poniedziałek, 7 lipca 2014

Nadgorliwa zestresowana mama

Plac zabaw: Rozbieganych dzieci cale mnostwo. Przedzial wiekowy latorosli dosc szeroki, na oko od roku wzwyz. Starsze dzieciaki zajmuja sie same soba. Mlodsi bawia sie majac bacznie wlepione w siebie oczy rodzicow. Jestesmy i my - Stefano z mama.

Jak juz kiedys wspomnialam Stefi szczegolnie upodobal sobie zjezdzalnie. W danym parku jestesmy po raz pierwszy, syn wiec podchodzi do wszystkich atrakcji bardzo ostoznie. Oglada i sam decyduje z ktorej ewentulanie warto skorzystac. Naturalnie i tym razem, padlo na zjezdzalnie. Hmm, dosc wysoka - z tak duzej jeszcze nigdy nie korzystal. Kiedys jednak musi byc ten pierwszy raz. Staje w kolejce za starszymi dziecmi - nie zabraniam, ale asekuracyjnie obserwuje synowskie poczynania.  Wdrapuje sie po schodkach - w polowie na czworaka, w polowie na nogach..siada i szuka mamy - boi sie troche zjechac. Podchodze, podaje reke i jazda...dwa, trzy razy za reke z mama i proponuje, ze moze sam zjedzie...Stefek kreci glowa, ze nie...OK, mysle. Nic na sile. Po kilku kolejnych rundkach ponawiam propozycje ''Nie boj sie, mama stoi tutaj i Cie zlapie''. Pojechal, radosnie ladujac w moich ramionach.

Drugie odwiedziny w tym samym parku. Zjezdzalnia!! Ste byl jak strzala...obserwujac inne dzieci nauczyl sie wchodzi po schodkach na dwoch nogach bez zadnej pomocy. Pierwszy slizg musial byc jednak obowiazkowo z mama...pozniej juz tylko patrzal czy czekam na niego u podnoza zjezdzalni. Nie lapalam go, ale czuwalam by w razie czego moc uratowac go z opresji.

Nie pisze jednak o tym by zanudzac Was opowiesciami  jak to nasz pierworodny bawi sie na zjezdzalni. Ostatnio czesto bywamy na roznych placach zabaw. Co mnie na nich szczegolnie uderzylo to skrajne zachowania rodzicow.


Niektore dzieci wygladaja jak ze smyczy spuszczone - kopia, sypia piaskiem, pchaja mlodsze dzieciaki. Ostatnio natchnelismy sie na chlopca (na oko 4-5 lat) pozostawionego na placu zabaw samopas. Robil co mu sie rzewnie podobalo, wlacznie z biciem, pluciem, wyrywaniem zabawek i proba zrzucenia kilkumiesiecznej dziewczynki z bujaka. Mamy nie bylo. Czasami jednak jest tak, ze mamy obecne sa cialem, ale duchem to juz niekoniecznie - albo po prostu udaja, iz nie widza.

Nawet nie jestem w stanie wyrazic ile radosci sprawia mi samodzielnosc syna. Staram sie, ale nie do konca rozumiem, zachowania niektorych mam (bo tatusiowe zwykle sa bardziej zrelaksowani). Mama na szpilkach wprowadza za reke swojego 3-4 letniego syna na sama gore zjezdzalni, blokujac i tym samym opozniajac zabawe innym dzieciom. Ste za kazdym razem gdy napotykal opisana scene stawal jak wmurowany z mina jakby zastanawial sie ''co ta kobita tu robi''.
Mamy, ktore wygladaja jakby ''chcialy wyrwac reke swojemu dziecku'' - dzieje sie tak gdy mama by ''pomoc'' swojemu maluchowi staje za nim i podaje mu reke - dziecko rusza w dol a mama stoi twardo na pozycji...w rezultacie czego oboje niemal zaliczaja glebe. Rasa ''nadgorliwa zestresowana mama'', podsumowal M.

