piątek, 31 stycznia 2014

Jak to sie stalo, ze jestem tu gdzie jestem?!

Rzecz o poczatku mojego romansowania z Italia. Skad wziela sie moja pasja zwiazana z tym oto krajem...moje slepe zauroczenie kozakowym polwyspem. Jak to sie stalo, ze jeszcze jako nastolatka zamazylam sobie kiedys tam pojechac, zwiedzic ile sie da a moze i na chwile zamieszkac.

Zaczelo sie dosc niepozornie. Nie wiem czy ktos z Was domyslilby sie co sprawilo, iz zaczelam sie interesowac sloneczna Italia. Sport!! Dokladnie tak, sport!! Teraz przyznac sie bez bicia, ile z Was odgadlo co to takiego a ile pomyslalo, ze chodzi tu o facetow?! Mialam w swoim zyciu etap, gdzie bardzo interesowalam sie sportem. Sportem w szerokim tego slowa znaczeniu, od lekkiej atletyki, przez koszykowke (pamietam zarwane noce, gdy z oczami na zapalki wstawalo sie kibicowac Jordanowi) do pilki noznej. Pilka nozna - meski sport. Ogladal dziadek, ogladal tata ze znajomymi, ogladalam i ja...i pamietam te cholerne karne na mundialu we Francji '98. Jak mi wtedy ich zal bylo...tak zaczela sie pasja wloska druzyna narodowa. A w parze z tym szlo i interesowanie sie co to za kraj Wlochy. Naturalnie z TV, ksiazek i filmow, znalam Rzym, Mediolan, Wenecje, Watykan. Miejsca te podziwialam w internecie. Zauroczyly mnie bez reszty i zapragnelam poznac je z bliska.

Ktoregos dnia (kilka miesiecy pozniej), pamietam jakby to bylo wczoraj, mama wrocila do domu i oznajmila mi i siostrze, ze za dwa tygodnie jedziemy na pielgrzymke do Wloch z okazji dwudziestolecia pontyfikatu Jana Pawla II. Radosci nie bylo konca. Nie moglam sie doczekac. Dwa tygodnie trwaly cala wiecznosc. W koncu pojechalismy...byla druga polowa pazdziernika a we Wloszech piekne slonce i to byl kolejny plus tego kraju. Pierwszym wloskim miastem, ktore zwiedzilismy byla Wenecja, ktora zrobila na mnie ogromne wrazenie. Nastepnie Florencja, Rzym i wiele innych. Byl rowniez i Asyz - gdyby mi ktos wtedy powiedzial, ze za 8 lat zamieszkam 20km od niego to bym go wysmiala jak nic.Caly wyjazd byl cudowny. Pamietam jak szwedalysmy sie (z siostra i dwiema znajomymi) po wiecznym miescie...drepatlysmy w strone stadionu ;) Niesamowitym przezyciem byly rowniez uroczystosci rocznicowe papieza polaka - tlumy w oczekiwaniu na wejscie na plac sw. Piotra - bieg aby zajac jak najlepsze miejsce (Nawet nie wiecie jak potrafia rozpychac sie i jak szybko biegaja staruszki :) I potem wyjechal ON - Jan Pawel II, stalismy w pierwszym sektorze przy barierkach. Wszyscy wyciagali rece, niewiele myslac wyciagnelam reke i ja...sila perswazji?! Ojciec Swiety w swoim papamobile przejezdzal kolo nas gdy poczulam czyjsc dotyk a chwile pozniej bol ogromny w barku - dostalam z barku od roslego ochroniarza. Dotyk, ktory wtedy poczulam to byla reka Ojca Swietego - czego potwierdzenie mam na zdjeciu, ktore akurat pstryknela moja siostra. Z tym wyjazdem wiaze sie wiele wspomnien.

I gdy siedzialysmy w autokarze, juz w drodze powrotnej obie z siostra postanowilysmy, ze jeszcze kiedys tu wrocimy.


No a jak juz sie powiedzialo ''a'' to trzeba bylo powiedziec i ''b', wiec do Wloch wrocilysmy w 2001 roku. Tym razem nie byla to pielgrzymka a wczasy...blogi wypoczynek nad morzem adriatyckim, polaczony z minimum zwiedzania. Spedzilismy tam prawie 3 wrzesniowe tygodnie.

