czwartek, 24 lipca 2014

NIGDY WIECEJ

   Po niespodziewanej smierci tescia wpadl mi do glowy genialny pomysl aby nieco wlaczyc do naszego rodzinnego zycia tesciowa. Nawet nie wiem czy potrafie wyobrazic sobie jej rozpacz, ogromny zal, ze osoba u boku ktorej spedzila 50 pieknych lat odeszla juz na zawsze. Nie chcialam by czula sie samotna. Ktoregos pieknego niedzielnego dnia zapropozowalam wiec mezowi by zabrac jego mame na poranny spacer, polaczony z wypadem na rynek.

O dziwo sie zgodzila. Olaboga, co to bylo. Ste sprytnie probowal sie od niej odpedzic, a babcia co chwila probowala wnuka swego za reke prowadzic...co jej uciekl to ona za nim. W rezultacie czego syn zrobil sie nerwowy i uczepil sie mojej nogi.

   Kilka dni pozniej bylo podejscie numer dwa. Mezowi wypadla przymusowa wycieczka do jednego z umbryjskich miast. Glownym jej celem bylo odrzucenie spadku po tesciu. Pogoda piekna, wiec wpadlam na pomysl aby z tego dnia cos wykrzesac i troche pozwiedzac nasze piekne okolice. Sprawe udalo sie zalatwic nad wyraz szybko i szwagier (a wiec i skazana na niego tesciowa) postanowil dotrzymac nam towarzystwa.

Juz przy obiedzie zaczal sie koncert w wykonaniu tesciowej: ''Massi, on ma cala buzie umazana sosem pomidorowym'' M. dzielnie odpieral ataki...utwierdzajac swoja rodzicielke, ze wzrok ma dobry i widzi czerwona buzie syna, ale co mu bedzie teraz buzie wycieral skoro Ste jeszcze nie skonczyl jedzenia i za chwile ponownie sie wybrudzi...tesciowa nalegala ''masz chusteczke? chcesz?''...nie dziekuje, umyje mu buzie jak skonczy jesc. Wydawalo sie, ze wszystko jasne, ale nie...jak tylko sie na chwile odwrocilismy tesciowa zabrala sie za wycieranie naszemu synowi buziola. Naturalnie, 10 sekund pozniej byl tak samo brudny jak przed ''chusteczkowa ofensywa''.


   Posileni wybralismy sie na spacer...i tu dopiero byla gratka na calego. Dotarlismy do fajnej, szerokiej promenady otaczajacej ruiny straozytnej fortecy, zamknietej dla ruchu samochodow. Mlody wygladal jak spuszczony ze smyczy. Biegal ile sil w nozkach, co chwila radoscnie pokrzykiwal. A babcia...no a babcia swoje:  ''Stefano daj babci reke...Massi posadz go do wozka...uwazaj bo sie przewroci...Ste, nie jestes zmeczony? Usiadz do wozka...bo zobacz babcia w wozku pojedzie'' - Stefano nawet dalece nie snilo sie aby spoczac w wozku, ale i wizja babci zarywajacej jego pojazd nie przekonywala go za bardzo. Podszedl tesciowa od tylu i zaczal odpychac od swojego czterokolowca. Cala scenka wygladala dosc komicznie a synowska mina mowila sama za siebie ''babciu, ty nie gadaj tyle tylko idz!!

Zgodnie ze swoimi przekonaniami syna bralismy za reke gdy zblizalo sie potencjalne niebezpieczenstwo. Biadolenie tesciowej towarzyszylo nam przez cale 40 minut spaceru - dziecko powinno byc nauczone chodzic z rodzicami za reke. Zgadzam sie, ale ja go przeciez nie uwiaze...a gdzie znajde lepsze miejsce aby dac mu troche wolnosci i pozwolic spozytkowac rozpierajaco go energie, jak nie na wyznaczonym spacjalnie dla pieszych szlaku?

