poniedziałek, 24 lutego 2014

How I met Your father - koniec :)

Mijaly dni, mijaly tygodnie, minal lipiec.
Wkroczylismy  w sierpien - urlopowy miesiac
Vernazza, foto Wikipedia.
wloskich rodzin. Spakowalismy torby i pojechalismy nad Morze  Liguryjskie do Tellaro - malego, ale jakze uroczego miasteczka. Zapewne nikt z Was o nim nigdy nie slyszal, ale o lezacych tuz  nieopodal Lerici czy Cinque Terre zapewne  juz tak. Miejsce magiczne, piekne. To wlasnie tam jezdzili szukac inspiracji i weny  artysci tacy jak George Byron.

  Na jeden z weekendow zapowiedzial swoj przyjazd wujek Cava.  Mialo mnie tam akurat nie byc, ale zatrzymalo mnie otwarcie Igrzysk Olimpijskich i chec zobaczenia polskiej reprezentacji z bialo-czerwona flaga. I nie zaluje podjetej wowczas decyzji. Po lepszym poznaniu Massimo (wujek Cava) wywarl na mnie bardzo pozytywne wrazenie - mily, skromny, spokojny i dobrze ulozony chlop. Poznalismy sie nieco lepiej i polubilismy. Zaprosil mnie na rewizyte do Perugii. Czemu nie, pomyslalam i skorzystalam. Bylo bardzo niewinnie, czyste zwiedzanie bez podtekstow. Bylo na tyle fajnie (choc M. teraz twierdzi, ze on kumal co 5 wyraz - rozmawialismy po angielsku) ze przyjelam zaproszenie na kolacje. Po kolacji spacer. I gdy stalismy na jednym ze wzgorzy Perugii, podziwiajac panorame miasta cos sie wydarzylo, ale jednoczesnie nie wydarzylo sie nic. To znaczy dalo sie czuc cos innego, dziwnego w powietrzu, miedzy nami, ale zadne z nas nie drgnelo. Ja w glowie mialam mysli, iz pierwszego ruchu nie wykonam gdyz to w koncu najlpeszy kumpel mojego szefa. A on, ze ja to niania syna  jednego z jego najlepszych przyjaciol.





Kilka dni pozniej wybralismy sie z ''moja rodzinka'' na imprezke, ktora okazaly sie byc urodziny Massimo. Wybawilismy sie za wszystkie czasy i tyle. I nie wiem czy na tym by sie nie skonczylo gdyby nie fakt, iz rodzice chlopca ktorym sie zajmowalam postanowili sie w tajemnicy pobrac a M. mial zostac ich swiadkiem. Wtajemniczony zostal 31 sierpnia 2004 roku a w bonusie dostal mnie :D
Nasi znajomi widzac, ze cos miedzy nami jest na rzeczy, nagle zrobili sie bardzo senni i bardzo ''brzydko'' zostawili mnie z gosciem. Do dzis dnia zadajemy sobie z M. pytanie czy nasza rocznica jest 31 sierpienia czy moze do pierwszego pocalunku doszlo  juz po polnocy czyli 1 wrzesnia?





Z poczatkiem pazdziernika Ewiczka wrocila jednak do domu. Glupsie to dziewcze bylo. Mialam 22 lata - pierwszy powazny zwiazek i do tego na odleglosc. Sama nie wiedzialam czego chce...chwilami gralam mu na nerwach. Znosil to z wszystko z pokora i nawet odwiedzil mnie w Polsce.



Ktoregos dnia jednak mu sie znudzilo. Mial dosc. A mnie nagle oswiecilo, ze mi zalezy. Nie chcial sluchac, nie chcial rozmawiac. Co wiec zrobila Ewiczka - wsiadla do samolotu i poleciala do Wloch. Misja sie powiodla i postanowilismy spedzic razem cale lato.



