piątek, 3 stycznia 2014

Uprzejmym byc!!


Powiedzcie mi co sie dzieje na tym swiecie? Czy uprzejmosc i bezinteresowne pomaganie blizniemu juz zupelnie odeszly do lamusa? Czasami rece opadaja...Z domu wynioslam pewne priorytety - od dziecka wiedzialam, ze starszej osobie trzeba miejsca ustapic w autobusie, przepuscic w drzwiach itp. tymczasem, coraz czesciej spotykam sie z chamstwem i totalna znieczulica - czy to na ulicy, w sklepie czy nawet i w kosciele!!

Wielokrotnie juz wspominalam, iz mialam dosc ciezka ciaze. Ciagle mdlosci i wymioty nie pozwalaly mi sie cieszyc odmiennym stanem, mimo to probowalam sie nie poddawac i zyc w miare normalnie. Wielkanoc - szosty miesiac ciazy, nasz maly kosciolek zapchany...ciezko mi, goraco, duszno...stoje podparta o mur, z drugiej strony widze pewna mame z niemoweleciem na reku. Kosciol pelen ludzi, nikt miejsca nie ustapi...wydaje sie, ze nikt nas nie widzi...i tu pytanie nie widzi czy nie chce widziec? Czyzby wszyscy byli tak skupieni na slowie bozym? Zaczyna mi sie w glowie krecic, M. wyprowadza mnie z kosciola zanim omdleje i tu nagle przestaje byc niewidzialna - wszyscy sledza za mna ciekawskim wzrokiem.

Innym razem, juz po porodzie. W kaplicy szpitalnej...kolejka do spowiedzi. Wchodzi mloda mama z dzieckiem w wozku (na oko miesieczne niemowle)...ustawia sie w kolejke i czeka na swoja kolej. Dziecie zaczyna marudzic...marudzenie przechodzi w placz. Wszyscy sie ogladaja, nikt nic nie mowi.  Dopiero gdy nadchodzi moja kolej proponuje aby mnie 'przeskoczyla'. Spieszylam sie, owszem - bo sama mialam malenkie dzieciatko, ktore 3 pietra wyzej czekalo na USG nerek...ale te 5 minut mnie nie zbawi.

Ostatnio...kilka dni przed Bozym Narodzeniem czekam w kolejce do spowiedzi. Gdy wchodze do kaplicy ze Stefkiem na reku na niektorych twarzach maluje sie specyficzne zmieszanie, bo pewnie ta tu przyszka z dzieckiem i zaraz bedzie chciala kolejke ominac...a wtedy przeciez nie wypada powiedziec ''NIE''. Nic z tych rzeczy siadamy z tylu, w kaciku aby nikomu nie przeszkadzac i czekam na moja kolej.  Spowiednik niespodziewanie wychodzi z pokoiku gdzie wczesniej spowiadal i zasiada do konfesjonalu tuz za naszymi plecami. I co widze...widze jak pewnien pan (ok. 60) stuka pania lokciem i szepce ''no idz...idz tam, przybliz sie''. Nic tylko przykro sie robi - chrzescijanie, katolicy do spowiedzi przyszli...nawet w takim miejscu i w takich okolicznosciach czlowiek czlowiekowi wilkiem.

Razu pewnego bylam swiadkiem, jak w Polsce ksiasz wyszedl z konfesjonalu i poprosil o przepuszczenie kobiety w ciazy. Ilez wtedy bylo zawistnych spojrzen w jej strone. Zeby bylo wszystko jasne,  nie uwazam, ze kobiety ciezarne to swiete krowy i wszystko im sie nalezy.

Inna sytuacja. Siostra moja w 9 miesiacu ciazy wsiada do autobusu i zajmuje ostatnie wolne miejsce. Kilka minut pozniej, na jednym z przystankow dosiada sie strasza pani z laska - miejsca ustepuje jej moja siostra, reszta podroznych usilnie podziwia przez okno miejski krajobraz.