   Jak tylko zostalismy sami, po tych kilku spedzonych razem godzinach, maz uwolnil swoje emocje ''NIGDY WIECEJ''!!

p.s. Ku woli wyjasnienia tesciowa uwage zwraca zawsze mojemy mezowi (czyli swojemu synowi), a nie mi. U mnie zwykle szuka potwierdzenia swoich racji - niekiedy i to jest jednak klopotliwe, gdyz zdanie czesto mamy odmienne.

21 komentarzy:

  1. Oj wiem coś o tym, nawet nie wiesz ile ja przeszłam z moja teściową i popieram NIGDY ALE TO NIGDY WIĘCEJ !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, teściowe, bez nich życie byłoby taaaakie nudne;). O mojej teściowej wspominałam nieraz i na pewno jeszcze wiele razy będę o niej pisała, bo to kopalnia pomysłów jest. Babcie chyba czasem zapominają, że małe dzieci lubią swobodę, a nie chodzenie pod rączkę czy siedzeniu w wózku. Nie wiem, czy bym wytrzymała to upominanie, pewnie bym klnęła pod nosem:). Twoja teściowa mieszka gdzieś blisko Was, prawda? Ja się cieszę, że moja jest na Sardynii, inaczej miałabym, delikatnie mówiąc, przechlapane! Choć muszę przyznać, że podczas ostatniej wizyty bardziej denerwował mnie teść. Jeszcze ani razu nie wziął Gai na ręce, bo rzekomo boi się dzieci, ale dobre rady na temat żywienia już mi dawał. Według niego rozwiązaniem nieufności małej do nowych potraw jest "pasta asciutta", jakbym nie widział, że Gaja chętnie je makaron i ciągle powtarzał, że muszę jej dawać "pasta asciutta". Myślałam, że padnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO mieszkamy bardzo niedaleko...dzieli nas jakies 100metrow, ale tesciowa nie odwiedza nas czesto. Widujemy sie zwykle na spacerze.
      Szczerze przyznam, iz nie wyobrazam sobie mieszkania z tesciowa pod jednym dachem - wiele nas jednak rozni, inna kultura i inne zwyczaje.

      Usuń
  3. O bosz... moja teściowa też by małemu co pięć sekund buzię wycierała x_X Czy to jakaś zmowa teściowych?

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedni toście musieli się nasłuchać na zapas...

    OdpowiedzUsuń
  5. Domyślam się, że to było bardzo irytujące. Na całe szczęście nie widzicie się codziennie i możesz odetchnąć od tych dobrych rad :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To się nasłuchaliście... na najbliższe kilka miesięcy Wam wystarczy :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie strasznie irytują takie sytuacje. Może dlatego, że codziennie mam takie urozmaicenia, bo mieszkamy póki co z teściami. Nie mogę się doczekać kiedy będziemy mogli przenieść się na swoje. Choć w wielu sytuacjach mogę liczyć na pomoc teściowej, to nie mogę znieść i zaakceptować narzucania nam jej zdania. A to ubierz skarpetki, a to czapkę, a to tamto i sramto. Najgorzej jak jej z oczu zniknę to zaraz leci i ubiera Małej jakieś skarpetki. Nie będę mówić czym już mi wychodzi takie zachowanie :/
    Ostatnio natomiast, po naszym wypadzie w góry i pokazaniu zdjęć - nigdy więcej! Nasłuchałam się tyle, że miałam ochotę wyjść z pokoju. A bo to ryzykowne, a bo to niebezpieczne, a bo taka mała i taka biedna tak daleko i tak wysoko... No MASAKRA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie mam dokładnie to samo !