Florencja



Wynajelismy mieszkanie i w czerwcu zaczela sie
 nasza droga przez meke - zamieszkalismy razem,
 tak naprawde sie nie znajac. To nie tak powinno
bylo wygladac. Okolicznosci nie byly sprzyjajace -
wiele sie wtedy w zyciu M. dzialo. Rozstalismy sie,
pozostajac jednak w kontakcie jako przyjaciele.
Nie bylo mi latwo bo serce wciaz bilo mocniej.
Minal kolejny rok akademicki - Ewiczka zostala
pania 'magazynier' i stwierdzila, ze wyjezdza. Teraz
albo nigdy. Myslalam, iz wyjade na kilka miesiecy,
moze znajde prace, troche zarobie i wroce. Wroce i
rozpoczne moje dorosle zycie.  Zladowalam w Perugii i
uczucia odzyly jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki.
Bronilismy sie przed tym, M. nie widzial dla nas swietlanej przyszlosci. Tym bardziej, ze za kilka miesiecy mial wyjechac do Madrytu na Erasmusa. Pojechal, a ja zostalam ze zlamanym sercem i stwierdzilam, ze to wszystko nie ma sensu. Czas sie pogodzic z rzeczywistoscia!!

On wyjechal i to mial byc koniec. Koniec stal sie  jednak nowym poczatkiem. Wyjazd otworzyl mu oczy i stwierdzil, ze oszalal bo ON nie potrafi beze mnie zyc. Ja nie wiedzialam co o tym wszystkim myslec. Serce chcialo a rozum pytal czy jest sens po raz kolejny wchodzic do tej samej rzeki?!  Moj pobyt we Wloszech dobiegal konca, czas powrotu do Polski zblizal sie nieublagalnie. M. przebukowal swoje bilety i przylecial sie ze mna zobaczyc. Serce wygralo z rozumem :) Postanowilismy rozpoczac wszystko od poczatku. Zamieszkalismy razem a kilka lat pozniej poszlismy o krok dalej i stanelismy na slubnym kobiercu.





A reszte juz znacie :)
Pozdrawiam


p.s. Pani doktor S. dziekuje za ten niezdany egzamin ;)

14 komentarzy:

  1. rzeczywiście mieliście pod górę z Waszym uczuciem, ale jak to mówią co ma wisieć nie utonie i w Waszym przypadku się sprawdziło :) Wygrała miłość :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami mysle, ze musielismy to wszystko przejsc aby zrozumiec to najwazniejsze :)

      Usuń
  2. Piękna historia :) jak z filmu normalnie! Gratuluję znalezienia swojego szczęścia :) niech trwa bez ustanku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie normalnie jak z filmu... ja nie mogę to już? Naprawdę tak śledziłam z zapartym tchem, wczułam się...a tu koniec? ;( Mogłaś zrobić więcej części! :)
    Ale dzięki za takie wytrwałe opisy, świetnie się czytało a ten okraszony jeszcze zdjęciami to już w ogóle super!!

    OdpowiedzUsuń
  4. "...i żyli długo i szczęśliwie". :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowna historia z pięknym zakończeniem.
    Twój mąż czyli wujek Cava wygląda na bardzo sympatycznego faceta.
    Szczęścia Wam życzę dużo, dużo, dużo!

    No to ciekawość ma zaspokojona:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Szczescia i dla Was. Bo o ile dobrze kojarze to u Was slub jest w fazie przygotowan?

      Usuń
  6. Piękna historia ze szczęśliwym zakończeniem :)

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeznaczenie... cudna milosc niech trwa do smierci,a nawet i dluzej!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudna historia. Czytałam i rozmarzyłam się:)
    Piękne zdjęcia, po prostu miłość;)
    Oj, serce zawsze wygrywa:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja dopiero teraz nadrabiam zaleglosci. No kochana nie mieliście łatwo. Gdyby pewnie nie twój upór to nic by z tego nie bylo.
    Życzę Wam kochana dużo miłości :*

    OdpowiedzUsuń