Kilka tygodni temu odzywa sie dzwonek domofonu. Odbieram...polecony, trzeba zejsc i podpisac. Zwykle schodze...tym razem nie moglam zejsc. Informuje pania, ze niestety, ale nie moge zejsc bo mam male dziecko. Z drugiej strony slysze, ze musze zejsc i podpisac...powtarzam wiec, ze niestety nie jest to mozliwe i czy uprzejmnie moglaby pani mi przyniesc... Troche westchnela, pewnie pod nosem pomarudzila, ale z laska przyniosla na drugie pietro (jest winda). Ponoc w tym cywilizowanym panstwie listonosz nie ma obowiazku lazic po pietrach.  Nigdy wczesniej nikt  nie odmowil mi przyniesienia przesylki bezposrednio do domu. Wiele, baa wszystko zalezy od uprzejmosci listnosza.

Dla kontrastu przytaczam mila niespodzianke, ktora nas ostatnio spotkala. Wiekszosc prezentow swiatecznych zamawialismy przez internet z amazon...paczki przywozil kurier, do tej pory znienawidzony SDA (ktory kiedys niby usilnie probowal mi paczke dostarczyc a mnie nigdy nie bylo w domu...a awizo nigdynie zostawil!! i juz mieli odsylac do Polski).  Zmienila sie osoba kuriera i paczki dochodza szybko i bezproblemowo. W dodatku, pewnego grudniowego popoludnia, znajduje awizo SDA w skrzynce  z numerem telefonu komorkowego...dzwonimy...- ''jesli jestescie panstwo w domu to bede za gora 10 minut''. M. prosi pytajaco czy Pan mogly  nie dzwonic do domofonu a jedynie sygnal puscic na komorke, bo mamy male dziecko, ktore wlasnie usnelo. Tak tez zrobil :) Tydzien pozniej M. odbiera telefon - kurier, ze za 5 minut bedzie z paczka...nie chce dzwonic do domofonu, bo pora podobna co w ubieglym tygodniu, wiec  pewnie dziecko spi a niechcailby  go budzic. Szok!! Chciec to moc!!

Chcielismy fajnie zaczac nowy rok. Kilka dni wczesniej postanowilismy, ze jesli pogoda dopisze jedziemy pod Asyz ogladac zywa szopke.  Na miejscu okazalo sie organizacja fatalna, tlumy ludzi...stajesz na koncu kolejki, z ktorej wiekszosc przybylych nic sobie nie robi i omija Cie bokiem. Podchodzimy, wpuszczaja grupe osob, czuje sie jak w zagrodzie zewszad otoczona barierami. No, ale nie o tym mialo byc...otwiera sie bramka i wczesniejsze skojarzenie z zagroda jest jak najbardziej na miejscu - to co sie dzieje to jak sped bydla. Ludzie pra zewszad, nie zwarzajac na tych najmniejszych - Steffi przerazony w wozku,ciemno,nie widzi nic poza zadkami otaczajacych nas ludzi (choc chcialoby sie napisac zwierzat). Banda dzikusow, dostaje kilka kuksancow w plecy od gowniarza (na oko gimnazjalista)...nie poddaje sie, bronie aby nam dziecka nie zadeptali...Ktos pokrzykuje, ludzie tu sa dzieci, przepuscie wozki...nic z tego.Ostatecznie rezygnujemy i wycofujemy sie a tak jak i my jest jeszcze wiele innych rodzin z dziecmi, ktore wracaja do domu z niczym a biedniejsi o 8 euro.

Nie jestem milosnikiem zwierzat, psow sie boje (trauma z dziecinstwa). Nie oznacza to jednak, iz popieram krzywdzenie zwierzat. Jestem tolerancyjna...Zaakceptowalam psy non-stop latajace luzem po podworku. Czasami jednak mam dosc.  Klatke obok mieszka Pani z pieskiem psychopata...albo moze z ADHD.  Psiak wciaz lazi luzem po podworka i calej okolicy atakujac i obszczekujac wszystko co sie rusza. Mniejsza jednak z tym. To co wkurza najbardziej to jego wsciekle szczekanie pod oknami w godzinach porannych ok. 6 -7...Pani wypuszcza psa, ten lata jak opetany po okolicy, pobudzi wszystkie psy z osiedla domkow jednorodzinnych (czuje sie wtedy jakby mieszkala w schronisku)...po czym wraca i ujada pod drzwiami klatki schodowej, bo chce wejsc do domu. Tak wiec, gdy ostatnio owa wlascicielka zagadala do M., maz moj nie omieszkal delikatnie jej zasugerowac, ze jej psiak robi niezly raban rano. Co sie okazlo - Pani przyznala, ze i owszem to jej pies, ona w tych godzinach przygotowuje sie do pracy -  makijaz itp...i aby zaoszczedzic na czasie i pospac dluzej to po prostu wypuszcza zwierze, zeby samo zalatwilo swoje potrzeby. Swietnie, zeby Ona mogla dluzej pospac, codziennie budzi cala okolice.

Czy naprawde tak ciezko byc uprzejmym i czasami pomyslec tez o innych?

9 komentarzy:

  1. Widocznie dla innych ciężko :(...niestety, tak jest. Też serce mi się kraje jak widzę coś takiego, niestety nic innego nam nie pozostaje jak samemu być empatycznym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, znajomo brzmiące niektóre opisane przez Ciebie sytuacje;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech niestety o uprzejmość coraz trudniej... Ludzi ciężko zmienić, więc pozostaje dbać tylko o własną uprzejmość.

    OdpowiedzUsuń
  4. No niestety wychodzi na to że jak łokciami się nie porozpychasz to nic nie osiągniesz... Każdy widzi tylko czubek własnego nosa :/ Starszym ludziom zawsze wszystko się należy i zawsze im się śpieszy ( ciekawe dokąd...), wojna o wolne miejsca w autobusie, brak zrozumienia w kolejce dla ciężarnej a to że kasa jest dla uprzywilejowanych to już szczyt chamstwa. Eh... Starsi ludzie narzekają na młodzież ale kto ma ją wychować jak staruchy zamiast przykładem świecić to sami lepsi nie są? Jak mój małż w Niemczech przepuścił kobietę z dzieckiem w kolejce sklepowej to mało co nie został zlinczowany :/

    OdpowiedzUsuń
  5. U Nas powiem szczerze, ze rzadko spotykam sie z nieuprzejmoscia... chyba tylko wtedy , kiedy Rodak spotyka Rodaka np w kosciele, gdzie tez czekalismy na spowiedz... chlopcy mrowki w pupie usiedziec na miejscu nie moga, wiec chodze raz ja , raz Michal. W koncu nadeszla nasza kolej, ja poszlam I wychodzac pokazuje M. Reka, ze juz. Za nami siedzi facet w srednim wieku I puka M. Czy on juz wchodzi, bo on juz wieki czeka ( max. 15 min?). Szok... przeciez widzial, ze probujemy obydwoje stac w kolejce... ja staram sie byc mila I mam nadzieje, ze spotkam na swojej drodze tylko uprzejme osoby.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z reguły jestem miłą i tego samego oczekuję od innych, jeśli jednak ktoś stanie na mojej drodze i będzie zachowywał się jak cham i prostak to biada mu oj biada wtedy włącza mi się druga twarz i jestem gotowa takiego człowieka zmieszać z błotem i podejrzewam, że w kilku opisanych przez Ciebie sytuacjach nie zareagowałabym z takim stoickim spokojem jak Ty a wybuchłabym jak petarda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzisz kochana tak to już jeż, co z tego że Ty jesteś miła i uprzejma, jak ta druga osoba to totalne dno.
    Ja w ciąży w kościele miała tak samo, nikt mnie nie widział,że w ogóle jestem, dopiero jak zemdlałam to każdy się obracał żeby zobaczyć co się stało.

    OdpowiedzUsuń
  8. W UK nie spotkałam się jeszcze z nieuprzejmością. No może raz czy dwa ale to był obcokrajowiec.
    Kiedy byłam w ciąży to w autobusie, w sklepie, w kolejce- zawsze doświadczałam gestów uprzejmości do tego stopnia, że czułam się głupio i nieswojo. Kiedyś w supermarkecie otworzono nową kasę specjalnie by skasować tylko moje zakupy, bo wszędzie kolejki były.
    W Polsce nigdy nie widziałam czegoś podobnego.

    Ja sama zawsze staram się być uprzejma i wierzę, że to do mnie wraca.

    Pozdrawiamy:) Nie cały świat jest zły!

    OdpowiedzUsuń