wtorek, 25 lutego 2014

LEKARZ Z ZAWODU, ALE CZY I Z POWOLANIA?

Lekarzy z zawodu znam wielu, tak jak i Wy wszyscy. Na szczescie w moim trzydziestojednoletnim zyciu udalo mi sie obcowac i z tymi z powolania. Napisalam lekarz, ale na mysli mam caly personel sanitarny. Rzecz jasna jedno nie wyklucza drugiego. Wrecz przeciwnie. Czasami jednak odnosze wrazenie, ze w obecnych czasach, dobry lekarz, pracujacy nie tylko dla rosnacej kwoty na koncie, ale z oddaniem wykonujacy swoj zawod to jak skarb.

Moja sw. pamieci babcia trafila na taki skarb. Lekarz jak marzenie...mily, ludzki, wspolczujacy. Powiecie wspolczuciem ludzi sie nie leczy...prawda. To lekarz pracujacy dla ludzi...bez proszenia przychodzil do domu, troszczyl sie i interesowal. Widac bylo, ze lezy mu na sercu los pacjentki. Ze pacjentka , mimo iz ponad osiemdziesiecioletnia to nie zostala spisana przez niego na straty.
Przez niego nie, ale przez innych tak. Smutne, co? To jednak prawda, ktorej nawet niektorzy za bardzo nie starali sie ukrywac. Gdy babunia jako niespelna dziewiecdziesiecioletnia kobieta, obciazona juz wieloma patologiami, ciezko zachoworowala na sepse postawiono na nia krzyzyk. Z sepsy wyszla, ale w szpitalu zostala zarazona inna bakteria, z ktora organizm niestety juz sobie nie poradzil. W zwiazku z powyzszym rodzina moja praktycznie cala wiosne spedzila w szpitalu...w te i z powrotem - zaleczenie i do domu...trzy dni w domu i szpital. Jak tylko stan nieco sie poprawial, to Pani ordynator powiedziala cioci, ze do domu bo przynajmniej beda mogli z mama troche pobyc.
Inny mlody lekarz, w rozmowie z moja siostra, stwierdzil, ze jakie do domu - my tu o zycie walczymy.

Choc to bardzo bolesne to nie moge tu nie wspomniec i o niektorych czlonkach personelu. Sepsa czy tez bakteria to rowniez i rozwolnienie, a jak rozwolnienie w tym wieku to i pampersy. I teraz kto powinien przebierac pacjenta? Czesto robila to moja ciocia, ale gdy stan babci sie pogorszyl prosila o pomoc salowe. Kiedys uslyszala, ze to pani P. (babcia) utrudnia i  na zlosc im robi, bo jak chce to potrafi sie uniesc. Ciocie zamurowalo, nic nie odpowiedziala!! Miesiac wczesniej, wchodzi pielegniarka na sale i pyta babci czy ma czysto - zgodnie z prawda i bez pretensji babcia odpowiada, ze od wczoraj nie byla przebierana. Na co oburzona pigula naskoczyla na nia i wydarla sie, ze: ''Co to ona sobie wyobraza....gdyby nie my (pielegrniarki) to te Wasze stare, osrane tylki by zgnily''.  Babcia sie poplakala, przybiegla inna pielegniarka ja uspokajac. My o Wszystkim dowiedzielismy sie po czasie, bo babcia sie nie przyznala, ze tak ja potraktowano. Jak sie dowiedzialam to cala sie trzeslam. Czy mozna tak powiedziec do schorowanej dziewiecdziesieciolatki, do pacjenta, do kogokolwiek ???

