń...

    OdpowiedzUsuń
  3. Masakra też nie lubię takich ludzi. Chyba mają po prostu bardzo nudne życie i próbują je sobie urozmaicać szukaniem dziur tam gdzie tak naprawdę ich nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj z tymi sąsiadami tak bywa, moi przynajmniej większość jest miła, ale z jednymi mam na pienku...gdy chłopcy wychodzą blokują drzwi, a sąsiadka za każdym razem schodzi i je odblokowuje ale gdy jej pasowało to sama je blokowała, a jak zrobiłam to co ona to wyskoczyła z mordą...plus taki że mamy własnościowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rowniez mamy mieszkanie wlasnosciowe, ale tutaj wszystko dzaial na zasadzie wspolnot, wiec ze zdaniem sasiada trzeba sie liczyc. Oczywiscie niektorzy to tylko wymagaja od siebie nie dajac nic...bo zalozylabym sie o gruba kase, ze ow sasiad by przylazl z pretensjami gdybym mu o 13 zaczela wiercic.

      Usuń
  5. Z tego co patrzę tam są zupełnie inne zwyczaje niż u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paranoja - wszystko powinno byc takie same, dla zachowania rownowagii by ladnie bylo np. markizy przeciwsloneczne na balkonie wszyscy powinni miec identyczne badz zaakspetowane przez wspolnote, Ostatnimi czasy wiecej jest samowolki, ale jak widac zawsze znajdzie sie ktos upierdliwy.

      Usuń
  6. Powiem Ci Ewa, że ja na te zebrania condominio wcale nie łażę, bo się tylko wkurzam, zresztą nic one nie dają. Ostatnim razem mąż poruszył kwestię palenia na klatce- mamy małe dziecko i nie chcemy, żeby wdychała to świństwo. Sąsiad, który pali, oczywiście zbagatelizował sprawę i się wydarł (palacze bywają agresywni), bo według niego wcale na klatce nie śmierdzi (akurat). Na początku roku wyprowadzili się sąsiedzi Marocchini i choć nic do nich nie miałam, to odetchnęłam z ulgą. Palili gorzej niż smoki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie stwierdzam, że tacy ludzie nie mają własnego życia więc zajmują się duperelami. i tak Cię podziwiam, boja bym kom małżowinki nie udostępniła, poinformowałabym o której będzie w domu. Niestety ludzie w dzisiejszych czasach są co raz gorsi, potrafią być zawistni, chamscy i gotowi utopić Cię w łyżce wody, ja po prostu nie ogarniam tego wszystkiego i chyba w innych czasach powinnam się urodzić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszędzie znajdą się jacyś upierdliwi ludzie. Aż dziwne, że nie szkoda im czasu na takie pierdoły ...

    OdpowiedzUsuń
  9. ja też bym nie dała :D ale widzę że bez względu na szerokość geograficzną, ludzie są podobni. denerwują mnie takie typki. słowo.

    OdpowiedzUsuń
  10. nie no po prostu stwierdzam, że ludziom czasem sie albo nudzi, albo nie wiem, nie maja sie czym zająć, czy co....Zachowanie jak z przedszkola... Czepiać się o byle co. W ogole podziwiam za zmysł obserwacji tychże ludzi, bo ja, podobnie jak i Ty, nawet bym nie wpadla na to, ze cos tam moze mi sie nie podobac. Mi sie nie podoba, że mieszkajac na ostatnim pietrze gołębie mi skaczą po dachu balkonu i mnie to drażni. I co? Może zainspirowana Twoimi sąsiadami napiszę jakąś skargę do kogoś na ten temat?
    Oj ludzieeee....
    Współczuję Wam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale się to wszystko. Ciągnie długo. Ja też mieszkam w bloku i czasem mnie cholera bierze na tych sąsiadów, ale cóż też nic nie powiem bo jestem tu "nowa"

    OdpowiedzUsuń