Wciaz mi jednak bylo malo. Chcialam tam troche pomieszkac. Poznac kulture, obyczaje, zasmakowac tutejszego zycia i slonca...skubnac cos z jezyka. Au Pair - to jest to pomyslalam. Kokosow na takiej pracy sie nie zarabia, ale nie o to chodzilo. To miala byc moja piekna trzymiesieczna przygoda...nauka zycia. Pojechalam do Rzymu - a dokladniej do Nettuno, gdzie rodzina, u ktorej pracowalam miala mieszkanie nad morzem. Latwo nie bylo...nie znalam jezyka, choc cos tam kumalam. Rodzina deklarowala, ze mowi po angielsku co dalekie bylo od prawdy. Dzieciaki nieznosne, rozpieszczone, rozbrykane, dla ktorych rodzice nie mieli nigdy czasu. Udalo  mi sie wyrwac na weekend w odwiedziny do znajomego w Toskani. Odzylam nieco. Po powrocie pojechalismy z rodzina na bajeczne 3 tygodnie na Sardynie - tu mialam znacznie mniej obowiazkow i troche czasu dla siebie. Bylo cudownie, az nie chcialo sie wracac, ale wracac trzeba bylo..najpierw do Rzymu a kilka dni pozniej do Polski.
Mimo, iz lekko nie bylo to stwierdzilam, iz za rok jade ponownie. Pojechalam, nie obylo sie bez przygod...poczatki nie byly kolorowe i juz mialam z podkulonym ogonem wracac do domu, gdy okazalo sie, ze istnieja na tym swiecie ludzie gotowi pomoc blizniemu, zupelnie bezinteresownie. Przygarneli mnie, zupelnie im obca, pod swoj dach - mialam zatrzymac sie u nich na kilka dni (zaoferowali mi pomoc w znalezieniu pracy) a zostalam ponad 2 miesiace i poznalam mojego przyszlego meza. Ale to juz temat na osobna notke. Kto wie, moze kiedys i te wspomnienia znajda droge na ekran monitora?!

Zdjec ze wspomnianych przygod niestety nie mam tzn. mam je na papierze w Polsce. Trzeba chyba bedzie jakis transfer zdrobic.
Cos jednak znalazlam:

Venezia, wrzesien 2002

Florencja, 2002
A na koniec mala reklama Rzymu. Ponizsze zdjecia nie sa moje, ale naszego znjaomego. Moze kogos skusza do odwiedzin 'wiecznego miasta'. A stamtad to juz tylko 200km do nas :)





21 komentarzy:

  1. Italia jest piekna, a I mezczyzni przystojni ;) ja tez ogladalam pilke nozna, ale gralam w siatkowke. Swietna opowiesc, a z ta rodzina to normalnie przeznaczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozliwe, ze przeznaczenie...choc byly i przejscia.

      Usuń
  2. Achh widzisz, od początku Italia była Ci przeznaczona:)
    Czekam z niecierpliwością na wpis jak to się z przyszłym mężem poznałaś:))))
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż się uśmiechnęłam na widok Twoich zdjęć ;) Istna reklama odnośnie wyjazdu do Rzymu na kanonizację Jana Pawła II - ostatnio u nas w tv i w autobusach ciągle reklamują się biura podróży ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiscie, wyszedl mi wpis dosc na czasie. zapewniam jednak, ze to nie celowo. Choc moze powinnam napisac do burmistrza Rzymu, ze mu na blogu miasto promuje to moze by odpalil jakis % . Wlasnie zdalam sobie sprawe, ze kiedys to jechalam 2000km na uroczystosc rocznicy pontyfikatu, a teraz jak mam do Rzymu o jedno ''0'' zmniej to pewnie bede w TV ogladac :)

      Usuń
  4. Ja we Włoszech byłam w Wenecji Rzym mi się marzy strasznie może kiedyś :) Sport też lubię i piłkę nożną, w LO i na studiach byłam fanką jednej z drużyn z mojego miasta w szaliku chodziłam na mecze. Uwielbiam oglądać siatkówkę ach och i ech i trenowałam ją w LO. Czekam na wpis jak poznałaś swojego męża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio tzn. od kilku lat ogladam siatkowke. Zwykle kibicuje polskim druzynom narodowym, sledzac transmisje w internecie. Na meczu siatkarskim serie a bylam raz. Grala Perugia - Macerata ze Swiderskim (nawet fotke cyknelam :)

      Usuń
  5. Uwielbiam, uwielbiam takie opowieści!!! I aż zazdroszczę Ci wspomnień... jednak coś w tym jest, że ściągasz na siebie to o czym myślisz. Mam nadzieję, że nie każesz długo czekać na cz. II :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam determimację :) Widać to Twoje miejsce na świecie. Chciałabym móc spełnić swoje marzenie dotyczące Brazylii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *determinację (nie lubię pisac komentarzy z komórki).

      Usuń
    2. Moje marzenia byly nieco blizsze i tansze niz Brazylia. Szereg zbiegow okolicznosci i wyladowalam tu na stale, a chcialam tylko tak na 'probe'.
      Do Ameryki Poludniowej nigdy nie ciagnelo mnie jakos specjalnie mocno, choc przyznaje, iz Brazylia to piekny kraj. Znam ja jedynie ze zdjec, bo M. w dawnych czasach spedzil tam 3 tygodnie i szczerze bylam zaskoczona ile tam magicznych miejsc, ktorych wczesniej nie znalam. Trzymam wiec kciuki za Twoja Brazylie!! :)

      Usuń
  7. Byłam we Włoszech raz, w LO na wycieczce klasowej. Byliśmy w Wenecji, Florencji, San Marino. Pamiętam, że włoska pizza mi nie smakowała, za to kawa i lody najlepsze jakie w życiu jadłam. Wszystko mi się bardzo podobało,choć w Wenecji mi wtedy te kanały śmierdziały. Najbardziej z koleżankami podobała nam się śmiałość Włochòw, którzy bez oporów podchodzili i zagadywali i to ich cudne "ciao bella!", a jak słyszeli,że jesteśmy z Polski to dopiero radość była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mialam nieco inaczej - pizzy w Polsce nie lubilam a tu ja kocham :) Lody - uwielbiam, to jest chyba moja najwieksza slabosc. To 'kawy shota' nie moge sie przyzwyczaic, wole sie nia delektowac zagryzajac domowe wypieki. Smiali to oni sa, niekiedy to i matce z wozkiem nie odpuszcza - a moj maz dwa kroki dalej czerwony ze zlosci :D

      Usuń
    2. Kawy shota nie znam. Wtedy z psiapsiółą chodziłyśmy na cappucino zafascynowane tym, że miły pan z kawiarni rysuje nam kakaowe wzorki na piance. Nawet była między nami jakaś sprzeczka bo jedna dostała serduszko a druga nie ;) no ja pamiętam jak jedni Włosi chcieli do naszego autobusu wsiąść i z nami jechać. Wychowca się nieźle namęczył by ich odwieść od tego planu. A mężowi się nie dziwię ;)

      Usuń
  8. Ach, Rzym, jedno z miejsc, które chciałabym zwiedzić bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  9. A Ci się udało :) Świetna ta Twoja historia. Czekam na cz.II. :) Powiedz jeszcze, nie bałaś się tam zostać, z dala od domu... Nie miałaś wątpliwości co do tego?

    OdpowiedzUsuń
  10. W swerze moich marzen nie planowalam tu zostac na stale. Ostatecznie milosc mnie tu przyciagnela, choc latwo nie bylo, bo cala reszta rodziny w Polsce...brakuje mi tu bliskich. Teraz gdy mam Stefka to moze troche mniej, bo jednak jestem cale dnie zajeta Zdarzalo mi sie snuc plany, ze przeprowadzimy sie do Polski. Jednego jestem pewna - ciesze sie, ze ciaze i porod przeszlam wlasnie tutaj. Nie jestem slepo zapatrzona w tej kraj...to minelo z czasem. Bo jedno to przyjechac tu na wczasy, a drugie zamieszkac. Wszystko ma swoje plusy i minusy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Doczytałam do połowy, wrócę, jak tylko Emilka da mi chwilkę:)
    Na razie jestem zmuszona włączyć Myszkę Miki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach! Przeczytałam, rozmarzyłam się!!!
      Cudna historia:) Może pokusisz się o ciąg dalszy?
      Przerwałaś w najbardziej wyczekiwanym momencie;)))
      Ja już chyba pisałam - marzę, aby kiedyś odwiedzić ten niezwykły kraj;)

      Usuń
    2. Znam takie akcje...Steffi ostatnio upadobal sobie Finley woz strazacki :)

      Usuń
    3. Ciag dalszy trzeba napisac. A to dosc dluga historia, rzeklabym sinusoida - raz w gore raz w dol. Nie chcialabym Was zanudzac :)

      Usuń