Gdy stan babci byl juz bardzo ciezki...cierpiala. Pielegniarka przyniosla antybiotyk, minute po tym jak udalo sie jej usnac. Ciocia nie chcac przysparzac swojej mamie dodatkowego stresu, uznala ze poda jej lek ja sie wybudzi z drzemki. Tak sie nieszczesliwie zlozylo, ze tracila kubeczek z lekiem i go rozlala. Kajajac sie przed pigulami przyznala sie, ze nabroila i czy moglyby uzupelnic dawke i gdy jedna z nich skierowala sie w strone lodowki by to uczynic druga spojrzala na nia z wyrzutem dodajac ''no czy ja wiem czy to warto...przeciez stan zdrowia tej pani jest coraz gorszy''. Ze co? Halo? Nosz kurde, placisz cale zycie glupie skladki a jak przychodzi co do czego to zaluja ci leku bo jest bardzo kosztowny a Ty jestes juz stary...za bardzo chory...i pewnie i tak nie przezyjesz?
Poza tym pytasz lekarza jaki jest stan - a w odpowiedzi otrzymujesz oschle, no przeciez sama Pani widzi ciezki, ciezki.

Dziesiec lat temu stracilam dziadka. Zamiast zadzwonic od razu na pogotowie to zadzwonil do wujka. Kuzynka wyczula powage sytuacji i niezwlocznie wezwala pogotowie. Jako, ze mieszkali ulice dalej ciotka z kuzynka od razu pobiegly do dziadkow. Karetki wciaz nie bylo. Ciotka zadzwonila ponownie i to co uslyszala doslownie scielo wszystkich z nog: ''Karetki nie wyslalam bo pani corka mnie obrazila?'' Przepraszam? Ze co?
Kuzynce, zasypanej gradem pytan przez dyspozytorke, puscili nerwy i wyrwalo jej sie ''czy pani jest walnieta?'' - wiem nie powinna. Nic jej nie usprawiedliwia, ale czy mozna nie wyslac karetki w akcie zemsty czy czegokolwiek innego?
Za drugim razem karetke wyslano. Doktorek wszedl zniechecony. Ciotka stwierdzila, ze go nie wypusci dopki choc dziadka nie zbada.  Kazal mu zalozyc buty i zejsc do karetki. To byl wylew. Kilka godzin pozniej dziadek zapadl w spiaczke. Zmarl dwa dni pozniej. Nigdy nie dowiemy sie czy moglby zostac z nami dluzej gdyby karetka przyjechala po pierwszym wezwaniu lub gdyby lekarz wykazal troche wiecej zainteresowania i pokory.

Odzial ginekologiczno-polozniczy. 28tc ciaza zagrozona przedwczesnym porodem, wiekszosc poloznych do rany przyloz...przychodzily, pocieszaly, tlumaczyly. Od kazdej reguly sa jednak wyjatki - jedna chodzila wiecznie naburmuszona, o co prosilas to wykonywala, ale z ogromna laska.
Lezalam podloczona 48godzin do jakiejs maszyny z kroplowka, ktora dozowala mi krople plynu. Plynu nie byle jakiego bo to bardzo kosztowny lek, sprowadzany ze Stanow. Skad wiem? A bo mi jedna wypomniala!! Maszyna zaczyna dzwonic, mimo iz kroplowka jeszcze cala nie zeszla. Wolam polozna, nie kuma czemu to cos juz dzwoni...wola strasza kolezanke. Zaczela majstrowac...wspomina, ze to tysiace euro za flakon itp...Akurat bylu u mnie w odwiedzinach kuzynki meza i jedna zazartowala ''no skoro taki kosztowny to musisz go do ostatniej kropli wyssac''...i w polozna wstapil potwor ''tak, tak, bo to sa pieniadze...my wszyscy za to placimy...tu nie ma co sie smiac''. Pewnie a ja tu na oddzial to na wczasy przyjechalam, zapragnelam urodzic wczesniej wlasnie po to by Was wszystkich okrasc.

Na porodowce mialam cudowne polozne i lekarke rowniez. Pozwolily mi sie zrelaksowac i nie zamartwiac na zapas. Pomagaly, komplementowaly, ocieraly czolo i nawilzaly usta...i nie zapomnialy rowniez i o ojcu stojacym za drzwiami....Gdy nadeszla zmiana personelu polozna prowadzaca porod schodzac z dyzuru przyszla sie pozegnac i zyczyc powodzenia.

UTIN. Intensywna terapia neonatologiczna - tyle tam cierpienia, tyle nadzieii. Wielbie ich wszystkich razem i kazdego z osobna. Wspaniali lekarze, wspaniali pielegniarze -cudowni ludzie tam pracuja.  Oni nie tylko te dzieciaczki lecza, ale sa dla nich rodzina i to bylo widac i czuc. I wiem, ze nie bylo to na pokaz, bo kilkuktornie zdarzylo nam sie wejsc na oddzial poza godzinami odwiedzin i zobaczyc jak pielegniarze opiekuja sie tymi malenstwami (nie tylko wczesniakami)...przytulali, kolysali, cierpliwie karmili (a naszego to czasami trzeba bylo i 50 minut)...glaskali, rozmawiali z nimi. Az na sercu robilo sie cieplej. Wiedzialam, ze moj synek ma ich, a im los mojego dziecka nie jest obojetny. Kiedys bylam swiadkiem rozmowy jednej z pielegniarek ze znajoma - opowiadaly o zyciu, rodzinie, ze syn sie zareczyl...''o to moze wnuki beda wkrotce?'' rzekla znajoma. Uszu mych doszla odpowiedz, ktora bardzo mnie wzruszyla: ''wnuki? wnuki to ja juz mam...zobacz ile''.

Wszyscy zawsze cierpliwie i z usmiechem odpowiadali na najbardziej idiotyczne pytania. Z reka na sercu moge powiedziec, iz czulam sie tam czescia jednej wielkiej rodziny. Caly personel podziwialam za oddanie z jakim pracuja. Gdy spadala saturacja cierpliwie staly i stymulowaly malucha, drapaly po plecach, laskotaly pod stopami jednoczesnie szepczac ''Ste nie wyglupiaj sie, dasz rade. Dzielny chlopak jestes.'' albo ''Jeszcze troche...nie zasypiaj, oddychaj spokojnie'' - a mogly przeciez zalozyc cPAP i po klopocie.
Kazdy dzieciaczek mial swojego lekarza prowadzacego, z ktorym mozna bylo umowic sie na spotkanie i na spokojnie omowic sytuacje dziecka, terapie, postepy, rokowania. Poza tym na bierzaco informowalismy sie z pielegniarkami (pisze pielegniarki, choc bylo i kilku chlopakow) i lekarzami obecnymi na dyzurze. Kiedys przydarzylo nam sie powiedziec jednej pani doktor ''przepraszamy, nie chcemy zawracac glowy'' - ''Zawracac glowy? Nic podobnego...my tu od tego jestesmy, zeby nam glowe zawracac!!'', otrzymalismy w odpowiedzi.To bylo takie inne, magiczne - nie trzeba bylo latac za lekarzami i blagac ich o krotka rozmowe. Chetnie przychodzili, tlumaczyli, zachecali do wspolpracy. Sami podchodzili i opowiadali o postepach. Nikt nigdy na mnie krzywo nie spojrzal - przekraczajac prog Intensywnej zawsze wital mnie ten szczery pokrzepiajcy usmiech. Gdy Maly czekal na laser oczu a ja wybuchlam potokiem lez, Pani doktor nie przeszla obok mnie obojetnie - ogarnela ramieniem i zaprowadzila do pokoju lekarskiego abym mogla troche ochlonac.

Po wypisie do domu dziecie automatycznie wskakuje pod opieke wybranego pediatry. Mimo to lekarze utinowscy nigdy nie przestali sie interesowac losem naszego syna. Jeden z nich organizowal nam nam nadprogramowe USG nerek i pecherza gdy w pecherzu pierworodnego cos siedzialo...chcial aby koniecznie mu faksowac wyniki z moczu.

Pielegniarki z ambulatorium sa fantastyczne, choc jedna z nich poczatkowo moze stwarzac inne wrazenie. Wystarczy jednak nieco ja poznac aby dostrzec, ze wszystkie panie dwoja sie i troja aby bezinteresownie Ci pomoc. Podziwiam je zawsze gdy widze z jakim zaangazowaniem pracuja - tancza, spiewaja, klaszcza, robia glupie miny aby uspokoic malucha. Podziwiam je rowniez za precyzje z jaka potrafia pobrac krew czy zmierzyc cisnienie dwukilowemu niemowlakowi.

Ostatnio odkrylismy jeszcze jedna lekarke z powolania. Wszyscy wiecie, iz Steffi ma problemy ze wzrokiem. Jako, ze okulistyka u nas w szpitalu nie ma najlepszej opini chcielismy syna skontrolowac prywatnie. W centrum, gdzie Stefek chodzil na fizjoterapie, zapropnowano nam aby przebadala go Pani, ktora przychodzi tam raz w tygodniu badac dzieciaczki pod ich opieka. Za darmo, wiec czemu nie, ale chcielismy sprawdzic kto to taki, jakie ma opinie. Okazalo sie, ze to najlepsza okulistka dziecieca w okolicy. Przyjmuje jedynie prywatnie i wlasnie w tym centrum. Bylismy juz kilkukrotnie i jestesmy bardzo zadowoleni. Mimo, ze za darmo, to nie jest to badanie na ''odwal sie'' - tlumaczy, probuje zaciekawic dziecko zabawa. Steffi ma wyjatkowa awersje wobec okulistow...a doktorce tej, mimo poczatkowych spazm, wychodzac z gabinetu prawie dal buziaka. To lekarka, ktora bezinteresownie, bezplatnie znajdzie ci miejsce na badanie w szpitalu Rzymie lub zapisze Twoje dziecko na opercje korekcji zeza w najlepszym szpitalu dzieciecym we Wloszech. Malo tego bezinteresownie, w swoim wolnym czasie pojedzie tam z Toba aby zapoznac Cie ze struktura. Nas najprawdopodobniej tez to czeka, wiec tym bardziej sie ciesze, ze trafilismy na kogos takiego.

Niestety tych jedynie z zawodu jest znacznie wiecej :(
Choc jak widac mozna idealnie pogodzic obie cechy. Sobie i Wam zycze aby takich prawdziwych lekarzy bylo coraz wiecej, takich co to lecza i cialo i dusze!!

8 komentarzy:

  1. Tak, to prawda, ze lekarzy z powołania trudniej spotkać niź tych bez. Ale mam odczucie, że dotyczy to i innych grup zawodowych takich jak nauczyciele, księża. Różne szpitale w życiu odwiedziłam i różne rzeczy widziałam i na własnej skórze doświadczyłam. Ale jednak nigdy nie było tak by trafić tylko na takich złych. Zawsze znalazł się ktoś dobry. Ponieważ moja mama jest lekarzem to wiem, że i pacjenci potrafią być źli. Bo są tacy, co zapominają, że lekarz też ma życie poza szpitalem i że nie jest robotem pracującym 24h/7. Ostatnio jedna kobieta zdenerwowała mnie w Święta, bo zadzwoniła do mamy by ta ją przyjęła na zwykłą wizytę, bo akurat tak jej pasuje. Mama wtedy miała dzień wolny od pracy i Święta przecież. Takich ludzi też nie lubię. Lekarze powinni szanować pacjentów, a sytuacje te złe co opisałaś nie powinny mieć miejsca, a pacjenci powinni szanować lekarzy. Jak jest obustronny szacunek to wszystko działa jak powinno. A jak któraś strona tego szacunku nie ma, to druga automatycznie go traci. No i u nas w kraju do naprawy się nadaje cały system. W moich oczach za bardzo zbiurokratyzowano coś, co z biurokractwem nic wspólnego mieć nie powinno. Jakoś ciężko się patrzy na nowoczesne,szklane siedziby NFZ i ZUS, gdy dopiero co leżało się w szpitalu, co wystrojem przypomina czasy Gierka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie z Toba. Szpital w miescie skad pochodze to masakra - wejdziesz z jednym, wyjdziesz z drugim.
      Wiem, ze latwo nie jest traktowac codziennie z ludzmi, bo niektorzy nawet aniola by z rownowagi wytarcili. Troche sie po lekarzach najzedzilismy i czasami bylismy swiadkami wszytsko wiedzacych opryskliwych pacjentow. Nie usprawiedliwia to jednak atakowania innych. Szanujmy sie wzajemnie!
      p.s. To co przydalrzylo sie Twojej mamie to masakra i totalny brak szacunku. Ja to nawet w sobote po poludniu nie zadzwonie do gina aby sie umowic na wizyte.

      Usuń
    2. Jasne. Jestem tego samego zdania. Opisane sytuacje przez Ciebie nie powinny mieć miejsca, a lekarz powinien mieć więcej cierpliwości niż przeciętny człowiek właśnie z racji obcowania z chorymi. Po prostu chciałam jakoś ubrać w słowa, że tylko obustronny szacunek może dać efekt. A jak lekarz lub pacjent jest chamski to nigdy nic dobrego nie wyjdzie.

      Usuń
  2. Ja codo lekarzy w swoim dotychczasowym życiu jak i życiu Lulci nie natrafiłam na opryskliwych i chamskich na szczęście. Zarówno mój lekarz rodzinny jak i nasza pani pediatra nie szczędzi na dodatkowe badania, na kontrole u specjalistów, mam do nich 100% zaufania i każdemu życzę takich lekarzy z powołania by spotykali na swojej drodze i nie zapominajmy lekarz też człowiek może mieć jak każdy z nas gorszy dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko sie cieszyc, ze tak dobrze trafiliscie. My ze Stefkiem cale szczescie rowniez! W rodzienie to jzu roznie bywalo.
      Zgadza, sie z Toba w 100%, ze lekarz tez czlowiek i moze miec gorszy dzien. Probelm zaczyna sie gdy lekarz/pielegniarka/personel saniatrany ma gorszy dzien zawsze. Ponadto uwazam, ze pewne rzeczy sa niedopuszczalne nawet mimo gorszego dnia.

      Usuń
  3. Mój Boże...
    Dreszcze mnie przeszły. Zawsze tak bardzo jest mi żal starszych ludzi.
    Jak ktoś ich źle traktuje, serce mi pęka.

    Lekarze dzielą się na tych z powołania do zawodu, ale też na tych z zamiłowania do pieniędzy.
    Gdy przychodziłam do pewnej doktorki do jej prywatnego gabinetu - była idealna, współczująca, empatyczna, rzeczowa, konkretna, pełna wiedzy, obowiązkowa, dokładna i wszystkie cudowne epitety opisujące lekarza mogłabym jej przypisać.
    Gdy byłam w jej gabinecie w szpitalu, państwowym - zupełnie inny człowiek, który totalnie ma mnie w d...
    Ale całe szczęście, że są też inni lekarze. Całe szczęście, bo dzięki nim niektórzy ludzie wciąż żyją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie to smutne. Mi udalo sie tutaj trafic na fajnego ginekologa. Przyjmuje jedynie prywatnie, ale moge do niego zadzwonic z kazdym problemem i mnie nie naciaga na wizyty. Jak tylko sie da to doradza przez telefon. W ciazy tez z nas nie zdzieral - placilismy jedynie za wizyty na ktorych mialam wykonywane USG.

      Usuń
  4. Ale się Mamuśka rozpisałaś, ale bardzo ważny temat poruszyłaś. ja osobiście spotkałam się w większości z lekarzami z powołania a zwłaszcza na neonatologi jak dziewczynki na nim leżały. Tyle serdeczności i ciepła od nich było, te pielęgniarki takie cierpliwe, dobre, człowiek nie martwił się czy dzieci pozostawione w szpitalu są bezpieczne .
    Czytając Twoja historia o babci jest okropna, ja bym chyba zabiła!

    OdpowiedzUsuń