      Usuń
    2. Co mnie najbardziej wkurza to to, ze ja jedna a tesciowa drugie. Od jakiegos czasu Stefano jest zafascynowany windami i domofonami - moglby caly dzien stac i naciskac guziczki. Za kazdym razem jest o to wojna i staram sie mu tlumaczyc (na ile mozna cos takiego wytlumaczyc dwulatkowi), ze nie wolno bawic sie domofonem i winda. Widze tesciowa w oddali, zatrzymujemy sie przed jej blokiem by sie przywitac...Ste od razu sunie przez otwarta brame do windy. Wolam za nim, ze nie wolno....ze ma natychmiast wracac bo na dworze upal a tam chlodno i ze sie rozchoruje(rano kichal w po poludniu mielismy isc na urodziny na basenie)....a tesciowa ''choc z babcia, wjedziemy sobie winda i zjedziemy...tak na szybko'' Nosz rece opadaja!!

      Usuń
  8. aaa to nie tylko Mamusia Mężusia tak ma - jak twierdzi, że u nas coś nie halo, Mąż ma hotline. ja baaaardzo sporadycznie. też mamy podejście podobne do Waszego w kwestii spacerów za rączkę. dla żywiołowego dwulatka to żadna atrakcja. dzięki temu dziecko wie, że jak trzeba za rączkę, to bez dyskusji. myślałam że to prędzej Ty takie wnioski będziesz wyciągała :D
    Mamusia Mężusia ma to samo w kwestii rozpieszczania nam dziecka, ale nie mam z tym problemu, bo uczę Ątusię że jak jest u Baby to urlop ma i niech korzysta. jak jesteśmy wszyscy razem, to pomaga nasze upomnienie że nie pozwalamy jej czegoś tam robić i Teściowa odpuszcza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Temat teściów to u nas historia, która skończyła się wraz z wyprowadzka. Tylko że mnie bardziej wkurzal teść. Złotych rad nie dawał, po prostu wszystko robił po swojemu, zazwyczaj inaczej niż my byśmy chcieli. Wg niego dziecko ma tylko 2 funkcje: jedzenie i spanie. Jak płacze to na bank jest glodne, albo ma mokro, inne opcje nie istnieją. O zabawie z dzieckiem bladego pojęcia nie ma. Mieszkanie z nim pod jednym dachem to była męczarnia, dlatego cieszę się, że się wprowadziliśmy. Niby to tylko 4km, ale nie odwiedza nas (ostatnio w grudniu), wie że nie dam sobie w kaszę dmuchać, nawet gdybyśmy mieli się pokłócić. W końcu to my wychowujemy nasze dzieci, on już swoje wychował. A teściowej to bym mogła pomnik postawić za to, ile mi przy Synu pomogła i za to że mam ją po swojej stronie w "walce" z teściem ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hehe teściowa nie odbiegająca od żadnej innej ;) jakbym o mojej czytała ;))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ech teściowe... Z moją też kolorowo nie mamy. Takie szczęście, że mąż zawsze trzyma moją stronę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Napisałabym wiele... z moją teściową mam bardzo mały kontakt, rzadko nas odwiedza i my ją, nie ubolewam- ale relacje sa podobne...;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja teściowa na szczęście nie wtyka swojego nocha w wychowanie Lulci, ba ona ma nas w tyłku, dla niej ważne są tylko wnuczki jej córeczki

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj irytujące strasznie.. Moja teściowa jest super- mam nadzieję, że po porodzie będę tylko to potwierdzac dalej hehe ;DD

    OdpowiedzUsuń
  15. hehhe, lubię czytać opowieści o teściowych :D lepiej się po nich czuję wiedząc, że nie tylko ja mam ze swoją takie jazdy ;) zastanawia mnie tylko ich fenomen... czy my też się kiedyś takie staniemy???

    OdpowiedzUsuń
  16. Heh, ach te teściowe. One zawsze wiedzą, co jest najlepsze . Dobrze, że masz taką dochodzącą, a nie mieszkającą z wami :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ach te teściowe co one mają się z nami, a my z nimi.
    Moja teściowa zwraca uwagę również mężowi,ale i u męża szuka potwierdzenia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń