niedziela, 16 lutego 2014

How I met Your father - odcinek drugi

Wysiadam we Florencji. Na przywitanie dostaje po twarzy goracym powietrzem. Jest pieknie, slonecznie, goraco. Teraz dopiero miala zaczac sie moja wielka przygoda. Do tej pory bylam bezpieczna w autokarze, a tu teraz jestem zdana sama na siebie. Jestem we Florencji, ale to nie byl jeszcze koniec podrozy, gdyz musialam na wlasna reke dojechac do malego toskanskiego miasteczka - Colle Val D'Elsa a stamtad mieli mnie zgarnac przyszli pracodawcy. Krzatam sie po dworcu, ciagnac za soba walize, ktora wieksza byla ode mnie (Nie lubie sie pakowac. Zawsze zabiore ze soba za duzo ciuchow, bo az noz widelec bluzka, ktorej nie nosze juz od 5 lat sie przyda i akurat wtedy nie bede jej miala przy sobie :D
Schody, duzo schodow, za duzo...sil brak i w tej chwili przeklinam siebie, ze polowa tej cholernej walizy mogla zostac w domu. No nic, za pozno juz na takie wnioski...za pozno o jakies 2000km. Udalo sie, jestem na dole...uwage moja przykuwa rumor toczacego sie kolka. Zaraz...NIE prosze, nie teraz - a jednak...to bylo moje kolko tzn. nie moje a mojej walizki. Jestem sama, zmeczona, zgrzana z 3kolowa walizka wazaca z 40kg i tu po raz kolejny (nie ostatni tego dnia) zwymyslalam siebie w myslach.
Udalo sie, siedze w autobusie. Podroz nie miala byc daleka. Nagle tysiace mysli zaczyna krazyc mi po glowie. Czy Ty dziewczyno do reszty oszalalas, gdzie Ty jedziesz? A jak nie bede wiedziala gdzie wysiasc, co jak przegapie przystanek? Jade tak sobie niespokojnie, czychajac na interesujaca mnie tablice jak zwierze na polowaniu czeka na swoja ofiare. Jest...wysiadam. Kierowca zdwiwiony, ze che wysiasc wlasnie tu...ale ja wiem swoje, wysiadam i juz!!


Ledwie powloczac nogami ide przed siebie...ide przez siebie i ciagne moja ''szafe''. W dodatku wszystko pozamykane na cztery spusty. No tak jest siesta, na ulicach zywej duszy nie widac (Martwej cale szczescie tez nie). Nie ma nawet kogo spytac o droge. Nie wiem jak, chyba sila woli docieram na rynek glowny i  co widze? Mijajacy mnie autobus, moj autobus...cholinder trza bylo siedziec na zadku a nie zrywac sie na rowne nogi jak tylko pojawila sie tablica wjazdu.
 I tu znow te straszne mysli ''a co jak po mnie nie przyjada? Co ja tu poczne, na tym odludziu?'' W sytuacji podbramkowej wiedzialam, ze bede mogla liczyc na znajomego mieszkajacego w okolicy, ale to miala byc ostatecznosc...Mimo moich obaw przyjechali (Marisa i jej partner z dzieckiem)...po kilku minutach jazdy bylismy u nich w domu. Zgdonie z umowa dostalam pokoj z lazienka na wylacznosc. Rozgoscilam sie, zostalam oprowadzona po domu, restauracji...wszystko wygladalo tak jak wygladac mialo. Ufff...No prawie wszystko, bo okazalo sie, iz wlasciciele nie mogac sie mnie doczekac przyjeli do pracy jeszcze jedna dziewczyne...Jak to? A no tak - stwierdzili , ze ruch bedzie na tyle duzy, iz  obie sie im przydamy. Ich pewnosc siebie w ogole mnie nie przekonywala. Jak sie pozniej okazalo moje obawy nie byly bezpodstawne.Nie uprzedzajmy jednak faktow. Siedzialam tam sobie, wprowadzono mnie w zasady panujace w lokalu...co, jak i gdzie...Roboty bylo malo, bo klientow bylo niewielu. Wieczorami jeszcze cos sie dzialo, ale w dzien posucha, na tyle duza, iz przyszlo mi myc okna itp...Az ktoregos dnia zawitala  na kolacje siostra gospodyni wraz ze swoim szefostwem. Okazalo sie, ze i ona pracuje w branzy restauracyjnej jako kucharka. Jej szefostwo wlasnie otwiera nowa restauracje w Sienie i szukaja kogos do pomocy na kilka dni. No, ok - przynajmniej bede pracowac, no i wyrwe sie z tej dziury na kilka dni. Spakowalam w torbe kilka najpotrzebniejszych rzeczy i juz bylismy w drodze do Sieny. Spac mialam u siostry M. - bylo to najmniejsze mieszkanie jakie w zyciu widzialam. Doslownie klitka...Jakos przetrwam ten brak prywatnosci - to tylko kilka dni pomyslalam. Rankiem mielismy maly obiazd po miescie...poznalam chyba wszystkich wlascicieli lokali z centrum Sieny. Ta kobieta znala wszystkich, ale zdawala mi sie byc coraz bardziej podejrzana, a to co wydarzylo sie w drodze powrotnej tylko mnie w tym utwierdzilo. Schodzimy z centrum na parking i co widze 'waz pelznie sobie poboczem'. Jako, ze juz wtedy sie ich balam odskoczylam na druga strone jezdni. Kazdy by tak zrobil!! Nie nie kochane, co zrobila ona - zdjela klapka i zatlukla zwierze. Stalam i patrzalam jak ta tlucze to pelzajace dziadostwo i oczom nie wierzylam. Po czym, o zgrozo, podnosi martwe zwierze i zabiera ze soba do samochodu. Wyobrazcie sobie moj strach - ''a jak ten waz jednak jeszcze zyje?''