Ste zwykle jest jednym z najmlodszych uczestnikow zabawy, niektorzy nim poniewieraja, depcza mu po palcach - my rodzice obserwujemy i wkraczamy do akcji jedynie w ostatecznosci.  Obserwuje czy nic zlego sie nie dzieje...nie reaguje jak opetana na kazde wywrocenie sie. Upadl...podniesie sie...a ja pytam ''wszystko w porzadku?'' Zauwazylam, iz syn po ostatnich doswiadczeniach nieco sie wycwanil - gdy ktos sie blokuje zabawe zwinnie go omija. Gdy ktos zbytnio sie ociaga wyciaga reke  i wskazuje, ze dane dziecko powinno zjechac. Gdy i to nie dziala by ''dodac mu nieco odwagi''popycha poprzednika nieco w plecy. Tu zawsze reaguje. Nie krzycze, ale tlumacze, iz nie wolno popychac i trzeba czekac na swoja kolej.

Czy jestem zla, wyrodna matka dlatego, ze nie chronie mojego syna przed kolejnym guzem? Czy Stefi wyrosnie na gorszego czlowieka dlatego, ze zedrze do krwi kolana?  Syn nie nalezy do beks, jest odporny na bol. Gdy placze to wiem, ze naprawde boli...wtedy przytulamy sie mocno mocno a mamusiowy calusw mig lagodzi kazdy bol :)

Ciekawa jestem jakie jest Wasze zdanie na ten temat. Chronic za wszelka cene czy pozwolic samemu poznawac otaczajacy nas swiat?

22 komentarze:

  1. JA też latam za Julką, nie żebym była jakaś nadopiekuńcza ale jak widzę wysoką ślizgawkę to wolę być blisko, żeby w razie wu złapać małą, gdyby się poślizgnęła...
    A panie w obcasach na placu zabaw też nie są mi obce. Uśmiecham się tylko, bo w duchu to jestem pełna podziwu ich akrobacji:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana powiem ci, że ja ostatnio też obserwowałam mamusie na placu zabaw, jedna to mnie rozbroiła. Dziewczynki kręcą się na karuzeli, podbiega dziewczynka rzuca kamieniami w moje dziewczynki, ja jej zwracam uwagę, że tak nie ładnie, że dziewczynki to boli. Mama stoi w oddali pali flora. Po chwili moje dzieci bawią się w piaskownicy a dana dziewczynka podbiega do nas i wyrywa zabawki Zuzi, Zuzia jak to Zuzia nie daje za wygraną i ciągnie, podczas całego zajścia dziewczynka się przewróciła i zaczęła niesamowicie ryczeć (choć potłukła sobie lekko pupe) Mówię Zuzia odpuść pożycz, Zuzia pożyczyła po czym podchodzi mamusia i mówi "Ale ma Panie niegrzeczne dzieci - współczuje) Po czym Ja powiedziałam "A ja Pani współczuje głupoty" - Oto taka sytuacja.
    Czy chronić za wszelką cenę? myślę że trzeba chronić od niebezpieczeństwa i zrobienia sobie krzywdy przez dziecko. Stef jest grzecznym i mądrym chłopcem i jak widzisz sama bardzo ostrożnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwalila mnie ta kobieta - no comment!!

      Usuń
  3. Jestem za poznawaniem świata samodzielnie, a mama czy tata niech będą obok. Niestety co do zachowań dzieci sama mam z tym ostatnio problem z Lulcią, która niestosownie się zachowuje póki co zauważalne jest to wśród dzieci znanych nie obcych i maje, nasze tłumaczenia nie pomagają, więc nie jest to proste, nie popieram, że rodzic nie reaguje, ja czynię to od razu.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas jak widać i słychać pozwalamy na samodzielność skutki czasem są katastroficzne ale życie nie jest proste...

    OdpowiedzUsuń
  5. Moich Lobuzow sie nie powstrzyma. Jestem dla nich, ale pozwalam na duza swobode ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe jaką ja jestem mamą :) chyba w miarę normalną.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie bronię się ubrudzić, nie bronię doświadczać świata, siniaków uniknąć się nie da, szczególnie latem kiedy nogi odkryte, kiedy mnie potrzebuje -jestem, kiedy rozrabia interweniuję. Nadopiekuńcza raczej nie jestem. Za to na placu zabaw obserwuję jeszcze jeden typ matek: "nie wchodź do piaskownicy bo się ubrudzisz, nie huśtaj się tak wysoko bo spadniesz, nie kręć się na karuzeli bo zwymiotujesz, nie biegaj bo się przewrócisz itd". Aż ciśnie się na usta: "po co przychodzić na plac skoro nic nie wolno?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, najlepiej dziecko wystroic na pokaz, a potem biedny maluch niczego nie moze dotkanc bo zniszczy najlpesze ubranie...szkoda gadac!!

      Usuń
  8. 'nie biegaj bo się spocisz' to mój ulubiony typ mamuśki :D

    ja tam pozwalam na dużo, młoda już obcykana, nie boi się sama wchodzić, wszędzie sama się wspina, a mnie woła tylko jak potrzebuje gdzieś wyżej. Tym sposobem ja na placu zabaw odpoczywam, a ona ma najlepszą zabawę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. My jeszcze na plac zabaw nie chodzimy... Ale faktycznie, takich wolno-biegających dzieci jest pełno, a mamusie w tym czasie co? SMSy piszą, plotkują i robią miliardy innych "ważniejszych"rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozwolić poznawać świat! Stefek sam jest bardzo ostrożny, ale nie tchórzliwy - czyli odniosłaś pelen sukces wychowawczy :) ja w Turcji obserwuje dwa typy mam: 1) nieobecne ciałem i duchem, które opiekę nad dziećmi pojmują jako karmienie i przebieranie i nic poza tym, czyli dzieci wychowują się same i 2) zapobiegawczo-asekuracyjne, czyli nie właź do piaskownicy,bo się pobrudzisz, nie biegaj, bo się spocisz, itd. Te mamy karmią nawet swoje kilkuletnie dzieci, żeby tylko uniknąć plam na ubranku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bratannicy meza co prawda nie karmiono a jadla sama, ale zawsze w terrorze, ze nie moze sie pobrudzic bo bedzie jazda. A dziecku zawsze cos spadnie...w koncu to tylko dziecko. Czsami nawet doroslemu sie zdarzy.

      Usuń
    2. No pewnie! A tutaj tureckie mamy celują łyżeczką do buzi 5-6 latków! Jak dla mnie nazwać to przesadą to za mało :-]

      Usuń
  11. Też bym była za pozwoleniem poznawania świata oczywiście w granicach rozsądku. Chyba po prostu trzeba umieć znaleźć złoty środek :) Ani nie być za ostrożną, ani zbyt pobłażliwą.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najlepiej pozwolić samemu poznawać świat, ale zawsze być gdzieś w okolicy i w razie czego podać pomocną dłoń :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Również wchodzę ze swoim dwulatkiem na zjeżdżalnię. Trudno, muszę mieć pewność, że się nauczy, że usiądzie zanim puści się na dół. Wojtek ma słabe napięcie mięśniowe i zdarzają mu się dziwne upadki, wolałabym tego uniknąć. Ostatnio coraz częściej jestem po prostu blisko, staram się, żeby wspinał się sam.

    No cóż, jestem matką histeryczką, może kiedyś się ogarnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcaialm nikogo urazic powyzszym wpisem.. Chlopiec z przykladu nie mial dwoch lat, a 4, co stanowi niemala roznica. Jak i fakt o ktorym wspominasz, slabe napiecie miesniowe Twojego syna. Nasz ma dysplazje oskrzelowo-plucna i dlugo ''histeryzowalismy'' na ten temat.
      Wracajac do zjezdzalni to tak jak napisalam nie zostawiam syna samopas, a zawsze stoje tuz obok by w razie czego Go zlapac :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  14. Ja trochę z tych nadgorliwych, ale nie przesadzam;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochane mamy! Najważniejsze to przy dziecku nie okazywać stresu i złości. Wiemy dobrze, że ma to nieodwracalne skutki. Dzieci jak niky inny potrafią wyczuć złą atmosferę. Niejednokrotnie obserwowałam jak koleżanki krzyczą, biegają, reagują gwałtownie na odzywki maluchów. Następnie wszystkie się dziwią, że dzieci wykazują agresywne zachowania. Polecam wcześniej zmierzyć się z tym problemem i nie dać się stresowi! Ja dość szybko zaczęłam reagować. Zaczęłam stosować Nervocalm, który sprawiał, że stałam się bardziej opanowana i mam więcej energii by panować nad dzieckiem. Nie bójmy się rozmawiać z dzieckiem, to my w tym wszystkim powinnyśmy zachować zimną krew.

    OdpowiedzUsuń