Czas spedzalam bardzo pracowicie...nie bylo czasu na lenistwo. Wszyscy byli ze mnie na tyle zadowoleni, ze dzien pozniej zaczeto zalatwiac mi papiery aby legalnie mnie zatrudnic na etat. Wszystko pieknie sie ukladalo...prawie wszystko, bo mieszkac z wariatka nie zamierzalam. Nie przez najblizsze dwa miesiace. Dzien pozniej wariatka tylko potwierdzila, ze jest szurnieta - to sie na mnie wydzierala...to znow przytulala i wyznawala, ze jestem dla niej jak corka. Baaa, malo tego - gdy miala te swoje ''odlotowe chwile'' wydzierala sie na wszystkich, z szefem wlacznie. Nikt sobie nic z tego nie robil, bo znali ja juz od lat. Na mnie natomiast patrzeli z politowaniem...po 3 dniach bylam pewna, ze psychicznie nie wyrobie. Widzac moje lzy dzien po otwarciu wrocilam tam gdzie pierwotnie mialam pracowac.

Na powitanie jak obluchem w lep rzucono mi ''do czwartku masz opuscic pokoj, bo go wynajelam''.''Masz znajomych, jedz do nich'' - w rozmowie kiedys sie wygadalam, ze mam znajomych we Wloszech. Mialam dosc. Ponioslam porazke. Chcialam juz z podkulonym ogonem wracac do Polski, ale stwierdzilam, ze nie poddam sie bez walki i zazadalam dostepu do internetu....Napisalam skruszona maila do rodziny, z ktora wczesniej bylam w kontakcie...tlila sie niewielka iskierka nadzieii, ze jeszcze nie znalezli opiekunki dla syna. Niestety znalezli :( ale Elena (mama) zaproponowala abym spakowala walizke i przyjechala do nich. Ugoszcza mnie przez kilka dni, a ja bede mogla w tym czasie rozejrzec sie za praca. To nie wszystko, zaproponowala mi nawet zakup biletu na pociag.  Oferte przyjelam...za bilet jednak grzecznie podziekowalam, gdyz mialam jeszcze jakies zaskorniaki.
Wstapila we mnie nowa nadzieja. Zadzwonilam do D. (znajomy, o ktorym wczesniej wspominalam)...wyjasnilam co sie dzieje. Wiedzialam, ze mnie nie zawiedzie - przyjechal po mnie i zawiozl na pociag. Do tej pory szczyci sie tym, ze byl moim wybawca i, ze to dzieki niemu meza poznalam :D

Po kilku godzinach koczowania na dworcu we Florencji w koncu bylam znow w drodze. W drodze do Foligno...jechalam po kolejna przygode. Najpiekniejsza przygode zycia, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedzialam. Z Elena umowilysmy sie w pociagu...wracala tym samym pociagiem z pracy. Poznala mnie od razu...a po czym? Naturalnie po walizce :)

Niecala godzine pozniej weszlismy do domu - jej domu a mojej przyszlej oazy, gdzie przywital nas Fabrizio (partner E.) Myslalam, ze poznam od razu Leonardo (ich syna) i jego obecna opiekunke, ale nie bylo ich akurat w domu. Zmeczona po kilkugodzinnej podrozy zatloczonym pociagiem, poprzedzonej kilkugodzinnym koczowaniem na toskanskim dworcu, poszlam sie nieco odswiezyc. Gdy chwile pozniej otworzylam drzwi lazienki zobaczylam czekajacego na mnie malutkiego czarnowlosego chlopca. Wykrzyknal glosno ''ciao ewa'' i podbiegl do mnie aby mnie usciskac. Usmiech nie schodzil mu z ust. Poznalam Pamela (owczesna nianie pochodzaca z Chile) i jej kolezanke, ktora przyjechala w goscine...Atmosfera panujaca w tym domu byla niesamowita, radosna, w ogole nie dano mi odczuc, iz jestem na ich lasce.Minelo kilka dni, okazalo sie, ze dziewczyna z ktora byli w kontakcie zaczela grac na czas, wiec zaproponowali mi abym u nich zostala na dluzej. Zarowno mi jak i malemu pomysl ten  bardzo przypadl do gustu gdyz zdarzylismy sie bardzo polubic, i tak stalam sie ''tata nuova''. Leo, mimo, iz mial zaledwie 2,5 roku to buzia mu sie nie zamykala - gadal jak nejety, czasami po wlosku, pojedyncze slowa po angielsku a czasami po prostu po leonardesku ;) W opowiesciach jego przeplatali sie liczni wujkowie - kumple taty, najczesciej bylo o dwoch ''zio Sor'' i ''zio Cava''. F. ktory stwierdzil, ze predzej czy pozniej i tak ich wszytskich spotkam, instruowal mnie jak z nimi postepowac - ze Ci sa spoko a Ci inni tez sa spoko, ale to lekarze-babiarze. Po niecalym tygodniu Leo caly uradowany oznajmil mi, iz dzis wieczorem przyjezdza wujek. Przyjechal ''zio Cava'' - zamienilismy dwa slowa, a raczej wymienilismy grzecznosci, nastepnie chlopy poszli na piwo a ja pomyslalam sobie ''i o co to cale halo', chlop jak chlop''. Tyle go widzialam...do czasu, bo nie bez powodu  moj syn nosi nazwisko Cavallucci ;)


Ciag dalszy nastapi...Nie zatluczcie mnie, ale nie dalam rady wiecej napisac. Pogoda u nas wiosenna, wiec grzech nie wychodzic na spacery, ktore Steffi uwielbia. Ciekawe tylko jak dlugo nas to slonko bedzie rozpieszczac?!



8 komentarzy:

  1. Pochłonęłam w minutę, jedynm plusem mojej choroby jest to że śpię całymi dniami i wieczór cierpię na bezsennosc i nie umknął mi twój post.
    Emocje rosna, aż się mogę doczekać się następnej części!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajna historia :-) Czekam na kolejny odcinek! Opowieścią o walizce i pakowaniu mnie ubawiłaś. Zupełnie jakbym o sobie czytała. Też zawsze zapakuje dwa razy za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudna historia:-) Ach!!! Nie mogę doczekać się reszty:-)
    Najfajniejsze przed nami:-)
    Czuję, że będzie romantycznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku czytajac o tej babie zabijajacej weza zrobilo mi sie niedobrze. Z niecierpliwoscia czekam na kolejna czesc,a jak szlas z ta walizka to od razu przypomniala mi sie moja przygoda z Irlandia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobrze, że nie masz czasu!!! Ja chcę jak najwięcej odcinków. Już mówiłam, że je uwielbiam? :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. OOo mam nadzieję, ze to druga część ostatnia! Wieczorem przeczytam bo teraz woła mnie Toto:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. A idź Ty w cholerę!!!! ;P
    Nie wiesz w jakim stanie ja się teraz znajduję. W punkcie kulminacyjnym zakończyłaś opowiesc! Znowu czuję niezaspokojoną ciekawość:)

    Kiedy część trzecia OSTATNIA? :)

    OdpowiedzUsuń